|
||||
|
|
Dr. Stanisław Kozanecki 13 GRUDNIA 2007 ROKU Jesień roku 2007. Przegrana partii braci Kaczyńskich ( PiS), wygrana liberałów (PO). W tym historycznym okresie zasadniczych przemian struktur Unii Europejskiej, a tym samym Polski – każdy z nas zastanawia się nad zasadami naszej polityki zagranicznej. Stąd te refleksje. System dwu- czy trójbiegunowy Europa w XX wieku przeszła dwie wojny o zasięgu światowym. Zapłaciła za to nie tylko milionami zabitych i kolosalnymi stratami materialnymi, ale także utratą swej dominującej roli na arenie światowej. I jeśli nie doszło do następnej wojny, tym razem atomowej (a więc unicestwiającej nasz kontynent), to chyba głównie dzięki równowadze sił obydwu bloków. W systemie dwubiegunowym, który działał przez ostatnie pół wieku w atmosferze „zimnej wojny”, mieliśmy z jednej strony północną Amerykę wraz z zachodnią Europą, z drugiej strony Imperium Sowieckie. W cieniu „zimnej wojny” tworzy się z kolei trzeci biegun, złożony głównie z szeregu narodów rasy żółtej. Dzisiaj jest to już siła niesamowita. Dowodzi tego choćby fakt przenoszenia się ośrodka handlu światowego z basenu Oceanu Atlantyckiego w rejon basenu Oceanu Spokojnego. W XXI wieku będziemy świadkami albo systemu dwubiegunowego, tym razem amerykańsko-azjatyckiego (w którym to kontekście Europa stanie się ekonomicznym, politycznym i w niemałej części kulturowym wasalem Ameryki), albo systemu trójbiegunowego, jeśli nasz kontynent potrafi zdobyć się na jedność w różności, stając się trzecim podmiotem na skalę światową. Układ trójbiegunowy byłby dla świata dużo większym gwarantem pokoju niż dwubiegunowy, bo trzecia siła, czyli Europa, była równoważnikiem na wypadek konfliktów międzykontynentalnych. Spełniałaby rolę zwornika, do którego także jej położenie geopolityczne ją predysponuje. Europa jutra Europa, by spełnić swą rolę historyczną, powinna: -zaistnieć w granicach, jakie wytyczyła jej tak geopolityka, jak cywilizacja, a więc połączyć zachodnią i środkową część kontynentu ze wschodnią; - obok elementów materialnych elementy duchowe muszą w niej grać rolę pierwszoplanową. Sam pieniądz, sama potęga materialna, nigdy nie staną się elementem wystarczającym. Wagę tego elementu podkreślił niezapomniany Andrzej Frossard w jednym ze swych ostatnich artykułow. A oto jego myśl: „Europa ma coraz więcej członków, ale coraz mniej duchowości. Miała ją kiedyś – mianowicie chrześcijaństwo – z którego, w chwilach trudnych, korzystała wielokrotnie. Dzisiaj nie ma ani duszy ani myśli. Skoncentrowała się na materialnym i natychmiastowym – na zysku. Ten łączy, jak długo interesy prosperują należycie. Nie ma jednak potężniejszego dynamitu niż żądza zysku w okresach kryzysu”. - stopniowo dojść do nieodzownej równowagi między poszczególnymi blokami na to, by w przyszłości nie miała miejsca dominacja żadnego z nich, a współrządzenie; - musi wreszcie postawić sobie szczytny cel (bo tylko szczytny cel potrafi społeczeństwa zmobilizować) stania się zwornikiem między kontynentem amerykańskim i azjatyckim. Europa geopolitycznie należy do Azji, cywilizacyjnie jest starszą siostrą Ameryki. Tylko ona tą jakże odpowiedzialną rolę potrafi należycie spełnić. Polska - Niemcy Jest dziś na szczęście faktem, że część opinii niemieckiej, po dwóch przegranych wojnach, jest