now@ on-line

napisz do nas


bajdula:

czy grozi nam kryzys?

dlaczego się nie rozumiemy?

po wyborach

ZASADA:

scheda

dlaczego byłem przeciw

Magdalena:

wiara w postęp

czy jesteśmy lepiej traktowane?

ZIM:

jest rzeczą zadziwiającą

micra:

przegrana

StefanDetko:

przegrana i co dalej?

 

 

STATeria



 Bajdula

Po wyborach


   Komentarz powyborczy połączony z rozważaniami na temat rozwoju sytuacji w Polsce napisany przez osobę starającą się spojrzeć trzeźwo na obecny stan
życia politycznego kraju, acz postrzeganą przez niektórych jako utożsamiającą poglądy lewicowe.
    Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że docierające do mnie z różnych stron
twierdzenia jakoby wynik wyborów był zaskoczeniem dla polityków ubiegających się o fotel prezydenta są mijaniem się z prawdą, gdyż różnorakie sondaże przedwyborcze dosyć trafnie typowały wyniki uzyskane przez poszczególnych kandydatów. Zaskoczonym mógł być więc tylko ten, kto nie znał aktualnych preferencji wyborczych Polaków, lub jak Jan Łopuszański opierał w wywiadach swoje poparcie na wynikach sondaży internetowych, które pod tym względem różniły się bardzo od badań OBOP-u, czy CBOS-u. Jak zwykle głosy zdziwienia dotarły także zza wielkiej wody od polonii, ale tutaj sprawa wydaje się prosta, gdyż większość rodaków opuściła nasz kraj za czasów PRL-u, lub w początkach demokratycznych przemian, co ewidentnie wpływa na obecny sposób postrzegania ojczyzny. Nie znając realiów panujących w Polsce trudno wyrobić sobie zdanie zgodne z panującą rzeczywistością. Dziwić może także wynik osiągnięty przez Lecha Wałęsę, ale po głębszym zastanowieniu raczej każdy powinien dojść do wniosku, że historia i dawne zasługi nie są wyznacznikiem poparcia dla kandydatów. Patrząc natomiast na Aleksandra Kwaśniewskiego i jego kampanię należy stwierdzić, że nie wnosiła ona nic nowego do jego wizerunku, ale cóż mogła wnosić. Skoro po paru latach prezydentury poparcie wzrosło, więc nie trzeba, ba nie należy nic zmieniać, gdyż posłużę się porównaniem do sportu - zwycięskiego składu się nie zmienia. Dla wielu osób, zwłaszcza jego przeciwników była to więc kampania bez wyrazu, ale jakże skuteczna, a o to chodzi przecież w polityce. Zarzuty wysuwane pod kątem obecnego prezydenta odnośnie braku chęci do merytorycznej dyskusji z
Andrzejem Olechowskim może zawierające częściowo prawdę są do odrzucenia na podobnej zasadzie. Na pewno Kwaśniewski liczył się z możliwością debaty politycznej w drugiej turze, ale mniemam, że wierzył jednak w zwycięstwo przy pierwszym podejściu. Zostało ono na pewno zachwiane po ukazaniu przez sztab wyborczy Mariana Krzaklewskiego filmów z Kalisza i uroczystości katyńskich. Zachowanie prezydenta tam ukazane nie było godne głowy państwa, ale prezydent jest także człowiekiem, nie zapominajmy o tym. Wiem, akurat, że tym stwierdzeniem narażam się bardzo wielu osobom, ale obecnie nie dyskredytuje to prezydenta nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Możemy sobie porównać dość częste stany upojenia Borysa Jelcyna, czy aferę Clintona z panią M. Według mnie różnica pomiędzy Aleksandrem Kwaśniewskim, a Andrzejem Olechowskim jest naprawdę niewielka, lecz w debacie musieliby się czymś odróżniać, lecz w zaistniałej sytuacji nie dowiemy się, co to mogłoby być. Także argumenty wysuwane przez niektóre osoby żałujące bardzo, że do drugiej tury nie doszło są fikcją. Oczywiście tylko wtedy, gdy weźmiemy pod uwagę debatę Kwaśniewski - Olechowski. Dyskusja, bowiem pomiędzy Kwaśniewskim, a Krzaklewskim mogłaby być owocna, ale przy założeniu, że ten drugi wyzbyłby się swojej pogardy oraz przestał walczyć z urojoną komuną i posługiwać się metodami czysto PRL-owskimi. Nie wiem jak długo będziemy musieli czekać na to, aby prawica zaprzestała "polowań na czarownice", a wzięła się za stworzenie odpowiedzialnej przeciwwagi dla lewicy. Trudno jest mi znaleźć argumenty usprawiedliwiające takie zachowanie polityków z prawej
strony gdyż, jeśli ma to być tylko chwyt wyborczy, to skutek tego jest
znikomy i według mnie przynosi więcej szkody, niż pożytku. Gdyby jednak
okazało się, że ludzie na każdym kroku ukazujący siebie, jako katolików
pałali taką żądzą zemsty i nienawiści to nijak ma się to do nauki Kościoła i
encyklik uwielbianego przez nich papieża Jana Pawła II.
    Tak więc podzielona politycznie Polska wybrała po raz drugi na
prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Czy to źle, czy dobrze dla nas, to już
osobny problem. Jak zwykle nie ma tutaj jednoznacznej odpowiedzi, są tylko
plusy i minusy tego wyboru. Zły jest niewątpliwie fakt, że nie mamy mocnej
opozycji, bo to toruje drogę do "podejrzanych" decyzji niezależnie od tego,
która opcja dominuje. Także przejęcie prezydentury i większości w
parlamencie może nieść ze sobą pewne zagrożenia, ale na razie nie chciałabym
wiązać z tym jakichś większych obaw. Oczywiście po ewentualnym i raczej
nieuchronnym zwycięstwie SLD w zbliżających się wyborach do parlamentu
"prawa noga" może być bardzo słaba, co z mojej perspektywy nie jest dobre.
Gdybym jednak miała do wyboru całkowitą dominację SLD lub AWS, to
