|
||||
|
|
Janusz Kudlaszyk Sprawiedliwość w dobie postępu W ostatnim czasie Instytut Pamięci Narodowej rozpoczął publikację katalogów, czyli operację ujawnienia informacji z posiadanych zasobów na temat funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa PRL, osób przez te organa rozpracowywanych, osób zajmujących kierownicze stanowiska partyjne i państwowe w b. PRL, oraz niektórych osób pełniących obecnie funkcje publiczne. Wcześniej, jeszcze we wrześniu b.r. IPN wstrzymał się z planowanymi publikacjami, motywując taką decyzję chęcią zapobieżenia oskarżeniom o udział w kampanii wyborczej. Ujawnienie katalogów, to kolejna próba kontynuowania procesu lustracji w tradycyjnie niesprzyjających warunkach, stąd też jest to raczej działanie o ograniczonym zasięgu. Nie jest ono w stanie zobrazować nam pełnej prawdy o dziejach najnowszych, o uczestnikach ważnych wydarzeń i rzeczywistych celach ich działań. Wraz z przyjęciem ustawy lustracyjnej PiS-u przez poprzedni parlament, wydawało się, iż pojawiła się szansa na ostateczne rozwiązanie problemu jawności w życiu publicznym. Odrzucenie ustawy praktycznie w całej rozciągłości przez Trybunał Konstytucyjny jednoznacznie przekreśliło tę szansę. Trybunał tak jak w innych sprawach tak i w tej, storpedował poczynania minionego już rządu. Trudno nie zauważyć, iż kwestia lustracji jest polem walki jej zwolenników i przeciwników już od początku przemian ustrojowych, a zwłaszcza od czasu obalenia rządu Jana Olszewskiego w 1992 r. W uproszczeniu można stwierdzić, iż jest to walka z jednej strony pomiędzy zwolennikami zerwania z PRL - em i budowania państwa bez udziału komunistycznej nomenklatury i jej agentury a z drugiej strony właśnie tą nomenklaturą, jej agenturą i wszelakimi pomocnikami; począwszy od osobistości w mniejszym lub większym stopniu zaangażowanych onegdaj w socjalistyczne budownictwo, po tych którzy stali się partnerami wspomnianej nomenklatury w budownictwie III RP. Oczywiście bywało i tak, że czołowe gremia anty-lustratorskie dołączały do oczyszczającego chóru w sytuacjach dlań ekstremalnych (vide sprawa abp. Wielgusa) i wtedy jak najbardziej zaglądnięcie do akt uważały za wysoce wskazane i moralnie uzasadnione. Nieoczekiwanie można było zaobserwować przychylność mediów – zwłaszcza stacji TVN – wobec tej szczątkowej formy ujawniania akt i ich zaangażowanie w odkrywaniu prawdy o nieznanych aspektach z życia osoby duchownej. Wymienione media niestety nie wykazały takiego zaangażowania w kwestii odkrywania prawdy o Milanie Subotic’iu - wieloletnim pracowniku TVN, w ostatnim czasie pełniącym rolę sekretarza programowego tej stacji, zanim został odwołany w 2006 roku. Według Komisji Weryfikacyjnej WSI, miał on współpracować z wojskowymi służbami specjalnymi w czasach PRL – od 1984 roku a w III RP z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi. Dla każdej nie zindoktrynowanej przez „postępową” propagandę osoby jest oczywiste, że w interesie naszego kraju leży jawność i czystość życia publicznego, (przynajmniej takie reguły powinny obowiązywać w państwie o ustroju demokratycznym) i dążenie do tego aby naszemu narodowi przewodzili ludzie honoru, cechujący się wysokim stopniem lojalności wobec ojczyzny. Jednakże po kilkudziesięciu latach rządów PRL, jak też po kilkunastoletnim okresie zmasowanej i nieomylnej papki serwowanej przez różnorakie „autorytety moralne”, kwestia elementarnej lojalności wobec własnego narodu jako kryterium do objęcia stanowiska publicznego, nie jest już tak oczywista. Okazuje się, że jest to kwestia dyskusyjna a jej główną wyrocznią okazał się być Trybunał Konstytucyjny. W tak niezręcznej sytuacji jedynym ratunkiem mogła się okazać bezstronność Trybunału w