now@ on-line 5 marzec 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 

w poszukiwaniu prawdy:

Mariusz Dawid Dastych

CZY MOGLI WEJŚĆ?

Mity i prawdy o „bratniej pomocy”

W tym roku minie 20 lat od pamiętnego dnia: 13 grudnia 1981. Od wprowadzenia stanu wojennego. Dwadzieścia lat – i nadal nie jesteśmy pewni, jak to było. Prawda o zagrożeniu inwazją wojsk sowieckich i sojuszników z Układu Warszawskiego (Czechosłowacja, NRD) nadal jest „złożona” – rozbija się na dwie polityczno-publicystyczne półprawdy. Pierwsza, „solidarnościowa”, głosi (nie bez racji), że obce wojska nie wkroczyłyby do Polski, a stan wojenny został wprowadzony przez generała Wojciecha Jaruzelskiego wyłącznie dla ratowania władzy komunistów, w porozumieniu z Kremlem. Druga półprawda, też nie pozbawiona racji i przypisywana przede wszystkim postkomunistom, ale rozpowszechniana także przez inne źródła, mówi, że w grudniu 1981 roku inwazja sił Układu Warszawskiego była możliwa, a wprowadzenie stanu wojennego miało jej zapobiec. Taki pogląd głosi od początku generał Wojciech Jaruzelski w licznych wywiadach, artykułach i książkach. Sprawę interwencji sowieckiej łączy przy tym z analizą sytuacji wewnętrznej Polski, w okresie poprzedzającym stan wojenny.

Obie półprawdy mają wielu przekonanych zwolenników i tyluż – przeciwników. Ludzie „Solidarności”, zwolennicy pierwszej z nich, potępiają wprowadzenie stanu wojennego i mają słuszny żal do generała Jaruzelskiego, że siłą rozbił Związek i poddał naród represjom, choć - ich zdaniem - nie było to podyktowane zagrożeniem z zewnątrz. Według tej tezy, stan wojenny był tylko „wojną WRON-y z narodem”, w obronie skompromitowanego reżimu. Zwolennicy drugiej tezy, nie tylko byli komuniści, ale również osoby nie związane z Polską przyznają, że zagrożenie inwazją było realne, pomimo wojny w Afganistanie i wyraźnej niechęci przywódców sowieckich do otwierania „drugiego frontu” w nieprzychylnej Sowietom Polsce. Przyznam, że jestem zwolennikiem tej drugiej tezy ( dalej nazywając ją „półprawdą”, dopóki cała prawda nie zostanie ujawniona).

Już w roku 1980 sytuacja w Polsce wywoływała ogromne zaniepokojenie w ZSRR i innych krajach Obozu. Miałem okazję przekonać się o tym podczas kilku wizyt w tych krajach, a szczególnie w trakcie pobytu w Moskwie w grudniu, kiedy wyczuwało się atmosferę napięcia nawet wśród zwykłych ludzi. Poszukałem wówczas kontaktów z osobami z kręgów sowieckiej dyplomacji i wywiadu, które poznałem wcześniej w Polsce lub innych krajach – nawet tak odległych jak Chiny czy Wietnam. Rozmawiałem z komentatorami sowieckich mediów, politologami, z kierownictwem Agencji Nowosti – związanej z KGB. Wszyscy pytali o „Solidarność”, o Wałęsę, o opozycję polityczną w Polsce i niepewną sytuację w partii. Jeden z moich rozmówców, oficer wywiadu wojskowego (GRU) 1/, który spędził wiele lat w USA – powiedział mi wprost, że wariant czechosłowacki z roku 1968 może być powtórzony, jeśli władze w Polsce będą nadal ustępować. Jeżeli dotąd nie wprowadzono wojsk (choć były manewry i przygotowania), to nie znaczy, że Breżniew dał Polakom wolną rękę. Dowiedziałem się, że o sytuacji w Polsce Rosjanie rozmawiają kanałami dyplomatycznymi z Amerykanami i Niemcami(z RFN). A jeśli idzie o NRD – to jej przywódcy zajmują twarde stanowisko i nie odmówią interwencji, podobnie jak i przywódcy Czechosłowacji. Pobyt w Moskwie, w grudniu 1980 roku, sprawił na mnie wrażenie przygnębiające. Nasz polski entuzjazm i wielka radość po strajkowym zwycięstwie i Porozumieniach Sierpniowych były tam odbierane zgoła inaczej: jako „kontrrewolucja” i zamach na Układ Warszawski. A przede wszystkim jako zagrożenie dla imperialnych interesów Związku Sowieckiego i bunt w jednym z głównych „baraków” Obozu.

