now@ on-line  2 kwietnia 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu:

AKI:

dzień jakich wiele

bajdula:

burak wydania:

bur@k

Diana:

ks Witold Kowalów:

na Wołyniu

Krzysztof Smoliński:

 
 

 

Noonho3

Dawni kontestatorzy I.P.N.

(na stare polecenie)

(z pamiętników żołnierza Warszawskiej Jednostki M.S.W.)

Piękny lipiec 1990 roku. Lato, gorącość taka, że chce się tylko upaść do wody.

Ten lipiec był …rzeczywiście piękny. Byliśmy wzywani do pomocy w paru sprawach, pomoc dla Rumuni(ładowanie darów), zbiórka dla „bratnich” żołnierzy radzieckich, mydło, słodycze – to już u nas wtedy było, - oto krótki zarys letniej służby okresu odwilży (następnej).

W sobotę (14-15 lipiec) dostaliśmy polecenie wywiezienia niepotrzebnych papierów i innych śmieci z siedziby M.S.W. z ul. Banacha w Warszawie. Po przyjeździe dowództwo nad nami objął facet w garniturze(!) Kazał nam wypróżnić kilka szaf, pełnych papierów, zdjęć i różnych gadżetów. Gadżety były o tyle ciekawe, że n.p. były tam okolicznościowe medale za 45-cio lecie P.R.L.-u, mimo, że P.R.L. skończył w wieku 44 lat. Dostaliśmy te medale na pamiątkę (widocznie nie były już potrzebne –ha!ha!ha!).

Potem z materiałem z tych szaf, pojechaliśmy na ul. Taneczną, do kotłowni ogrzewającej

pobliskie mieszkania generalicji – zarówno m.o.n.-owskiej, jak i z m.s.w.

Powinno się zapewnić ciepło mieszkańcom, nawet jeśli są to tylko generałowie. Temu nie mogę się sprzeciwiać. Ale dlaczego ogrzewać mieszkania, jeśli temperatura otoczenia przekracza 25 stopni. ( a lato było piękne tego roku ). Wrzucając kolejne paczki niepotrzebnych dokumentów ( wiele było ze zdjęciami ) zacząłem się zastanawiać – „stary! Czy ty czasami nie palisz dokumentów (a nie papierów, zdjęć i gadżetów – słowa smutnego pana w garniturze).

Ale przemyślenia żołnierza są niewiele warte. Każą – to palę. Ale obserwować mogę.

Patrząc na szalejący w piecu ogień, oglądałem teren, na który nas przywieziono. Dużo pomieszczeń podobnych do boxów w szkolnej szatni, a w każdym kwintesencja propagandy minionego okresu. Plakaty, szturmówki, i cała masa „materiału propagandowego”. Ciekawe, ze nie palili tych wynalazków. Może myśleli, że jeszcze się przydadzą? Warto dodać, że tych pomieszczeń pilnowało kilka dobrze wyszkolonych psów, tak że raczej nie zdecydowałbym się tam zajrzeć, a co dopiero wrzucać zawartość do pieca.

Dostałem trzy dni urlopu nagrodowego za tą akcję ( dla żołnierza urlopu nigdy za wiele ). Zastanawiać może tylko to, że tyle urlopu dawali tylko za oddanie 450 mililitrów krwi; A to znaczy, że spalone pierdoły były ważne co najmniej tyle, ile krew oddana honorowo przez żołnierza.

Czy paliłem ważne papiery? Odpowiedzcie sobie sami. Ja powiem tylko tyle, że nigdy nie wykorzystałem tych trzech dni urlopu. Nie mógłbym.

powrót do strony głównej


now@ on-line dwutygodnik Internautów      http://nowamedia.w.interia.pl