zdecydowanie wybrałabym tych pierwszych. Dlaczego? Z punktu widzenia szarego człowieka, niczym nie wyróżniającego się w masie społeczeństwa jest to droga dla mnie bardziej bezpieczna i przewidywalna. W stronę reform, ale nie za wszelką cenę i po trupach. W stronę Unii Europejskiej, ale bez bagażu
prawicowych radykałów o poglądach antyunijnych widzących Polskę w roli
służebnej w stosunku do krajów piętnastki. Bez wyciągania spraw duchowych
będących bardzo ważną sferą życia każdej jednostki, ale jednocześnie sferą
jakże prywatną. Dominacja jednego wyznania już w historii niejednokrotnie
odcisnęła swoje "mordercze" piętno. Mogę jeszcze dodać swoje bardzo
subiektywne odczucie, a mianowicie, że prywatę i żądzę załatwienia swoich
własnych interesów o wiele bardziej widzę w poczynaniach polityków z AWS,
niż SLD. Wiem, że zdanie wielu ludzi w tym kraju jest akurat wprost
przeciwne, więc podkreślę, że to moje subiektywne odczucie.
    Plusem wyboru Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta jest na pewno
kontynuacja jego polityki zagranicznej oraz jednoznaczne określenie
priorytetów, między innymi dążenia do członkostwa w Unii Europejskiej. Jest
on także politykiem dobrze odbieranym zarówno na zachodzie, jak i wschodzie,
co ma duże znaczenie. Zachowanie prawidłowych proporcji w tej dziedzinie
jest szalenie ważne, gdyż z Unią nam po drodze, ale naturalnym rynkiem zbytu
są państwa położone za naszą wschodnią granicą. Należałoby to lepiej
wykorzystać. Dla zwykłego człowieka wybór Aleksandra Kwaśniewskiego na
prezydenta daje "komfort psychiczny", jeśli tak to można nazwać, gdyż dobrze
wie, co Kwaśniewski może zrobić, a co nie. To choć przez wielu uznawane
akurat za wadę, jest jego dużym plusem. Porównajmy sobie Lecha Wałęsę na
przykład i jego zachowania, czy wypowiedzi. Niejednokrotnie rodziło się
podejrzenie wyrażające się w słowach - " Co on teraz palnie? Co wymyśli?
Czym nas zawstydzi? I jakże często musiał prostować swoje wypowiedzi,
tłumaczyć, co miał na myśli. Tak więc dobrze się stało, że ten jak by nie
było wielki Polak potrafił z taką godnością przyjąć wyniki wyborów. To było
dla mnie jedno z większych zaskoczeń ze strony pana Wałęsy. Oczywiście
pozytywnych zaskoczeń.
    Nie spodziewałam się natomiast takiego "betonowego" uporu ze strony
Mariana Krzaklewskiego. Człowiek wywodzący się z opozycji antypeerelowskiej powinien bardziej szanować demokratyczne reguły życia politycznego. Niestety okazało się to iluzją, a szkoda i ze względu na niego, jak i, a może przede wszystkim na AWS i jego losy, które jak na razie nie rysują się w jasnych barwach. Po sukcesie odniesionym w ostatnich wyborach parlamentarnych wielu ludzi związało swoje kariery polityczne z panem Krzaklewskim i to widać. Nie ma zasady wyboru dobrego fachowca w danej dziedzinie, lecz panuje układ koleżeński, jakże niekorzystny dla kraju. Teraz po klęsce, bo tak odbieram wynik uzyskany przez Mariana Krzaklewskiego w wyborach prezydenckich nie wiadomo, jak wybrnąć z sytuacji. Sama metoda sprawowania władzy w AWS, choć może i dobra na początku już się wypaliła. Niestety pan Krzaklewski zdaje się tego nie zauważać i uparcie obstaje przy swoim pogrążając prawicę w sporach i kłótniach. Najlepszym wyjściem byłoby dojście do porozumienia ze zbuntowanymi członami, być może dymisja Krzaklewskiego. Ja na jego miejscu od razu sama ustąpiłabym. Marian ma jednak wygórowane ambicje, albo Bóg wie, co jeszcze. Nie rozumiem jego zachowania, powinien przecież wiedzieć, że jego czas przynajmniej na razie dobiegł końca. Osobną sprawą jest brak dobrego kontrkandydata na miejsce pana Mariana. Premier Jerzy Buzek wyglądający jak marionetka w rękach wyżej wymienionego zdecydowanie odpada,
 hoć w społeczeństwie mógłby mieć większe szanse. Jan Maria Rokita? Też nie. Marszałek Płażyński? Być może, ale brak mu charyzmy, wyrazu, siły przebicia. Nie rysuje się więc to najlepiej. Najgorsze jest jednak to, że politycy
prawicy widząc zbliżającą się klęskę w wyborach już zaczęli szukać sobie
ciepłych posad na najbliższe lata. Dzielą między siebie, co tylko jeszcze
można. I gdzie w tym wszystkim dobro państwa?!?
    Andrzej Olechowski będąc człowiekiem rozważnym i opanowanym musiał się liczyć z w miarę poważnym poparciem. I je otrzymał. Czy liczył na więcej,
czy mniej, to dobre pytanie, jednak nie najistotniejsze. Ważniejszą sprawą
jest natomiast to, czy miał wizję dalszej przyszłości? Jego postępowanie
powyborcze wskazuje, że nie. Według mnie liczył na większe poparcie, niż
uzyskał, ale raczej nie kalkulował zwycięstwa z Aleksandrem Kwaśniewskim.
Gdyby jednak tak było, wówczas zrozumiały stałby się brak koncepcji, co do
dalszego losu jego wyborców. W innym przypadku to nic innego, jak polityczna krótkowzroczność, tylko w imię, czego? Polityki, dla samej polityki. To piękne, ale mało prawdopodobne. Zresztą utrzymać przy sobie elektorat
złożony z przedstawicieli co najmniej kilku opcji politycznych byłoby bardzo
trudno. Sympatyków UW głosujących na Andrzeja Olechowskiego jestem w stanie zrozumieć, gdyż dla nich nie było innego racjonalnego wyboru, ale to raczej odskocznia, a nie chęć przeniesienia swoich politycznych wyborów na jakąś nową formację. UW ma jeden podstawowy problem, a mianowicie utożsamia się z osobą Leszka Balcerowicza, a to nie przynosi wyborców, tak jak Marian Krzaklewski obecnie nie dodaje ich AWSowi.

