now@ on-line

napisz do nas


bajdula:

czy grozi nam kryzys?

dlaczego się nie rozumiemy?

po wyborach

ZASADA:

Scheda

dlaczego byłem przeciw

Magdalena:

wiara w postęp

czy jesteśmy lepiej traktowane?

ZIM:

jest rzeczą zadziwiającą

micra:

przegrana

StefanDetko:

przegrana i co dalej?

 

 

STATeria

 

spojrzenie z prawej strony:

StefanDetko

Przegrana i co dalej?

Wygrana wyborcza urzędującego prezydenta i to już w pierwszej turze była ogromnym zaskoczeniem nawet dla bezpośrednio zainteresowanego, nie mówiąc już o konsternacji malującej się - w chwili ogłoszenia  wyników wstępnych - na twarzy znokautowanego lidera prawicy. Faktyczny zwycięzca wyborów prezydenckich (jak mówią złośliwi - koń trojański Wuja Bronka) Andrzej Olechowski, miał nie mniej zdumioną minę z uzyskanego niespodziewanie poparcia. Ponieważ jednak nie miny naszych polityków są tu tematem do dyskusji, zajmę się skrótową analizą sytuacji zaistniałej po 8 października.

Wynikiem wyborów są bezspornie rozłamy w istniejących formacjach politycznych, dotyczące sytuacji wewnętrznej w AWS, UW i SLD. Bezpośrednim skutkiem przegranej Mariana Krzaklewskiego jest także zamęt na prawo od AWS. No i kto by pomyślał, że wybór prezydenta, w zasadzie politycznie drugorzędnego stanowiska, narobi tyle bigosu, o tyle niesmacznego, że dezorganizującego prace rządu.

Nie bawiąc się w gdybanie, muszę stwierdzić, że z punktu widzenia interesów państwa i obywateli, najbardziej korzystnym wariantem wyborów prezydenckich było by zwycięstwo Mariana Krzaklewskiego. I to nie dla tego, że akurat głosowałem na tego nieszczęśnika. Wygrana lidera AWS-u umożliwiła by - po tygodniu euforii - na zajęcie się rządzeniem, powstanie budżetu i spokojne dokańczanie rozpoczętych reform. Na forum politycznym zaś zapoczątkowała by konsolidację prawicy oraz uporządkowanie stosunków z UW. Prawicowi radykałowie musieli by spuścić z tonu, UW musiała by przyjąć bardziej ugodową linię, a wszyscy razem mieli szansę na stworzenie bloku wyborczego zdolnego przeciwstawić się naporowi SLD na stołki rządowe.

Powróćmy jednak z krainy Utopii, i rozejrzyjmy się po powstałej scenie politycznej. Na prawo od AWS panuje gorączka poszukiwania sojuszy, często egzotycznych - np. Łopuszański, Słomka, Grabowski z PSL, podsycana ambicjami zajęcia miejsca AWS jako liderów prawicy. Nie będę komentował ciągotek Narodowców do czerwonoarmistów Kalinowskiego, uważając jedynie podobne pomysły za skutek powyborczej maligny. Panom Bardzo Prawicowym proponuję w interesie Narodowym zjednoczyć się w ON i po przemyśleniu założeń programowych i dostosowaniu ich do realiów XXI wieku poszukać konsensusu wyborczego z AWS.

Na lewo od AWS, w szeregach UW szerzy się rozterka rozdroża politycznego: tworzyć niepewne Centrum z Olechicagowskim na czele (do czego ów po "zwycięstwach" BBWR i innych potworków politycznych zupełnie się nie nadaje) wiązać się w blok wyborczy z AWS i przegrać - matematyka wyborcza: 15% plus 18% to za mało aby pokonać SLD/UP - czy też na pewniaka związać się z SLD i otrzymać upragniony fotel MSZ-tu.... Moim zdaniem UW stoi przed kompletnym rozpadem na liberałów i centrolewicę, który powstrzymać może jedynie wybór Balcerowicza na stanowisko zwolnione przez panią Gronkiewicz. O przyszłości UW zadecydują grudniowe wybory. Jeżeli szefem UW zostanie np. Paweł Piskorski, lub ktoś z młodych to formacja ta ma szansę przetrwania, której na pewno zabraknie jej pod rządami Bronisława Geremka, zdecydowanie popychającego Unię w kierunku współpracy z liberalnym skrzydłem SLD pod przywództwem Aleksandra Kwaśniewskiego.