nastawiona - i to do głębi - pokojowo. Dla tych nauka historii nie poszła w las. Jest jednak również faktem, że druga część – i kto wie, czy niemniej liczna – nie jest nastawiona pokojowo, lecz agresywnie. To nie jest „Drang….” w dawnym tego słowa znaczeniu i dawnymi metodami prowadzony, ale daleki cel, który niewiele od dawnego się różni. Chodzi dziś o rozszerzenie i pogłębienie wpływów niemieckich w Unii, zwanej „Europejską”. Skutek z tego byłby jeden: pełne złamanie już dzisiaj nadłamanej równowagi na terenie naszego kontynentu. Pierwszą (i to na dużą skalę) oznaką tej agresywności – i to ze strony rządu RFN – było oficjalne poparcie Chorwacji (i Słowenii) w ich zerwaniu więzów z resztą ówczesnej Jugosławii. To poparcie było dane bez uzgodnienia ze Wspólnotą Europejską i, co najważniejsze, bez otrzymania gwarancji co do losu mniejszości narodowych, a więc w problemie numer jeden tego zlepku etnicznego i religijnego, jaki stanowiła Jugosławia. Było to otwarciem drzwi do wprowadzenia w basenie bałkańskim polityki dyskryminacji i eksterminacji. Jakże się dziwić, że inni poszli w ich ślady? Niemiecki „Drang” nie ogranicza się jednak do tych terenów. W sposób nieoficjalny, ale wyrazisty i coraz bardziej niedwuznaczny, ma miejsce nacisk rewizjonistów niemieckich na Czechy i z kolei na Polskę (i to mimo oficjalnych, w pełni przyjaznych oświadczeń). W systemie rzekomo w pełni „demokratycznym”, propaganda rewizjonistów jest uznawana za zjawisko normalne. „U nas – pisze np. B. Zaremba – mniejszość niemiecka jest w trakcie opanowywania Opolszczyzny, czyni postępy i na Górnym Sląsku i w Częstochowskim. „Niemcy” pojawili się ostatnio na Mazurach, a część Kaszubów ponoć wprost domaga się autonomii. Trwają przygotowania do utworzenia Euroregionu Pomerania, gdzie Niemcy a nie Polska będą grały główną rolę. Przypomnijmy, że w skład tego regionu ma wejść także Szczecin. I tu należy przypomnieć i podkreślić, że w konstytucji RFN nadal jest utrzymany zapis o prawno terytorialnym istnieniu Rzeszy w granicach z roku 1937! Czy nie jest to jawny i „legalny” rewizjonizm? Tu warto zapytać, czy tkwi nam w pamięci fakt, że Rosjanie od pięciu wieków próbowali – bez skutku – nas sobie, politycznie i duchowo, podporządkować, podczas gdy celem rządów niemieckich było nas – jako samodzielny i niepodległy naród – unicestwić. Tylko dzięki przegranej przez nich wojnie nie podzieliliśmy losu Żydów i Cyganów. Na progu XXI wieku zmieniły się metody, ale rezultaty po 2-3 generacjach ryzykują być mniej więcej podobne. Już dzisiaj, krok po kroku, tracimy samodzielność i samorządność, wpadając w zależność, dzięki wyrafinowanym środkom, takim jak pieniądz – trucizna, którą pewne rodzime ośrodki zachłystują się z radością. Polityka - tak rządu niemieckiego, jak ta prowadzona przez Bundesbank - rzekomo w pełni europejska, staje się coraz bardziej niemiecka. Wpadając w jednostronną zależność, sami pomagamy w burzeniu równowagi europejskiej bez istnienia której Europy nie będzie. Może będzie Europa niemiecka, ale nie Niemcy europejskie, dlatego, że dla utrzymania równowagi konieczna jest faktyczna współzależność państw zachodniej, środkowej i wschodniej Europy. Ten nowoczesny styl parcia na południe i na wschód ma swe źródło w mentalności uformowanej przez