Pobyt w Rosji uzmysłowił mi jedną prawdę: wszelkie poczynania najwyższych władz sowieckich były otoczone głęboką tajemnicą. Kiedy byłem w Moskwie, w grudniu 1981 roku, zmarł były premier Aleksiej Kosygin i wiadomość o jego śmierci została ogłoszona z wielodniowym opóźnieniem. W tym samym miesiącu, rok temu (1979) wyjechałem z Rosji przed Bożym Narodzeniem, kiedy Armia Sowiecka szykowała się do wkroczenia do Afganistanu (weszli tam 26 grudnia). Decyzję tę również powzięto w tajemnicy. Podobnie mogło być w sprawie wejścia do Polski. Dopiero niedawno amerykański historyk - Mark Kramer z Uniwersytetu Harvarda opublikował w 11 numerze biuletynu „Cold War International History Project” ściśle tajny dokument sowiecki 2/, który otrzymał w Mokwie od rodziny nieżyjącego już historyka wojskowego – generała Dymitra Wołkogonowa. Jest to „Memorandum” do KC KPZR, z dnia 28 sierpnia 1980 roku, podpisane przez Susłowa, Gromykę, Andropowa, Ustinowa i Czernienkę, w którym proszą Komitet Centralny o zgodę na sformułowanie zgrupowania wojsk dla interwencji w Polsce. Dokument jest autentyczny. A więc, w przededniu porozumień ze Szczecina i Gdańska, kończących strajki, władze sowieckie już szykowały się do interwencji. Pełna gotowość bojowa trzech dywizji pancernych i jednej zmechanizowanej została wyznaczona na dzień 29 sierpnia 1980 roku, na godzinę 18:00.

Kto o tym wiedział w Polsce w sierpniu 1980 roku? Chyba nikt. Zakończenie strajków ugodą między nowo powstałym NSZZ „Solidarność” a rządem nie zmieniło nastawienia Kremla. Według relacji pułkownika kontrwywiadu Artura Gotówki, byłego szefa ochrony gen.W.Jaruzelskiego, i innych świadków wydarzeń 3/, 1 grudnia 1980, w Moskwie, szef sztabu sił zbrojnych ZSRR - marszałek Nikołaj Ogarkow pokazał wezwanemu tam gen.Tadeuszowi Hupałowskiemu mapę sztabową z nowym rozmieszczeniem wojsk Układu w Polsce. Pozwolił przenieść ją na oleat (kalkę) i zabrać do kraju. Plan przegrupowania i dyslokacji wojsk, wiązał się z przygotowaniem do ćwiczeń w Polsce, z udziałem 18 dywizji (15 sowieckich, dwóch czechosłowackich i jednej NRD-owskiej). Dwa dni później, 3 grudnia, głównodowodzący wojskami Układu Warszawskiego - marszałek Wiktor Kulikow zażądał od Polaków zgody na ustalenie terminu gotowości do ćwiczeń. W Polskim Sztabie Generalnym zmieniono pierwotny sowiecki plan rozmieszczenia wojsk na polskich poligonach w pobliżu dużych miast, zastępując jednostki obce polskimi. Podobno istotną rolę w „korekcie” sowieckiego planu odegrał generał Eugeniusz Molczyk, uważany powszechnie za „człowieka Moskwy” w Wojsku Polskim. Skopiowana przez gen.Hupałowskiego mapa to nic innego, jak plan interwencji zbrojnej Układu Warszawskiego w Polsce, przygotowanej na początek grudnia 1980 roku. Zagrożenie było realne. Ale sposób zawiadomienia Polaków – co najmniej dziwny. Wbrew pozorom, Rosjanie nie parli do interwencji wojskowej. Na szczycie przywódców UW w Moskwie, 5 grudnia 1981 r., Stanisław Kania przekonywał (przekonanego już!) Leonida Breżniewa, aby do Polski nie wchodzili. I ten obiecał, że nie wejdą. Rzecz w tym, że decyzja o nieinterwencji została wcześniej powzięta, bez udziału Polaków. W ten brutalny sposób (podsuwając plan interwencji!) Rosjanie chcieli zmusić polskie władze i wojsko do działań przeciwko „Solidarności”. Tak narodził się plan „stanu wojennego”, którego współtwórcą i głównym referentem z Sztabie Generalnym był pułkownik Ryszard Kukliński, oficer polskiego wywiadu wojskowego, agent KGB 4/ i szpieg CIA, który uciekł z kraju w listopadzie 1981 roku. Pod koniec roku Rosjanie i sprzymierzeńcy mogli wprowadzić wojska do Polski i na „zdobycie” naszego kraju wystarczyłoby kilka dni. Nie weszli, choć mogli wejść. Dlaczego? Bo sytuacja w Polsce nie groziła wówczas przewrotem i obaleniem władzy komunistów. Z drugiej strony grupa starych i rozważnych przywódców Związku Sowieckiego, na czele z Leonidem Breżniewem, nie chciała ryzykować awantury w Europie. Wbrew dość powszechnemu przekonaniu , że wojna w Afganistanie wykluczała interwencję w Polsce – nie była to główna przeszkoda. Armia Sowiecka liczyła wówczas , według danych wywiadów państw Zachodu, ponad 3 miliony 700 tysięcy żołnierzy, a w Afganistanie walczyło ich mniej niż 100 tysięcy 5/. Zagrożenie strategicznych interesów Imperium w Europie, w wyniku ewentualnego przewrotu w Polsce, nie powstrzymałoby Rosjan od interwencji wojskowej, gdyby taka konieczność nadeszła.

Tymczasem łatwiej i taniej, bez ryzyka dla Obozu, było zmusić władzę komunistyczną w Polsce do zdławienia opozycyjnego ruchu „Solidarności” wyłącznie własnymi siłami.

