|
||||
|
|
Adam Maksymowicz Tragizm klęski i zbrodnie zwycięzców Jest czymś zastanawiającym, jak wielki pisarz niemiecki Tomasz Mann, w powieści „Doktor Faustus” pisze, że okropieństwa niemieckiej klęski wojennej mniej go przerażają, niż ewentualne zwycięstwo. ”Pragnienia moje i nadzieje zmuszone są przeciwstawić się ze wszystkich sił zwycięstwu niemieckiego oręża....” Jednocześnie dostrzega on tragizm swojej sytuacji zauważając: „...że synowie moi, zaznajomiwszy się przez jakiś nieszczęśliwy przypadek z tymi moimi notatkami, byliby przecież zmuszeni w spartańskim zaparciu się wszelkiej roztkliwiającej czułostkowości zadenuncjować mnie przed gestapo...” Niech cytat ten będzie mottem do naszych polskich rozważań o ewentualnym sojuszu wojennym z Niemcami w przeddzień wybuchu drugiej wojny światowej, o pożytkach którego historycy toczą zawzięty bój*Zły sąsiad Dzisiaj pisze się o możliwości polsko – niemieckiego sojuszu w 1939 roku w kontekście tylko i wyłącznie wydarzeń, jakie wtedy miały miejsce na polskiej, europejskiej i światowej arenie politycznej. W ten sposób dobierając racjonalne argumenty można przyznać rację tym, którzy sojusz taki proponowali oraz ich dzisiejszym zwolennikom. Tak, wszystko przemawiało za tym sojuszem. Dlaczego go zatem nie zawarto? Ano, tu przywołuje się na pomoc tragedię, a być może, po prostu polską głupotę. Z tą cechą polskiej polityki byłbym ostrożniejszy. Oczywiście, że naszym MSZ nie kierowali geniusze, ale wiele materiałów się zachowało i trzeba powiedzieć, że mówią one same za siebie. Weźmy choćby relację polskiego attache wojskowego w Berlinie w latach 1932 - 1939 płk Antoniego Szymańskiego, która pt. „Zły sąsiad”**, nijako od wewnątrz, przedstawia niemieckie zamierzenia względem Polski. W 1936 roku, a więc jeszcze w czasie możliwym na zawarcie trwałego sojuszu, autor ten notuje opinię kolejnego Niemca – nie jest to już pisarz – lecz zawsze wrogo do nas nastawiony polityk. „W owym okresie nadzwyczajnym pełnomocnikiem Hitlera na Austrię był von Papen, który dowiedziawszy się o postoju marszałka we Wiedniu, w powrotnej jego drodze z Francji, zjawił się u naszego posła min. Gawrońskiego, z którym łączyła go bliższa znajomość, sugerując, że ten powinien ostrzec marszałka Śmigłego przed Hitlerem jako człowiekiem nieodpowiedzialnym, dla którego umowy międzynarodowe, a tym bardziej traktat z Polską, przedstawiają wartość świstka papieru.” Takich i podobnych oraz innych jeszcze wypowiedzi niemieckich generałów, marszałków i polityków jest cytowanych tu jeszcze kilka. Czyżby zmówili się przeciwko swemu führerowi? Czy wiele ryzykując, nie starali się oni ostrzec polskiego sąsiada przewidując, że niemieckie zwycięstwo będzie gorsze od przegranej? Dziś po tym, jak potwierdziły się najgorsze ich prognozy, sami Polacy próbują uwiarygodnić politykę hitlerowskich Niemiec. Staje się to czymś niezrozumiałym, nienaturalnym, aby wręcz nie powiedzieć, że... niemoralnym! Trzeba jednak pamiętać, że wszystkie te rozważania prowadzimy jednak już po zakończeniu drugiej wojny światowej, która dobitnie ukazała do jakich zbrodni Niemcy posunęli się, aby osiągnąć zamierzony cel. Ostatnie zdanie na ten temat wypowiedziało Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi.*** Polityka zaskoczenia Blitzkrieg to niemiecka ulubiona broń zarówno militarna, jak i polityczna. Zaskoczenie niczego nie spodziewającego się przeciwnika jest połową zwycięstwa. Temu służyła niemiecka deklaracja o nie stosowaniu przemocy z 1934 roku. Nie jesteśmy jeszcze gotowi. Niczego się jednak nie bójcie, nie musicie się zbroić, wszak jesteśmy przyjaciółmi. To usypianie polskiej czujności w znacznej mierze się powiodło. Na niemiecką strategię zaskakiwania bardzo trafnie zwracał uwagę jeszcze w 1936 roku polityk, który jak mało kto doskonale znał naszych zachodnich sąsiadów. „Trzecia Rzesza w swej polityce stosuje stale strategię zaskakiwania. Warunkiem uprzednim tej strategii jest oczywiście traktowanie wszelkich umów jako świstka papieru. Dotrzymuje się ich tylko dopóty, dopóki są wygodne, albo gdy się nie ma siły, by je zerwać. Gdy jednak sprawa jest dostatecznie przygotowana, nagle i niespodziewanie stwarza się fakty dokonane, a świat się z nimi godzi.... Mam przed sobą książkę Nehringa pod tytułem: Heere von Morgen, wojska przyszłości. Książka ta opisuje szczegółowo, jak będzie wyglądał początek przyszłej wojny. Silne, zmotoryzowane patrole jak błyskawica wpadną do kraju nieprzyjaciela i posunął się kilkaset kilometrów w głąb jego kraju. Oczywiście bez wszelkich ultimatów i wypowiedzeń wojny. Za tymi patrolami z taką samą szybkością posunął się główne siły zmotoryzowane. Droga w głąb kraju nieprzyjacielskiego będzie wolna.”