|
||||
|
|
Jerzy Maksymowicz Vivat CO2 Al Gore, były wiceprezydent, kandydat na prezydenta w przegranych (według niego wygranych) wyborach do Georga W. Busha w 2000-ym roku mimo tego, że analfabeci – wyborcy stanu Floryda nie umieli oddać ważnych głosów – otrzymał wreszcie wygórowane zadośćuczynienie za swą niedolę w postaci nagrody Nobla za domniemany wkład w zwalczanie globalnego ocieplenia planety Ziemia. Podstawą decyzji komitetu Nobla wydaje się być film Gore’a „Niewygodna Prawda” (Inconvenient Truth), w którym rysuje katastroficzną wizję wzrostu poziomu oceanów o 20 stóp (ok. 6 m), spowodowanego topnieniem lodowców Arktyki, jako wynik wzrostu emisji cieplarnianych gazów, a głównie dwutlenku węgla (CO 2). Nie jest on jedynym Amerykaninem, który dzieli nieporozumienie co do istoty obecności tego gazu w atmosferze; prezydent Ronald Regan (później nastąpiło sprostowanie), stwierdził iż drzewa wydzielają dwutlenek węgla. Będąc członkiem tej samej ligi, Gore wydaje się nie pojmować, iż z CO2, rzecz ma się wprost odwrotnie.Gdyby stopień oświecenia członków komitetu Nobla był na właściwym poziomie, to obecnie nagrodę powinien otrzymać brazylijski siedmiolatek, który wygrał konkurs szkolny na hasło o lasach Amazonii: „Os povos morrem depois que suas florestas desaparecem…” Ludzko ść będzie istniećdopóki będą lasy… Nie przypadkiem motto powyższe zrodziło się w Brazylii – w kraju tym bowiem ulokowane są płuca globu w postaci dżungli Amazonii i Plantanalu – rozległej sawanny na południe od niej. Obie sfery ekologiczne cierpią agresję polegającą na oddrzewianiu areału w celu eksploatacyjnym (twardego drewna, egzotycznej fauny), agrarnym i przemysłowym. Jeżeli inwazja człowieka nie zostanie powstrzymana, to według brazylijskich aktywistów ekologicznych Plantanal w stanie Matto Grosso do Sul (Południowe), ulegnie zagładzie w roku 2050 – tym. O tropiku Amazonii uczeni brazylijscy też nie są najlepszej myśli przewidując iż do roku 2100 – ego temperatura tej biosfery wzrośnie o 5° C, co zredukuje opady o 20%, a w wyniku zubożenie fauny i flory. Nie podają jednakże przyczyny, to jest redukcji drzewostanu przez człowieka, sięgającej setki tysięcy hektarów rocznie. Jeśli więc Al Gore twierdzi iż „Ziemia ma gorączkę”, a Brazylijczycy twierdzą, że jej niedługo dostanie, to nie z powodu emisji gazów, lecz dlatego iż Ziemia łysieje i nie może już dłużej schronić się w cieniu owłosienia, którym są drzewa, i które także, wbrew Ronaldowi Reganowi pochłaniają dwutlenek węgla, na zasadzie fotosyntezy oddają nam coś do oddychania. Prawdziwa przyczyna wzrostu CO 2 w atmosferze i wzrostu temperatury jest wyłącznie spowodowana redukcją drzewostanu. Potwierdzeniem tego faktu są wypadki suszy i pożarów lasów na południu Europy: Francja, Hiszpania, Portugalia, a ostatnio Grecja – to pierwsze oznaki lokalnych udarów słonecznych.W dniu 2-lutego lutego, 2007, Międzynarodowy Zespół do Zmian Klimatu przy ONZ ogłosił Raport stwierdzający autorytatywnie iż globalnemu ociepleniu klimatu ziemskiego winna jest emisja gazów powodowana działalnością ludzką, i co więcej, że jest ono już nieodwracalne, nawet w przypadku redukcji tych emisji. Zaznaczono również, iż Raport ten nie nosi znamion politycznej deklaracji, lecz oparty jest na ścisłych danych procesu badawczego. W dniu 6 marca, 2007, duński uczony, profesor termodynamiki