|
||||
|
|
Romuald Szeremietiew Prezes PiS i krytyka "Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Jarosław Kaczyński nie zdaje sobie sprawy, że struktura i strategia PiS, którą z takim uporem forsuje, w żaden sposób nie wzmocni partii. Nie rozszerzy jego elektoratu. Nie stworzy nowych, tak ważnych – szczególnie perspektywicznie – możliwości." Tak zaczyna się artykuł „Co osłabia PiS” Jacka Kwiecińskiego w „Gazecie Polskiej” (nr 46/2007) uchodzącej za popierającą PiS. Kwieciński twierdzi, że prezes PiS nie widzi co osłabia jego partię. Tym czymś jest „niedobry system wodzowski”, tępienie wewnętrznej dyskusji i nieliczenia się z opiniami „spoza bezpośredniego otoczenia lidera”. Autor wzywa Kaczyńskiego do porzucenia mniemania o swej „nieomylności i absolutnej słuszności, zawsze, we wszystkim”. Twierdzi, że lider „dużego formatu” ceni działaczy, którzy nie starają się przypodobać szefowi. Powinien cenić myślących samodzielnie, prezentujących własne, inne niż szef, zdanie (to aluzja do konfliktu Kaczyńskiego z Dornem, Ujazdowskim, Zalewskim?). Kwieciński ostrzega PiS przed ludźmi miernymi, ale wiernymi i zastanawia się, czy młodzi działacze uczynią tę partię „otwartą” skoro cechuje ich „wada” samodzielnego myślenia. PiS jest w trudnym położeniu. Nie dlatego, że przegrał wybory z PO. Jest silną opozycją, ma ogromną reprezentację parlamentarną i pieniądze z budżetu państwa na działalność. Tego nie mają rzeczywiści przegrani, Samoobrona, LPR, Prawica Rzeczpospolitej. Nie w tym jest więc kłopot. Kłopot PiS-u polega na tym, że minione dwa lata sporo ludzi rozczarowało – Cyryl to Cyryl, ale te Metody. No i jakoś nie mogę uwierzyć Kaczyńskiemu, że jego zapewnienia, iż poda się do dymisji, jeśli PiS zdobędzie mniej niż 280 miejsc w Sejmie to był tylko żart. A nawet jeśli Jarosław rzeczywiście żartował, to zdaje się całkiem poważnie brali jego słowa działacze PiS. I z tym jest kłopot emocjonalny partii. No i kłopot inny, ale nie mniejszy. Czy w PiS znajdą sposób na bezpieczne krytykowanie prezesa, bezpieczne dla krytykujących? Kwieciński, przytomnie odnotowuje, nie jest członkiem PiS, więc może sobie pozwolić na głos krytyczny. Też tak niegdyś. W 1994 r. byłem prezesem Ruchu dla Rzeczypospolitej. RdR wraz z ZChN (Czarnecki), PL (Janowski) i PC (Kaczyński) utworzył Porozumienie dla Polski. Do zgrzytów doszło, gdy Jarosław nie chciał słyszeć o porozumieniu z UPR (Korwin-Mikke) natomiast porozumiał się z UW i wspierał Michała Boniego, kandydata „unijnego” na prezydenta Warszawy. Na Boniego nie chcieliśmy się zgodzić z racji jego obecności na tzw. liście Macierewicza. Dlatego krytykowałem zarówno kandydaturę jak i metodę działania prezesa PC, dogadywanie się z UW za plecami RdR. W odpowiedzi zostałem zaatakowany bardzo ostro i PC chciało usunąć nas z Porozumienia. Nasze stanowisko poparły wówczas ZChN i PL, PC - malutka Koalicja Konserwatywna (Ujazdowski, Zalewski). W październiku 1994 r. skierowałem list otwarty do prezesa PC. W końcowej części listu pisałem: „... przejawiasz dziwaczną dla mnie umiejętność zastawiania pułapek na samego siebie. Zaczynasz uprawiać politykę nic nie mówiąc co zrobisz, a chcesz abym ja ciągle deklarował czego nie zrobię. Apeluję, abyś nie rozbijał stworzonej z takim trudem jedności części prawicy. Także na Tobie spoczywa wielka odpowiedzialność za sukces lub klęskę naszego obozu. Pamiętaj o doświadczeniu z 19 września 1993 r. (w wyborach prawica zdobyła łącznie prawie 30% głosów, ale idące oddzielnie ugrupowania nie przekroczyły progu wyborczego - RSz). Nie powtarzaj starych błędów.” |
|||