**** I pomyśleć, że napisał to wszystko człowiek, który nie dożył tej wojny, lecz jego doskonała znajomość polityki niemieckiej sprawdziła się w każdym nawet szczególe. Dziś się jakoś łatwo o tym zapomina. Przywołuje się natomiast wielce prawdopodobne konstrukcje polityczne, które w praktyce nigdy nie miały i nie mogły mieć miejsca. Jednocześnie dzisiejsze proniemieckie spekulacje, nie mogą być oderwane od bieżącej polityki, wskazując, że hitlerowskie obietnice były bardziej wiarygodne niż obecne deklaracje RFN względem naszego kraju. Jest to wielce znacząca konkluzja, która w żaden jednak sposób nie może być przekonywująca za podobnym sojuszem w przyszłości. Chyba więc nie na darmo w kodeksie karnym znalazł się artykuł zabraniający propagowania nazizmu. Przekonywanie nas do sojuszu z Hitlerem nie jest propagowaniem jego ideologii, jednakże jest wskazówką mówiącą, że z nazizmem można się układać, można z niego korzystać, może być on niegroźny, a nawet może przynieść pozytywne efekty. Nie wdając się w szczegóły politycznych i militarnych powiązań, negocjacji i korzyści trzeba zauważyć, że system ten był z gruntu zły, zbrodniczy i nieludzki. Z tego powodu również obawiano się wchodzić z nim w jakiekolwiek układy. Dość późno zdano sobie w Polsce sprawę z tego, że niczym nie różni się on od dobrze nam znanej bolszewickiej odmiany. Po prostu nie było innego wyboru. Nie mogliśmy przystąpić do „osi zła”. Było to sprzeczne z całą polską historią i doświadczeniem ostatnich 123 lat walki o niepodległość. Gra wojenna Rozpatrując różne alternatywy dla naszych przedwojennych możliwości politycznych, prowadzimy tego rodzaju dyskusje na zasadach „gry wojennej”, jakie ćwiczą wszystkie sztaby wojskowe przygotowujące się do nowych zadań w przyszłości. Taki jest sens zajmowania się historią. Jest to o tyle istotne w kontekście drugiej wojny światowej, że tak naprawdę zakończyła się ona tylko pod względem militarnym 8 maja 1945 roku. Pod względem politycznym trwa ona do dzisiaj. Istniejący układ poczdamski, pełniący rolę traktatu pokojowego Niemcy usiłują podważyć. Czy mamy im w tym pomóc? Czy będzie to dla nas korzystne? Czy w dalszych sporach na ten temat Polska wystąpi po stronie Niemiec? Nie muszę dodawać, że wybór taki będzie ich historycznym sukcesem. Tylko, co będzie wtedy z Polską? Czy podzielimy los naszych słowiańskich braci Łużyczan, którzy zostali w końcu XX i na początku XXI wieku praktycznie zlikwidowani jako odrębny naród? Czy dzisiejsze spory prawne o istnienie milionowej mniejszości polskiej w RFN nie budzą żadnego zaniepokojenia polskiej opinii publicznej? Czy do dzisiaj zachowana tradycja hitlerowskich Jugendamtów wynaradawiających polskie dzieci w Niemczech, nie budzi żadnych skojarzeń? Czy orzeczenie niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego o istnieniu Niemiec w granicach z 1937 roku to gest przyjazny, względem Polski? Podobnych pytań w tym samym stylu można postawić jeszcze więcej. Zdaję sobie sprawę, że są to pytania retoryczne, nie mniej jednak nie warto chyba wzmacniać niemieckiego stanowiska. Wszak druga wojna światowa w wymiarze prawnym według Niemców nie została jeszcze zakończona. W tej „grze wojennej” są oni nadal, z własnego wyboru, naszym przeciwnikiem. Na szczęście tylko prawnym. Stale mają oni szansę na korzystne rozstrzygnięcia. Jeżeli jednak nawet kiedyś do nich dojdzie, to Polska nie może działać wbrew własnym interesom i w jakikolwiek sposób je wspierać. Choćby tylko dlatego, że polskiej i europejskiej cywilizacji bliższe jest zdanie na ten temat Tomasza Manna, że lepiej przeżywać tragizm klęski niż brać udział w zwycięstwie zbrodniarzy. *Adam Danek – Krucjata której nie było. (eCzas.net – http://www.eczas.net.pl 28.12.2007) ** Antoni Szymański – Zły sąsiad. Niemcy 1932-1939 w oświetleniu polskiego attache wojskowego w Berlinie. Biblioteka Polska. Nakładem Katolickiego Ośrodka Wydawniczego „Veritas” w Londynie. 1959. ***Adam Maksymowicz – Norymberga. Opcja na Prawo. Nr 10/70 - 2007 ****Wojciech Korfanty – Podstawowe zagadnienia Polski współczesnej w programie i pracach Wojciecha Korfantego. Londyn 1944. |
|||