now@ on-line  17 kwietnia 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu:

AKI:

wielkanocna legenda

burak wydania:

bur@k

ISP-Ż:

Jakub Kudlecki:

Krzysztof Smoliński:

 

Magdalena:

polemika

micra:

to nie jest śmieszne

wiosna

Monika Kos-Nowicka:

Solidarność:

Roman Kafel

Zbyszek Koreywo:

 
 

Kasia Kordyl

Być kobietą

 

Jestem kobietą. Fakt niezaprzeczalny, gdyż po porodzie mama usłyszała: „ma pani córeczkę”. Rodzice dali mi na imię Kasia. Mam też młodszego brata. Widziałam, że różnimy się budową ciała, a samo dojrzewanie potwierdziło tylko to, co powiedziała pielęgniarka w szpitalu. Nie zauważyłam w sobie ani trasewstycyzmu, ani transeksualizmu. Jestem więc kobietą. Mało tego. Ja się nią naprawdę czuję. Ogromnie cieszy mnie fakt, że natura obdarzyła mnie zdolnością rodzenia dzieci. Nie mogę się doczekać, kiedy pod sercem będę nosiła maleńką istotkę, która przez dziewięć miesięcy będzie się rozwijała. Aż do momentu, kiedy zechce zobaczyć świat. Jestem kobietą i jestem z tego dumna. Mogę być matką. To również daje mi ogromną stysfakcję. Będę także żoną dla mojego męczyżny, będę gotować mu obiadki i pytać: „jak było w pracy?”.

Jakaś sfeminizowana kobieta powie pewnie teraz, że ja jakaś prosta jestem. Moi rodzce mają wyższe wykształcenie, ja teraz też kończę studia. Dużo czytam, interesuję się wieloma sprawami. I niestety otarłam się o feminizm. Zdarzyło się to podczas pobytu na stypendium w Niemczech. A może poznałam przegięcie w drugą stronę? Przecież znacie to powiedzenie: „dać komuś palec, a weźmie całą rękę”. Oto, do czego doprowadziły kobiety w Niemczech.

Mój współlokator nie chciał wynieść bardzo ciężkiego worka ze śmieciami, bo „kobieta nie ma prawa pokazać, że jest słaba” i powinnam sama wytężyć wszystkie swoje siły i udowodnić (!), że dorównuję facetowi. A ja wcale nie chciałam mu dorównać. Mężczyzna nie przepuszcza kobiety w drzwiach, bo ona sobie tego nie życzy. Nie odpala jej papierosa, bo przecież ona sama może to zrobić. Nie ustępuje jej miejsca w tramwaju, bo jego też bolą nogi. Nie proponuje, że pomoże jej nieść zakupy... A gdy pewnego dnia wyśmialam koleżankę za to, że powiedziała coś głupiego, zostałam zbesztana, bo „skoro śmieję się z niej, to tak, jakbym śmiała się z siebie”! Dlaczego nie mogłam się z niej śmiać, skoro popełniła głupotę? Tylko dlatego, że zarówno ja jak i ona jesteśmy kobietami. Czy to nie jest przegięcie w drugą stronę?

Z wielką ulgą wróciłam do Warszawy pomimo, że w Niemczech żyje się łatwiej i wygodniej. Marcin odpalił mi papierosa, Tomek przepuścił w drzwiach, a Michał, gdy jechaliśmy w autobusie i zwolniło się jedno miejsce, zaproponował, żebym to ja usiadła. Poczułam, że znowu ktoś się o mnie troszczy, traktuje mnie z szacunkiem (a nie z litością nad słabszym jakby to powiedziała feministka), a nie jak babochłopa, który ma sam sobie radzić.

To nie jest kwestia tego, że ja jestem słaba i biedna i dlatego trzeba mi pomagać. Tak to już od kilkunastu stuleci jest na tym świecie, że osobnicy płci żeńskiej odgrywają rolę kobiet, a płci męskiej mężczyzn. Dziewczynki naśladują matki, starsze siostry, koleżanki i ciocie, a chłopcy ojców, braci, kuzynow i wujków. Tak mówią ci, którzy powołują się na hipotezę podobieństwa. Psychoanalitycy przejmowanie ról tłumaczą hipotezą analityczną. Myślę, że ile dziedzin naukowych, tyle teorii na temat wypełniania ról spolecznych. Czy ktoś może to zmienić? Czy warto to zmieniać?

Dzięki przemianom społecznym kobiety poszły do szkół, do pracy. Piszę przemianom, bo jestem pewna, że gdyby nie było emacypantek, ktoś inny doprowadziłby do tego.

Tak więc dzięki tym przemianom moje babki, moja matka i ja zdobyłyśmy wykształcenie, możemy głosować, zasiadać w parlamencie, wykonywać takie same zawody jak płeć nam przeciwna. Jednak, jak w tym powiedzeniu z palcem i ręką, niektórym wciąż mało. Istnieje pewna grupa kobiet, która za wszelką ceną chce udowodnić, że nie jest gorsza od facetów. Kto im powiedział, że są gorsze? Może wynika to z kompleksów? Ja na szczęście nie mam ani takiego kompleksu, ani takich problemów. Jestem kobietą i w żadnym wypadku nie czuję się przez to usytuowana niżej na drabinie społecznej.

W tej pogoni za dorównaniem facetowi nie zapominajmy o tym, że mamy cudowną misję do spełnienia – macieżyństwo. I nie jest to, jak twierdzą niektóre osoby, kolejny pretekst, żeby zmusić nas do siedzenia w domu. Bo to nie ich wina – ja myślę, że załuga – że zostałyśmy tak stworzone. Nikt kobiecie przecież: po pierwsze nie nakazuje rodzić dziecka, a po drugie siedzieć w domu. To jest nasza wolna wola.

Ja też tym moim elaboratem nie zmuszam kobiet do rodzenia dzieci. Proszę tylko o chwilę refleksji. Gdzieś gubi się ta nasza cudowna moc jaką jest kobiecość. W jej miejsce pojawia się babochłop rywalizujący z mężczyznami. Powiało mrozem. Przynajmniej w okolicy mojego serca.

powrót do strony głównej


now@ on-line dwutygodnik Internautów  http://nowamedia.w.interia.pl