now@ on-line  2 kwietnia 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu:

AKI:

dzień jakich wiele

bajdula:

burak wydania:

bur@k

Diana:

ks Witold Kowalów:

na Wołyniu

Krzysztof Smoliński:

 
 

Mariusz Dawid Dastych

Po prezydenckim veto

Reprywatyzacja – powinność albo garb

W III Rzeczypospolitej, mimo upływu ponad 10 lat, wiele ważnych spraw ustrojowych nie zostało dotąd załatwionych. Wśród nich dwie o fundamentalnym znaczeniu dla naszego państwa – prywatyzacja i reprywatyzacja. Oznacza to, że większość obywateli nadal nie może czuć się u siebie i na swoim, a państwo w sposób wysoce nieudolny nadal administruje ogromnym majątkiem narodowym, który w wyniku niekontrolowanej zmiany właścicieli powoli lecz konsekwentnie przechodzi o obce ręce. Jeśli niepewna sytuacja w sferze własności będzie trwała nadal, niebawem naród polski zostanie sprowadzony do roli siły roboczej, a rząd Rzeczypospolitej będzie administrował nie swoim państwem.

Marcowe veto prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego przeciwko ustawie reprywatyzacyjnej nie było i nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem. Ustawę skonstruowano bowiem tak, że od początku dyskryminowała część obywateli i wywoływała złą atmosferę międzynarodową wokół Polski. Ponadto, dając niegdyś pokrzywdzonym właścicielom lub ich spadkobiercom prawo do 50% własności (w naturze lub w formie odszkodowań) ustawa ta nie wykluczała dochodzenia dalszych praw na drodze sądowej. Żaden z krajów postkomunistycznych, które dotychczas uregulowały prawnie sprawę reprywatyzacji, nie zdecydował się na takie rozwiązanie. Na ogół reprywatyzacja dotyczyła od kilku do kilkunastu procent wartości majątków, a wypłaty odszkodowań realizowano w bonach reprywatyzacyjnych bądź w innej, podobnej formie.

Prezydent, blokując ustawę swym veto, wysunął dwa podstawowe argumenty: (1) ustawa jest niesprawiedliwa, gdyż przez uznanie obywatelstwa RP tylko od 1999 roku odmawia prawa do odzyskania własności byłym obywatelom II Rzeczypospolitej jak również byłym obywatelom PRL, którzy obywatelstwo utracili – na ogół nie z własnej winy, (2) ustawa jest niesprawiedliwa, gdyż przerzuca ogromne koszta reprywatyzacji na barki całego polskiego społeczeństwa. Z kolei rząd uważa, że koszt reprywatyzacji według zawetowanej ustawy (około 47 miliardów złotych) ma pełne pokrycie w majątku trwałym, przeznaczonym do oddania (ponad 60 miliardów zł), natomiast koszt reprywatyzacji realizowanej przez sądy wraz z odszkodowaniami, wypłacanymi ze skarbu państwa może być dużo wyższy (nawet 250 miliardów zł). Oceny ze strony rządu i prezydenta rozmijają się, ale czy w ogóle istnieją wiarygodne dane? Czy przygotowując projekt ustawy reprywatyzacyjnej Sejm dał byłym właścicielom czas na złożenie roszczeń? Czy – wreszcie – policzono na co skarb państwa stać? Dlaczego, w imię rzekomych oszczędności ograniczono liczbę uprawnionych do starań o odzyskanie majątku? Czy nie byłoby lepszym rozwiązaniem oddać mniej, ale wszystkim, którzy mają prawo? Czy z góry zakłada się, że rozwiązanie kompromisowe jest niemożliwe?

Tak więc, w sprawie reprywatyzacji jest bardzo wiele wątpliwości, które budzą niepokój naszego społeczeństwa. W sytuacji, kiedy większość Polaków biednieje, a prowadzona bez uwzględnienia interesu narodowego prywatyzacja państwowego majątku (banków, przemysłu, ubezpieczeń, handlu itp.) pozbawia Polskę prawa do suwerennych decyzji – zła reprywatyzacja może uderzyć w podstawy materialnego bytu obywateli, i tak już obciążonych rosnącymi w następnych latach spłatami długów zagranicznych PRL.

 

Oddawać, czy nie oddawać?

