| |||||
|
ZASADA: scheda Magdalena: czy jesteśmy lepiej traktowane? ZIM: micra: StefanDetko: |
ZASADA Scheda Przyczyn obecnego stanu polskiej sceny politycznej zapewne jest wiele,
ale ja osobiście chciałbym się zatrzymać przy dwóch, według mnie są
to przyczyny w miarę istotne. Pierwsza, nazwałbym ją koniecznością historyczną,
choć to głupio brzmi, druga to brak dostępnej informacji. Zacznę od drugiej, bo zajmie mniej miejsca. Posłużę
się przykładem. Mam nadzieję, że wszyscy dobrze pamiętają, pewnego
polityka, który na początku lat dziewięćdziesiątych zajmował się
polityką socjalną i był ministrem pracy. Tak, oczywiście chodzi o
Jacka Kuronia. Jak zapewne pamiętacie ten pan w dżinsowej koszuli tydzień
w tydzień miał zarezerwowany czas w telewizji publicznej i w tym czasie
w jasny, bezpośredni i prosty sposób wyjaśniał co się wokół dzieje,
w jakim celu i po co. I co najśmieszniejsze miał potężną publiczność.
Również, jak zapewne wiecie, do dzisiaj jest politykiem, który w
rankingach zaufania i popularności wśród społeczeństwa plasuje się
na najwyższych pozycjach. Wiem może paść zarzut, że w wyborach
prezydenckich nie dostał zbyt wielkiego poparcia, ale Kuroń na
prezydenta niestety się nie nadaje, nawet wtedy, gdy włoży garnitur. Żartując
zawsze mogę rzucić kontrargument, że sweter Pałubickiego wywołuje
nieporównanie więcej negatywnych uczuć niż dżinsowa koszula Kuronia. Ale
co z tego wynika, a no to, że to co się dzieje w kraju, szczególnie jeżeli
chodzi o reformowanie kraju, należy podać na talerzu jako miałką papkę
tak, aby przeciętny odbiorca nie musiał dokonać zbytniego wysiłku w
trakcie jej przyswajania. Niestety obecny rząd działa dokładnie odwrotnie, nie wyjaśnia nic,
albo prawie nic. Do ogółu społeczeństwa docierają tylko skrawki
informacji i zazwyczaj gubiące istotę reform, a uwypuklające elementy,
które zostały niedopracowane lub po prostu źle zrobione. Myślę,
że gdyby rzetelnie wyjaśniono cele i zagrożenia reform, a przede
wszystkim potrzebę ich wprowadzenia i skutki ich nie wprowadzania, to
poparcie dla działań rządu byłoby zupełnie inne - większe. Oczywiście
brakuje mi też rzetelnej analizy skutków wprowadzonych reform, ale na to
może jeszcze za wcześnie. Tyle przyczyna druga. Aby mówić o owej konieczności historycznej, muszę się trochę cofnąć
w czasie, tak mniej więcej do końca lat 80. Polska jest w stanie zupełnego
rozkładu gospodarczego, przedłużająca się izolacja ruinę gospodarki
powiększa. Krajem rządzi jedna zwarta i hermetyczna formacja, mająca w
swoim ręku wszystkie instytucje ówczesnego pseudodemokratycznego
ustroju: parlament, rząd i władze lokalne. Formacja ta jest w pełni świadoma
stanu państwa i wie, że okres niczym nie zagrożonych rządów zbliża
się do końca. Jednocześnie jest też świadoma, że trzymanie się za
wszelką cenę władzy jest dużo gorsze niż oddanie tej władzy w sposób
polubowny i wycofanie się na z góry przygotowane pozycje, a owe pozycje
jeszcze istnieją i są całkiem lukratywne. Nadchodzi rok 1989, rok powszechnej euforii, dla jednych, że zwyciężyli,
że mają wolną i niepodległą, dla drugich, że zdążyli się
zabezpieczyć, że zostawili w spadku bagno upadku i społeczeństwo, które
jest nieświadome wielu rzeczy i że uszli z tego wszystkiego cało. Swoją
drogą uważam, że była to jedyna forma oddania władzy, która nie
groziła rozlewem krwi i dlatego uważam, że koszty były wysokie, ale
najniższe z możliwych. Niestety ci, którzy mieli wspólnego wroga
okazali się nie jednolitym monolitem lecz zlepkiem okruchów, który jest
wstrząsany skrajnie różnymi poglądami i metodami sprawowania władzy.
