now@ on-line

napisz do nas


bajdula:

czy grozi nam kryzys?

dlaczego się nie rozumiemy?

po wyborach

ZASADA:

scheda

dlaczego byłem przeciw

Magdalena:

wiara w postęp

czy jesteśmy lepiej traktowane?

ZIM:

jest rzeczą zadziwiającą

micra:

przegrana

StefanDetko:

przegrana i co dalej?

 

 

STATeria



 bajdula

Dlaczego się nie rozumiemy?

Patrząc na świat obecny, albo nawet bliżej, na swoje podwórko i ludzi spotykanych na ulicach, w kawiarniach, sklepach niejednokrotnie ma się wrażenie, że nikt nikogo nie rozumie, nie słucha. Dlaczego u progu nowego tysiąclecia występuje taka sytuacja? Dlaczego lewica nie może często dyskutować z prawicą, kobieta z mężczyzną, babcia z dziadkiem? Niby wszyscy mówią tym samym językiem, a jednak nie rozumieją się często. Jak opowiadał mi kiedyś znajomy, problemem może być nawet ilość ketchupu na kanapce? Patrząc na tą sytuację z przymrużeniem oka można odwołać się do sceptyków, ostatniego wielkiego obozu filozoficznego epoki hellenistycznej. Pirron bowiem wyszedł z przekonania, że sceptycyzm zapewnia szczęście, gdyż wprowadza spokój, a szczęście tkwi w spokoju. Sceptyk, gdy przekona się, że nie może w żadnej kwestii wypowiedzieć się z całkowitą pewnością nie zabiera głosu i ta powściągliwość zapewnia mu spokój. Pirron w swoich rozważaniach doszedł do trzech pytań :

1. Jakie są własności rzeczy?

2. Jak mamy się wobec rzeczy zachowywać?

3. Jakie są następstwa naszego zachowania wobec nich?

Odpowiedz na to pytanie nie była optymistyczna, bowiem odpowiadał, że nie wiemy, jakie są własności rzeczy, wobec tego musimy się powstrzymywać od sądów, a to doprowadzi nas do szczęścia. Zasadą sceptyków było wykazywanie, że każde stwierdzenie ma nie więcej pewności od stwierdzenia z nim sprzecznego.

Postępowali według dwóch tropów, po pierwsze, bezpośredniej pewności nie można mieć wobec względności i rozbieżności poglądów, a po drugie, pośredniej pewności także nie ma wobec braku bezpośrednio pewnych twierdzeń. I doszli do dziesięciu argumentów przeciw poznaniu rzeczy przez zmysły, tak zwanych dziesięciu klasycznych tropów.

1. Te same rzeczy są różnie postrzegane przez różne gatunki. Człowiek postrzega inaczej niż pies, ten z kolei różni się od na przykład mrówki. Narządy zmysłów są inaczej zbudowane i nie można rozstrzygnąć, czyje spostrzeżenie jest trafne.

2. Te same rzeczy są różnie postrzegane przez różnych ludzi. Nie ma powodu, aby jednemu dawać rację przed drugim.

3. Te same rzeczy są różnie postrzegane przez różne narządy zmysłowe. Ten sam człowiek postrzega rzecz odmiennie w zależności od zmysłu, którym się posługuje. I znowu nie ma powodu, aby jeden zmysł wywyższać.

4. Nawet te same rzeczy są różnie postrzegane w zależności od warunków zewnętrznych. Człowiek pogrążony w chorobie często traci smak i cukier nie wydaje mu się już słodki.

5. Ta sama rzecz jest różnie postrzegana w zależności od odległości od postrzegającej osoby. I znów nie można stwierdzić, które postrzeżenie jest trafne.

6. Rzeczy są postrzegane nie bezpośrednio, ale poprzez środowisko, otoczenie, a to zamazuje obraz.

7. Ta sama rzecz może wywoływać różne postrzeżenia w zależności od ilości i układu. Kropla wody pragnienia nie zgasi, ale szklanka to już co innego.

8. Wszelkie postrzeżenia są względne i zależne od natury postrzegającego i sytuacji zewnętrznej.

9. Rzeczy są postrzegane inaczej w zależności od ilości i jakości wcześniejszych postrzeżeń.

10. Sąd człowieka o rzeczach jest zależny od jego wychowania, przekonań, obyczajów, doświadczenia itp.

Reasumując wszystko możemy sprowadzić do tego, że postrzeżenia są różne dla różnych osób, gdyż zależą od warunków podmiotowych i przedmiotowych. Ale czy powinniśmy się powstrzymywać od twierdzeń? Raczej nie, należy tylko brać pod uwagę zdanie innych osób. Specjalnie zaczęłam swój wywód od sceptyków, gdyż niejednokrotnie moi rozmówcy idą w zaparte twierdząc, że ich poglądy są pewne, a zdanie innych błędne. Oczywiście nie chcę, aby ktoś uważał, że mniemam, iż nie ma obiektywnej prawdy. Co do zasad ogólnych można wysnuć pewne prawidłowości, ale biorąc pod uwagę na przykład politykę, to uparte utrzymywanie, że jedna partia jest dobra, a inna zła nie ma podstaw bytu. W każdym bowiem ugrupowaniu politycznym można znaleźć plusy i minusy. Problem tkwi więc w tym, aby uważnie słuchać drugiego człowieka i nie szukać słówek, za które można złapać i dać wyraz swojej negacji. Ilu bowiem rozmówców, tyle rozbieżności, w każdym człowieku możemy jednak znaleźć coś, z czym się zgadzamy i coś, co negujemy.

