|
||||
|
|
Romuald Szeremietiew NATO, UE i Polska W dyskusji z powodu tekstu Na pochyłe drzewo pojawiły się głosy, że zarówno Amerykanie jak i Unia nie potrzebują silnej wojskowo Polski więc reformowanie systemu obronnego RP i umacnianie wojska są pozbawione realizmu. Jeden z dyskutantów napisał: „...tworzenie potęgi Polsko- Litewskiej to inne czasy, ... . Polska ma skrępowane ręce poprzez nadrzędność prawną UE i NATO. Tak naprawdę oni nie są zainteresowani liczną i silną Polską Armią. Oni potrzebują mieć w pogotowiu kilka tysięcy żołnierzy zawodowych by ich przerzucać na różne psu na budę tzw. misje. Jeżeli UE trzyma nas nie tylko za gardło ale i kieszeń a tak jest bezspornie , to jak możemy mówić o silnej armii porównując czasy podkreślam czasy wolne i tamtą sytuację do czasów teraźniejszych....” Nie mogę się zgodzić z opiniami, że Polska jest ubezwłasnowolniona w UE i NATO. To jednak nie jest blok sowiecki, mimo wielu denerwujących objawów lewactwa w Unii i braku zrozumienia w USA dla potrzeb polskiej obronności. Inaczej też widzę sens udziału Polski w działaniach zbrojnych poza granicami kraju, w tym na terenie Azji czy Afryki. Zgadzając się, że dawna unia z Litwą to inne czasy uważam, że w każdym czasie Polska może i powinna tworzyć swoją silną pozycję. Dziś trzeba poszukiwać sposobów budowania siły inaczej niż to było w czasach Kazimierza Wielkiego. Jednak wtedy i teraz o to samo chodzi – o siłę państwa polskiego. Jak dowiódł przebieg II wojny światowej Polski nie stać na neutralność bowiem jej potencjał nie był i nadal jest na tyle wielki, aby sprostać zagrożeniom. Przed 1939 r. Polska znajdując się między Niemcami Hitlera, a Rosją Stalina starła się realizować tzw. politykę równowagi. Nie chciała opierać się o jednego z sąsiadów w obawie, że wówczas ściągnie na siebie uderzenie drugiego. Rząd w Warszawie odrzucił propozycję Hitlera udziału w agresji na ZSRR i nie godził się, aby Sowiety wsparły Polskę w razie konfliktu z Niemcami. Polska obawiała się, że w sojuszu z Hitlerem straci swoje ziemie zachodnie i będzie satelitą Niemiec, a w sojuszu z sowietami straci Kresy Wschodnie i niepodległość, zostanie republiką sowiecką. W efekcie we wrześniu 1939 r. doświadczyła napaści wojsk Hitlera i Stalina, którzy porozumieli się w tajnym pakcie Ribbentrop – Mołotow. Wtedy też okazały się nieskuteczne sojusze Polski zawarte z Francją i Anglią. To negatywne doświadczenie z września 1939 r. pogłębiło jeszcze zdradzieckie zachowanie Anglii i USA w Teheranie i Jałcie, gdzie sojusznicy Polski oddali ją pod panowanie sowietów. Dlaczego mimo to uważam, że sojusz z Zachodem jest dla współczesnej Polski gwarancją bezpieczeństwa? Bowiem gwarantem jest NATO, które okazało się sprawnym i wiarygodnym sojuszem w okresie „zimnej wojny”. Jest więc czymś zdecydowanie innym, skuteczniejszym, niż sojusze Polski z Anglią i Francją w 1939 r. Jednak przyszłość NATO i jego wiarygodność obronna stanowią obecnie przedmiot obaw. Wydaje się słusznym, że po rozwiązaniu Układu Warszawskiego NATO wyszło poza swoje granice i podjęło się misji stabilizacyjnych-zapobiegających konfliktom w świecie. To inna rola niż rozjemcza i pokojowa sił ONZ. Podstawą są działania zbrojne. Problemem staje się, czy wszyscy członkowie NATO tak samo postrzegają misję NATO w świecie? I czy będą chcieli uczestniczyć w tych operacjach? Być może kryterium prawdy dla Sojuszu będzie Afganistan. Jeśli siłom NATO uda się opanować tam sytuację i powstanie stabilne państwo afgańskie, zdolne własnymi siłami zapewnić wewnętrzny pokój, to Sojusz jako formuła działania obroni się. Jeśli nie, to sens istnienia NATO stanie pod znakiem zapytania. Wówczas także bezpieczeństwo Polski może ulec zachwianiu. Rosyjskie plany odbudowy imperium, czego obecna władza w Moskwie specjalnie nie ukrywa i wyraźne sympatie niemieckie, jeśli idzie o współpracę z Rosjanami, mogą znowu wepchnąć Polskę w trudne położenia. Stąd udział Polski w działaniach NATO, także poza Europą, ma istotne znaczenie. Także bliska współpraca sojusznicza ze Stanami Zjednoczonymi, które chyba jako jedyne mocarstwo zdaje sobie sprawę jakie procesy polityczne mogą zagrozić obecnemu w marę stabilnemu porządkowi światowemu. No i sprawa ewentualnych „europejskich sił zbrojnych”. To kwestia odnosząca się do naszej koncepcji polityki wojskowej w układach sojuszniczych. Jaka wspomniałem wyżej przyszłość NATO rysuje się niezbyt jasno. A sojusz północnoatlantycki opiera się głównie na sile militarnej USA. Jeśli NATO ulegnie falsyfikacji jako skuteczny sojusz i rozpadnie się, to Amerykanie wycofają się z Europy. W tej sytuacji UE i europejskie siły zbrojne, z zachowaniem suwerenności w dowodzeniu i dysponowaniu wojskiem (co udaje się w NATO), byłoby dla Polski inną gwarancją bezpieczeństwa. Można by zresztą już dziś, obok NATO, zacząć budować w tej dziedzinie etapami, np. z armiami państw bałtyckich. Nic nie stoi na przeszkodzie by stworzyć wspólne regionalne dowództwo i wspólny plany obrony. Można razem ćwiczyć wojska oraz kształcić oficerów. Lotnictwo polskie mogłoby na stałe objąć osłonę powietrzną regionu natomiast polska Marynarka Wojenna ochronę morską. Kolejnym etapem mogłoby by być pójście dalej w kierunku północnym – Finlandia, Szwecja, Norwegia, lub południowym – Słowacja, Rumunia, Węgry. Może w obu jednocześnie? Ważną kwestia staje się współpraca wojskowa z Ukrainą i problem bardziej polityczny, niż wojskowy, to Białoruś. Tworząc wschodnio europejski segment wojskowy można by przećwiczyć pewne rozwiązania i zaproponować je dla całej UE. To mogłaby być taka polska „specjalizacja” i wkład do obronnej polityki unijnej. W każdym razie polski resort obrony mógłby już dziś etapami budować „europejskie siły zbrojne” w naszym regionie. Z tej pozycji moglibyśmy stać się ponadto partnerem np. Francji, Niemiec i w konsekwencji stworzyć coś sensownego militarnie, co miałoby istotne znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego Polski i regionu. Traktujmy nasze obecne położenie jako szansę bezpieczeństwa, a nie drogę ku katastrofie. |
|||