now@ on-line  styczeń 2008

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum

 


 

Lusia Ogińska

... Leszczyński

Współczesna poezja nie wznosi się już ponad poziomy - lecz pełza! Pegazowi odpiłowano skrzydła, a nawet źrebięciu pegaza – różnego rodzaju „specjaliści” - próbują wyrywać ze skrzydełek ostatnie lotki. Przy tej okazji uśmierca się również bajkę!!

W pewien listopadowy wieczór zostałam zaproszona do studia pierwszego programu Polskiego Radia. Spotkanie dotyczyło książek, a konkretnie literatury dla dzieci. Na spotkanie, oprócz mnie i prowadzącej Anny Popek przybyły jeszcze dwie osoby, jakiś redaktor - radiowiec, który bał się własnego cienia i podobno prof. Uniwersytetu Warszawskiego - niejaki Grzegorz Leszczyński. Przedstawiono nas sobie, no i dobrze, bo gdyby nie to, że mnie uprzedzono, iż to profesor, to nigdy z jego wypowiedzi bym się tego nie domyśliła. Panowie - ponoć wybitni specjaliści od literatury dziecięcej, jak mnie zapewniała Anna Popek - pletli banialuki. W ich mniemaniu książki dla dzieci powinny albo straszyć, albo rozśmieszać, bowiem współczesny świat nie uznaje już innych form rozrywki. Słuchając tych panów zastanawiałam się gdzie w tym wszystkim jest miejsce na dydaktyczną stronę literatury? Ponieważ nie ja byłam gospodynią spotkania, więc się nie wtrącałam. Jednak, gdy usłyszałam, że horrory są jedyną formą, którą należy dzieciom aplikować, zwróciłam panom uwagę, że już bracia Grimm udowodnili, że na horrorach, krwi i przemocy można wychować pokolenie… hitlerowców. No bo niby kto uczył serca wyrywać, obcinać pięty, kto pierwszy uczył wsadzać ludzi do pieca – co nieco później rozkwitło w praktyce, w krematoryjnych piecach! To przecież niemieckie baśnie w dzieciństwie kształtowały przyszłych hitlerowców!! Pan Leszczyński, pono profesor, przerwał mi nieładnie i z pasją bronił literatury, która wychowała faszystów…

Ponad 2000 lat minęło od czasu, gdy to ukuto programowe stwierdzenie: „sztuka powinna krzewić dobro, a wypalać zło.” Przez następne stulecia, na tej bazie rodziła się wielka sztuka – wielkie malarstwo, wielka muzyka i literatura. Dziś postmodernistyczne „mądrale” z Uniwersytetu Warszawskiego dokonały odkrycia – postawiły problem do góry nogami, i uczą zapałem, że należy „krzewić zło, a wypalać dobro”??! Niech im tę głupotę Pan Bóg wybaczy! Pan Leszczyński, na pierwszy rzut oka jawił mi się Europejczykiem, wolnomyślicielem, takim bardziej ze Światłogrodu, ale już po kilku kolejnych zdaniach doszłam do wniosku, że to zwykły nieudacznik, który samodzielnie niczego stworzyć nie potrafi, więc żeruje na literaturze, a żeby było bezpieczniej - dziecięcej. Naprawdę wpadłam w zachwyt gdy na mnie pokrzykiwał cienkim belcantem : ” - kobieta mnie pokonała, kobieta mnie pokonała! Już do końca audycji więcej się nie odezwę!!!” Nie wiem o co mu chodziło, ale chyba dopiął swego, bo towarzyszący mu pan redaktor-radiowiec błagał go, żeby się nie wycofywał z dyskusji, a prowadząca spotkanie Anna Popek mało mu noska nie wytarła, bo profesorska „dzidzia” miała taką nadąsaną buzię! Mój, Boże… nie dość, że histeryk o najgorszych manierach, wrzeszczący i nie dający dojść do słowa, to jeszcze kryptoantyfeminista… Jak to nigdy nie wiadomo co w człowieku drzemie… Rozmowa trwała, oni swoje, ja swoje. Panowie twierdzili, że Konopnicka to ramota i już nie może być lekturą dla dzieci, ja twierdziłam, że nieśmiertelny i atrakcyjny nadal jest Makuszyński. Panowie specjaliści mówili, że w doborze książek należy się kierować okładką i nagrodami, jakie te książki otrzymały, ja posłużyłam się przykładem nagrodzonej Masłowskiej, która jest dowodem na to, że nagrody o niczym nie świadczą, a na pewno o niczym dobrym! I tak nasza rozmowa wyglądała – „dziad swoje, baba swoje”!

Wydawałoby się, że cała ta sprawa niewarta jest publikacji… gdyby nie fakt, że tu chodzi o dzieci, o najmłodszą część naszego narodu. Dzieciom już od najwcześniejszych lat serwuje się diabelską papkę: zło, brutalność i grzech… W ten sposób wychować można kryminalistów, i tu przypuszczam, że o to właśnie chodzi?... Sprawa ta najwidoczniej jest wielkiej wagi skoro zajęli się nią „wybitni specjaliści”?! Dobrze, że tylko tacy „wybitni”! Mam nadzieję, że Uniwersytet Warszawski zastanowi się nad doborem i selekcją swoich naukowców, bo tacy jak wymieniony prof. Grzegorz Leszczyński, chluby uniwersytetowi nie przynoszą!

Pegaz

- Niechże się pani nie unosi,

ja pani wszystko wytłumaczę,

wiersz brutto... tyle... no... wynosi,

no... albo tyle... niech ja stracę!

Ja wiem, ja wiem, poetka pani

taka powiedzmy delikatna,

co łatwo jej uczucia zranić,

ale w uczuciach też niełatwa...

Dziś trzeba myśleć postępowo,

i pisać trochę tak... współcześniej.

Do wierszy podejść reklamowo,

popyt jest słaby na poezję...

Ja wiem, że pani, jak motylek

chciałaby sobie zwiewnie latać.

O kilka zwrotek krzyku tyle,

a tu się liczy biznes świata!

Pani chce pląsać po błękicie,

w trele morele wiązać serce.

Ja wiem, że dziś okrutne życie,

że pieniądz liczy się najwięcej.

Ja też mam duszę, proszę pani,

czasami serce mi doskwiera,

poetów wiem, nie wolno ranić,

tak sobie często myślę... nieraz...

Ja wytłumaczę to spokojnie,

ja pani wszystko wytłumaczę,

za wiersze te zapłacę hojnie,

i za czytanie ich... dopłacę!

Ja się nie męczę pytaniami,

pytaniem żadnym się nie zrażę

no śmiało, śmiało proszę pani...

Chce pani wiedzieć, co z pegazem?...

Kłopoty tylko nam przynosił...

Wie pani, to nie koń zwyczajny,

ciągle w powietrzu się unosił,

i wcale nie chciał wejść do stajni...

Spętany? No, bo wciąż uciekał!

Nie koń to, ale dziecko widma,

i bida straszna, bo kaleka,

wie pani, on... miał przecież skrzydła!

Tośmy obcięli... skrzydła znaczy

...ale to jeszcze wyszło drożej,

padła szkapina nam z rozpaczy,

oddała duszę pieczy bożej...

I co? Smakuje to salami?

Gatunek, trzeba przyznać - pierwszy,

lecz może wróćmy proszę pani

...do naszej sprawy... pani wierszy...

Lusia Ogińska

wirtualnapolonia.com

powrót do strony głównej


now@ on-line miesięcznik polityczny Internautów http://nowaonline.strefa.pl