Na początku 1981 roku sytuacja jakby się ustabilizowała, chociaż Polska była stale i ostro krytykowana (Breżniew, Susłow, Gromyko, Kulikow, Andropow). Kolejna analiza „Komisji Susłowa” z marca/kwietnia 1981 roku była dla nas bardzo niepomyślna: (1)„Solidarność” jest faktycznie opozycyjną partią polityczną, (2) w PZPR nastąpił rozłam, władze nie kontrolują już sytuacji, (3) rozwija się „pełzająca kontrrewolucja”, (4) niepewna i chwiejna postawa zaznacza się w Wojsku Polskim i siłach bezpieczeństwa MSW. Wiosna roku 1981 była okresem nasilającej się presji i intensywnej penetracji naszego kraju przez wywiady – sowiecki i krajów socjalistycznych (głównie NRD i Czechosłowacji). W tym czasie zajmowałem się rozpoznawaniem struktur, tworzonych przez tak zwanych prawdziwych komunistów i patriotów, popularnie zwanych „betonem”. Skupiali się oni wokół znanych działaczy PZPR – przede wszystkim Stefana Olszowskiego, ale także Tadeusza Grabskiego, Stanisława Kociołka, Andrzeja Żabińskiego, Albina Siwaka. W MSW i KC PZPR nadal spore wpływy miał generał Mirosław Milewski – od lat sowiecki „czekista”, choć miał powszechnie opinię zagorzałego polskiego nacjonalisty 6/. W Wojsku partyjni konserwatyści mieli mniej do powiedzenia. Generałowi Jaruzelskiemu potrafili się przeciwstawić tylko nieliczni, jak wspomniany wyżej generał Molczyk oraz generał Sawczuk. Nie brakowało jednak „betonów” wśród średniej kadry dowódczej, a także w wywiadzie i kontrwywiadzie – szkolonym i wychowywanym przez KGB i GRU. Podległość organizacyjna polskich służb specjalnych ich odpowiednikom w Moskwie, w ramach struktur Układu Warszawskiego, była bezsporna. Nie można jednak wyciągać z tego pochopnych wniosków, jakoby polscy oficerowie byli skłonni do zdrady. Co więcej, niektórzy z nich – przebywający wówczas w ZSRR – narażali życie, zbierając nielegalnie informacje wywiadowcze na temat zagrożeń dla Polski. Znam takie przykłady, ale ujawnienie ich dzisiaj nie byłoby rozsądne 7/. Istniało zagrożenie innego rodzaju: około 70 procent naszych formacji wojskowych podlegało rozkazom dowództwa Układu Warszawskiego. W razie nadejścia „bratniej pomocy”, większość jednostek WP musiałaby wypełniać rozkazy interwentów – sojuszników, a jednostki zbuntowane szybko by otoczono i rozbito. Front „antysolidarnościowy” tworzyła nie tylko partia, ale i „stare” związki zawodowe, półjawne organizacje, takie jak Zjednoczenie Patriotyczne „Grunwald” o wyraźnie szowinistycznym, komunistycznym i antysemickim obliczu. Powstawały też, w opozycji do tzw. struktur poziomych, tworzonych przez partyjnych reformatorów (np. Tadeusza Fiszbacha w Gdańsku), organizacje „prawdziwych komunistów”, takie jak Forum Katowickie, czy grupy robotnicze inspirowane przez Albina Siwaka.

Do tych „prawdziwych” stale przybywały nieoficjalne misje z Moskwy, jak również z Berlina i Pragi. Na czele jednej z nich, którą rozpoznawałem, stal pułkownik KGB 8/, wysłany przez Konstantina Rusakowa (członka Biura Politycznego, odpowiedzialnego za sprawy polskie). Przebywał dość długo w Polsce, odwiedzając komitety partyjne i różne organizacje (w tym ZP „Grunwald”). Takie misje rozpoznawcze miały charakter półjawny i zbierały informacje i opinie. Być może przy ich pomocy próbowano przygotować kadrę w terenie, złożoną z komunistów lojalnych wobec ZSRR.