Wbrew pozorom bałagan i przepychanki nie ominęły SLD, podzielonej zgodnie z tradycją macierzystego PZPR-u na frakcje i frakcyjki. Zdecydowanie jednomyślne poparcie dla kandydatury Aleksandra Kwaśniewskiego na urząd prezydenta rozwiało się już następnego dnia po ogłoszeniu wyników wyborów. Dzięki wytrwałej pracy nad obsadą kadrową Leszkowi Millerowi udało się zażegnać groźbie zastąpienia go na stanowisku lidera SLD (przez np. Adama Michnika) i skutecznie zmniejszyć - poprzez odciąganie stronników - wewnątrzpartyjne wpływy swojego głównego rywala Aleksandra Kwaśniewskiego. Powstaje pytanie: co ma Leszek Miller takiego, czego nie ma Aleksander Kwaśniewski? Odpowiedź jest prosta: stołki, prezesury, urzędy itp. nadania związane z planowanym na wiosnę przyszłego roku przejęciem władzy przez ekipę SLD. Aleksander Kwaśniewski, przywódca liberalnego skrzydła SLD, jako prezydent nie ma tyle do zaoferowania swoim poplecznikom, wiec nic dziwnego, że ich coraz więcej ubywa. Staraniem klanu Kwaśniewskich będzie w przyszłości zachowanie prezydentury w rodzinie, czego dowodzą usilne zabiegi Kancelarii Prezydenta o pozytywny image Jolanty Kwaśniewskiej, kolejnego kandydata SLD na urząd prezydencki. Za plecami Leszka Millera rozgrywa się ostry wyścig "starej gwardii" o wpływy i stanowiska , któremu ze zdumieniem przyglądają się młodzi, pokroju Sylwii Pusz.

Moim zdaniem SLD po krótkotrwałej próbie demokratyzacji za czasów SdRP oraz zepchnięciu na margines liberalnego skrzydła Kwaśniewskiego stała się partią kierowaną totalitarnie przez "betonowego" Leszka Millera i grupę wiernych mu doradców (Janik, Zemke, Szmajdziński, Nikolski). Partia ta coraz bardziej przypomina PZPR,  wrażenie to potęgowane jest poprzez obecność osób powiązanych ze służbami wywiadowczymi ZSRS. I tu rodzi się kolejne pytanie: jak totalitarna organizacja może kierować życiem demokratycznego kraju? Jaki wpływ na politykę państwa mają byli agenci KGB? Czyje interesy będą miały priorytet: polskie czy rosyjskie? Pytań takich można postawić wiele. Na zewnątrz SLD czaruje rozwagą i brakiem kłótni, demokratycznie wchodzi w koalicję  z UP (tak jakby ten 1% głosów był naprawdę potrzebny), wewnątrz zaś, co uchodzi uwadze społecznej, rządzi dyktat, prowadzący na niebezpieczne ścieżki daleko od demokracji.

Sytuacja polityczna wewnątrz AWS jest niesprecyzowana. Moim zdaniem całe zamieszanie spowodowane jest nie tyle przegraną Mariana Krzaklewskiego w wyborach prezydenckich co jego stylem rządzenia całą organizacją, identycznym do metod Leszka Millera. I tu, jak w SLD rządzi wódz i wąskie grono zaufanych popleczników, nic więc dziwnego, że siły demokratyczne w AWS chcą zmiany stylu rządzenia i ustąpienia dyktatora. Marian Krzaklewski niepotrzebnie i krótkowzrocznie broni swojej pozycji lidera. Doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że frondujący przywódcy ZChN, SKL i PPChD nie odejdą z AWS-u w polityczny niebyt i są skłonni do zawarcia daleko idących kompromisów. Kompromisy zawiera się jednak na podstawie obopólnych ustępstw, o czym Marian Krzaklewski najwyraźniej zapomniał, albo co gorsza nie wie. Moim zdaniem Marian Krzaklewski powinien ograniczyć się do kierowania Solidarnością, w czym jest naprawdę dobry, a przywództwo AWS powinno znaleźć się w rękach osoby skłonnej słuchać zdania partnerów.