I w tym momencie zaczynają do społeczeństwa docierać sygnały: zwycięzcy
szarpią się o łupy, nie maja wizji rządzenia, są nieudolni, nakłada
się na to okres drakońskich reform Balcerowicza, pojawienie się
nieznanego przez 50 lat bezrobocia, zmniejszenie ochrony socjalnej. Lecz
ówczesny rząd jest zdeterminowany w kontynuacji reform, wie, że to jest
jedyna szansa dla Polski. Reformy oczywiście odnoszą skutek, gospodarka
polska zaczyna powoli odżywać, zaczynają się pojawiać towary na półkach
sklepowych, złotówka nabiera realnej wartości. Społeczeństwo jednak
nie wytrzymuje: z braku doinformowania, z braku zrozumienia procesów
gospodarczych, z braku poczucia bezpieczeństwa, z braku pieniędzy i z
braku odpowiedniego wizerunku elit rządzących, które o ten wizerunek w
swym zadufaniu nie dbają w ogóle.(acz są zwycięzcami). Przychodzi czas
kolejnych wyborów i bierze górę nostalgia za bezpiecznymi i stabilnymi
czasami PRL, za ludźmi z doświadczeniem, nawet jeżeli jest to doświadczenie
w niszczeniu gospodarki (ale pamięć ogółu jest krótka i bardzo
selektywna, ważne, że mają doświadczenie i mówią to co się chce usłyszeć).
Formacja ta, stare PZPR w postaci nowej SDRP, ponownie dochodzi do rządów.
Ale oni dobrze wiedzieli, że tak będzie, że rewolucja zjada swoje
dzieci. SDRP dobrze się przygotowało do przejęcia władzy, wiedzieli,
że reformy, które tyle kosztowały społeczeństwo zaczną owocować po
kilku latach. Mają fantastyczną sytuację potężny rozwój gospodarczy,
malejącą inflację i malejące bezrobocie. Lecz SDRP popełnia błąd sądzi,
że potencjał reform starczy na więcej niż cztery lata, zarezerwowany
wcześniej dla siebie czas przeznacza na umocnienie swoich pozycji
politycznych, zwiększenie fortun. Ale jednocześnie nie wprowadza żadnych
istotnych reform, przecież narażanie się społeczeństwu grozi utratą
władzy. Ich sobiepaństwo jest tak widoczne, że w kolejnych wyborach
przegrywają, podejrzewam, że był to straszny szok dla ekipy Millera,
nie spodziewali się, że społeczeństwo tak dojrzało wciągu ośmiu lat
demokracji. W 1997 rząd ponownie trafia w ręce, mówiąc ogólnie,
przeciwników byłego PZPR, choć UW jest już bardziej za odrzuceniem
podziałów sprzed ośmiu lat, ten podział jednak cały czas jest
widoczny i jest głównym czynnikiem wyborów. Stan państwa nie jest już
tak tragiczny jak w 1989 lecz aby zapewnić rozwój konieczne są reformy
w strategicznych dla państwa dziedzinach, przecież ubezpieczenia społeczne
w 1997 były już niewydolne brakowało pieniędzy na bieżące wypłaty
dla emerytów i rencistów, służba zdrowia i edukacja jest w opłakanym
stanie na skraju bankructwa mimo kolejnych oddłużeń, a żeby zrobić
cokolwiek z tymi działami trzeba jeszcze wprowadzić reformę
administracyjną, bo przecież państwo to zespól naczyń połączonych.
Rząd ostatniej kadencji XX wieku podejmuje wyzwanie i reformuje, społeczeństwo
ponosi koszty reform, koszty zwielokrotnione prze zbytnie zapóźnienie
tych reform i społeczeństwo nie wytrzymuje, żąda spasowania oddechu,
na który niestety nie mamy czasu i ponownie zwraca się w kierunku tych,
którzy ładnie mówią i wiele obiecują, bo przecież jak oni rządzili
to było dobrze. I tak to się kręci koło historii, mam tylko nadzieję,
że za kolejne cztery lata nasze polskie, zmęczone społeczeństwo będzie
potrafiło zaskoczyć swoja dojrzałością pana Millera i jego ekipę,
oby byli nieprzygotowani. Na marginesie dodam, że popieram również twór zwany potocznie grubą
kreską,. Dlaczego, dlatego, że lukratywnych pozycji nie oddaje się bez
walki, a ja osobiście bardzo nie lubię jak po ulicach leje się krew
moich rodaków i być może moja. | ||||