Groźniejsza jednak była penetracja Polski przez (formalnie!) sojusznicze wywiady: wszechobecny wywiad sowiecki (KGB i GRU), wywiad zagraniczny STASI z NRD oraz wywiad czechosłowacki. Rosjanie w ogóle nikogo nie musieli prosić o zgodę – ich wywiad działał jak chciał, a polskie MSW i Wojsko dostarczało im każdych informacji. Formalną zgodę MSW na samodzielną działalność operacyjną w Polsce dostały wywiady NRD i Czechosłowacji. Ten pierwszy wywiad penetrował środowiska naszej opozycji już od połowy lat 70-tych. Niemcy działali głównie na Wybrzeżu, na Dolnym i Górnym Śląsku. Szef wywiadu STASI – Marcus Wolf miał swoją agenturę w najbliższym otoczeniu Lecha Wałęsy oraz w Komitecie Obrony Robotników (KOR), gdzie polska SB nie mogła zwerbować agentów. Nazwiska nadal pozostają tajemnicą 9/. W Warszawie obsługiwał agenturę STASI m.in. bardzo aktywny młody dyplomata – Konrad Muller. Przedstawiciele rezydentury KGB w Warszawie mieli swoich agentów już na strajku w Stoczni Gdańskiej i Szczecińskiej. Pod koniec 1980 roku – co mogę jednoznacznie potwierdzić – KGB „podchodziła” do kilku polskich dziennikarzy, proponując im bardzo intratne zajęcie: chodziło o umieszczenie kogoś zaufanego w najbliższym otoczeniu Lecha Wałęsy. Trudno mi powiedzieć, czy się to udało, ale Rosjanie starali się zawsze dotrzeć do najściślejszego kierownictwa „Solidarności”. Raporty agenta (agentów) przy Wałęsie miały trafiać do rezydenta KGB w Ambasadzie ZSRR o pseudonimie „Żdanow” 10/. Najgorsza z możliwych operacji „sojuszniczych” wywiadów to organizowanie prowokacji w terenowych ogniwach „Solidarności”. Mówi się o tym, że bijatyka w Bydgoszczy (pobicie Jana Rulewskiego) była jedną z poważniejszych prowokacji KGB, zsynchronizowaną z kolejnym naciskiem militarnym (wielkie ćwiczenia wojskowe „Sojusz’81” rozpoczęły się 16 marca 1981, prowokacja bydgoska – 3 dni później!). Ale nie można wykluczyć, że to była raczej robota SB. Gdyby Sowieci chcieli znaleźć pretekst do interwencji zbrojnej (np. w razie niepowodzenia stanu wojennego), to wiedzieli jak podgrzać nastroje i sprowokować Polaków do walki z komuną. Tymczasem mieli jednak inny cel: zmuszenie ekipy Stanisława Kani i gen. Wojciecha Jaruzelskiego do rozprawienia się z „Solidarnością” i wszelką opozycją. I każdy pretekst był dobry!

W Moskwie i na Syberii.

W maju 1981 roku, po kilkumiesięcznych staraniach czynionych równocześnie w kraju i w Moskwie, wyjechałem jako specjalny wysłannik tygodnika „Płomienie” w długą podróż po ZSRR. Moja gazeta podlegała Stefanowi Olszowskiemu, którego wówczas Rosjanie kokietowali, wbijając nóż w plecy Stanisława Kani. Dzięki temu mogłem uzyskać mocne wsparcie APN (Agencji Prasowej Nowosti – sterowanej przez KGB) i dostać zezwolenia na odwiedzenie miast i okręgów zamkniętych dla cudzoziemców. Spędziłem w Rosji prawie miesiąc, podróżując bezustannie po Syberii – na trasie liczącej ponad 10 tysięcy kilometrów. Byłem na budowie linii kolejowej BAM nad Bajkałem, na polach naftowych zachodniej Syberii, w ośrodkach naukowych Nowosybirska, w Buriacji i kilku innych regionach. Lecąc do Moskwy, zabrałem ze sobą całą walizę prasy i innych wydawnictw „Solidarności”. Dzięki zaświadczeniu warszawskiego Biura APN i interwencji osobistej moich opiekunów, waliza przeszła przez granicę. Większość wydawnictw została przekazana kierownictwu Agencji, ale kilka broszur i egzemplarz tygodnika „Solidarność” wędrowało wraz ze mną po drogach i bezdrożach Rosji. Każdego dnia musiałem wygłaszać pogadanki o „Solidarności” i sytuacji w Polsce – do słuchaczy życzliwych albo wrogo nastawionych. Mówiłem o „Solidarności” dobrze, a rzetelna informacja zjednywała mi ludzi różnych środowisk. Nigdy nie zapomnę serdecznego przyjęcia w głębi 26-kilometrowego Tunelu Bajkalskiego. W błocie i huku maszyn, w skalnej niszy usłyszałem po raz pierwszy pochwałę Lecha Wałęsy i „Solidarności” z ust wielonarodowej grupy robotników. W zamkniętym mieście garnizonowym Ułan Ude, na południe od jeziora Bajkał, wsadzono mnie do limuzyny miejscowego KGB i powieziono na lotnisko w ogromnej bazie wojskowej 11/. „Prelekcja” odbyła się na płycie lotniska, w samochodzie. Zadawano mi wiele trudnych pytań o Polskę, tłumaczono stanowisko sowieckie. Trzeba było uważać! Szczera rozmowa , bez oficjalnych świadków była możliwa - ale gdzieś w górach, w tajdze na platformie wiertniczej. Piszę o tym, aby pokazać absurdalną sytuację: z jednej strony życzliwi ludzie, z drugiej twardy reżim, który bez trudu mógł ich pchnąć przeciwko nam. Wiosną i latem 1981 roku nadal trwały naciski na Polskę. Zebrałem sporo informacji i sygnałów, że były również czynione przygotowania na wypadek interwencji wojskowej. Powoływano rezerwistów, przemieszczano jednostki wojskowe, szkolono w kilku zgrupowaniach (na Syberii, na Ukrainie, Białorusi) ludzi władających językiem polskim 12/. Program szkoleń wskazywał na to, że mieli być tłumaczami w wojsku albo przedstawicielami w administracji cywilnej. Żeby nie wspomnieć o specjalnych grupach wywiadu. Z tego okresu pochodzi, datowany 12 czerwca 1981 roku, raport połączonych wywiadów USA, który w pełni potwierdza stan przygotowań do interwencji, wyciągając taki wniosek: „Niezależnie od tego, jak Sowieci postrzegają koszty interwencji, szybko zeszłyby one na drugi plan, gdyby uznano, że zostały zagrożone podstawowe interesy ich państwa” 13/. O wiele później – już po ogłoszeniu stanu wojennego – dowiedziałem się o koncepcji tzw. Polskiej Autonomii. W przypadku zajęcia Polski przez wojska sprzymierzone – ZSRR, Czechosłowacji i NRD – kraj nasz miał być na pewien czas podzielony na trzy „strefy autonomiczne” pod zarządem wojskowym. Na czas „bratniej pomocy” jednostki Wojska Polskiego miały zostać otoczone i zamknięte w swoich garnizonach.