Odrzucenie prezydenckiego veto jest praktycznie niemożliwe (wymaga większości 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów). Ustawa zostanie zablokowana. Pozostaje droga sądowa. Tu nie może być wątpliwości, że zabrany z pogwałceniem ówczesnego prawa, a nawet w myśl tego prawa (znacjonalizowany) majątek powinien być oddany albo zrekompensowany odszkodowaniem. Jeżeli zaś byli właściciele, w kraju i za granicą, połączą swoje wysiłki i najmą doświadczonych adwokatów – to mają szansę odzyskać więcej niż gwarantowałaby im obecna ustawa. Warto przypomnieć, że nawet Polska Ludowa płaciła odszkodowania byłym właścicielom (obywatelom innych państw) za utracony w wyniku nacjonalizacji majątek w Polsce. Takie wypłaty, trwające wiele lat, odbywały się na zasadzie porozumień między rządem PRL, a rządami innych państw (np. USA, W.Brytanii, Francji) – reprezentującymi osoby i firmy zgłaszające roszczenia. Dzisiaj, kiedy Polska jest krajem demokratycznym i buduje na nowo kapitalizm, dochodzenie roszczeń przez osoby fizyczne i prawne jest o wiele łatwiejsze. W odzyskiwaniu majątku specjalizują się wielkie firmy prawnicze na Zachodzie, a banki zagraniczne (także ich filie w Polsce) są gotowe udzielać kredytu grupom byłych właścicieli. Taka droga odzyskiwania utraconej własności zawsze będzie faworyzowała silnych i bogatych, kosztem słabszych i biednych. Niektórzy byli właściciele w Polsce, reprezentowani przez swoje stowarzyszenia, mogą też skorzystać z pomocy wyspecjalizowanych firm prawniczych i z funduszy banków. Muszą jednak liczyć się z wysokimi kosztami procesów i utratą około 30% wartości odzyskanego majątku. Jeśli majątek jest znaczny, ta droga jest możliwa. Procesowanie się o utraconą własność w polskich (opieszałych) sądach nie jest najlepszym rozwiązaniem dla tysięcy drobnych posiadaczy, którym odzyskany majątek nie pokryje nawet kosztów sądowych. A przecież ustawa reprywatyzacyjna nie była tworzona pod kątem tych najsilniejszych i najbogatszych. Miała zaspokoić poczucie sprawiedliwości dziesiątkom tysięcy Polaków w kraju, którzy zostaliby jakby na nowo uwłaszczeni. Celem ustawy powinno być bowiem nie tylko hołdowanie zasadzie „świętej własności”, ale przede wszystkim oddanie uprawnionym dóbr materialnych czy kapitału, dzięki którym mogliby polepszyć swoją sytuację lub zainwestować „tu i teraz”, w swoim kraju. Na pytanie: „oddawać, czy nie?” odpowiedź powinna być oczywista – oddać! Problem w tym jak i ile. I tu wracamy do punktu wyjścia. Czy po zawetowaniu obecnej ustawy reprywatyzacyjnej nie powinno już być innej? Czy sprawa reprywatyzacji ma być – jak uważa prezydent – pozostawiona do rozstrzygnięcia sądom? Otóż nie. Jest to jedna z bardzo ważnych dla Polski spraw ustrojowych, dotycząca głównie obywateli tego kraju, zamieszkujących tutaj – a nie na przykład w Ameryce. Trzeba zatem pracować, w oparciu o istniejące wzorce zagraniczne i rodzime rozwiązania, nad n o w ą ustawą reprywatyzacyjną. Niech sprawę wezmą w ręce eksperci, a rząd RP ogłosi limit czasu (na przykład 2 – 3 lata) na składanie wniosków o zwrot utraconego majątku przez wszystkich uprawnionych do tego obywateli RP (czy ich spadkobierców), w tym przez osoby, które były obywatelami Rzeczypospolitej przed 1września 1939 roku, czyli przed wybuchem II wojny światowej (a więc Polaków i osoby innych narodowości, w tym polskich Żydów). Wnioski te, wraz z już istniejącymi dokumentami, stanowiłyby podstawę do przeprowadzenia r e a l n e g o obliczenia wartości majątku, podlegającego reprywatyzacji. Do tego celu można by powołać oddzielny urząd lub komisję reprywatyzacyjną, której zadaniem było by przygotowanie danych dla Sejmu i rządu.

