now@ on-line  grudzień 2007

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum

 


 

Krzysztof Ligęza

Cuda, cuda!

Ależ czasy nam nastały. Jak PO-landia długa i szeroka, wszystkim Polakom robi dobrze cała fura uczciwych ludzi. Co ja wygaduję, uczciwych ludzi mamy ze dwie fury. Całą platformę, można powiedzieć.

Uczciwi ludzie (uczciwi do ostatniego zobowiązania, jak Michał Boni), będą teraz walczyć o Polskę tak długo, póki z Prawa i Sprawiedliwości ino wióry nie zostaną. Ostatnio usiłowali postawić do kąta Jana Ołdakowskiego, dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego.

Instytucje w rodzaju wspomnianego muzeum uczciwi ludzie umieściliby najchętniej w czeluściach zsypu narodowej niepamięci, eksmitując wcześniej z przestrzeni publicznej w tę samą otchłań Instytut Pamięci Narodowej, ten "wrzód na zdrowym ciele demokracji", jak o IPN wyraził się przed laty pewien poseł lewicy.

Tym razem obserwowaliśmy karczemną próbę ukarania człowieka, który swoją działalnością przywrócił Polakom fragment narodowej tożsamości, stając się solą w oku środowisk związanych intelektualnie z michnikowszczyzną.

Marszałek Sejmu RP Bronisław Komorowski wymyślił oto, że poseł Ołdakowski nie może być jednocześnie posłem, a zarazem dyrektorem Muzeum Powstania Warszawskiego. Jeśli natomiast dyrektorem być nie przestanie, marszałek "wygasi" mu poselski mandat. "Nie można łączyć mandatu posła z funkcją dyrektora muzeum. Takie jest prawo. Nie może być świętych krów" - powiedział Komorowski, co wiedział. A raczej, co wykoncypował sobie z zapisów odpowiedniej ustawy.

Ledwie toleruję faceta, od czasu, gdy dotarło do mnie, jak ostro sprzeciwia się wytykaniu służbom specjalnym III RP związków z sowieckim wywiadem wojskowym. W wypadku Ołdakowskiego idzie zaś o to, że prawo określa bardzo wyraźnie: funkcji posła nie wolno łączyć z zatrudnieniem w administracji rządowej oraz administracji samorządu terytorialnego. W ustawie nie ma słowa o kategorii instytucji kultury (do których należy Muzeum).

Tymczasem marszałek pozwolił sobie na bardzo dowolną interpretację przepisów. "Nie wolno łączyć bycia posłem czy senatorem z funkcjami podległymi samorządowi, takimi jak dyrektor instytucji kulturalnej, szkoły czy bibliotekarz" - rozszerzył zamysł ustawodawcy Komorowski, w odpowiedzi na krytykę pospiesznie zapowiadając wykonanie ekspertyz prawnych. Jak należy się domyślać, mających wykazać coś odmiennego, niż podobne, przygotowane wcześniej na użytek marszałka pochodzącego z innej opcji politycznej. A wynikało z nich, że pracowników kultury nie dotyczy zakaz łączenia poselskiego mandatu ze stanowiskiem.

Z powyższego płynie wniosek, że w Polsce nie tyle prawo jest najważniejsze, lecz osoba zlecająca jego interpretację. I że w określonych okolicznościach osoba ta może dojść do wniosków, jakie uzna za stosowne. Notabene, z perspektywy wszelkiej maści oszustów, złodziei oraz skorumpowanych do szpiku kości polityków, nie może być lepiej, gdy prawo i wynikające zeń urzędnicze decyzje można interpretować wedle widzimisię "niezależnych" ekspertów.

Że wydarzenia zmierzają w złą stronę, świadczy także gęstniejąca atmosfera wokół Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Okrągłostołowy establishment, jeszcze do wczoraj śmiertelnie przerażony radykalną (i realną) walką z korupcją, odzyskuje oddech. Nic to, że formułowane pod adresem CBA zarzuty o "podżeganiu do popełniania przestępstw" sięgają poza granice śmieszności (prowokacja jest powszechnie stosowaną i niezwykle skuteczną praktyką na przykład w walce z pedofilią). Jeśli powstaną specjalne komisje śledcze w sprawie śmierci Barbary Blidy i aresztowania Beaty Sawickiej, zwolennicy powrotu do przeszłości zyskają kolejne narzędzia, służące zagmatwaniu dokładnie wszystkiego, czego "dokopało się" CBA - wszak w pełną jawność prac tych komisji nie wierzy chyba nawet twardy elektorat PO.

Nikt rozsądny nie daje też wiary zapewnieniom o czystych intencjach nowej władzy, skoro odzwierciedlają je okoliczności, takie jak utrzymanie aresztu dla burmistrza Helu, zwolnienie Beaty Sawickiej czy desygnowanie na stanowisko ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego, do niedawna adwokata człowieka poszukiwanego międzynarodowym listem gończym, zatrzymanego przed kilkoma dniami przez niemiecką policję (chodzi o Henryka Stokłosę).

***

Tak jest. Powtórzmy: uczciwi ludzie robią dobrze nam wszystkim. I wszystko wskazuje na to, że zrobią. Zrobią lepiej i dokładniej, niż po czerwcu 1992 roku, czyli po upadku rządu Jana Olszewskiego. Takie to już charaktery, inaczej nie potrafią. Wszak tylko robiąc dobrze nam wszystkim, będą mogli należycie zadbać o siebie. Zatem nie ma się czemu dziwić.

Z drugiej strony, nie ma też z czego kpić. Donald Tusk znakomicie orientuje się w charakterze zaciągniętych zobowiązań. Doskonale zna też wierzycieli - a właśnie nadszedł czas wystawiania rachunków. Również tych z terminami płatności na wczoraj.

...Obiecywała Platforma cuda? No to pierwsze już mamy. Cudują sobie panowie, i cudują nam, aż miło. A frajerstwo przygląda się. Niektórzy nawet biją brawo. Normalnie, boki zrywać.

Krzysztof Ligęza

Wrocław

powrót do strony głównej


now@ on-line miesięcznik polityczny Internautów http://nowaonline.strefa.pl