now@ on-line  grudzień 2007

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum

 


 

Andrzej Kumor

Rachunek sumienia zamiast rachunku za kartę

Człowiek naturalnie ciąży ku Bogu. Jesteśmy istotami niepełnymi - nie znamy odpowiedzi na podstawowe pytania egzystencjalne i religia pozwala zaspokoić ciekawość nawet najbardziej wyrafinowanego, "dlaczego raczej istnieje coś, niż nic?".

Nie jest lekko. Z takich czy innych powodów obecny świat, który narzuca nam się od przedszkola, jest w tzw. krajach wysoko uprzemysłowionych z założenia "areligijny", "świecki"; odrzuca zinstytucjonalizowane religie, a duchowość sprowadza do relaksującego folkloru new age czy medytacji na kursach buddyzmu.

W czasach, gdy pod naporem filmów i telewizji padają kolejne tabu obyczajowe czy seksualne, jednocześnie rosną mury milczenia wokół zagadnień religijnych. Dziś łatwiej o kobietę, która bez skrępowania wyłuszcza znajomej meandry własnego orgazmowania, niż osobę, która bez żenady opowiada o własnych doznaniach religijnych, przeżyciach, których intensywność i głębokość w większości wypadków zaćmiewa wspomniany orgazm.

Doszło do tego, że ludzie chowają się z uczuciami religijnymi po kątach, boją się opowiadać o nich, aby czasem nie być posądzonym o "wstecznictwo", fanatyzm, czy ogólną zapyziałość.

Co prawda, nadal, gdy przychodzi "trwoga", wtedy odrzucamy konwenanse, zrzucamy fasady i lecimy do Pana Boga. No, ale to tylko "w chwilach słabości". Potem, gdy dramat mija, ponownie upychamy łaknienie religii do butelki po dżinie.

I tak do śmierci, która, jak wiadomo, jest wydarzeniem rozbierającym duszę do naga ze wszystkich konwenansów i materialnych posiadłości. Niektórzy z nas dopiero wówczas uświadomią sobie, kim są naprawdę.

Mamy Adwent, idą święta Bożego Narodzenia, czas, który w naszej cywilizacji od pokoleń odsyłał do tego co najważniejsze - przywracał najgłębszą perspektywę ludzką, odbierając doczesności monopol na istnienie i przepełniając radością transcendentnej miłości najbardziej zakręconych.

Dzisiaj nawet w święta nie jest lekko, ba, może jest jeszcze trudniej niż zazwyczaj. Odebrano nam mistyczne znaczenie świąt, przekształcając je w antydepresyjny festiwal zimowy - zasłonięto "świecką hohoho-tradycją" całe bogactwo Bożego Narodzenia, zasypano worami prezentów i orgią zakupowej adrenaliny, to co naprawdę w nadchodzących świętach jest ważne. Dla ułatwienia podam, że nie jest to wspólne biesiadowanie przy rodzinnym stole, jak to niektórzy usiłują tłumaczyć.

Po co niszczy się religię, komu na tym zależy? Proste. Tym, którym zależy na wodzeniu nas za nos; na tym, abyśmy bezbłędnie ślinili się na rozkaz i grzecznie kucali przed kim trzeba.

Chrześcijaństwo, a katolicyzm w szczególności, nie stawia jakiegoś tam kolejnego ołtarzyka, który mamy od czasu do czasu podlewać łzami. Katolicyzm zmienia perspektywę, oświetla codzienność pod innym kątem, otwiera inne wartości i doznania, a ponadto daje to, czego nie jest w stanie zaspokoić najlepszy narkotyk, najlepszy antydepresant, największa ilość pieniędzy i najdłuższy orgazm - poczucie głębokiego szczęścia, zadowolenia ze świata, otwarcia na życie, akceptację losu. Wiara usuwa egzystencjalny lęk, dostarcza poczucia sensu.

Przygoda z Jezusem jest nie do przebicia. Nic nam nie zapewni lepszych doznań i większego uniesienia. Dlaczego zatem tak trudno o coś, co jest na wyciągnięcie ręki? Dlaczego tak często wolimy źle wybrać?

No cóż, trudno się przyznać, ale z głupoty. Owszem, wiele jest utrudnień - przedszkole do tego nie zachęca, szkoła odwodzi, telewizja zamyka na doświadczenie religijne, koledzy wyśmiewają, sąsiad wyszydzi i popuka się w czoło, ale fakt, że nawet po omacku trudno nam trafić do Pana Boga, to już wyłącznie zasługa naszej małości!

A można wierzyć pełną gębą. Naprawdę, czyli bez udawania; bez cenzurowania tekstu Pisma św. i przykazań, bez wybierania tego, co akurat wygodne.

Efekt jest wówczas gwarantowany i natychmiastowy - nagle otwiera się przestrzeń słonecznego spokojnego oceanu.

Radość istnienia, spokój ducha, chęć do życia, energia, wszystko to, o co do tej pory zabiegaliśmy, bezsilnie przebierając łapkami i podszprycowując się alkoholami czy pigułami, w stukrotnie lepszej jakości otrzymujemy darmo.

Każdy. Wystarczy mieć świadomość daru, aby go przyjąć, wystarczy rozsupłać kokardkę i zdjąć opakowanie. To jest najpiękniejszy prezent bożonarodzeniowy, jaki możemy sobie sprawić pod choinkę; wystarczy zastąpić rachunkiem sumienia, rachunki za karty kredytowe.

Nie można radośnie przeżywać życia bez tego daru, nie można prawdziwie kochać, nie można bez niego zabezpieczyć się przed zgnuśnieniem, cynizmem i wypaleniem, przed starością. Wszak tylko wierząc wiemy, że do śmierci wszyscy jesteśmy tak samo młodzi, że w tę bramę pukamy bez zmarszczek na twarzy i raka w kościach. Co więcej, im jesteśmy starsi, tym jesteśmy "młodsi", bo tym mniej lat brakuje nam do śmierci.

Chrześcijaństwo - wielki kręgosłup naszej cywilizacji - jedyna idea globalizacyjna Zachodu, która ogarnęła cały świat, uszczęśliwiając miliardy ludzi, dzisiaj przedstawiane jest przez elity nowej międzynarodówki jako intelektualne muzeum, antykwariat, w którym dziwnie poprzebierani mężczyźni tłuką bez zrozumienia jakieś sflaczałe formułki starych tekstów całkowicie nieprzystających do świata iPodów, samolotów A-380, klonowania, badań nad komórkami macierzystymi etc.

Tymczasem Chrystus jest współczesny wczoraj i jutro, jak zawsze oferuje piękno, wolność, miłość i miłosierdzie.

Aby z tej oferty skorzystać, wystarczy tylko wstać i pójść.

Andrzej Kumor

Mississauga

powrót do strony głównej


now@ on-line miesięcznik polityczny Internautów http://nowaonline.strefa.pl