Przyszłość AWS leży więc w rękach niewielkiej grupki osób, której życzę rozwagi i rozsądku. Jeżeli Akcja przekształci się w demokratycznie rządzoną federację to ma szansę na odbudowanie zaufania elektoratu, wyraźnie zmęczonego obecnymi ekscesami i niestabilnością. Jednakże nawet zreformowana AWS prawdopodobnie nie będzie miała szansy pokonania SLD w nadchodzących  wyborach do Sejmu. Aby uzyskać większość parlamentarną konieczne będzie znalezienie odpowiedniego partnera do stworzenia bloku wyborczego. Kto będzie tym partnerem? W chwili obecnej jest to pytanie trudne, gdyż nie znamy ani przyszłych losów Unii Wolności, ani prawdziwych zamiarów i celów politycznych Andrzeja Olechowskiego.

Andrzej Olechowski poprzez niespodziewanie wysokie poparcie w wyborach prezydenckich stał się nową gwiazdą polskiej estrady politycznej. Swoją zrównoważoną postawą w czasie kampanii zyskał sympatię prawicowych i centrowych kręgów znudzonych demagogią, wodzostwem i sztywną miną Mariana Krzaklewskiego. Uważam jednak, że robi duży błąd licząc na wyjście SKL z AWS-u i stworzenie na tej bazie ugrupowania liberalnego. Moim zdaniem Andrzej Olechowski ma szansę stać się, jeżeli będzie chciał, zwornikiem bloku wyborczego AWS z UW (jeżeli ta ostatnia przeżyje politycznie, odrzucając w grudniu kandydaturę Bronisława Geremka).

Tyle rzut oka na zaistniałą sytuację powyborczą i zamęt wywołany reelekcją Aleksandra Kwaśniewskiego. Na marginesie muszę jeszcze dodać, że celowo nie omawiam tu sytuacji największego przegranego tej kampanii - Lecha Wałęsy, gdyż jest to temat na zupełnie inną okazję.

No i co dalej?

Odpowiedź na to pytanie może być jedynie bardzo subiektywna, gdyż każdy ma inne zdanie na ten temat. Mogę więc jedynie zaprezentować moje własne życzenia na temat kształtowania się sytuacji politycznej w następnych miesiącach, poprzedzających wybory do Sejmu oraz przedstawić mój własny punkt widzenia spraw polskich. I tu muszę cofnąć się do haniebnego roku 1989.

Uważam, że największym, niewybaczalnym błędem (jeżeli uznać to za błąd a nie za celowe działanie) było podpisanie przez firmowaną przez Lecha Wałęsę "opozycję" układu Okrągłego Stołu, w którym z podpuszczenia Tadeusza Mazowieckiego i Bronisława Geremka leżąca na plecach PZPR i jej funkcjonariusze, praktycznie skazani już na niebyt polityczny, stojący przed groźbą rozliczenia z popełnionych zbrodni, i nadużyć, wkatapultowani zostali w struktury demokratycznego państwa, przy pomocy osławionej Grubej Kreski. Na dodatek, zamiast rozliczenia z zagrabionego majątku i procesów o zdradę stanu dołożono im premię w postaci własności firm, spółek, bankowości i finansów państwa. Do dziś dzień NIKT z byłych bonzów PZPR nie został pociągnięty do odpowiedzialności prawnej ani skarbowej. Opinia publiczna nigdy nie dowiedziała się np. w jaki sposób pismak mało poczytnych Kulis i rzecznik rządu (niewysoka pensyjka) Jerzy Urban dorobił się majątku, pozwalającego na wydawanie niecenzuralnego czasopisma i życie w luksusie. Przykładów takich można mnożyć w nieskończoność - vide fortuna kolejnego dziennikarzyny Miecia Rakowskiego. Nikt z ludzi kupczących Polską (Edward Gierek, Wojciech Jaruzelski) i pozostających prawdopodobnie do dziś na służbie rosyjskiej nie został postawiony w stan oskarżenia. Nad całym tym bagnem zapadła zmowa milczenia, której nie przerwą nawet rozbłyski nieudolnie prowadzonej lustracji.

