| ||||
|
w tym
wydaniu:
AKI: znasz
li ten kraj?
bajdula: jaka
szkoła
Diana: spojrzenie
w lustro
Magdalena: |
AKI Znasz li ten kraj? Ciągle słychać o licznych błędach, jakie popełnił w przeszłości i ciągle jeszcze popełnia nasz rząd w polityce zagranicznej, dotyczącej krajów Europy Wschodniej. Konsekwencją takiej właśnie, złej polityki są kiepskie stosunki dyplomatyczne, utracone rynki zbytu, znaczne ograniczenie wymiany gospodarczej a nawet brak wymiany kulturalnej czy zwykłych kontaktów międzyludzkich.Być może to i prawda . Ale z drugiej strony, czy nasze oczekiwania, zwłaszcza w kwestiach wymiany handlowej nie są zbyt wygórowane? Głównie w odniesieniu do państw, które do niedawna jeszcze były republikami Związku Radzieckiego. Czy te rzekomo utracone rynki zbytu w krajach tych rzeczywiście istnieją? A może jeszcze nie zdążyły powstać? Czy dokonując oceny sytuacji, rzeczywiście mamy pełny obraz? Czy na nasz osąd nie mają przypadkiem decydującego wpływu przekazy telewizyjne, ukazujące najczęściej stolice, gdzie znajdują się ośrodki władzy? Ano zobaczmy, a za przykład niech nam posłuży wymieniana już tutaj Białoruś.I cóż takiego widzimy? Mamy obraz kraju, który boryka się z „przejściowymi trudnościami”. Kraj ten ma groteskowego, aczkolwiek wybranego w demokratycznych wyborach prezydenta, sprawującego w groteskowy sposób swój urząd. Jest jeszcze garstka opozycji i...naród. Naród, który rzekomo w ogromnej większości popiera prorosyjską politykę „swojego” prezydenta, prowadzącą nieuchronnie do utraty własnej suwerenności. Jakby tego jeszcze było mało, podobno społeczność ta w swej masie nie zna języka ojczystego i na dodatek wcale nie chce go znać! Przecież to straszne! Czy naprawdę rzeczywistość jest aż tak przerażająca? Jeżeli tak, to jakiż dramat musiał przeżyć ten naród, że wykazuje taką właśnie postawę. A może wciąż jeszcze go przeżywa? Spróbujmy jednakże spojrzeć i z innej strony. Popatrzmy przez pryzmat relacji człowieka, który od kilkunastu już lat mieszka i pracuje na Białorusi. Ów człowiek, to polski ksiądz sprawujący tam posługę. Relację tę słyszałem już jakiś czas temu, jednakże postaram się w miarę wiernie (na ile pozwoli mi moja pamięć) oddać jej szczególny klimat. Chciałbym jeszcze zaznaczyć, iż fakt zasłyszenia relacji tej od osoby duchownej nie ma tu istotnego znaczenia. Ogranicza jednak obszar, o którym mowa do obszaru parafii, w której ów ksiądz pracuje. I choć to obszar nie mały, bo odpowiadający mniej więcej terytorium obecnego województwa śląskiego, nie odnosi się jednak do całego kraju. Daje jednakże pewien obraz, a być może nawet odpowiada na niektóre postawione wcześniej pytania. Białoruś, a właściwie zachodnia jej część. Jakże piękny to kraj. To tutaj bez szczególnego wysiłku napotkać można jeszcze zakątki, których człowiek swym bezmyślnym działaniem nie zdążył skalać. Krajobraz nacechowany jest niezwykłą harmonią. Wydawać by się mogło, że nie mogłyby istnieć rozległe, poprzecinane jarami równiny bez łagodnych pagórków, żyzne pola bez bujnych lasów, rzeki bez lśniących błękitną taflą jezior. A pośród tego wszystkiego okolone wieńcem drzew, malowniczo położone wioski. Polsko brzmiące nazwiska mieszkańców oraz nazwy miejscowości doskonale nam znane z kart trylogii H. Sienkiewicza ciągle są tutaj bardzo powszechne. To przecież m.in. tutaj autor umieścił akcję powieści znanej chyba nam wszystkim. Ale ten sielankowy obraz coś jednak mąci. To zamieszkujący te tereny ludzie. Oni nie dostrzegają otaczającego ich piękna. Są przygaszeni, nieufni, pogodzeni z rzeczywistością, nie oczekujący żadnych zmian, bez nadziei... Z obcymi rozmawiają niechętnie i trzeba czasu, aby choć trochę do nich się zbliżyć. Unikają oni rozmowy na drażliwe tematy, a jeżeli już decydują się mówić, nie potrafią opanować