Fryderyka Wielkiego, umocnionej przez Bismarcka i doprowadzonej do szczytu przez władców Trzeciej Rzeszy. Taki styl budzi uśpione instynkty i zwiększa ryzyko pogłębiania i rozszerzania mrzonek sprzed co najmniej 200 lat. Dla dobra Europy i samych Niemiec nadmiar ich energii winien być skierowany ku południowej półkuli, np. do byłych kolonii niemieckich w Afryce, gdzie ich akcja może odegrać rolę bardzo pozytywną, albo do Brazylii, gdzie istnieje już dość silna kolonia niemiecka. Ona nie może mieć miejsca w Europie, która ma dosyć dominacji kogokolwiek. Polska - Rosja Ten odcinek refleksji zacznę od zacytowania artykułu jednego z moich ideowych przyjaciół, Andrzeja Meissnera: „Emocjonalne obsesje istnieją w różnych dziedzinach życia. Nie można z nich wyłączyć także stosunku do naszego wschodniego sąsiada. Wynikają one z szeregu przyczyn: z doświadczeń osobistych, z ubiegłowiecznych deportacji na Sybir, z dwudziestowiecznych zbiorowych zabójstw, czy z przedwojennego uzależnienia i politycznej doktryny. Ale emocje należy poddawać rzeczowej kontroli w imię dobra kraju. Jeżeli dajemy sobie narzucić wrogość wobec wschodniego sąsiada – to nie dziwmy się, że możemy powodować podobne reakcje z tamtej strony. Stajemy się wtedy wygodnym narzędziem dla interesów nam obcych. A również obcych Rosji. Warto sobie przypomnieć, że sojusz ze wschodnim sąsiadem (a była nim wówczas Litwa) umożliwił zwycięstwo pod Grunwaldem i powrót Pomorza Gdańskiego, a 500 lat później, przez uznanie Polski za państwo alianckie w I wojnie światowej – odzyskanie zaboru pruskiego. Osiągnięto w 1945 roku najlepszy w historii kształt terytorialny państwa, z polską mową we Wrocławiu i w Szczecinie. Partnerstwo ze wschodnim sąsiadem a nie wrogość, daje możność utrzymania żywych ognisk polskości za wschodnimi granicami kraju. Okresy konfliktów ze wschodnim sąsiadem (a była nim wówczas Rosja) przyniosły w XVIII wieku – z inicjatywy Prus – trzy rozbiory. Potem emocjonalnie, bez przemyślanych celów powstania w 1831 oraz 1863, z wiadomym skutkiem. Dzięki Bogu, zdołano zapobiec powstaniom planowanym w 1905 oraz w 1914 roku i (tym samym) pojednaniu zaborców, skutecznie utrzymując Rosję w obozie „ententy” i wiążąc siły niemieckie w I wojnie światowej. Efekty „marszu na Kijów” musiały być odpierane u wrót Warszawy w 1920 roku”... Nie od rzeczy będzie z kolei zacytować kilka myśli, tym razem nie przyjaciół, a osobistości z różnych ośrodków ideowo-politycznych: Kardynał Stefan Wyszyński: „Polska winna być otwarta na Zachód, ale równocześnie powinna być oparta o Wschód”. Roman Dmowski: „Ułożenie w przyszłości naszego stosunku do Rosji jest najważniejszym zadaniem polityki (…). Rządy sowieckie w Rosji przeminą, ale Rosja zostanie i stosunek do tego co w niej trwa, do narodu rosyjskiego, jest ważniejszy od stosunku do przemijających rządów”. Zbigniew Brzeziński: „Trzeba robić wszystko, aby w Rosji nie było ani powrotu do przeszłości, ani intensywnych zaburzeń prowadzących do rozkładu państwa”. Stefan Kisielewski w jednym ze swoich ostatnich artykułów, pod tytułem „Komu potrzebna jest Polska?”, w lutym 1990 roku napisał: „Granicę zachodnią wywalczył nam w Jałcie i Poczdamie Stalin, wbrew częstokroć opinii zachodnich aliantów. Jałta była dla nas nie tylko wtrąceniem w polityczną