|
||||
|
|
Andrzej Kolatorski W obronie przed „RYWINLANDEM” Kiedyś Gomułka wezwał do głosowania bez skreśleń, a krótko później tłumaczył, że wybrano idiotów. Młodzi ludzie (i nie tylko oni), którzy mu wtedy uwierzyli z pewnością to zapamiętali, ale dorosły kolejne pokolenia i zawierzyły wspieranemu innymi „autorytetami” Wałęsie wybierając do parlamentu tych, których wskazał on na wspólnych zdjęciach. Dziwili się później, kiedy zauważyli, że Sejm nie bardzo w polską stronę głosuje, ale doszli do wniosku, że Wałęsę oszukano i wybrali go prezydentem. No może niektórzy się wahali, bo gdyby nie fałszywa informacja medialna, wsparta przez Brzezińskiego i Nowaka-Jeziorańskiego, o agenturalności Tymińskiego, to Wałęsa niekoniecznie by wygrał, ale o zamysłach na RWPG-bis, NATO-bis i na spółki z sowiecką agenturą w posowieckich bazach dopiero później się dowiedzieli. Nie mówiąc już o „wypożyczonej” teczce „Bolka”, rabunkowej prywatyzacji, czy prezydenckim wecie wobec zamiaru zredukowania UB-eckich emerytur. Skutek był taki, że kolejna młodzież wybrała Kwaśniewskiego i postkomunistów. Młodzi – jak zwykle – ostrzeżeniom starszych nie wierzyli i dawali wiarę medialnym obietnicom. A to, że „kto ma media ten ma władzę” już przed Urbanem odkryto. I tak też było teraz. Kolejna generacja młodych nie wiedziała i nie chciała wiedzieć, że polskość była dla Tuska garbem i że – wraz z Wałęsą, Pawlakiem i im podobnymi - obalał rząd, który chciał ujawnić obcą agenturę. On dzisiaj zapewniał ich w mediach, że „kocha Polskę” i obiecywał wszystko, co tylko chcieli usłyszeć. Młodzi nie wiedzieli albo zapomnieli, że rekordowe bezrobocie było efektem „prywatyzacyjnego” rabunku, i że wypracowali je poprzednicy dotąd rządzących, a masowy wyjazd Polaków na „saksy” nastąpił w ostatnich latach, bo kluczowe kraje Zachodu dopiero wtedy na to zezwoliły. Wszystko to, dzieje się niezmiennie w warunkach tajności wszystkich akt, dotyczących zjednoczonego systemu służb informacyjnych, służącego imperium sowieckiemu, którego kontynuatorem ogłosiła się Rosja. Agentów „przewerbowano” na służbę Rzeczypospolitej, a na straży bezpieczeństwa systemu, postawiono Trybunał Konstytucyjny, który pilnie strzeże, by Polacy nie dowiedzieli się czasem, kto jest wciąż agentem Moskwy, Berlina czy Tel Awiwu. Koszerne (jak je określił Rywin) media, jawnie czy niejawnie, obcym panom służą i właśnie ponownie wpadają w histerię, zbulwersowane wiadomością, że część akt agentów przewieziona została do pomieszczeń w Pałacu Prezydenta. To rzeczywiście oburzające, bo ani je tam nie może przeczesać „komisja Michnika”, ani palić ich nie można, jak za Mazowieckiego. Niezależnie jednak od tych trudności front ideologiczny rusza do natarcia. W TVN „Kultura” można obejrzeć film o krzywdzie żydowskich komunistów doznanej w Hollywood, za czasów McCarthego, a na innym programie odżyła dyskusja o zasadności obecności krzyży w szkołach i urzędach. Oburzona dyskutantka pyta właśnie dlaczego akurat krzyż, a nie gwiazda Dawida, albo oba symbole razem. Pytanie skądinąd zasadne, bo dlaczego na przykład w Izraelu jest akurat gwiazda Dawida, a nie krzyż, czy też oba, bądź też i z symbolem islamu razem? Problem jest złożony i wydaje się, że wymaga jakiegoś rozwiązania całościowego, bo następne pokolenie znowu dorośnie w naiwności i niewiedzy i będzie czyniło to, co dorośli – a zwłaszcza „autorytety” – w mediach im doradzą. Budzić się zaś będą po czasie z przysłowiową „ręką w nocniku”, kiedy przegłosują ich zbałamuceni następni. I tak będzie zawsze, dopóki polskie media będą w rękach obcych najmitów. Skoro więc wolny rynek dopuszcza rozsądny interwencjonizm państwowy, nie wspominając „interwencjonizmu unijnego” bogatego w zarządzenia, wytyczne, limity i dyrektywy; to może by też i częstotliwość polską dla polskich tylko stacji limitować. Marek Edelman przecież radził: „zamknąć, nie pozwolić mówić!”. Andrzej Kolatorski Zurych kworum.com.pl |
|||