Ten lipiec był …rzeczywiście piękny. Byliśmy
wzywani do pomocy w paru sprawach, pomoc dla Rumuni(ładowanie darów),
zbiórka dla „bratnich” żołnierzy radzieckich, mydło, słodycze
– to już u nas wtedy było, - oto krótki zarys letniej służby
okresu odwilży (następnej).
W sobotę (14-15 lipiec) dostaliśmy polecenie
wywiezienia niepotrzebnych papierów i innych śmieci z siedziby M.S.W.
z ul. Banacha w Warszawie. Po przyjeździe dowództwo nad nami objął
facet w garniturze(!) Kazał nam wypróżnić kilka szaf, pełnych
papierów, zdjęć i różnych gadżetów. Gadżety były o tyle
ciekawe, że n.p. były tam okolicznościowe medale za 45-cio lecie
P.R.L.-u, mimo, że P.R.L. skończył w wieku 44 lat. Dostaliśmy te
medale na pamiątkę (widocznie nie były już potrzebne –ha!ha!ha!).
Potem z materiałem z tych szaf, pojechaliśmy na ul.
Taneczną, do kotłowni ogrzewającej
pobliskie mieszkania generalicji – zarówno
m.o.n.-owskiej, jak i z m.s.w.
Powinno się zapewnić ciepło mieszkańcom, nawet jeśli
są to tylko generałowie. Temu nie mogę się sprzeciwiać. Ale
dlaczego ogrzewać mieszkania, jeśli temperatura otoczenia przekracza
25 stopni. ( a lato było piękne tego roku ). Wrzucając kolejne paczki
niepotrzebnych dokumentów ( wiele było ze zdjęciami ) zacząłem się
zastanawiać – „stary! Czy ty czasami nie palisz dokumentów
(a nie papierów, zdjęć i gadżetów – słowa smutnego pana w
garniturze).
Ale przemyślenia żołnierza są niewiele warte. Każą
– to palę. Ale obserwować mogę.
Patrząc na szalejący w piecu ogień, oglądałem
teren, na który nas przywieziono. Dużo pomieszczeń podobnych do boxów
w szkolnej szatni, a w każdym kwintesencja propagandy minionego okresu.
Plakaty, szturmówki, i cała masa „materiału
propagandowego”. Ciekawe, ze nie palili tych wynalazków. Może myśleli,
że jeszcze się przydadzą? Warto dodać, że tych pomieszczeń pilnowało
kilka dobrze wyszkolonych psów, tak że raczej nie zdecydowałbym się
tam zajrzeć, a co dopiero wrzucać zawartość do pieca.
Dostałem trzy dni urlopu nagrodowego za tą akcję (
dla żołnierza urlopu nigdy za wiele ). Zastanawiać może tylko to, że
tyle urlopu dawali tylko za oddanie 450 mililitrów krwi; A to znaczy,
że spalone pierdoły były ważne co najmniej tyle, ile krew oddana
honorowo przez żołnierza.
Czy paliłem ważne papiery? Odpowiedzcie sobie sami.
Ja powiem tylko tyle, że nigdy nie wykorzystałem tych trzech dni
urlopu. Nie mógłbym.