|
||||
|
|
Romuald Szeremietiew Wolność pomawiania „Gazeta Wyborcza” omawia krytycznie zapis kodeksowy (art. 132a) przewidujący ściganie za "publiczne pomawianie narodu polskiego o udział, organizowanie lub odpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne lub nazistowskie". Dlaczego krytycznie? Bowiem w oparciu o ten artykuł prokuratura bada, czy Jan Tomasz Gross w książce „Strach” wydanej przez „Znak”, i szeroko w Polsce kolportowanej nie dopuścił się przestępstwa pomówienia narodu polskiego . W tekście pod jednoznacznym tytułem: „Artykuł 132a godzi w swobodę badań historycznych” przytoczono opinie m.in. b. dyrektora pionu śledczego IPN prof. Witolda Kuleszy, który stwierdził: "Artykuł 132a to typowy przykład patologii prawa". Także dr hab. Paweł Machcewicz, historyk, Instytutu Studiów Politycznych PAN, b. dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN mówi: „Przepis godzi też w swobodę badań historycznych. Przecież ktoś, kto napisze np. monografię o policji granatowej w czasie II wojny, która - nie da się ukryć - współpracowała z okupantem w prześladowaniu Żydów, każdy, kto będzie badał problem szmalcowników - może się spodziewać zarzutu pomawiania narodu o zbrodnie. Także ci, którzy zajmują się tematem poznańskiego Czerwca '56, strzelania do robotników Wybrzeża w 1970 roku... „. Kłopot jest jednak i taki, że w wielu krajach, w tym także w Polsce, z mocy prawa jest ścigane tzw. kłamstwo oświęcimskie. Kłamstwo oświęcimskie (negacjonizm, rewizjonizm Holocaustu - ang. Holocaust Denial, niem. Holocaustleugnung, fra. négationnisme, hiszp. negacionismo) - prawnicze określenie twierdzenia, że przyjęta powszechnie wersja holocaustu jest albo w dużym stopniu przesadzona, albo jest całkowitym fałszerstwem. (...)Kłamstwo oświęcimskie jest powszechnie potępione, jako niezgodne z prawdą historyczną, oraz niezgodne z pamięcią i czcią dla milionów ofiar Holocaustu. W wielu krajach, w tym w Polsce, istnieją obostrzenia prawne, nakładające na organy państwowe obowiązek ścigania z urzędu osób szerzących kłamstwo oświęcimskie. W szeregu krajów zachodnich, w tym w Polsce, rozpowszechnianie kłamstwa oświęcimskiego jest karalne. Kłamstwo oświęcimskie jako przestępstwo Na podstawie art. 55 ustawy ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu zaprzeczanie publicznie i wbrew faktom zbrodniom, o których mowa w art. 1 pkt 1 powyższej ustawy jest przestępstwem ściganym z urzędu zagrożonym grzywną lub karą pozbawienia wolności do lat 3. Wyrok podawany jest do publicznej wiadomości. Czynami określonymi w art. 1 pkt 1 ustawy są: a) popełnione na osobach narodowości polskiej lub obywatelach polskich innych narodowości w okresie od dnia 1 września 1939 r. do dnia 31 lipca 1990 r.: - zbrodnie nazistowskie, - zbrodnie komunistyczne, - inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne. Innymi słowy każdy kto publicznie będzie np.
kwestionował popełnienie zbrodni niemieckich na Żydach w latach II WŚ
naraża się na 3 lata więzienia. Na tyle sąd austriacki skazał
brytyjskiego historyka Davida Irvinga, co z aprobatą odnotowała „Gazeta
Wyborcza” („David Irving skazany za kłamstwo oświęcimskie”, 2006-02-21).
Prasa donosiła też, że sąd w Niemczech skazał niejakiego Ernsta Zuendela
za publiczne negowanie holokaustu. Zuendel napisał książkę "The Hitler
We Loved and Why" ("Hitler, którego kochaliśmy i dlaczego"). Mieszkał w
Kanadzie i przez dwa lata przebywał w areszcie w Toronto w związku z
podejrzeniem, że może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa
społeczeństwa kanadyjskiego. Został następnie odesłany do Niemiec i tam
skazany na pięć lat pozbawienia wolności. (...) jestem zwolennikiem utrzymania przepisów karnych, a więc w tej konkretnej sprawie zakazu kwestionowania zbrodni totalitarnych systemów zniewolenia. Musimy pamiętać o tym, że totalitaryzm nie jest nieodwołalnie zamkniętą przeszłością. On może wrócić. (...) Ci, którzy powołują się na wolność słowa, broniąc prawa do głoszenia takich poglądów, jakie zawarł w swej broszurze Dariusz Ratajczak, muszą pamiętać, że nieograniczona wolność słowa to pożywka dla przyszłego dyktatora. I dzisiaj trzeba przeciwko wypowiedziom łamiącym tabu protestować. Potem może być za późno. Autor Gross oskarżył wszystkich Polaków o antysemityzm i powszechne prześladowanie łącznie z mordowaniem Żydów po Zagładzie. Jednocześnie obrońcy książki Grossa twierdzą, że nie jest ona opracowaniem historycznym, które musi uwzględniać fakty, ale esejem swoistym moralitetem, który ma skłonić Polaków do zastanowienia się nad ciemnymi stronami ich natury. Z tej racji nie powinno się ścigać Grossa. Wystarczy publiczna debata i zaprezentowanie odmiennych opinii. Kiedy jednak na targach książki w Warszawie zjawił się wspominany wyżej Irving, zwolennicy wolności słowa niepomni tego wywarli presję na organizatorach targów Irvinga wyproszono. Inny przypadek – cytuję „Gazetę”: „Kieleckie Stowarzyszenie im. Jana Karskiego zawiadomiło Prokuraturę Rejonową w Toruniu o popełnieniu przestępstwa - ściganego z urzędu - przez felietonistę Radia Maryja Stanisława Michalkiewicza - podał do informacji za prezesem stowarzyszenia Bogdanem Białkiem portal Onet.pl. Stowarzyszenie napisało do prokuratury, że Stanisław Michalkiewicz w czasie swego felietonu, wygłoszonego na antenie Radia Maryja 28 marca br., dopuścił się "publicznego znieważenia ludności żydowskiej z powodu jej przynależności narodowej". Wreszcie jeszcze inny przykład z dziedziny wolności wypowiedzi. Redaktor naczelny Gazety Adam Michnik od pewnego czasu pozywa do sądu oponentów za wygłaszane przez nich nieprzyjazne Michnikowi opinie. Jak to więc jest z tą wolnością słowa? Rzeczywiście wolność słowa, badań historycznych i wypowiedzi nie powinna być krępowana przez przepisy prawa. Jednak we wspomnianym art. 132a mówi się o „publicznym pomawianiu”, a więc działaniu przestępczym. Czy wolność badań i wypowiedzi obejmuje też swobodę pomawiania, np. narodu polskiego o czyny haniebne a nie popełnione? I dalej czy wolno „pomawiać” tylko Polaków? |
|||