|
||||
|
|
Karol Wołek Ruch Narodowy po klęsce LPR Po ostatnich wyborach parlamentarnych zabrakło w polskim parlamencie ugrupowania odwołującego się do ideałów narodowo-demokratycznych. Było to dużym szokiem dla wielu ludzi ze środowiska narodowego zaangażowanych w LPR. Od razu po klęsce tej partii na stronach, forach i blogach internetowych pojawiły się pełne emocji komentarze. Większość wypowiedzi była napisana pod wpływem chwili i pierwszych odczuć. Zawierały treści pełne rozżalenia wobec roztrwonionego dorobku, większych i mniejszych, bardziej i mniej uzasadnionych żalów i pretensji opartych bądź na ideowych różnicach lub osobistych animozjach. Zdecydowana większość tych opinii i komentarzy była kierowana personalnie do konkretnych osób z byłego kierownictwa LPR. Nie kwestionuję zasadności wygłaszanych opinii, nie mam zamiaru nikogo bronić ani tłumaczyć czyjś poczynań, ale razi mnie forma, w jakiej jest prowadzona dyskusja w środowisku narodowym. Minął już prawie miesiąc od wyborów i klęski LPR, a nadal utrzymuje się w Ruchu tak wysoki poziom negatywnych emocji wyrażany w artykułach, na stronach i forach internetowych oraz w rozmowach międzyludzkich. To nie pierwszy i nie ostatni wielki zwrot w historii Ruchu Narodowego. W przeszłości było ich wiele. Na przykład wielka i dotkliwa dla Ruchu była zmiana orientacji z antyrosyjskiej na antyniemiecką w latach 1908-1910. Wielu czołowych liderów Ligi Narodowej nie zaakceptowało jej i odeszło, a wraz z nimi przepadło dla ruchu kilka redakcji gazet, stowarzyszeń i instytucji narodowo-demokratycznych zrzeszających setki a niekiedy tysiące ludzi. Wtedy Liga była organizacją elitarną, zorganizowaną i tworzoną przez ludzi o wielkiej kulturze osobistej, wiedzy, wykształceniu i zaangażowaniu w sprawy społeczne. Dlatego też pomimo wzajemnych oskarżeń o zdradę ideałów narodowo-demokratycznych i dużych emocji, objawiających się np. atakiem na Romana Dmowskiego w 1911 r. w Warszawie przez dwóch młodych ludzi, tych poróżnionych działaczy narodowych było stać na zadeklarowanie w swoich pismach programowych, że wykluczają z dyskusji i ze wzajemnej krytyki personalne animozje. Czy stać obecnych ludzi, którzy uważają się za kontynuatorów myśli narodowo-demokratycznej, na wzniesienie się na wyższy poziom dyskusji programowej i unikanie w dyskursie wewnątrz szeroko rozumianego Ruchu Narodowego „wycieczek” osobistych? Mam nadzieje, że tak. Ataki ad personam w moim przeświadczeniu, nie pogłębiają myśli, ani nie tworzą budujących programów przyszłych działań. Są destrukcyjne, jeszcze bardziej pogłębiają spory i podziały wewnętrzne. Krytyka jest potrzebna, ale tylko rzeczowa i merytoryczna krytyka pomaga zrewidować błędne założenia i programy. Krytyka ad personam, nie pomaga w tym, a wręcz uniemożliwia głębszą pracę intelektualną i stawia w obozie narodowym granice podziałów nie według podziałów ideowych i programowych, ale personalnych, co jest zaprzeczeniem myśli narodowo-demokratycznej. W obozie narodowym zawsze istniały ożywione spory ideowe, myśl ideowa był ciągle żywa i twórcza, i nie ograniczała do popierania lub krytykowania poszczególnych osób. Taka postawa raczej nie jest właściwa dla cywilizacji łacińskiej, której wartości reprezentowała endecja. Myślę, że już najwyższy czas skończyć z „wycieczkami” osobistymi, krytyką konkretnych osób oraz marnowaniem w ten sposób czasu i rozpocząć rzeczową i merytoryczną dyskusję, bez zbędnych emocji na temat przyszłości Narodowej Demokracji. W moim przeświadczeniu obok dyskusji programowo-ideowej równolegle powinna być odbudowywana siła organizacyjna Ruchu prze zakładanie niezależnych, ale ideowo powiązanych stowarzyszeń i instytucji. Już u samych początków działalności LPR było widać niedostatek tej formy działalności społecznej i samorządowej, która jest podstawą działalności trwałych i stałych organizmów politycznych. Liga pojawiła się na scenie politycznej nie posiadając tego fundamentu wystarczająco rozwiniętego. Niestety, jej kierownictwo nie zainwestowało wystarczająco w skrócenie czasu rozwoju tej formy działalności. Liga pozostała bez fundamentu. Jak pokazały wybory, nie zakorzeniła się w społeczeństwie przez swe stałe formy działalności pozarządowej, angażujące tysiące ludzi i wpływające bezpośrednio na ich sympatie. Stała się łatwym atakiem dla nieprzychylnych mediów. Łatwym, bo niepotrafiącym odpowiedzieć na szkalujące ataki i niepotrafiącym ich neutralizować przez swoją codzienną pozarządową pracę wśród społeczeństwa. Liga sama skazała się na kontakt ze społeczeństwem tylko poprzez nieprzychylne jej media. Nie będę oceniał lub dociekał przyczyn niechęci kierownictwa partii do wspomagania tworzenia niezależnych lub choćby półniezależnych instytucji pozarządowych o narodowo-demokratycznym charakterze. Faktem jest, że były one zawsze podstawą Ruchu Narodowego i od tego powinno się rozpocząć jego odbudowę, a po zwycięstwach wyborczych wykorzystywać każdą okazję, by niedostatki w tej dziedzinie uzupełniać. W obecnej sytuacji, kiedy nie można już liczyć na wsparcie takich inicjatyw dzięki obecności w parlamencie, działacze Ruchu Narodowego muszą sami wytężoną i mozolną pracą budować ten fundament pod przyszły powrót do aktywnego uczestnictwa w polityce polskiej i rzeczywistego wpływania na jej kierunek. Wzorem, ale tylko organizacyjnym, powinien być ruch ludowy i jego organizacja w terenie. Myślę, że już czas skończyć z emocjonalnym rozpamiętywaniem nad przeszłością, nad tym, co się już stało z LPR, a najwyższy czas pomyśleć bez zbędnych emocji nad rzeczywistym położeniem endecji, szansami rozwoju i zacząć spokojnie, systematycznie i metodycznie urzeczywistniać ideały narodowo-demokratyczne zaczynając od budowy fundamentu przyszłej organizacji politycznej Ruchu Narodowego. |
|||