|
||||
|
|
Romuald Szeremietiew Marszałek w ornacie W mediach huczy, bowiem w czasie zmiany rządu dokumenty b. WSI (należące dziś do komisji likwidacyjnej dawnych służb wojskowych - wg min. Macierewicza) w trybie nagłym nocą „wyjechały” z siedziby SKW do siedziby BBN. Trafiły z pomieszczeń dotychczasowych „rządowych” do „prezydenckich”. Sytuacja jest trochę niezdrowa. Wygląda bowiem na to, że w państwie, po ostatnich wyborach, mamy pojawiły się dwa wrogie terytoria – nowe „rządowe” i istniejące „prezydenckie”. Obecnie, po przegranej „kampanii październikowej”, pokonani wycofują się na wyznaczone z góry pozycje: obronne w sejmie, w ławach opozycji i okopy na prezydenckim „terytorium”, skąd zapewne będzie podjęta kontrofensywa. Przyznaję, że irytująco wygląda sytuacja, gdy w Polsce ciągle trwa nie spór, ale wojna polityczna na śmierć i życie, w której walczące strony usiłują wszelkim sposobami „wroga” unicestwić. Obywatel dostrzega przecież nie tylko słuszne hasła, np. walki z korupcją, ale i stosowane metody. Czy to miało wpływ na wyniki wyborów? Ciągle aktualne jest pytanie: czy cel, nawet najszlachetniejszy, może usprawiedliwiać niegodne środki? Moralność i etyka powiadają: NIE. Pragnienie skuteczności w walce ze złem podpowiada¸ że można i nawet trzeba. Cóż z tego, że dowody zdobyto nielegalnymi metodami skoro zło będzie wytępione. Teraz, w okresie ujawnienia się tego chorobliwego stanu ważne jest nie tylko jego opisanie, diagnoza i proponowane lekarstwo. Trzeba widzieć, kto zgłasza się jako leczący chorobę. I to obojętnie, czy będzie to lekarz stawiający diagnozy i ustalający kurację, czy tylko pielęgniarka pochylająca się nad chorym, czy może jakiś znachor oferujący cudowne sposoby leczenia. Mam w ręku „Dziennik” (19.11.07.) i czytam: „Kraj według PiS to podwórko, na którym wygrywa ten, kto mściwiej rozliczy innych i ciężej obrazi. A cóż się do tego nadaje niż brudy z archiwów tajnych służb. Prawdziwości ich już nikt nie weryfikuje. Łatwość wrzucenia „pomyj” do mediów przez rządzących, oczywiście anonimowo, rozzuchwaliła polityków PiS.” Hm, mściwe rozliczenie za pomocą brudów tajnych służb łatwo wrzucanych do mediów!!!! Coś wiem na ten temat. Do dziś nie wyplątałem się z tych „brudów” służb wyrzuconych w media. Patrzę jednak - artykulik „Dziennika” „Nocne gry i zabawy polityków PiS” opatrzony jest fotografią damskiego oblicza autorki o cierpkim uśmieszku i złym spojrzeniu i podpis: Anna Marszałek, zastępca szefa działu śledczego. Przed laty red. Marszałek oskarżyła mnie „mściwie” i nie weryfikując „prawdziwości” zarzutów „anonimowych”. Za swoje tekst dostała następnie rozliczne nagrody i zaszczyty. Po latach okazało się, że Farmus, wg niej mój „kasjer” uciekający z kilkoma paszportami do Szwecji, został uniewinniony i z paszportem kanadyjskim, jedynym jaki miał poza polskim, wyjechał do Kanady. Mnie do dziś nie osądzono bo „wymiarowi” jakoś nie spieszno. A red. Marszałek nie napisała, że pomyliła się i przeprasza „kasjera” i może mnie. Twierdzi, pytana przez dziennikarza Leszka Szymowskiego (luty 2007 r.), że w 2001 r. pisała prawdę i teraz też by to powtórzyła. ”Autorka artykułu w "Rzeczpospolitej", Anna Marszałek, w rozmowie z Polskim Radiem podtrzymuje wszystko to, co napisała w tekście "Kasjer z Ministerstwa Obrony". http://www.polskieradio.pl/krajiswiat/archiwum/media/przemilczane/artykul1754.htmlCytuję raz jeszcze tekst z „Dziennika”: „Czy politycy PiS nie zauważyli, że społeczeństwo w wyborach odrzuciło takie zabawy i zostali na podwórku sami?” Dlaczego niby sami? – towarzyszy im przecież Anna Marszałek. Polskie przysłowie mówi: diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni. Dziś zadzwonił w „Dzienniku”. |
|||