Uniwersytetu w Kopenhadze, oświadczył iż idea globalnej temperatury i globalnego ocieplenia ma więcej do czynienia z polityką niż wiedza na ten temat. Stwierdza, iż jest rzeczą niemożliwą otrzymać jedną, globalną temperaturę dla tak złożonego ekosystemu jakim jest klimat na Ziemi. Stwierdzenie bowiem temperatury jest możliwe tylko w wypadku jednorodnego środowiska – a takim nie jest ekosystem ziemski. Dalej, klimat nie jest kształtowany przez jakąś jedną, stała temperaturę, a raczej przez jej różnice – stąd huragany, błyskawice, prądy oceaniczne, itd., co oznacza, ze globalne ocieplenie, jeśli nawet jest faktem, nie jest równoznaczne zmianie klimatu. Październikowy atak zimy w południowej (sic!) Polsce w pełni potwierdził tą tezę. W dniu 30 marca br., do potępieńczego chóru dołączyła Bruksela z kolejnym Raportem swojej Grupy Ekspertów (Międzyrządowej), ocenianym jako „najpełniejsze naukowe określenie wpływu globalnego ocieplenia, powodowanego głównie emisją CO 2 – dwutlenku węgla.” Odkrywcza wartość tego raportu posiada rangę słynnego oświadczenia byłego prezydenta Ronalda Regana, iż to drzewa wydzielają dwutlenek węgla.Livermore Laboratory w Kaliforni ogłosiło studium nad ociepleniem stwierdzając iż to lasy Północy są głównym akumulatorem ciepła, a więc redukcji temperatury, w przeciwieństwie do tropikalnych, które ciepło słoneczne oddają przez parowanie. Ostatnim, który zabrał głos w tej sprawie, jest czeski prezydent Vaclav Klaus, który wyśmiał teorię globalnego ocieplenia jako mit i grę polityczną. Wszystkie te najzupełniej skrajne oceny zjawiska jakim jest wzrost temperatury klimatu, czy atmosfery ziemskiej, jak kto woli, powinne wyhamować nieco histerie ekologów i samozwańczych działaczy ekologicznych, których synonimem jest Al Gore, były kandydat na prezydenta USA, laureat Oscara za swój film pt. „Inconvenient Truth” (Niewygodna Prawda), traktujący o globalnym ociepleniu. Al Gore uważa, że Ziemia nabawiła się gorączki. To raczej on i jego poplecznicy mają gorączkę, która przyćmiewa ich mentis. Polityczny aspekt zainteresowanych w propagowaniu teorii emisji gazów cieplarnianych (greenhous gases) stał się oczywistym dopiero wtedy, gdy amerykańska bolszewia zażądała pozbawienia akredytacji i wydalania z pracy dziennikarzy, którzy kwestionują globalne ocieplenie powodowane rzekomą emisją CO2 - dowód osiągnięcia stopnia hipokryzji, a nawet obłędu. Bo kim w rzeczywistości jest Al Gore, jeśli nie największym konsumentem energii, hipokryta do n-tej potęgi, wprost oszustem, jeśli jego magnacka posesja, którą zamieszkuje zużywa w ciągu miesiąca ilość energii zdolnej zaspokoić potrzeby rodzinnego domu na przestrzeni całego roku? Bardziej pocieszni są Brytyjczycy ze swoimi pomysłami przejścia na wegetarianizm, co zmniejszyłoby pogłowie krów (a więc konsumpcję befsztyków), które jak wiadomo wydzielają mnóstwo gazu (ludzie też), lub projektami ekologicznie przyjaznych domów o „zero-carbon” emisji CO2, i dodatkowo wydajnych termicznie, co spowoduje absolutne uszczelnienie, a zatem pomieszczenia nie nadające się do zamieszkania. Jeśli argumentem na korzyść ma być klimatyzacja, a zatem dodatkowy wzrost zużycia energii, to od dawna wiadomo, że jest ona źródłem osłabienia organizmu ludzkiego, a nawet rozpylaczem mikrobów. Nienawiść do dwutlenku węgla przyćmiewa umysły. A przecież bez CO2 nie byłoby