now@ on-line 5 marzec 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 

Diana

spojrzenie w lustro

Należę do pokolenia, o którym mówi się: wiek średni. Jednak nie ma to znaczenia. Siła odczuć pozostaje młodzieńcza w większości z nas. To, co nas różni od młodych zapaleńców to nabyte doświadczenie – jeśli tylko umie się je spożytkować.

Nie chcę rozpamiętywać wydarzeń z pozycji osoby stojącej z boku i krytykować tych, którzy cośkolwiek robią. W czasach, gdy słyszy się więcej narzekań, gdy nie mamy dobrej woli, aby zrozumieć drugiego człowieka trzeba spojrzeć krytycznie również na siebie.

Nie wymagam działania rewolucyjnego, jednak prawdziwe działanie nie może się kończyć jedynie na krytyce.

Dobrze, że piszemy, że czegoś chcemy, ale najczęściej na tym się kończy. Zrobiło się tyle szumu wokół Platformy, pod kołami której giną ludzie, którzy dotąd się liczyli lub liczyć się mieli. Ubolewamy, że ci, których wynosi Platforma nam nie odpowiadają, że nie jest to nic nowego. A czego się, moi mili, spodziewaliście? Cudu nad Wisłą?

Gdy nadchodziły czasy wielkich, solidarnościowych przemian byłam młodą, pracującą kobietą, która dopiero zaczynała karierę zawodową. Mojego ojca wyrzucono dawno z PZPR, a matka sama złożyła legitymację. Oboje należeli, bo trzeba było ciągnąć jakoś rodzinny biznes. Jednak nie chcieli pewnych rzeczy i mieli odwagę. Nie wiem, czy druga strona nie odczuła pewnego rodzaju podziwu, bo żadnych sankcji partyjnych, ani innych wobec mojej rodziny nie zastosowano. Ja też umiałam być odważna. I wtedy moja szefowa „stara” partyjniaczka powiedziała mi coś, co wtedy mnie oburzyło, a dziś pozwala pytać o cud nad Wisłą. Powiedziała mi wówczas, abym nie ekscytowała się tak nowym ruchem, bo w nim są wszyscy niezadowoleni. A to nie prowadzi do niczego innego jak tylko do późniejszego rozłamu i mocnego osłabienia. Wtedy było to dla mnie czcze gadanie. Jeszcze wierzyłam w rządy specjalistów, jak to ujął przewodniczący Solidarności. Wierzyłam, że damy radę.

To ta wiara wyniosła Solidarność na czoło, na szczyt. A Solidarność reprezentowali ludzie i nie starczyło im charyzmy, aby umieć istnieć w czasach, gdy trzeba było budować coś od podstaw.

Władza i pieniądze zepsuły już wiele ludzkich istnień i wypaczyły wiele idei. A my wszyscy maluczcy na dole czekaliśmy na dalsze instrukcje. Jeśli nawet docierały do nas dobre pomysły, to kłopoty dnia codziennego i nasz własny apetyt na dostatnie życie w wymarzonej, wolnej Polsce skutecznie blokowały inicjatywę.

Dziś przecieramy oczy i w zdumieniu patrzymy na naszą scenę polityczną. Co z tym zrobić? Konia z rzędem temu, kto wymyśli skuteczne lekarstwo. Nie chcę się wymądrzać, nie żądam od Was wiedzy politycznej. Proszę tylko, aby każdy, kto pisze spojrzał w lustro. Co robiliście w tamtych czasach, co robicie dziś? Nie pytam o krytykę, bo w tym każdy może być dobry.

Nie dam Wam również żadnego sposobu, aby z optymizmem spojrzeć na dzisiejszą rzeczywistość.

Popieram tych, którzy dość mają oglądania się wstecz i ciągłych żądań rozliczania wszystkich za wszystko lub tylko niektórych i tylko za niektóre sprawy. Zakpiono z nas, panowie i panie wykorzystując naszą wiarę i patriotyzm.

To na naszych barkach popłynęła nowa władza. Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść.

Nie chcemy być Murzynami, prawda? Nie chcemy, aby nas obrażano za najświętsze dla nas uczucie patriotyzmu i zwykłą, normalną chęć normalnego życia w normalnym kraju. Nie zasłużyliśmy sobie na to. I wbrew pozorom drzemie w nas ogromny potencjał. Nie płaczmy więc na wylanym mlekiem. Spójrzmy na to okiem gospodarza. Jesteśmy u siebie. Martwi Was to, że prawica okazuje się tak rozczłonkowana i słaba? Przecież to zwykła kolej rzeczy. Minęło za mało czasu, aby Feniks powstał z popiołu. Niech się tasują panowie politycy. W stagnacji nasza śmierć. Szukajmy raczej ludzi mądrych, którzy mogą stanąć na czele prawicy. Próbowałam i ja dojrzeć takowych. Są. Mam tę nadzieję, że są. Mam nadzieję, bo bez niej nie stanie się nic. Mam też wiarę, bo nie całą oddałam Solidarności. W nas wszystkich drzemie ta siła, której potrzebuje Polska. Piszmy więc, bądźmy więc odważni i do cholery wierzmy, że uda się zbudować kraj normalny i stabilny zarówno politycznie jak i gospodarczo.

My Polacy nie raz jeszcze zaskoczymy świat swoją siłą i mądrością. Dajmy sobie szansę.

Mam dość utyskiwań, dość agresywnych nawoływań do świętej wojny z SLD, dość idoli, którzy nie potrafią poprzestać na przeznaczonej sobie roli.

To nieprawda, że przeraża nas nasze sumienie, że droga do samopoznania jest krótka i urywa się przez wygodnictwo lub późniejsze lenistwo umysłowe.

Prawda istnieje poza wszystkim i nasze sumienie jedynie pozwala nam dostrzec drogę. Nie wierzmy, że są to tylko słowa. Człowiek potrafi być sobą zawsze. Ale przecież „być” to za mało! (kłaniam się MF z przedostatniego numeru). Pozostaje ciągły rozwój wartości i uczuć. Nie wolno o tym zapominać. Trzeba chcieć zaistnieć i trzeba wciąż dowiadywać się jak to robić, aby nie nadszarpnąć swojego człowieczeństwa.

Omijajmy więc wątpliwej wartości gazety, dzieła sztuki, czy ludzi, którym wystarcza jedynie: być i mieć. Mamy na uwadze przecież ciągły rozwój duchowy. To właśnie dlatego całe życie będziemy odczuwać dotkliwą samotność i smutek.

Ale wierzcie mi: WARTO. Nawet za cenę wyobcowania, lub odrzucenia. NIKT i NIGDY nie pomoże nam w naszej samotności, bo to ona jest właśnie motorem poszukiwań człowieka, idei, czy wartości religijnych. Inna sprawa, że nie ma na ziemi ani takiego człowieka, ani takiej idei i religii, która uleczy nasz smutek i samotność.

Wiem o tym i nigdy nie przestanę szukać.

Nie chciałabym też, aby to, co przeczytacie pozostało tylko słowami. Odsyłam do tytułu.

powrót do strony głównej