|
||||
|
|
Samo życie Mariusz D. Dastych Święta pijaków i złodziei Święta za pasem i każdy stara się uprzątnąć dom i zgromadzić zapasy. No, nie każdy. Bo są i tacy, co nigdy domu nie sprzątają, za to brudzą co niemiara, a zapasy gromadzą cudzym kosztem. W samym sercu Warszawy jest dzielnica, w której trudno przejść chodnikiem by nie nagabywali gościa pijacy o parę złotych na piwo. Szczęście, gdy gość ma drobne, bo czasem wyrwą mu portfel i jeszcze skopią po kostkach. Bliskość Świąt zwiastują ostrzeżenia policji o napadach przy bankomatach. Nie tak dawno staruszek pobrał nieco pieniędzy i kierował się do domu. Doszedł szczęśliwie, lecz na klatce schodowej napadli go, pobili, kasę zabrali – i nim pogotowie zdążyło przyjechać - człowiek umarł.
W pewnym domu w naszej dzielnicy menele rządzą się jak na własnym. W soboty, niedziele i święta klatki schodowe przypominają miejski szalet z wczesnego PRL-u. Smród nie daje oddychać, a w windzie urządzają sobie zabawę pijacy i prostytutki. Na schodach zasikane, na piętrach i przy wejściu hulacy załatwiają swoje większe potrzeby bez żenady. Tłuką butelki o podłogę, straszą dzieci i nagabują dorosłych. Od kilku lat mieszkańcy okolicznych domów – a niektórzy z nich mieszkają już 50 lat i pamiętają lepsze czasy – interweniują w administracji osiedla, w straży miejskiej i policji. Na próżno. Administratorki są bezradne i przestraszone, sprzątaczki odmawiają pracy, straż miejska stołecznego miasta Warszawy nie ma uprawnień do ostrej interwencji, a policjanci wydają się być w zmowie z menelami. Niektórzy są „ich ludźmi” - informatorami, których traktuje się pobłażliwie. I znów Święta i Nowy Rok. Hulaj dusza dla pijaków i złodziei. Będą tankować od samego rana do późnego wieczora, będą ryczeć na całe gardło i wyrzucać szkło przez okna. Bal na Gnojnej to sielanka. Od lat kolejne ekipy władzy srożą się, że zrobią porządek. Zawsze kończy się tak samo: co było, jest dalej. Sprawiedliwość to pojęcie abstrakcyjne. Łatwo wyrzucić samotną kobietę z dziećmi z mieszkania, gdy nie stać jej na czynsz. Szpicel i pijak zalega z komornym na 200 tysięcy i mieszka dalej nie niepokojony. Dobrze, że policja wzięła się nieco za handlarzy narkotyków, ale dzieci na haju nadal widać na podwórkach. Żebracy grzebią w śmietnikach i śpią na klatkach schodowych. Czasem, wracając późno do domu, mieszkańcy przeskakują leżących pokotem na piętrach. Podróżowałem wiele po świecie i obejrzałem niemało biedy i skrajnej nędzy. Ale w Polsce? No cóż – najbiedniejszy kraj Unii Europejskiej upodabnia się do Trzeciego Świata. A politycy nadal prowadzą spory i podają się wzajem do sądów…o przysłowiową pietruszkę. Nasza Warszawa coraz bardziej przypomina Moskwę. Tam też są nowe wieżowce, firmy i banki – a na ulicach ludzie okutani w łachmany żebrzą i czasem głosują na wodza, jak sobie o nich przypomni.
Szlag mnie trafia. Czy o taką Polskę walczyliśmy? Jest wolna, lecz byle jaka; bogatsza, lecz nie dla wszystkich; sprawiedliwsza dla wybranych; pobłażliwa dla pijaków i złodziei, bezradna wobec zła. Wesołych Świąt! Mimo wszystko. |
|||