Dlaczego się nie rozumiemy? A dlaczego Arystoteles był oponentem Platona, choć wyrósł i dojrzewał jako jego uczeń? A dlaczego dzieci po okresie całkowitej ufności do rodziców niejednokrotnie później nie zgadzają się z nimi? Bo widzą, że świat realny nie odpowiada idealnemu. Platon był idealistą, głosił, że istnieją dwa rodzaje bytu, poznawalny przez zmysły i pojęcia, zniszczalny i wieczny, zmienny i niezmienny, realny i idealny, rzeczy i idee. Jedynie idee istniały według niego, o rzeczach można powiedzieć co najwyżej, że stają się. Znamy bezpośrednio rzeczy będące cieniami idej, porządek realnego świata odzwierciedla porządek idej, wreszcie, że to Bóg na wzór idej stworzył świat. "Rzeczy można widzieć, ale nie można o nich myśleć, o ideach zaś można myśleć, ale nie można ich widzieć" A co na to odpowiadał Arystoteles? Zmysły mają w poznaniu funkcję równie niezastąpioną, jak rozum. Trzeba zetknąć się z rzeczywistością, aby coś o niej powiedzieć, rozum w przeciwieństwie do tezy głoszonej przez Platona o wiedzy wrodzonej, jest nie zapisaną tablicą. Platon wskazywał na cele transcendentne, Arystoteles na cele osiągalne. Dla Platona dusza była czynnikiem życia, była nieśmiertelna. Dla Sokratesa najwyższym celem - eudajmonia, czyli doskonałość jednostki, działanie właściwe człowiekowi. Platon mówił o trzech cnotach ( mądrość, męstwo, panowanie nad sobą - dodawał jeszcze sprawiedliwość, która łączy te trzy ), a Sokrates, że cnót jest, ile właściwych człowiekowi czynności, bo każda z nich ma swoją cnotę. Cnota - " uosobienie zachowujące środek " Platon - jednostka podporządkowana ogółowi, czemu dał wyraz w teorii państwa doskonałego, Arystoteles - zachowanie i działanie godne człowieka, czego wyrazem jest nie cnota, ale szczęście, którego nie należy mylić z doznawaniem przyjemności.

Każdy z nas jest filozofem, albowiem każdy musi znaleźć, jakich cel swojego życia, odpowiedzieć sobie na trudne pytania. W dzisiejszym, zmaterializowanym świecie coraz częściej niestety ludzie wybierają "być, niż mieć" Stoicy głosili, że szczęścia nie można być pewnym, dopóki jest ono zależne od zewnętrznych okoliczności. Są dwie drogi : albo zewnętrzne okoliczności opanować, albo się od nich uniezależnić. Opanować jednak według nich się nie da, więc pozostaje tylko uniezależnienie. Aby wszystko mieć, należy się wszystkiego wyrzec. Celem człowieka życie zgodne z naturą. Żyć cnotliwie i żyć zgodnie z naturą - to jedno i to samo. Życie zgodne z naturą jest zarazem zgodne z rozumem, bowiem nie namiętności stanowią naturę człowieka. Wracając na chwilkę do Platona i jego poglądów wedle, których dobra stanowią hierarchię, której szczytem jest idea dobra, a osiągamy ją poprzez dobra realne, będące etapem na drodze do idej, widzimy, że trudno się wyrzec przyjemności. I pobieżnie analizując jego teorię miłości, wedle, której pierwszym jej przedmiotem są piękne ciała, z czasem dopiero piękno dusz staje się ważniejsze widzimy, jak na patelni, że nasze życie ulega rozwojowi.

I jak sprawa ma się do tego, czy być, czy mieć? Może jeszcze stanowisko Epikura i epikurejczyków. SZCZĘŚCIE POLEGA NA DOZNAWANIU PRZYJEMNOŚCI, A NIESZCZĘŚCIE NA DOZNAWANIU CIERPIEŃ. Do szczęścia wystarcza brak cierpienia, gdyż odczuwamy to jako przyjemność. Człowiekowi jest z natury dobrze, jest to radość wrodzona, o którą nie potrzeba zabiegać. Przyjemności pozytywne są dwojakiego rodzaju : bądź fizyczne, bądź duchowe. Cielesne są bardziej zasadnicze, gdyż duchowe nie mogłyby istnieć bez nich. "Przyjemność brzucha jest podstawą i korzeniem wszelkiego dobra" - tak mówił Epikur, zaznaczając jednocześnie, że dobra duchowe są wyższe.

Więc, dlaczego się nie rozumiemy? A może ktoś mi powie, który z filozofów ma rację? Tak samo sprawa ma się z dysputami na wszelkie tematy, w tym także polityczne, dlatego zawsze będę potępiać osoby, które widzą obraz patrząc tylko z jednej strony. Tak nie można, bo wtedy wszelkie rozmowy nie mają najmniejszego sensu.

P.S. Osobiście wybrałam być, ale mieć też coś trzeba, no nie? Mam nadzieję, że choć częściowo się rozumiemy, boć zupełna zgoda chyba nie jest możliwa.

strona główna