now@ on-line  2 kwietnia 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu:

AKI:

dzień jakich wiele

bajdula:

burak wydania:

bur@k

Diana:

ks Witold Kowalów:

na Wołyniu

Krzysztof Smoliński:

 
 

bajdula

Poczta, blondynki i tani chrzan.

Wbrew obiegowej opinii, wedle której blondynki są mniej inteligentne sądzę, że jest to wyssane z palca, choć niektóre panie mające blond włosy z dużym zaangażowaniem próbują swoimi czynami potwierdzać tą tezę. W życiu, jak w życiu zawsze jednak znajdą się wyjątki, które odbiegają od normy.

 

Mój znajomy wybrał się niedawno do biura telekomunikacji, aby wymienić swój stary aparat telefoniczny na nowy w super promocji. W biurze wszystko jak za dawnych, "dobrych lat", czyli pięć okienek do obsługi klientów, z czego czynne tylko jedno. Kolejka zawijana, co w dzisiejszych czasach jest widokiem raczej rzadkim, nie biorąc pod uwagę supermarketów, w których ludzie tłoczą się, jak mrówki w mrowisku nie zdając sobie sprawy, że ktoś ich robi w balona (sami także sobie szkodzą!!!).

Wracając do znajomego, to podszedł on grzecznie do okienka i zapytał się, czy może wymienić swój stary aparat na nowy. Pani o blond włosach odpowiedziała mu, że nie widzi żadnych przeszkód, ponieważ biorą udział w tej promocji. Kolega zadowolony udał się, więc na koniec kolejki i grzecznie poczekał około pół godziny na swoją kolej. Jakież było jego zdumienie, gdy owa blondynka oświadczyła mu, że musi przyjść jutro, gdyż aparaty są, ale zamknięte w szafie, do której ona kluczy niestety nie posiada. Takim to sposobem następny dowcip o blondynkach i to w dodatku autentyczny krąży po mieście, w którym mieszkam, a może przekroczył już granice i poszedł w kraj!!!

 

Po wysłuchaniu tej opowieści do głowy przyszła mi sytuacja, która wydarzyła się w grudniu ubiegłego roku. Kupowałam wtedy znaczki na poczcie, aby wysłać kartki świąteczne do najlepszych klientów. Gdy poprosiłam o wystawienie faktury w oczach kobiety będącej po drugiej stronie okienka (blondynka, ale gwarantuję, że to tylko przypadek) widoczne było ogromne zdziwienie. Musi pani przyjść jutro w godzinach porannych, usłyszałam, gdyż moja koleżanka, która wystawia faktury ma pierwszą zmianę, a ja faktur nie wypisuję. A może zostawię dane i odbiorę jutro wieczorem? - zagadnęłam. Po chwili, dodam, dłuższej chwili rozmyślań, moja rozmówczyni przystała na tą propozycję. Bez komentarza.

 

Najwięcej śmiechu było jednak wtedy, gdy moja znajoma postanowiła zapisać się do wypożyczalni kaset wideo. Na miejscu zastała siedzącą za komputerem blondynkę. To, co wydarzyło się później nie ma z kolorem włosów nic wspólnego. Koleżanka podeszła do biurka i zapytała się, ile kosztuje zapisanie się do wypożyczalni. W odpowiedzi usłyszała, że to nic nie kosztuje. Wyciągnęła, więc z torebki dowód osobisty i oznajmiła, że pragnie się zapisać. Blondynka burknęła zza biurka - niestety nie zapisujemy - po czym odwróciła głowę w stronę komputera i zaczęła stukać w klawiaturę. Przecież to oczywiste - nic nie kosztuje, bo nie zapisujemy! Bez komentarza.

