now@ on-line  styczeń 2008

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum

 


 

Adam Maksymowicz

Blask miedzi

Od chwili rozpoczęcia w rejonie Lubina eksploatacji złoża rud miedzi w sześćdziesiątych latach minionego wieku, aż po dzień dzisiejszy ich eksploatacja była jednym z najbardziej stabilnych i dochodowych przedsięwzięć najpierw w PRL, a obecnie w RP. Oczywiście, że początkowo skromne wyposażenie kopalń i hut jest nieporównywalne do dnia dzisiejszego. Różnica ta najbardziej widoczna jest nie tylko w budynkach dyrekcji lśniących od szkła, marmurów i niklu, lecz również w technice i w coraz bardziej ludzkich warunkach pracy zarówno w kopalniach, jak i w hutach. Szczęśliwie uniknięto standardowego procesu prywatyzacji przez sprzedaż i likwidację. Przez kilka ostatnich lat ceny uzyskiwanej tu miedzi w ilości ok. 0,5 mln ton wywindowano na niespotykane wyżyny w granicach 8 tys.$ za tonę. Do tego trzeba dodać produkcję ok. 1200 ton srebra, ok. 1700 kg złota oraz trochę mniej palladu, platyny, renu i innych tego rodzaju pierwiastków poszukiwanych na światowych rynkach metali. Ich blask wielu bogacił, jeszcze więcej oślepiał, a największej ilości ludzi całkowicie wystarczał do szczęścia.

Konfitury

KGHM Polska Miedź S.A., która jest gospodarzem tego bogactwa należy do akcjonariuszy związanych z kapitałem Skarbu Państwa. Powoduje to, że po każdych wyborach parlamentarnych ich zwycięzcy dobierają się do „konfitur”, jakimi są stanowiska w tej firmie. W ten sposób zajmują je ludzie z nadania politycznego, niezależnie od posiadanych kwalifikacji zawodowych. Nowa ekipa zanim się zapozna z przedmiotem swoich rządów, już nadchodzą kolejne wybory, nowi ludzie itp. itd. Brak stabilnego kierownictwa jest tu jednym z powodów wielu zaniedbań, braków i permanentnej fluktuacji zarówno ludzi, jak i poglądów. W podstawowym ciągu technologicznym, jest to od dawien dawna wypracowany i stale unowocześniany standard, gdzie kadra i owszem jest również zmieniana, ale w stopniu nie zakłócającym procesów technologicznych. Skok na „konfitury” dotyczy przede wszystkim Rady Nadzorczej i Zarządu Spółki, czyli obrazowo mówiąc jej głowy oraz najważniejszych dyrektorów Biura Zarządu, kopalń i hut. Każda nowa ekipa na ogół „wie wszystko” i daje do zrozumienia, że posiada w tym zakresie „właściwości Boskie”. Co ciekawe, że tak krytyczne na ogół media właściwości te umacniają, podkreślają i nie bezinteresownie uczestniczą w procesie uwiarygodniania każdej kolejnej ekipy.

Zamordowana biblioteka

Jednym z przykładów podobnego działania jest historia gromadzonych przez 40 lat, ok. 100 tys. tomów biblioteki technicznej KGHM Polska Miedź S.A. Dziesięć lat temu postanowiono ją zlikwidować, aby obniżyć koszta produkcji. Ówczesny prezes firmy, absolwent paryskiej uczelni i Politechniki Wrocławskiej, doktor nauk technicznych, bibliotekę uznał za niepotrzebną. Jej likwidacja dawała zyski w postaci trzech najniżej płatnych etatów i kilkaset metrów kwadratowych powierzchni. Jak pisał korespondent z Lubina: „Bo jeśli się „wszystko” wie, po co komu biblioteka? W dobie internetu, połączeń satelitarnych, faxu i powszechnego dostępu do telefonów komórkowych, jej istnienie było niemal symbolem zacofania i „ciemnogrodu”. Czegoś takiego nie można było dłużej tolerować. Ta stanowcza decyzja spotkała się z powszechnym poparciem załogi i wszystkich związków zawodowych. Może dlatego, że każdy zainteresowany ciekawą książką, mógł sobie wybrać co mu się podobało, a wszystko za darmo. Co pozostało, wywieziono ciężarówkami na makulaturę. Niektórzy malkontenci, nie rozumiejący nowych czasów, wspominali nijakiego doktora Gebbelsa i jego akcje niszczenia polskiej kultury, a przede wszystkim bibliotek”.* Wraz z biblioteką zniszczeniu uległy zbiory krajowych i światowych czasopism technicznych. Do dziś nikt już nie odważył się na odtworzenie dawnego księgozbioru. W ten sposób najbardziej popularną książką, powszechnie używaną, i zalecaną do studiowania jest „książka telefoniczna”. Podobnie najpopularniejszą gazetą o profilu zawodowym jest rozdawany za darmo miesięcznik pt. „Polska Miedź”. Jej styl, układ, poziom i treść przypomina kolejne mutacje „Gazety Wyborczej” lub jej podobnych mediów.

