now@ on-line 5 marzec 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 

Diana

powrót

Nie mam pomysłu na życie. Wszystko to, czego kiedyś pragnęłam przychodzi za późno. Zbyt późno, aby odczuwać radość.

Widzicie, w życiu jest tak: pragniesz mieć własny dom, bo za mało było tego domu w rodzinnym gnieździe i los każe Ci czekać długo, długo... Tak długo, że potem już nie potrafisz odszukać w sobie dawnego pragnienia.

Tak było ze mną w odniesieniu do domu, miłości i... polityki. Stało się tak, że realizują się młodzieńcze pragnienia, ale za późno i niezupełnie tak, jak to sobie wyobrażałam mając osiemnaście lat.

Mam dziś dom i rodzinne gniazdo. Miłość przyszła i jest tak blisko, że nie umiem jej znaleźć a zresztą: samotność i tak jest naszym jedynym udziałem.

Polska, którą tak ukochałam gubi się w różnorodności idei. Nie polała się krew tych, którzy powinni zapłacić za swoje komunistyczne zbrodnie.

A był przecież na to czas.

Nie stało się nic.

Krzyczymy dziś o sprawiedliwość i rozliczanie winnych. Znów coś stałoby się zbyt późno, aby dało spodziewany efekt. A tymczasem jak grzyby po deszczu rodzą nam się nowi, których potem będą rozliczać nasze dzieci i wnuki.

Wyjechałam z Polski w październiku, a w grudniu ogłoszono stan wojenny. Próbowałam wytrzymać na obczyźnie mając za wzór tylu innych Polaków, którzy wciąż gardłowali o patriotyzmie, obowiązku i walce. Pociągi do kraju jednak jeździły puste.

Nie umiałam tam żyć. Nie umiałam odczuwać czegokolwiek. Moje miejsce było w Polsce. W kwietniu spakowałam skromny dobytek i odprowadzana przez znajomych pojechałam na dworzec. Do ostatniej chwili próbowano mnie odwieźć od wyjazdu. Mówili, że tam na ulicy strzelają do ludzi, że będę żałować i klepać polską biedę bez nadziei na lepszy los. Mówili, że więcej zrobię z dala od Polski, bo tu nie ma tamtej cenzury, za to są perspektywy rozwoju.

Za plecami wymownie pukano się w czoła: głupia!

Wróciłam.

Nikt do mnie nie strzelał.

Ale przywitanie było takie same jak niedawne pożegnanie. Znów mówili: głupia, po co ona wróciła? Zostawiła zaczętą już zagraniczną egzystencję.

Wiecie, jak wysoko wtedy podniosłam głowę? Jak bardzo smakowała poranna kromka chleba? Nie wiecie. Nareszcie nabrałam poczucia, że jestem coś warta.

Tu było moje miejsce do życia. To nic, że bieda, to nic, że łażą za mną z SB. Wróciłam.

Nigdy nie żałowałam tego kroku.

Tylko dziś wkurzają mnie ci, którzy zostali za granicą, a tak bardzo się teraz wymądrzają,. Nie mieli ochoty na polski, kwaśny chleb, dopadł ich strach. Strach przed biedą.

Dobrze, to bardzo ludzkie i do przełknięcia, jeśli tylko nie będą krzyczeć i pouczać nas, którzy mieliśmy tu żyć i na własnej skórze znosić polskie przemiany.

Nie skarżyłam się. Żyłam razem z innymi w cholernej biedzie i strachu o jutro i... byłam zadowolona, że mam ich obok siebie.

Mówiłam, że jeśli tylu już wyjechało mądrych i wykształconych, to ta nasza biedna Polska zacznie przypominać slumsy dla nieudaczników. Oni tam dorabiają swoją pracą inne kraje i własną kieszeń. W porządku: ich wybór. Tylko, że ja nie czuję się gorsza od nich. Miałam odwagę i miłość w sercu. Nie umiałam żyć gdzie indziej niż w Polsce.

Dzisiaj, z perspektywy widzę jak bardzo ludzie zmieniają się w zależności od sytuacji i miejsca, w którym się aktualnie znajdują.

Nie są konsekwentni i nawet nie potrafią głośno przyznać się do porażki.

Dlaczego o tym piszę?

Otóż bardzo żałuję, że nie wrócili do Polski razem ze mną ci, którzy się tu urodzili. Z ich pomocą może łatwiej by było o karę dla zbrodniarzy. Karę, która powinna nastąpić w tamtym czasie, gdy podnosiliśmy dumnie głowy, gdy chcieliśmy żyć godniej i rozumniej.

Może to właśnie ich siły przebicia zabrakło nam, którzy byliśmy sterani codziennością i karmieni najróżniejszymi politycznymi bzdurami?

Oni byli i są potrzebni Polsce. Bardziej tutaj niż tam, za granicą.

Jak już mówiłam: nie mam pomysłu na życie. Robię to, co do mnie należy i chciałabym robić więcej dla kraju i dla tych, których kocham. Dla swojej małej córeczki, której mam nadzieję nie zaświta emigracyjny pomysł...

powrót do strony głównej