Wspomniałem o Okrągłym Stole, ponieważ zawarte tam układy wpływają w sposób znaczący na dzisiejszą sytuację polityczną i bezpieczeństwo kraju. Rezultatem zawartych tam porozumień jest dzisiejszy kształt SLD, która konsekwentnie zamienia się w partię totalitarną, łudząco podobną do PZPR i opartą na jej kadrze. Jakie cele polityczne stawia sobie ta organizacja, mająca zamiar osiągnąć w niedługim czasie większość sejmową? Wynikiem układów z Magdalenki jest także udział w życiu politycznym osób współpracujących z wywiadami obcych państw, głównie z wywiadem rosyjskim, zajmujących eksponowane stanowiska na szczeblach hierarchii SLD. Jakich przestępstw przeciwko suwerenności Polski dopuścił się agent KGB Olin na stanowisku premiera i jakie tajemnice państwowe zdradził? Kogo boi się Alek? W jakim kierunku sterować będzie politykę międzynarodową planowany na ministra spraw zagranicznych wypróbowany towarzysz Longin Pastusiak?

Z powyższych uwag przebija się tragedia młodej, polskiej lewicy demokratycznej częstokroć nieświadomej historii i celów organizacji do której należą. Wierzę, że są wśród nich ludzie na równi ze mną potępiający zbrodnie byłego systemu i chcący dobra kraju w którym żyją. Dopóki jednak pozostawać będą w organizacji kierowanej przez Leszka Millera ich pragnienie demokracji zostanie zdławione przez totalitarne przywództwo. Niech przestrogą dla nich będą polityczne losy młodzieżówki SLD i demokratyzujących działaczy SdRP. Moim zdaniem powinni oni albo oddolnie zreformować istniejące struktury albo wyjść z SLD i utworzyć partię demokratycznej lewicy, z którą inne siły polityczne kraju na pewno znajdą płaszczyznę do dyskusji nad przyszłością Polski. Uparte trzymanie się wszystkich lewicowców skompromitowanej SLD wytworzyło niezdrową sytuację polityczną, gdzie środowiska prawicowe i lewicowe bezwzględnie się zwalczają; sytuację zdecydowanie gorszą od stosunków w RPA, gdzie nawet niedawni wrogowie rasowi i kulturowi potrafili znaleźć konsensus na rzecz wspólnej przyszłości ich kraju. 

Mnie osobiście najbardziej jednak interesuje obiecywane już od kilku lat zjednoczenie formacji prawicowych i niepodległościowych. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli bardziej radykalnych (i poprzez ten radykalizm nielicznych) ugrupowań jest możliwe stworzenie silnej partii prawicowej na wzór niemieckiej federacji CDU/CSU. Role CDU powinien spełniać rozszerzony o centroprawicę AWS, skonfederowany z połączonymi w Obóz Narodowo-Niepodległościowy partiami stojącymi na prawo od AWS-u. Rozszerzenie AWS-u o centroprawicowych zwolenników Andrzeja Olechowskiego pociągnęło by w skutkach rozbicie Unii Wolności, moim zdaniem nielogicznego zlepku centrolewicy z centroprawicą, pod wodzą byłego członka PZPR (i to od moczarowskiego roku 1968). Rozpad UW na liberałów pod wodzą Andrzeja Olechowskiego i centrolewice (w tym i byłych reformatorów PZPR-u) pod przywództwem Bronisława Geremka byłby politycznie korzystny dla dwóch formacji: AWS-u i pozostającej pod prymatem SLD lewicy demokratycznej. AWS ma szansę porozumienia się z liberałami Olechowskiego, którzy mogli by zasilić słaby dotychczas liczebnie SKL (wymagało by to jednak ustąpienia JMR z funkcji prezesa) lub działać jako oddzielne ugrupowanie w federacji z AWS-em. Lewica UW, pod wodzą Bronisława Geremka mogła by stać się prawdziwą szansą dla części młodych z SLD, którzy nie identyfikują się ani z przeszłością ani z ademokratycznymi metodami ekipy Leszka Millera.

Zdaję sobie doskonale sprawę z faktu, iż naszkicowana przeze mnie w poprzednim akapicie wizja uporządkowania sytuacji ugrupowań prawicowych rozbije się o mur interesów partyjnych, prywatnych zawiści i tego co nazywamy "polskim piekiełkiem". Wszystkim tym, którzy zaciekle bronią swoich pozycji politycznych przypominam, że porozumienie jest zawsze możliwe, czego dobitnym dowodem jest ostatnia inicjatywa Ehuda Baraka deklarująca możliwość uznania państwa palestyńskiego (właśnie w drodze negocjacji). Brak zgody na prawicy doprowadzi do jeszcze większego odpływu pragnącego stabilizacji elektoratu, przynosząc w konsekwencji wciągnięcie nad budynek Sejmu czerwonej flagi, i to na długie, długie lata...

strona główna