toczonym sporze. Czy jednak bezstronność takowa miała tutaj miejsce? TK W tzw. cywilizowanych państwach, sędziowie nie sądzą spraw na temat których wcześniej publicznie się wypowiadali. Przykładem może być Wielka Brytania. Znana jest sprawa aresztowanego w 1998 r. Augusto Pinocheta. Sędziowie brytyjskiej Izby Lordów rozpatrywali, czy generała chroni immunitet dyplomatyczny. Ogłoszono wyrok niekorzystny dla byłego przywódcy Chile, wkrótce jednak okazało się, że jeden z sędziów ma pośrednio jakieś związki z Amnesty International. Organizacja ta angażowała się po stronie przeciwników Pinocheta. To wystarczyło aby unieważnić decyzję sędziów i wznowić rozprawę, której efektem był wyrok dużo korzystniejszy dla generała. Przeciwnikom Chilijczyka nie pomógł nawet fakt, iż sędzia wiele razy publicznie wyrażał poglądy sprzeczne ze stanowiskiem Amnesty International. Kwestia bezstronności orzekania okazała się najważniejsza! A jak jest w Polsce? Większość z sędziów Trybunału Konstytucyjnego, to byli posłowie i działacze SLD i UW (organizacji programowo przeciwnych wszelkim formom lustracji przez ostatnich 17 lat) i/lub tacy którzy nigdy nie ukrywali, że są przeciwni lustracji w każdej postaci. Są to osoby będące stroną w bieżącym konflikcie politycznym, które trudno podejrzewać o obiektywizm. Zaliczają się do nich sędziowie: Jerzy Ciemniewski (UW), Marek Mazurkiewicz (SLD), Janusz Niemcewicz (UW), Jerzy Stępień (PCHD), Ewa Łętowska (RPO - mianowana przez władze PRL), Mirosław Wyrzykowski (w T.K. z rekomendacji SLD), Bohdan Zdziennicki (w T.K. z rekomendacji SLD), Marian Grzybowski (w T.K. z rekomendacji SLD), Adam Jamróz (SLD) – dwaj ostatni wyłączeni decyzją TK z rozprawy na temat ustawy lustracyjnej). Poseł Marek Mazurkiewicz, podczas obrad sejmu w dniu 31.07.1992 roku porównał lustrację do: „…niesławnych wzorców ustaw norymberskich III Rzeszy czy stalinowskiego ustawodawstwa z czasów wielkiej czystki…” - (cyt. dosł.). Również Jerzy Ciemniewski na łamach „Gazety Wyborczej” stwierdził, że jest przeciwnikiem lustracji. Uważał, że nie da się jasno określić kto był tajnym współpracownikiem, a kto nie. Janusz Niemcewicz, obecnie wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego twierdził, że źródła archiwalne są niewiarygodne i nie powinny być dowodem w sprawie. Niedługo przed orzeczeniem T.K. w sprawie ustawy lustracyjnej, Jerzy Stępień w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” powiedział, że szerokie otwarcie archiwów IPN jest „niedopuszczalne”. Natomiast Ewa Łętowska jeszcze za czasów rządu Jana Olszewskiego w 1992 r. podpisała list otwarty przeciwko ujawnianiu zasobów archiwalnych MSW przez Antoniego Macierewicza. Od tego środowiska wyraźnie odstaje Sędzia Marek Kotlinowski (dawniej LPR), który w związku ze swoim wcześniejszym udziałem w sejmowych pracach nad omawianą ustawą, na własną prośbę wykluczył się ze składu orzekającego. Natomiast (nominowana przez PiS) Teresa Liszcz znalazła się w o tyle niekomfortowej sytuacji, iż jej mąż Leszek Liszcz znalazł się na liście współpracowników SB, opublikowanej przez zespół „Ujawnić Prawdę”. Czy przedstawione powyżej okoliczności dowodzą bezstronności wymienionych sędziów? Jedną z nielicznych osób publicznych, które miały co do tego wątpliwości był prof. Andrzej Rzepliński, który uważał, że sędziowie: Marek Mazurkiewicz, Jerzy Ciemniewski i Janusz Niemcewicz, powinni wystąpić o wyłączenie ich z rozstrzygania w sprawie ustawy lustracyjnej. Zachodziła według niego obawa, iż nie będą obiektywni, gdyż wcześniej zadeklarowali się jako przeciwnicy lustracji. Również Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski podzielił pogląd, iż zarówno wypowiedzi za, jak i przeciw lustracji