Wejdą, nie wejdą.

Do Polski wróciłem w czerwcu 1981 roku. W wielu gazetach opublikowałem serię reportaży z Syberii. Niektóre z nich przedrukowała prasa sowiecka. Cieszyło mnie to, bo potrzebowałem argumentów, aby wrócić do Rosji. Po wiosennym przesileniu, kiedy sowieckie groźby okazały się jeszcze jedną „rundą” nacisków na polskie władze, wydawało się, że Moskwa dała im czas na opanowanie sytuacji. Naciski zmniejszyły się, ale nie na długo. Już 4 września rozpoczęły się jedne z największych w historii Układu Warszawskiego manewry „Zapad 81”, prowadzone na wschodnich granicach Polski i na Bałtyku. Dowodził nimi osobiście minister obrony ZSRR – marszałek Dmitrij Ustinow. Na manewrach doszło do spotkania Ustinowa z Jaruzelskim, któremu marszałek powiedział bez ogródek jaki los może spotkać Polskę. Moje informacje o manewrach, uzyskane od dyplomatów i innych dobrze poinformowanych osób, nie pozostawiały złudzeń: atak na Polskę był możliwy, w połączeniu z blokadą portów i ewentualnym desantem sowieckiej „piechoty morskiej” pod Gdańskiem (cel: opanowanie siedziby „Solidarności”). Manewry „Zapad 81” zakończyły się 12 września – były kolejną demonstracją siły i przestrogą. Tymczasem sytuacja wewnętrzna w kraju stale pogarszała się (opis i wnioski wykraczają poza ramy tego artykułu). Na jesieni doszły nowe sygnały: o przygotowaniach w Grupie Północnej wojsk sowieckich w Polsce (transporty z zaopatrzeniem, ruch na lotniskach, zakaz kontaktów zewnętrznych dla oficerów i żołnierzy), o rzekomych rozmowach sowiecko-niemieckich (z RFN) na temat neutralności Niemiec Zachodnich, na wypadek interwencji sił Układu Warszawskiego w Polsce. Inne, niepokojące sygnały otrzymałem z Węgier, od zaprzyjaźnionych oficerów węgierskiego wywiadu, z którymi w latach 70-tych pracowałem w Południowym Wietnamie. Mówili o końcu listopada lub początkach grudnia, jako o przypuszczalnym terminie gotowości do wkroczenia. Węgrzy nie mieli zamiaru brać udziału w zajmowaniu Polski. Podobno sprzeciwił się temu Janos Kadar. Tak więc Układ Warszawski miały reprezentować wojska sowieckie (15 – 18 dywizji nad wschodnią granicą), bliżej nie określona liczba dywizji sowieckich z NRD, dwie dywizje Północnej Grupy Wojsk Sowieckich w Polsce oraz dwie dywizje czechosłowackie i wzmocniona dywizja wojsk pancernych NRD. Węgrzy potwierdzali też planowaną blokadę polskiego Wybrzeża przez jednostki floty sowieckiej i – w razie potrzeby – NRD-owskiej (Zatoka Szczecińska). Brakowało tylko jednego: politycznej decyzji Kremla, zezwalającej na wydanie rozkazu!

Późna jesień 1981 roku obfitowała w dramatyczne sytuacje i panikarskie 14/plotki. Przytoczę jedną z nich: polscy kolejarze pod Legnicą mieli przejąć transport mundurów Wojska Polskiego, przeznaczonych dla garnizonu sowieckiego . Ale plotkami nie były na pewno coraz liczniejsze pod koniec listopada i na początku grudnia raporty o wstrzymaniu wymiany towarów na stacjach granicznych i o niespotykanej liczbie transportów wojskowych, kierowanych z głębi Rosji w pobliże polskich granic. Sowieci przestali praktycznie odbierać z Polski towary i dostarczać ładunki do Polski. Transport kolejowy na granicy wschodniej był sparaliżowany.