 

Wracając do tematu supermarketów. Mój znajomy ma sklep na wsi. Znajduje się on przy drodze krajowej, więc czasami zatrzymują się podróżni, aby dokonać zakupów. Kiedy byłam u niego ostatnim razem pod sklepik podjechała rodzina, która po chwili zaopatrywała się w napoje i różne słodycze. Mężczyzna płacąc za wybrany towar zagadnął, że strasznie drogo, gdyż u niego w Krakowie w supermarkecie Giant dany produkt kosztuje tyle, a tyle. Mój znajomy nie wytrzymał i odpowiedział mu pytaniem - płaci pan podatki? Mężczyzna zdziwiony odparł, że płaci. Na to kolega - ja też płacę, a oni nie. To zdanie wystarczyło, aby podróżnicy bez dalszych wywodów zabrali się i wyruszyli w dalszą drogę.

 

Problem supermarketów jest bardzo złożony. Najbardziej denerwujące są wszelkie ulgi, którymi obdarza je nasze państwo. Wiadomo, bowiem, że ich działanie skierowane jest na likwidację konkurencji w postaci drobnych, przyblokowych, czy osiedlowych sklepików. Likwidacja każdego sklepiku to pozostawienie przynajmniej jednej rodziny na bruku.

Czym kierują się supermarkety? W ich działaniu nie ma sentymentów, chodzi o likwidację konkurencji poprzez zaniżanie cen. W momencie, gdy wyżej wspomnianej konkurencji zaczyna brakować ceny idą w górę. Z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że na zachodzie marża na towarach wynosi 40%. W naszym kraju drobni sprzedawcy narzucają średnio 20 - 25%. Wynika z tego, że gdy ich zabraknie, ceny zostaną wywindowane w górę. Wystarczy spojrzeć, co wyprawia Telekomunikacja Polska, aby poznać działanie monopolisty.

Inną bolączką są terminy płatności, które w supermarketach sięgają 100 dni!!! Zwykły odbiorca dostanie termin płatności 14 - 21 dni i w razie nie wywiązania się z umowy dalsze jego kredytowanie zostaje wstrzymane.

 

Nie chcę, aby ktoś jednoznacznie ocenił mój wywód, jako zachętę do bojkotowania zakupów w hipermarketach, zwracam tylko uwagę, że w dalszej przyszłości może nam to wyjść bokiem. Mój sąsiad często jeździ do jednego z tych wielkich sklepów i robi nieduże zakupy. Pytam się jego, dlaczego? Odpowiedź jest prosta - tam jest taniej!!! Zgadza się, niektóre produkty są tańsze, ale:

- po pierwsze - trzeba wystać się w kolejce,

- po drugie - koszty benzyny też wchodzą w rachubę, z czego on nie zdaje sobie jakoś sprawy.

W efekcie towar tańszy 20 gr. może się okazać droższy od tego, kupionego u znajomej ekspedientki koło bloku.

 

Inny przykład. Pewien dyskont spożywczy o bardzo miłej nazwie firmuje tanie produkty, które są produkowane tylko dla niego. Wszystko byłoby O.K., gdyby nie pewne oszustwa. Zespół Opieki Zdrowotnej z pewnego miasta zakupił chrzan po bardzo dobrej cenie. Na drugi dzień wielu ludzi dostało biegunki. Do akcji musiał wkroczyć Sanepid, który po zbadaniu wszystkich produktów oznajmił, że chrzan to nie chrzan (tak, tak) tylko chrzan zmieszany z inną roślinką, której nazwy nie pamiętam w tej chwili, cechującą się podobnymi walorami smakowymi.

Brnijmy dalej. Groszek, powszechnie stosowany, jest także tańszy. Dlaczego? Ponieważ po otworzeniu puszeczki okazuje się, że jest go o 1/3 mniej, niż w produktach konkurencyjnych firm. Po prostu puszkę wypełnia zalewa!!!

Inne działanie, z którym zetknęłam się ostatnio, to super promocja super kawy!!! Cała paleta wystawiona na środku, która działa na ludzi, jak magnes. Tylko, że ta promocyjna cena nie różni się od ceny tego towaru w innych sklepach. Jak widać siła oddziaływania napisu „PROMOCJA” jest ogromna.

Dlatego proszę wszystkich, którzy dobrnęli do tego momentu, aby nie dali się zwariować!!!

bajdula@interia.pl

powrót do strony głównej


now@ on-line dwutygodnik Internautów      http://nowamedia.w.interia.pl