now@ on-line 5 marzec 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 

Magdalena

nie każdy lubi być gwałcony

W ciągu ostatnich kilku miesięcy wiele razy zadano mi pytanie, czy jestem feministką, niektórzy nawet wprost mi to zarzucali. Wszystkim odpowiadałam, że nie jestem. Aż wreszcie postanowiłam sprawdzić, cóż to takiego ten feminizm, co się kryje pod tym określeniem. Czy to technika palenia staników, czy może teoria obdzierania mężczyzn ze skóry? Większość ludzi postrzega feministki jako grube, brzydkie kobiety, które swoje niepowodzenia z płcią przeciwną próbuje zrekompensować poprzez walkę z mężczyznami.

Feminizm, to nowa postać ruchu kobiet domagających się poprawy swojej sytuacji społecznej, feminizm, to także teoria kultury. Feministki są współczesnymi kontynuatorkami emancypantek, sufrażystek, entuzjastek i innych kobiet z przeszłości, które niezależnie od nadanych im etykietek, łączyło niezadowolenie z pozycji, jaką mają w społeczeństwie. Dziś, sama nazwa sufrażystki czy emancypantki budzi uśmiech lekceważenia i pobłażliwości. W 1791 roku, w czasie Rewolucji Francuskiej Olympia de Gouges domaga się w swojej Deklaracji praw kobiety i obywatelki praw politycznych słowami: Jeśli kobieta ma prawo wstępować na szafot, to również powinna mieć prawo wstępować na trybunę i przemawiać zostaje wyegzekwowane od niej jedynie prawo wstępowania na szafot. Ginie za obrazę czci i godności niewieściej.

Feministki chcą tego wszystkiego, co ich poprzedniczki, i jeszcze więcej. Uważają one, że fakt nadania kobietom praw wyborczych w krajach europejskich dopiero na początku ubiegłego stulecia (w Polsce i Anglii w 1918 roku, we Francji w 1945, a w Szwajcarii w 1967) nie jest bynajmniej efektem czyjegoś roztargnienia czy przeoczenia. Także zakaz dostępu do nauki nie był czymś przypadkowym i odosobnionym, lecz był wpisany w cały system dominacji mężczyzny nad kobietą, który feministki nazywały systemem patriarchalnym.

Kto nie wierzy, że w takim systemie żyjemy, niech rozejrzy się wokół siebie: większość funkcji politycznych i stanowisk kierowniczych zajmują mężczyźni. Wśród dyrektorów, rektorów, ministrów rzadko można spotkać kobietę, bo może ona zrobić w patriarchacie karierę tylko na dwa sposoby: albo zostając kobietą (żoną, kochanką) mężczyzny, który robi karierę, albo samodzielnie, ale za to upodabniając się do mężczyzn zewnętrznie (przez ubiór, uczesanie i sposób zachowania).

Feministki rzadko mówią o dyskryminacji kobiet. Słowa dyskryminacja używały emancypantki, domagając się równych praw dla obu płci. Odnosi się ono raczej do jasno wyartykułowanych zasad, podczas gdy dla feministek ważna, a nawet podstawowa, jest ogromna sfera nie wyartykułowanych poglądów dotyczących kobiet i nastawień wobec nich we wszystkich dziedzinach życia – nie tylko publicznego, lecz i prywatnego. Aby wyjaśnić źródło braku równouprawnienia płci, feministki zaglądają do domów: do kuchni, do pokoju dziecięcego, do sypialni, i głośno dyskutują o tym, co zobaczyły. Źródeł prawnej nierówności płci dopatrują się one, bowiem przede wszystkim w nie partnerskich stosunkach w sferze ekonomicznej, obyczajowej, uczuciowej i seksualnej. Zamiast o dyskryminacji wolą mówić o mizoginicznym lub seksistowskim charakterze całej kultury.