W tym czasie przygotowania do wprowadzenia stanu wyjątkowego zostały ukończone. Oceniono je na tajnej naradzie dowódców Wojska Polskiego we Wrocławiu, którą prowadził generał Wojciech Jaruzelski. Na naradzie tej, w Śląskim Okręgu Wojskowym, nie zapadła jednak decyzja o wprowadzeniu „stanu wojennego”. Dziś wiadomo, że taki rozkaz wydał generał Wojciech Jaruzelski dopiero 12 grudnia 1981 roku, o godzinie 14.00, generałowi Czesławowi Kiszczakowi, ministrowi spraw wewnętrznych.

Ostatnie dni

Dwanaście dni grudnia 1981 roku wspominam jak zły sen. Jeszcze w listopadzie obserwowałem rozmowy rządu z „Solidarnością”, pilnując równocześnie kontaktów zagranicznych, głównie sowieckich, czechosłowackich i NRD-owskich. Wieści z nad granic były zatrważające: koncentracja wojsk na wschodzie, południu i zachodzie. Informacje wskazywały na „stan gotowości operacyjnej Nr 1” (co było równoznaczne z gotowością bojową wojsk ZSRR, Czechosłowacji, NRD a nawet nie graniczących z Polską - Węgier). Tymczasem zaostrzała się sytuacja w kraju. Szczególnie groźne było zaostrzenie radykalnych nastrojów w NSZZ „Solidarność” i zapowiedź zorganizowania „Marszu Gwiaździstego” na Warszawę i wielkiego wiecu na Placu Defilad – 17 grudnia, o 16:00 (przed 13 grudnia, po interwencji Kościoła, marsz odwołano!). W tym ostatnim tygodniu opublikowałem w tygodniku ”Płomienie” obszerny artykuł wstępny pt. „Nie ma dachu bez fundamentów” (o porozumieniu narodowym). Ukazał się w środę, w numerze antydatowanym: 13 grudnia 1981 roku. Artykuł wielokrotnie odczytywano w programie telewizji. Oczywiście, nie miało to większego znaczenia. Lawina ruszyła i teraz pozostawało tylko jedno pytanie: czy zgniotą nas obcy? Czy argumentu siły użyje polska władza?

W piątek, 11 grudnia zarezerwowałem lot do Gdańska. W sobotę, albo w niedzielę – wraz z przebywającym tam cały czas reporterem Włodkiem Krzyżanowskim – mieliśmy przeprowadzić wywiad z Lechem Wałęsą. Tego samego dnia otrzymałem wiadomość od przyjaciela z gdańskiej „Solidarności”: w sobotę 12 grudnia, przez zakończeniem posiedzenia Komisji Krajowej grupa znanych działaczy Związku usunie Lecha Wałęsę z funkcji przewodniczącego NSZZ „Solidarność” i prawdopodobnie proklamuje strajk generalny. Powodem usunięcia Wałęsy miało być zbytnie uzależnienie Przewodniczącego od doradców z KOR-u i jego ugodowość wobec władz. Wiadomość była zaskakująca, ale źródło – pewne i rzetelne. Po namyśle postanowiłem nie mieszać się do rozgrywek w kierownictwie Związku. Lech zapewne dowiedział się o „zamachu” i – podobnie jak w Radomiu (3-4 grudnia) – postara się stanąć na czele solidarnościowych radykałów. Postanowiłem zaczekać na zakończenie obrad „Krajówki”, licząc na to, że Wałęsa się utrzyma i udzieli nam obiecanego wywiadu. Ta rozmowa miała być ukoronowaniem dziesiątków wywiadów, udzielonych nam w latach 1980 - 1981 przez wszystkich liczących się działaczy Związku. Mieli zaufanie, bo wszystkie bez wyjątku rozmowy były autoryzowane, a nasi rozmówcy byli zawsze informowani o ingerencjach cenzury i wyrażali zgodę na publikację.

Zareagowałem jednak na poufną wiadomość: odwołałem poranny lot do Gdańska (w sobotę 12 grudnia) i przygotowałem wyjazd samochodem nieco później: wczesnym rankiem, w niedzielę 13-go. Całą sobotę siedziałem przy telefonach i teleksie, obserwując z Warszawy obrady w Gdańsku, kontaktując się z naszym wysłannikiem. Wieczorem, chyba po 22:00 odebrałem telefon. Dzwonił Włodek z wiadomością, że rwie się łączność teleksowa z Warszawą i resztą kraju. Wyglądało to tak, jakby ktoś testował wyłączanie poszczególnych linii teleksowych. Łączność telefoniczna nadal funkcjonowała dobrze. Odebrałem to jako groźny sygnał ze strony władzy.(Moi informatorzy potwierdzali, że „stan wyjątkowy” zostanie już wkrótce wprowadzony – nie znali jednak daty!) Poprosiłem naszego reportera, aby został na obradach do końca i nawet późną nocą dzwonił do mnie, do domu. Najpóźniej o 6:00 rano, 13 grudnia, miałem wyruszyć samochodem do Gdańska. Położyłem się spać po północy i zbudziłem się nad ranem. Z oddali, z wojskowej dzielnicy Bemowo, dochodził głuchy łoskot. Chwyciłem za słuchawkę, aby zadzwonić do Gdańska. Telefon milczał. Włączyłem radio i wysłuchałem dramatycznego przemówienia Jaruzelskiego. Krótka narada z najbliższymi. Jadę do miasta. Mijam czołgi i transportery wojskowe – uczucie ulgi: są polskie! Mój kolega, reporter, został w Gdańsku. Obrady KK skończyły się po północy. Nocą do pokoju w hotelu „Heweliusz” wtargnęli przez okno komandosi. Nie aresztowali dziennikarza. Pobiegł do „Monopolu”, skąd Milicja wyciągała delegatów „Solidarności”, w pobliżu dworca widział przez chwilę Zbyszka Bujaka (uciekł, przedostał się do Warszawy!). Gdańsk okupowało wojsko.