flory na tej planecie, a bez niej jak zapewnia motto brazylijskiego chłopca – fauny, to jest nas samych. Więc jeszcze raz, niech żyje nam dwutlenek węgla! Kiedy w okresie kambru i dewonu w erze paleozoicznej nie było jeszcze zbyt wiele CO2 w atmosferze, florę stanowiły przeważnie wszelkiego rodzaju mchy. Dopiero w okresie karbonu, jego ilość wzrosła (skąd? – może ktoś wie...) do tego stopnia, że mchy i im podobne rozwinęły się w paprocie olbrzymy, lepidendrony i wielotysięcznoletnie sekwoje o kilkumetrowej średnicy pnia, które do dziś można podziwiać w Kalifornii. Ten dwutlenek węgla, który zaabsorbowały, padając oddały w postaci antracytu – węgla kamiennego, a podczas swego życia wydaliły z CO2 taką ilość tlenu, iż stanowił on 35% zawartości ówczesnej atmosfery – prawie dwa razy więcej niż obecnie. Dzięki temu w następnej erze mezozoicznej (zwierzęcej) w okresie triasu i jury, mając już czym oddychać, mniejsze dotąd organizmy zwierzęce rozwinęły się do rozmiaru dinozaurów. Tak oto Natura, czyli planeta radziła pozostawiona sama sobie, dopóki nie pojawił się na niej jedyny ze wszystkich organizmów, całkowicie nie przystosowany do życia według jej wymogów – „homo sapiens” – miano, które z upływem czasu wydaje się coraz bardziej niewłaściwe. Bo gdyby był myślącym, to zamiast bluźnierczo wnosić o redukcje CO2, nie powinien unicestwiać procesu jego absorpcji i tym samym produkcji tlenu, którego, gdy zabraknie, on też podzieli los dinozaurów. Wobec ogromu ekosystemu planety emisja CO 2 w wyniku działalności ludzkiej jest w ogóle niezauważalna w konfrontacji z jego produkcją przez tysiące okresowo czynnych wulkanów. Nie czas zatem wydziwiać nad dwutlenkiem węgla i emisją pozostałych gazów cieplarnianych, gdy giną i płoną lasy, które mogą go absorbować. A ginął w tempie zastraszającym. Ameryka Środkowa prawie już ich nie posiada – zostały wycięte nie tyle dla produkcji przemysłowej czy budulca, co dla codziennej potrzeby gotowania posiłku.Uzależniona od ropy naftowej Ameryka Północna jeszcze bardziej uzależniona jest od budulca drzewnego. Podobnie Kanada. W obu tych krajach, ponad 90% domów jednorodzinnych jest zbudowane z drzewa. Stany Zjednoczone nie mają już więcej lasu do wycinania, więc importują budulec z Kanady. Najtragiczniej jednakże przedstawia się sytuacja Ameryki Południowej, a w niej Brazylii. Kraj ten bowiem, będąc najbogatszym w zasoby naturalne, o klimacie którego można tylko pozazdrościć, o plażach Oceanu Atlantyckiego długości tysięcy kilometrów, a mimo tego wycinający tropik Amazonii. Ostatnim głosem rozsądku był artykuł we francuskim „Le Monde” w dniu 19 września br. zarzucający rządowi brazylijskiemu dławienie Amazonii poprzez nieustanne rozszerzanie kosztem tropików areału uprawy soji dla produkcji biopaliw. Na co brazylijski minister rolnictwa Reinhold Stephanes odpowiedział listem do dziennika w dniu 16- października br., iż siedem milionów hektarów tej uprawy stanowi „zaledwie” 0,26% ekosystemu Amazonii. Jak dotąd. Ekosystem planety radził sobie zawsze i nie z takimi problemami – poradzi sobie i teraz z dziwolągiem w postaci człowieka, który nie jest zdolny do życia według praw Matki Natury. Gdy Ziemia wyłysieje całkowicie, dostanie wtedy globalnego udaru słońca – człowiek zniknie z planety dzieląc los dinozaurów, i dopiero po tym znów będą lasy. Nowy Jork 21/10/2007 |
|||