wśród sędziów TK, uprawniałyby do złożenia wniosku o ich wyłączenie wobec „subiektywnych wątpliwości co do ich bezstronności”. Wiceprokurator generalny Przemysław Piątek, podkreślał, że według prawa wystarczy już samo prawdopodobieństwo, że jakiś fakt z przeszłości sędziego może wywołać wątpliwości co do jego bezstronności, aby go wyłączyć. Poseł PiS Arkadiusz Mularczyk zauważył, iż sędzia Mirosław Wyrzykowski jest członkiem Rady Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, która negatywnie oceniła nową lustrację. Wnosił, by Trybunał zwrócił się z zapytaniem do władz uczelni, o to aby ustalić, czy Mirosław Wyrzykowski brał udział w posiedzeniu rady, na którym przyjęto tzw. uchwałę antylustracyjną. Trybunał jednak nie wyraził na to zgody. ITI W kontekście obiektywności sędziów, zdumiewająco prezentuje się fakt, iż sędzia Mirosław Wyrzykowski (były członek Rady Dyrektorów ITI Holdings SA) w 2005 roku został obdarowany przez BRE Bank pakietem akcji holdingu ITI o wartości 155 tys. euro, które następnie z zyskiem sprzedał – nie wykładając ani złotówki z własnej kieszeni. Mirosław Wyrzykowski we wrześniu 2006 r. zasiadał (jako sprawozdawca!) w składzie orzekającym T.K. w sprawie sejmowej Komisji Śledczej ds. prywatyzacji banków. Wcześniej komisja śledcza przesłuchiwała Wojciecha Kostrzewę, byłego prezesa BRE Banku. Wśród obdarowanych akcjami ITI wraz z sędzią Wyrzykowskim był także właśnie Wojciech Kostrzewa, który w latach 1999 - 2004 r. był członkiem Rady Dyrektorów Grupy ITI a od stycznia 2005 roku pełni funkcje Prezesa i Dyrektora Generalnego holdingu . Komisja Śledcza interesowała się m. inn. okolicznościami powstania BRE Banku. Zapowiedziała też następne przesłuchanie Wojciecha Kostrzewy na posiedzeniu niejawnym. Wtedy media, na czele z należącymi do ITI stacjami TVN i TVN24 rozpętały nagonkę na komisję bankową, usiłując przy każdej okazji udowadniać, iż jej działalność jest szkodliwa dla systemu bankowego i dla wszystkiego co tylko możliwe. Następnie Trybunał Konstytucyjny swoim orzeczeniem zablokował pracę komisji śledczej. Komentarz wydaje się tutaj zbędny. W raporcie dotyczącym Wojskowych Służb Informacyjnych przygotowanym przez Antoniego Macierewicza, znajduje się informacja, iż właściciele ITI: Jan Wejchert i Mariusz Walter mieli współpracować z WSI w celu powołania firmy telewizyjnej. Obaj panowie dnia 27 lutego br. złożyli rezygnację z zasiadania w radzie nadzorczej TVN, natomiast dzień później, 28 lutego weszła w życie prezydencka nowelizacja ustawy, w myśl której zobowiązani oni byli do złożenia oświadczenia lustracyjnego. Wynika z tego jasno, że rezygnacja z pełnionych funkcji uchroniła ich od tej konieczności. Nie ulega wątpliwości, że sędziowie swego czasu zaangażowani publicznie w walkę z ideą lustracji jak i sędzia będący posiadaczem pakietu akcji firmy, której właścicielami są osoby, których ustawa lustracyjna dotyczy, nie powinni orzekać w jej sprawie. W orzeczeniu z dnia 11 maja 2007 r. Trybunał Konstytucyjny w wielu przypadkach odnosi się co do zgodności ustawy lustracyjnej z art. 2 konstytucji, który brzmi: „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”. Na takiej podstawie można właściwie zakwestionować wszystko. Jak się okazuje jednak, nie można zakwestionować bezstronności sędziów co do których istnieją ewidentne przesłanki, wskazujące nie tylko na brak ich obiektywizmu ale i na fakt, iż mogą oni być bezpośrednio zainteresowani takim a nie innym przebiegiem rozprawy. Czy można tutaj mówić o zasadach sprawiedliwości? Jak na standardy PRL-bis pewnie tak ale z pewnością nie na standardy demokratycznego państwa prawa o którym Trybunał tak wiele się wypowiada. http://nasza-polska.bloog.pl/ |
|||