Stan wojenny – dlaczego?

Od prawie dwudziestu lat trwa spór o przyczyny stanu wojennego. Nie mnie go rozstrzygać! Chcę tylko zwrócić uwagę na jeden aspekt: nie można rozpatrywać decyzji ówczesnych władz, także samego generała Jaruzelskiego, bez rzetelnej oceny t a m t e j sytuacji, zarówno w Polsce jak i poza Krajem. Moja wiedza opiera się przede wszystkim na faktach, które wówczas znałem. Potwierdza je lektura raportów wywiadu oraz moje rozmowy z dowódcami wojskowymi, z oficerami wywiadów, politykami i dyplomatami kilku państw. Po roku 1989 byłem wielokrotnie w Rosji, Chinach, w Europie Zachodniej i Wschodniej. Także na Bliskim Wschodzie. Stan wojenny, ogłoszony w Polsce w 1981 roku, jest tam postrzegany inaczej niż w Polsce. Na pewno beznamiętnie, trzeźwo i „geostrategicznie”. Rosjanie nie śpieszą się dziś potwierdzać, że w latach 1980 – 1982 grozili nam nie tylko słownie i na piśmie, ale przede wszystkim - siłą. Amerykańska National Security Agency 15/ nadal dysponuje niezbitymi dowodami o otoczeniu Polski przez wojska Układu Warszawskiego w grudniu 1981 roku, a CIA – dokumentami od Kuklińskiego (i tych agentów w Związku Sowieckim, których pracę krył swym nazwiskiem!). Stan wojenny był od dawna przygotowywany. Data jego ogłoszenia była kompletnym zaskoczeniem dla polityków Zachodu...16/ i chyba także dla Sowietów 17/. Generał Jaruzelski zwlekał do ostatniej chwili, do godziny 14.00, w sobotę 12 grudnia. Na co liczył? Czego się obawiał? Czemu chciał zapobiec? Zapytajmy go jeszcze raz – niech odpowie i ujawni to, co dotąd nieujawnione. Jak było naprawdę? – doprawdy nie wiem, ale nie wierzę w pokrętne wypowiedzi sowieckich marszałków i buńczuczne, „ex post” tłumaczenia polityków z „Solidarności”. Jestem jednak głęboko przekonany, że gdyby przywódcy na Kremlu powzięli wówczas decyzję o wkroczeniu do Polski – żaden Afganistan, ani Ronald Reagan nie powstrzymałby ich przed uderzeniem. Siły NATO nie zareagowałyby – w trosce o bezpieczeństwo Zachodu. Stany Zjednoczone odpowiedziałyby blokadą gospodarczą i finansową ZSRR, ale nie ogniem.

Do „bratniej pomocy” nie doszło. Chwała za to Bogu! Gdy myślę o tamtych, pełnych napięcia dniach grudniowych, wciąż przypomina mi się gorzki czeski dowcip z 1968 roku: „Czołg ci się śni – przyjaciel w drodze!”. Chroń nas Panie od takich „przyjaciół” a także od fałszywych „proroków” we własnym kraju!

 

Przypisy:

1/ GRU – Główny Zarząd Wywiadu – nazwa sowieckiego wywiadu wojskowego, jednego z najbardziej bezwzględnych i niebezpiecznych wywiadów świata. (Porównaj: W..Suworow, „Akwarium” i inne książki byłego oficera wywiadu GRU, mieszkającego obecnie w W.Brytanii)

2/ Teczka specjalna, ściśle tajne, egz.nr (?) KC KPZR, 28 sierpnia 1980 roku. Dywizje pancerne oznaczone symbolami PrikWO1(Nadbałtycki Okręg Wojskowy), BWO-2 (Białoruski O.W.). Dywizja zmechanizowana PrikWO (Przykarpacki O.W.). Por. A.Werblan „Plany interwencji radzieckiej”, „Przegląd Tygodniowy” Nr 17 z 28 kwietnia 1999 roku, strona 13.

3/ Henryk Piecuch „Byłem gorylem Jaruzelskiego” (wywiad z płk. Arturem Gotówko i in., strony 184 – 194)

4/ Wiele na to wskazuje, że płk. Ryszard Kukliński mógł być również agentem KGB, co ułatwiało mu kontakty na wysokim szczeblu w ZSRR. Do wywiadu amerykańskiego, CIA, prawdopodobnie wstąpił podczas pracy w Wietnamie, w latach 1969-1970. Jego wersje werbunku nie są przekonywujące. Jako oficer polskiego wywiadu wojskowego i świetny żeglarz , pływał jachtami po Bałtyku i innych morzach, wykonując misje szpiegowskie.