niewolę, ale także umieszczeniem w sensownym położeniu geograficznym. Jesteśmy dzieckiem Jałty. Dzieckiem nieprawym, nie chcianym, lecz z nieprawnych dzieci wyrastają czasem wspaniali ludzie”. Waclav Havel: „Nie jest ani możliwe ani pożądane izolowanie Rosji”. Edward Luttwack, wybitny ekspert amerykański w dziedzinie obrony: „Jest niemożliwym zabezpieczyć Polskę przed Rosją, (bo) gdy ofiaruje się Polakom gwarancje, Polacy przyjmą postawę, która wywoła ataki z zewnątrz – Polacy są niezdarni; nie wierzę, że są zdolni utrzymać na wodzy ich wrogości do Rosjan. W dodatku nie są realistami twierdząc, że z Ukrainą i Białorusią potrafią stworzyć blok równy sile Rosji –ofiarować Polsce gwarancje, których nie sposób respektować (tak jak to miało miejsce w stosunku do Czechosłowacji w 1938 roku – dopisek mój St. K.) byłoby prowokowaniem Rosji, nic nie zyskując w zamian. Prawdziwe niebezpieczeństwo dla tworzącego się systemu demokratycznego na tych terenach tkwi w dziedzinie ekonomicznej, psychologicznej, a nie w dziedzinie strategicznej; żeby im pomóc, trzeba rozszerzać nie NATO, a Wspólnotę Europejską”. John Shalikashvili – szef Kolegium Połączonych Szefów Sztabów (sił lądowych, wodnych i powietrznych) Stanów Zjednoczonych: „Najlepsze zapewnienie bezpieczeństwa, jakie możecie od Stanów Zjednoczonych otrzymać, to jest, by USA pomogło reformatorom rosyjskim jak tylko będą mogły. Tym uzyskacie więcej niż podkreślając różnice między Wami a Rosją (słowa, skierowane do przedstawicieli krajów kwadratu wyszehradzkiego)”. L. Bouvard – prezes „Assemblée de l’Atlantique Nord” i wiceprezes francuskiego Zgromadzenia Narodowego: „Prośba czterech krajów kwadratu wyszehradzkiego natrafiła na dwie wielkie przeszkody. Pierwszą jest rosyjska: rozszerzenie granic OTAN-u aż do Rosji, z wyłączeniem tejże Rosji, ryzykuje się obudzenie u nich poczucia oblężenia – pożywki dla skrajnej rosyjskiej prawicy a tym samym osłabienie reformatorów. Druga jest amerykańska: rozszerzeniu akcji OTAN-u, a tym samym zwiększenie zaangażowania amerykańskiego w Europie, sprzeciwia się tak Kongres amerykański, jak amerykańska opinia publiczna”. Powyżej cytowany B. Zarermba: „Jesteśmy wypierani z rynków wschodnich przez Zachód (ten sam Zachód, który próbuje skłócić nas z Rosją – przypisek mój St.K.). I to jest wielki problem. Czemu wejście Polski do reliktu nowej „zimnej wojny” z Rosją ma służyć? Chodzi po prostu o wzmocnienie u nas fali rusofobii, o narzucenie wrogiego stosunku do wschodniego sąsiada, a tym samym przyjaznego do zachodniego, podczas gdy naszym obowiązkiem musi być żyć na równej i pokojowej stopie tak z jednym, jak z drugim. W przeciwnym razie niepodległość przemieni się stopniowo i siłą rzeczy w podległość jednemu z nich. Nie będziemy faktycznie bezpieczni, dopóki nie znajdziemy prawdziwej, rzetelnej zgody z obydwoma sąsiadami. Gdy już mowa o konfliktach z Rosją to – dla elementarnej uczciwości – trzeba przypomnieć, że na Kremlu nigdy żadna obca flaga nie wisiała poza polską. Miało to miejsce czterysta lat temu, ale dla nich jest to tak żywe, jakby to było wczoraj. Jedyny pomnik, który na Czerwonym Placu w Moskwie stał, stoi i stać będzie, to ten przypominający Rosjanom tę hańbę. To, że Polacy (nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni) byli narzędziem