Mówienie o seksistowskim charakterze całej kultury, jest o tyle bardziej precyzyjne od mówienia o dyskryminacji kobiet, że nie zakłada istnienia grupy społecznej, która dyskryminuje i drugiej, która jest dyskryminowana. Gdy mówi się o tym, że cała kultura jest seksistowska, oznacza to, że wszyscy uczestniczą w dyskryminacji kobiet, również kobiety – „dyskryminując” same siebie. Seksizmem przeniknięte są wszystkie twory kultury patriarchalnej, tworząc spójny, zamknięty system: mąż wymaga od żony, by całe jej życie wypełnione było usługiwaniem mu we wspólnym domu i wychowaniem wspólnych dzieci, patriarchalne prawodawstwo zakazuje kobiecie kształcić się i podejmować pracę zawodową, a patriarchalna nauka udowadnia, że kobieta żyje zgodnie ze swoją naturą, gdy zajmuje się wyłącznie rodzeniem i wychowywaniem dzieci oraz usługiwaniem mężczyźnie.

Feministyczna krytyka dyskryminujących kobiet przepisów prawnych nikogo już nie zdumiewa ani nie oburza. Takie „drobiazgi” jak zakaz zatrudnienia w zawodzie kierowcy autobusowego dla kobiet, wydaje się przeciętnemu człowiekowi wyłącznie pożałowania godną niekonsekwencją, a krytykę takich przepisów ze strony feministek uważa się na ogół za zrozumiałą. Inaczej rzecz się ma z feministyczną krytyką sfery prywatnej relacji między kobietą a mężczyzną. Takie działanie nadal oburza i bulwersuje.

Feministyczna krytyka sfery prywatności w relacjach między płciami dotyczy wymuszenia na kobietach, przez wychowanie i system oczekiwań społecznych, pracy na rzecz mężczyzn (nieodpłatna praca na „drugim etacie”, w domu), represjonowanie kobiety ze względu na ich możliwość bycia matką jest to też krytyka patriarchalnego modelu relacji seksualnych pomiędzy płciami. Feministki wykazały, że obok wzorca kobiety – matki, istoty aseksualnej, oddanej obowiązkom macierzyńskim, obecny jest w patriarchacie wzorzec kobiety – przedmiotu męskiej konsumpcji seksualnej. Zgodnie z tym drugim wzorcem, od kobiety wymaga się, aby dostosowała się do wymogów i fantazji seksualnej mężczyzn, podczas gdy jej własna seksualność – odmienny od męskiego sposób osiągania satysfakcji seksualnej – liczy się tylko wtedy, gdy zwiększa zadowolenie mężczyzny. Sporą karierę wśród feministek zrobiło spostrzeżenie, że o kulturze europejskiej wiele mówi fakt, iż clitoris została odkryta 200 lat po odkryciu Ameryki.

Represjonowanie seksualności kobiet polega jednak nie tylko na ignorowaniu specyfiki kobiecej seksualności, lecz również na łączeniu seksu z agresją i przemocą wobec kobiet. Kobietom wmawia się przy tym, że one tego właśnie chcą, że marzą o tym, by być gwałconymi. Znakomitym przykładem może tu być choćby film Piotra Szulkina pod mylącym tytułem Femina, w którym reżyser po przedstawieniu sceny brutalnego gwałtu, wkłada w usta kobiety pełne zachwytu słowa, które zapewne sam chciałby usłyszeć i przeżyć wraz z całym ich kontekstem: Jesteś prawdziwym artystą.

Na tym skończę ten wywód, zostało jeszcze mnóstwo argumentów. Mam zamiar, o ile będę dopuszczona do głosu, cyklicznie się dzielić swoimi spostrzeżeniami. Bardzo ciekawy jest pogląd feministek na macierzyństwo, na rodzinę. W jednym z przyszłych tekstów będę chciała zapoznać z feminizmem w Polsce, jak również, o czym nie wiele osób w ogóle wie, o feminizmie mężczyzn.

powrót do strony głównej