(Płk.R.Kuklińskiemu poświęcę kolejny artykuł – autor).

5/ Porównaj: płk. Michał Sadykiewicz, „Mogli wejść”, w „Gazecie Wyborczej” – 13 grudnia 2000 roku, str.23)

6/ Gen. Mirosław Milewski, obecnie emeryt – lat 70, zaufany człowiek Moskwy, w UB od 1947 roku, współpracownik NKWD i KGB (zaprzecza temu!), od 1962 r. w centrali MSW, generał – szef wywiadu MSW, od 1971 wiceminister, w latach 80-tych minister spraw wewnętrznych, sekretarz KC PZPR, w roku 1990 aresztowany i zwolniony (przedawnienie przestępstw).

7/ Ze względu na ich bezpieczeństwo oraz interesy polskiego wywiadu w Rosji.

8/ Nazwisko znam, ale mogło być fałszywe.

9/ Porównaj: Marcus Wolf, Anne McElvoy, „Człowiek bez twarzy – Autobiografia szefa STASI”, strona 418

10/ Werbunkiem zajmował się ówczesny szef Biura APN w Warszawie – Oleg Stroganow. Agencja Nowosti (APN) była ściśle powiązana z KGB, wielu jej dziennikarzy było agentami wywiadu. W 1980 roku korespondenci sowieccy mieli zakaz wyjazdu do Gdańska i Szczecina i obsługi strajków. Potem sytuacja zmieniła się – wybranym dziennikarzom, takim jak Jona Andronow z „Litieraturnoj Gaziety”, pozwolono na kontakty z działaczami „Solidarności”, także z Lechem Wałęsą. Jesienią 1980 roku zorganizowałem grupie korespondentów sowieckich „prywatny” wyjazd do Gdańska i kontakty z działaczami Związku. Nic oficjalnie nie napisali, ale ich poufne raporty powędrowały do Moskwy. Nam chodziło o to, by Sowieci dowiedzieli się czegoś z pierwszej ręki.

11/ Największy za Uralem zakład remontu samolotów wojskowych i ogromne lotnisko znajdowało się w stolicy Buriacji, mieście Ułan Ude. Na głównym placu miasta – oryginalny pomnik: największa w ZSRR głowa Lenina, osadzona na cokole.

12/ Informacje te otrzymywałem od życzliwych Polsce Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Buriatów, Kazachów, Żydów i nawet Koreańczyków z Syberii, których nazwisk nie mogę nawet dziś ujawnić. Nie mogę też wykluczyć, że w kilku przypadkach KGB był zainteresowany, abym przekazał do Polski i na Zachód informacje celowo spreparowane. Dezinformacja i prowokacja były mocną stroną sowieckiego wywiadu!

13/ Porównaj: Wojciech Jaruzelski, „Różnić się mądrze. Jak doszło do stanu wojennego”, strona 20.

14/ Plotkę tę kolportował ówczesny komendant MO w Legnicy – płk Marek Ochocki. Nie wiadomo tylko, czy na polecenie gen.Kiszczaka, czy też Rosjanie wciągnęli Ochockiego w przysłowiowe „maliny”?

15/ NSA – wywiad techniczny i elektroniczny USA o zasięgu globalnym, dysponuje satelitami szpiegowskimi, lotnictwem wywiadowczym i urządzeniami podsłuchowymi najnowszych generacji. Obecnie są w stanie podsłuchiwać telefony komórkowe, przejmować pocztę elektroniczną i sprawdzać na odległość zawartość pamięci komputerów.

16/ - Wiadomość w nocy z 12 na 13 grudnia o wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego zaskoczyła mnie tak samo jak Schmidta i Honeckera, konferujących pod Berlinem nad jeziorem Werbellinsee” – pisze szef wywiadu STASI Markus Wolf („Człowiek bez twarzy”, strona 302) i dodaje: - Jaruzelski wyjaśnił później, że tym posunięciem zapobiegł wkroczeniu do Polski wojsk radzieckich. Wydaje mi się nie do pomyślenia, aby nie uzgodnił swego działania z Moskwą (...)

17/ Generał Wojciech Jaruzelski pisze w swej książce „Różnić się mądrze”, strony 86/87: - Oczywiście nikt publicznie nie podawał terminu, bo – po pierwsze – wciąż chcieliśmy tej ostateczności uniknąć. Po drugie – tajemnicą, obok daty, mogła być tylko technologia wprowadzenia, a nie jego ewentualność, o której mówiło się i poufnie, i głośno (...) W różnych publikacjach gen.Jaruzelski podaje, że dzwonił sam do Breżniewa, informując go o wprowadzeniu stanu wojennego – już po wydaniu rozkazu: tzn. po godzinie 14.00, w sobotę 12 grudnia.(Może wcześniej?) Nota bene, Breżniew, marszałek Ustinow i marszałek Kulikow mogli mieć jeszcze szybciej informację od swoich agentów w otoczeniu generała Jaruzelskiego, w kręgu jego najbliższych współpracowników. Niektórych z nich poznałem, ale – oczywiście – na ten temat milczą jak grób!

powrót do strony głównej