    Czego zatem należy oczekiwać w najbliższym czasie?

    Po pierwsze dominacja i zwycięstwo SLD.

    Po drugie ostatnie oddechy konającego AWS, chyba, że stanie się cud.

    Po trzecie zmiana wizerunku UW, oby na lepsze.

    Czego należy życzyć partiom na arenie politycznej?

    Po pierwsze wzmocnienia "prawej nogi", aby miała wpływ na politykę i nie
dawała wolnej ręki w podejmowaniu decyzji SLD.

    Po drugie rozsądnego przejęcia władzy przez SLD, oczywiście zaraz
podniosą się głosy piętnujące czystki, ale z drugiej strony, jak rządzić z
wojewodą, który wywodzi się z innej opcji.

    Po trzecie trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość i zaprzestania życia
postrzeganego tylko i jedynie przez pryzmat czasów PRL-u.

    Czego życzyłaby sobie autorka tego tekstu?

    Po pierwsze koalicji SLD - UW, ale z tym będzie ciężko. Trudno wyjść
poza ramy określone parę lat temu i wyzbyć się uprzedzeń i niechęci.

    Po drugie nie traktowania PRL-u jako okresu w całości złego i
niszczącego osobowości i jednostki. Niektórzy i to nie prominenci potrafili
się cieszyć życiem w tamtych czasach i mają także wiele dobrych wspomnień i
pięknych przeżyć.

    Po trzecie dużo więcej rozwagi, wyczucia i taktu ze strony polskiej
prawicy oraz jej wzmocnienia do rozsądnych granic.

    Po czwarte tolerancji dla wszelkich odmienności nie naruszających
godności drugiego człowieka. Świat zmienia się trudno i nie w pojedynkę, ale
siebie można i należy zmieniać samemu.

Bajdula

strona główna