rozbieganych nerwowo na wszystkie strony oczu. Jednym z takich tematów jest sprawa kościoła. Na początku lat pięćdziesiątych z polecenia ówczesnej władzy zburzono wszystkie niemal ocalałe z wojennej zawieruchy świątynie. Oszczędzono nieliczne, te, w których urządzono składy bądź magazyny. Scenariusz tych wydarzeń wszędzie był podobny. Najpierw „ONI” dokonywali aresztowania ludzi kojarzonych z kościołem. Najczęściej byli to ksiądz, kościelny, organista, członkowie rady parafialnej. Zarzut – „za kościół”. Nikt z aresztowanych nigdy nie powrócił, nikt też ich więcej nie widział. Ludzie ci po dzień dzisiejszy nie mają swoich mogił, ba nikt o nich nigdy nawet nie zapytał, również najbliżsi... Tak, jakby nigdy nie istnieli. Potem wkraczali saperzy i fachowo wysadzali kościół w powietrze. Starsi pamiętają do dziś dokładną datę, a nawet godzinę i minutę, w której fakt ten miał miejsce. Ale wówczas nie było zwykłego w takich razach zbiegowiska, nikt nawet nie odważył się spojrzeć w tę stronę. Nie było żadnych komentarzy ani tego dnia, ani w następne. Milczenie było jedyną odpowiedzią. A było ono tak powszechne i głębokie, że mieszkańcy okolicznych miejscowości dowiadywali się o zburzeniu kościoła dopiero wtedy, gdy na własne oczy ujrzeli gruzy. Nieraz do tej chwili mijały miesiące... Czy może istnieć taki strach? Strach, który paraliżuje i przeraża, odbiera zdolność wykonania jakiegokolwiek gestu, wypowiedzenia choćby słowa? Strach, który nie opuszcza człowieka nawet na chwilę, jest obecny dniem i nocą, zawsze i wszędzie? Otóż tak. On istnieje i ludzie ci nauczyli się z nim żyć. Zapłacili za to ogromną cenę. Cenę wyrzeczenia się praktycznie wszystkiego wiary, nadziei, marzeń, siebie... I tak żyją. Dochód miesięczny zdecydowanej większości rodzin w przeliczeniu na złotówki wynosi od 5 do 30 złotych (tak, to nie pomyłka) przy nieznacznie tylko niższym poziomie cen. Podstawę wyżywienia stanowią ziemniaki z własnej uprawy. I choć ziemi uprawnej nie brakuje, nikt nie uprawia więcej niż 5 arów. Powód jest prozaiczny, większej powierzchni uprawy właściciel nie jest w stanie upilnować przed kradzieżą. Do prac polowych najczęściej używa się zaostrzonego kija. Ktoś, kto posiada jakiekolwiek narzędzie rolnicze, np. motykę uważany jest za zamożnego człowieka. Gdy pewnego razu na budowie jedynej kaplicy w parafii pojawiła się betoniarka (dar Polaków), zewsząd schodzili się ludzie, by na własne oczy zobaczyć maszynę, która podobno przyspieszy budowę. Zakup zeszytu czy ołówka przerasta możliwości finansowe przeciętnej rodziny. Zresztą fakt, czy dziecko idzie do szkoły czy nie, nie jest dla nikogo aż tak ważny. O absencji zadecydować może cokolwiek, deszcz, słońce, brak obuwia, konieczność wykonania jakichś prac czy jeszcze coś innego. Książki, gazety to luksus, na który mogą pozwolić sobie nieliczni. Większość czyta to, co może dostać za darmo. I dostaje, broszurki, agitki wydawane oczywiście przez władzę. Nawołują one do poparcia i obiecują. Zawsze wiele obiecują. Niektóre z obietnic są nawet dotrzymywane, jak choćby ta „Будешъ голосоватъ за... – получишъ... ” (głosuj na...a otrzymasz...). Jakimś wydarzeniem jest wizyta księdza. Chociaż ze względu na olbrzymi obszar do większości miejscowości może on przyjechać tylko jeden raz w ciągu roku. Wtedy to bez względu na dzień tygodnia jest święto. Odprawiane jest nabożeństwo, udzielane są śluby, chrzty, modły za zmarłych. Ksiądz rozstrzyga też spory i rozdziela nieliczne dary z pomocy humanitarnej... Tak mijają dnie, miesiące, lata. Jednostajne, monotonne, beznadziejne...Niewiarygodne prawda? Ale jeżeli nawet jest w tym tylko część prawdy, to rozejrzyjmy się wokół siebie i pomimo że tyle jeszcze nam brakuje i tyle chcielibyśmy osiągnąć, podziękujmy za to, co mamy teraz... | |||