Ostateczny kształt ustawy reprywatyzacyjnej powinien uwzględniać dwa najważniejsze kryteria: (1) stan roszczeń oraz (2) możliwości finansowe i materialne państwa. W tak ważnej ustrojowo sprawie konieczny jest bowiem k o m p r o m i s.

Cień Jałty

Jeden z uczestników dyskusji na portalu Wirtualna Polska napisał: - Wszystkim zwolennikom zwrotów utraconych własności chciałbym przypomnieć o tym, że utracili je nie przez ten naród a tylko „bezprawne” działania, ustalone na Konferencji Jałtańskiej w lutym 1945 roku (koniec cytatu). I tu dotykamy historycznych i międzynarodowych uwarunkowań naszej obecnej sytuacji. Polska powojenna została okrojona na wschodzie i przesunięta na zachód. III Rzeczpospolita nie może być automatycznie spadkobierczynią II Rzeczypospolitej, ani też odpowiadać za stosunki własnościowe w sąsiednich państwach. Dlatego wszelkie formy reprywatyzacji nie mogą brać pod uwagę roszczeń, które dotyczą majątku utraconego na byłych ziemiach II Rzeczpospolitej na Wschodzie (dziś – na Litwie, Białorusi, Ukrainie) oraz na południu (Zaolzie). W równym stopniu dawni właściciele (np. Niemcy czy Żydzi) nie mogą się od naszego państwa domagać odszkodowań lub zwrotu majątków na Ziemiach Odzyskanych (byłe Prusy Wschodnie i byłe wschodnie tereny Niemiec). Niemcy utracili prawa do tych ziem – na skutek przegranej wojny i powojennych traktatów, które zobowiązali się respektować (układy z b. NRD i z RFN, aktualizowane po zjednoczeniu Niemiec). Jeśli są roszczenia obecnych i byłych obywateli polskich oraz obywateli innych państw do własności na Wschodzie, to powinny być skierowane do tych państw, które teraz władają ziemiami byłej II Rzeczpospolitej. A więc do rządów Litwy, Białorusi, Ukrainy. To nie jest nasz polski problem. Repatrianci – Polacy otrzymali pewną rekompensatę za utracony majątek na Wschodzie, przejmując domy czy gospodarstwa rolne na Zachodzie i Północy. Problemem do rozwiązania pozostaje nadanie im aktów własności, w zamian za akty użytkowania ziemi i nieruchomości. W III Rzeczpospolitej pojawiły się już udane próby uzyskania odszkodowań za majątek utracony na Wschodzie od obecnego państwa polskiego. Są to jednak przykłady manipulowania prawem i przerzucania kosztów na polskiego podatnika. Nie może być bowiem tak, aby ofiara (państwo polskie) płaciła za agresora (Związek Sowiecki). Roszczenia obywateli polskich wobec Litwy, Białorusi i Ukrainy – na razie przynajmniej – są nierealne. Co do roszczeń żydowskich (od Żydów – byłych obywateli polskich i ich spadkobierców), to są one częściowo uzasadnione, jeśli dotyczą własności bezprawnie odebranej (po wojnie zrównano w sensie prawnym majątek pożydowski z majątkiem poniemieckim, co było ogromnie niesprawiedliwe!). Nie zapominajmy o tym, że większość spośród ponad 3 milionów polskich Żydów została wymordowana przez Niemców w czasie wojny. To oznacza również, że nie tak wielu pozostało pretendentów do odzyskania utraconej własności. Sprawiedliwość i poszanowanie prawa nakazywałyby załatwienie wniosków żydowskich pozytywnie, na równi z wnioskami Polaków mieszkających za granicą. Obie te kategorie aktualnych i byłych obywateli polskich mają prawo do odzyskania odebranej im własności w Polsce. Zakres reprywatyzacji i skala ewentualnych odszkodowań powinny być zgodne z tym, co zostanie zapisane w przyszłej - miejmy nadzieję – lepszej i bardziej sprawiedliwej ustawie. Droga sądowa też nie może zostać zamknięta. Praktyka dowodzi, że w takich sprawach również przed sądami można osiągnąć kompromis.

Sprawiedliwość jest jednym z filarów Rzeczypospolitej. W kwestii reprywatyzacji nie powinna sprowadzać się do „sprawiedliwości społecznej”, w imię której komuniści kiedyś zabierali majątki. W tej dziedzinie ustalenia z Jałty już nie obowiązują nikogo!

powrót do strony głównej


now@ on-line dwutygodnik Internautów      http://nowamedia.w.interia.pl