Literatura

Staraniem ambitnej kadry inżynierskiej ukazało się kilka znaczących wydawnictw poświęconych zawodowym i kulturalnym osiągnięciom ludzi, którzy całe swoje życie poświęcili rozwojowi tej branży. Do pierwszych tego rodzaju osiągnięć należy wydana jeszcze w czasach PRL, dwutomowa „Monografia przemysłu miedziowego w Polsce” oraz podobne dzieło pt. „Złoże rud miedzi strefy przedsudeckiej”. Były to prace opatrzone nadrukiem „Tajne”, „Poufne” itp., w związku z tym rozdawane były tylko ściśle określonym osobom. Stąd ich oddziaływanie w skali nawet regionu było bardzo małe. Powtórne wydanie tego zaktualizowanego dzieła pt. „Monografia KGHM Polska Miedź S.A.” (Lubin 1996), spotkał ten sam los, co poprzednika. Mimo, że nie było to wydanie opatrzone żadnym zastrzeżeniem, cały jego nakład został zarezerwowany dla potrzeb „suwenirów” i „bonusów” rozdawanych osobom, które kierownictwo chciało wyróżnić i okazać im swoją życzliwość. W ten sposób, zarówno pierwsze „tajne” wydanie, jak i drugie „jawne” było reglamentowane i nie dotarło do szerszego grona ludzi zainteresowanych badaniami, poszukiwaniami i studiami nad tak unikalnym złożem rud miedzi. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych minionego wieku stały się modne wydawnictwa albumowe o charakterze pamiątkowym typu „Kronika polskiej miedzi” lub rocznicowe, jak np. „35 lat Oddziału Zakłady Górnicze Lubin” itp. Wszystko to podobnie, jak poprzednie publikacje jest rozdawane na specjalnych uroczystościach w formie premii, uznania itp. Nic z tego nikt nie znajdzie w żadnej księgarni, bibliotece, ani w innym księgozbiorze. Można retorycznie

zapytać, czy tak powinno być? Czy wiedza o tak niezwykłym bogactwie będącym, choćby od strony tylko formalnej, bogactwem narodowym może być jak za czasów PRL ograniczana tylko do ściśle wyznaczonych osób?

Blask wiedzy

Wbrew pozorom wielu ludzi zarówno w kraju, jak i za granicą interesuje się jedną z najlepszych firm górniczo – hutniczych w Europie i na świecie. To zainteresowanie można, a nawet trzeba zagospodarować pozytywnie czyniąc, z KGHM Polska Miedź S.A. jedną z wizytówek naszego kraju. Wizytówka ta jednak musi posiadać też odpowiednio upowszechnioną treść, nie tylko cyfrowo – ekonomiczną, ale też przyrodniczą, techniczną i historyczną. To wszystko powinno być rozpowszechniane za pośrednictwem mediów, filmów, książek i broszur łatwo dostępnych dla każdego zainteresowanego człowieka zarówno w Polsce, jak i w UE i w pozostałych krajach. Dziś wiedzę na ten temat posiadają tylko wyspecjalizowane instytucje, jak: Cuprum, Główny Instytut Górnictwa, czy Państwowy Instytut Geologiczny. Reszta jest milczeniem, nikt nic nie wie, choćby mieszkał tylko kilka kilometrów od kopalń i hut wytwarzających to bogactwo. Przede wszystkim tak potężna firma nie posiada ogólno dostępnego pisma zawodowego, w którym omawiano by jej zamierzenia, nowe inwestycje, technologie i warunki bezpiecznej pracy. Dawniej ze względu, że „wróg czuwał” wszystko to było tajemnicą, dziś choć czasy są inne, stare i wygodne przyzwyczajenia są nadal aktualne. To, że szkodzą one wizerunkowi firmy na rynku krajowym i zagranicznym jakoś mało kogo obchodzi. Ten przyćmiony blask wiedzy można jeszcze odzyskać. Patronat władz samorządowych, centralnych, gospodarczych, naukowych i kulturalnych powinien zaowocować nowymi inicjatywami promującymi zarówno tę wielce zasłużoną firmę, jak i całe jej przyrodniczo – techniczne otoczenie. Po pierwsze brak jest zawodowego miesięcznika poświęconego tej problematyce. Nie spełnia tej roli kwartalnik naukowy „Cuprum” o nakładzie kilkuset egzemplarzy, o którym nawet własna firma nie zamieszcza żadnych informacji na swoich stronach internetowych. Równolegle trzeba przystąpić do opracowywania całej skali różnego rodzaju leksykonów, małych i wielkich słowników, a nawet encyklopedii. To wszystko wymaga pełnej mobilizacji środowisk naukowych, technicznych, kulturalnych, a także wydawniczych w skali całego kraju. Wizytówkę tę trzeba opracować właśnie teraz, kiedy są największe zyski firmy, a koszta wydawnictw w porównaniu do ich efektów informacyjnych są na poziomie kilku setnych części procenta zysków. Nie oznacza to wcale, że ich opracowanie i publikacja nie powinna spełniać najwyższych wymagań autorskich i wydawniczych. W ten sposób blask miedzi przynoszący tak kolosalne dochody polskiej gospodarce, będzie wzmocniony blaskiem łatwo dostępnej wiedzy o osiągnięciach najlepszej polskiej firmy górniczej.

--------------------

*Zamordowana biblioteka – Andrzej Marecki. Wrocławska Gazeta Polska. Nr 9/50. Wrzesień 1998.

powrót do strony głównej


now@ on-line miesięcznik polityczny Internautów http://nowaonline.strefa.pl