now@ on-line 19 marzec 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu:

AKI:

naród wybrany

.Barman:

Callineczka:

czy cała Polska skacze?

Diana:

nie wierzę

prof. Ivo Cyprian Pogonowski:

Joanna:

Magdalena:

odjazd w macierzyństwo

#Marcel:

StefanDetko:

szeol

Szaman Falarek:

ZIM:

zbliża się kres panowania

uniwersytet now@:

Krzysztof Smoliński:

 
 

.Barman

Wyrwana z krainy bezduszności

„Szepty w mojej głowie opowiedzą ci o nas”. Zanim te słowa Miłka Malzahn wyszeptała, kilka lat wcześniej usłyszałem ją w czasie kameralnego koncertu w BWA. Zwróciła moją uwagę jako artystka na wysokim poziomie, jednak niedostrzegana przez media i koncerny fonograficzne szalejące w tym czasie na punkcie „krainy łagodności” (która okazała się tworem sztucznym, stworzonym i zorganizowanym naprędce na potrzeby kolejnego opolskiego festynu ku czci przebrzmiałych gwiazd i bezwartościowych produktów koncernów fonograficznych). „Krainę” stworzono na zasadach getta, szuflady z której nie można się już wydostać. Ci, którym udało się usłyszeć Miłkę, wrzucili ją do jednego worka z Antoniną Krzysztoń, czy „Starym Dobrym Małżeństwem”. Wydawało się, że skoro „kraina łagodności” umarła śmiercią naturalną, wszyscy wrzuceni do tego „koryta” zostali zapomniani (poza odgrzanym na chwilę przy okazji kiczowatego „Pana Tadeusza” Grzegorzem Turnauem).

Jak bardzo się myliłem, przekonałem się 2 miesiące temu. Dostałem płytę demo z nowym materiałem Miłki. To, co usłyszałem powaliło mnie na kolana. Nie sądziłem, że skoro raz zostało się zaszufladkowanym do tej grupy, można wyrwać się z niej stanowczo i stworzyć cokolwiek innego. Po prostu stworzyć nową jakość, nową treść. Wymyślić nowe metody prezentacji. Miłka wydała mi się kimś zupełnie nowym, kimś kto nigdy nie miał nic wspólnego z muzycznym trupem. Ewolucja, którą przeszła w czasie, kiedy nie miałem z jej twórczością kontaktu okazała się zbawienna dla jakości. Może zamiast słowa „ewolucja” powinienem powiedzieć „rewolucja”. Może „rewolucja” jest właściwszym określeniem na to, czego dokonała Miłka Malzahn w swojej twórczości w czasie tych kilku lat.

Materiał z płyty „Mapa” brzmi bardzo nowocześnie, wręcz odkrywczo. Paweł Dunin okereślił go jako „elektroniczny podziemny pop”. Jest w tym określeniu wiele racji. Jest on zapewne elektroniczny, bo wszystkie piosenki zostały najpierw nagrane, następnie zsamplowane, pocięte i złożone na nowo. Dodano wiele sampli spoza świata z którego pochodzi Miłka. Do takiego brzmienia przyczynił się Michał Jacaszek, realizator ze studenckiego radia w Toruniu a także Phobos (lider czołowej polskiej grupy techno: „Millennium” – pierwszy polski live act; www.millennium.art.pl). Do tego partie saksofonu i pianina nagrał Piotr Maliński. W stworzeniu nowego brzmienia Miłki miał też niebagatelny udział basista Longin Bartkowiak. Człowiek jakby nie z tej „bajki”. Poza zespołem Miłki udziela się w „INRI”, jednej z bardziej znanych grup sceny hardcore punk, oraz w zawieszonym projekcie „Overdub”. Grając z „INRI” Longin jest bardzo dynamiczny, emanują z niego niesamowite ilości energii, i w pierwszym skojarzeniu nie przystaje do raczej spokojnego wizerunku Miłki. Tutaj jednak odnajduje się znakomicie, zresztą jak pozostali członkowie zespołu. Pop ten jest na pewno także podziemny. Nie ma niczego wspólnego z boysbandami i tym, co serwują koncerny. Jest jak najbardziej undergroundowy. Scena nieoficjalna oburza się na określenie „podziemny pop”. Jednak można stworzyć alternatywny pop (co właśnie zrobiła Miłka). Boję się tylko stworzenia kolejnej szuflady z takim właśnie napisem. Boję się, że Miłka będzie jedną z ofiar włożonych do tej właśnie szuflady.

Cieszę się, że mogłem usłyszeć tą płytę w czasie, kiedy na polskiej scenie znowu nic się nie dzieje, a koncerny walczą o dusze słuchaczy jakimś pseudotechno i tragicznym disco, (po)tworami równie sztucznymi jak rzeczona „kraina łagodności”. Cieszę się tym bardziej, że odkryłem dla siebie coś tak świeżego, co pomogło mi przełamać pewne schematy z których od dłuższego czasu nie mogłem się wyrwać. Miłka właśnie śpiewa, że nie będzie wiosny. W to jakoś nie wierzę. Chyba, że miała na myśli, że sama przyćmi wiosnę. Nieważne. I tak jest czadowa.

Marcin Maziarz (kropka.barman@wp.pl)

powrót do strony głównej