obcej, mocarstwowej polityki (tym razem królów szwedzkich) – o tym się nie wspomina, ale „polskiego imperializmu” zapewne nigdy nam nie zapomną. Rosja może obejść się bez Polski. Natomiast Polska – bez zaplecza swej wschodniej flanki – staje się wasalem Niemiec. Rosja w stosunku do Polski – z powodu długiego łańcucha bardzo poważnych win – jest dłużnikiem. Nie należy jednak zapomnieć, że wolny świat – a więc także my – od początku XXI wieku, jest dłużnikiem Rosji, bo ani pierwsza ani druga wojna światowa nie byłyby poprzez aliantów wygrane bez wkładu krwi rosyjskiej. Dwukrotnie uniknęliśmy – i to o włos – „Pax Germanica” dzięki nim. Gdyby polityce brytyjskiej nie udało się wciągnąć Związku Sowieckiego do wojny (w której stracili miliony zabitych a straty materialne mieli nie mniejsze niż nasze) to wojna zostałaby wygrana przez Niemcy. Wówczas – to prawda - nie byłoby „porządku jałtańskiego”, ale również nie byłoby Polski, a za kilka wieków mówiono by o nas w podobny sposób, jak dzisiaj mówi się o Etruskach. Tu jest miejsce, by zwrócić się do pewnych polskich patriotów z prośbą o reagowanie w dziedzinie politycznej nie tylko przy pomocy serca, ale także chłodnego, zrównoważonego rozumu. Musimy wyrzucić z naszych mózgów tę czerwoną „płachtę na byka”, której obecność wyklucza możność logicznego myślenia. Obok Rosjan (dziś jeszcze najliczniejszych) ten kraj jest nie syntezą, a zbiorowiskiem etni, narodów, religii, kultur, a nawet cywilizacji, przy prawie kompletnym braku prawomocnej i godnej zaufania władzy centralnej (czego skandaliczne błędy, popełnione choćby w stosunku do Czeczenii, są wystarczającym dowodem). Dorzućmy do tego niezwykłą siłę rozkładową miejscowej nomenklatury i społeczeństwo w swej masie jeszcze głodne i w niemałym stopniu zdegenerowane reżymem komunistycznym, który pastwił się nad nimi 2-3 razy dłużej niż nad nami. W tych warunkach nie tylko rząd, ale i naród (takich jak Sołżenicyn nie wyłączając) popełnił wielki błąd, grając bez umiaru na strunach „wielkiej Rosji”. Szacunek, i to stokrotny, za budzenie patriotyzmu (właśnie dzisiaj w okresie mody na globalizm), ale głęboka odraza za budzenie raka patriotyzmu, jakim jest szowinizm. Za przekroczenie granicy między patriotyzmem a szowinizmem wiele narodów straszne ceny zapłaciło. Chodzi tu więc o niepośledniej miary niebezpieczeństwo, które – dla wspólnego dobra tak Polaków, jak Rosjan i Niemców – trzeba śledzić bez ustanku. Polska jutra A co z Polską Jutra w ramach tzw. Unii Europejskiej, która za kilka dni, 13 grudnia 2007 roku, zmusi nas do wejścia w struktury nam duchowo obce? Musimy wybrać między trzema drogami: wchodzić coraz głębiej w orbitę aktualnej Unii, która – bez wątpienia doprowadzi nas do podległości RFN; podległość Niemcom zamienić na podległość Rosji, co również uznajemy za wykluczone; szukać trzeciej drogi, podkreślając faktyczne różnice między nimi i nami a więc postępować podobnie, jak to czyni dziś Anglia. Jeśli napięcie między Brukselą i Moskwą – zamiast malejącej – będzie wzrastać, trzeba przesuwać się jeszcze mocniej na pozycję neutralną i jak najbardziej samorządną, podobną do tej, jaka, od stuleci cechuje Szwajcarię. Ta droga będzie trudna i kamienista, ale chyba to jedyna dla narodu o tysiącletniej tradycji. polskiejutro.com |
|||