now@ on-line 19 luty 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu:

AKI:

polityka i drób

bajdula:

pamela di caprio

lula68:

podróż sentymentalna

Magdalena:

smak uświęca środki

brać czy nie brać

#Marcel:

rozgrzeszenie

syndrom białoruski

mats:

u sąsiadów

Misia#1:

III tysiąclecie

StefanDetko:

kat i ofiara

debeściak

ZASADA:

wbrew

ZIM:

POTOP

uniwersytet now@:

Anna Jurczak:

nagrody i kary

Anna Rataj:

rachunkowość

 

STATeria

 

Misia#1

III tysiąclecie

Historia ludzka, mimo alarmistycznych raportów ekologów, mimo coraz to pojawiających się przepowiedni całkowitego końca świata, wciąż trwa - i dane chyba jej będzie trwać jeszcze czas jakiś. Być może gatunek ludzki doprowadzi do samozagłady, jak straszą ekolodzy, a wtedy ekosystem Ziemi, wolnej od człowieka, ustali się w nowej równowadze. Być może jednak środowisko ma zadziwiającą zdolność przystosowywania się, jednak, do wszystkich tych zakłóceń, które powoduje człowiek, a także do tych wywołanych przez bezosobowe siły natury. Tak czy inaczej, bytowanie człowieka na Ziemi - czy ma się wkrótce skończyć, czy też nie - jest krótką chwilą w historii istnienia naszej planety, a dwutysiąclecie naszej ery - jeszcze krótszym wycinkiem owej chwili. Okrągła data budzi zrozumiałe emocje, lecz wystarczy spojrzeć na nowe tysiąclecie z perspektywy muzułmanina czy żyda, aby szybko ochłonąć - przyjęty podział na stulecia, tysiąclecia czy ery jest całkowicie arbitralny. Obchodzić będziemy dwutysiąclecie cywilizacji chrześcijańskiej, która wywarła doniosły wpływ na cywilizację ogólnoludzką; wpływ znacznie większy, aniżeli wskazywałaby to tylko prosta liczba ludzi do niej przynależących. Wpływ ów wydaje się być tak oczywisty i konieczny, że często pozostaje niedoceniany czy wręcz niezauważany - przykładem pozorna naturalność faktu, iż to właśnie chrześcijańska miara miesięcy, lat i er przyjęła się jako międzynarodowa. (Nie trzeba chyba podkreślać, jak bardzo jest istotny symbolicznie podział na ery, ustalenie umownego „początku czasu”.) Jednakowoż nietrudno sobie, puściwszy nieco wodze wyobraźni, przedstawić obraz zupełnie innego świata, o całkowicie odmiennej równowadze kultur.

Jeśli jednak cywilizacja zachodnia osiągnęła tak duże znaczenie, zadecydował o tym w dużej mierze postęp ekonomiczno-techniczny, który dokonał się najpierw w krajach chrześcijańskich, a zwłaszcza protestanckich, a także ekspansja kolonialna, która, oczywiście, bez pewnej przewagi technicznej nad społeczeństwami krajów kolonizowanych nie miałaby miejsca. Zarówno ekspansja terytorialna, jak i postęp techniczny nie były dążeniami chrześcijańskimi, w tym sensie, że nie zrodziły się z prawdziwie chrześcijańskiego, nowotestamentowego ducha. O ile jeszcze postęp techniczny naginając fakty można by uznać za narzędzie chrześcijańskiej troski o wyeliminowanie głodu i nędzy, to idea podboju kolonialnego z całą pewnością nie pochodzi z chrześcijańskiej, tak jak jest ona rozumiana obecnie, inspiracji (rzecz jasna, stosowanie dzisiejszych kryteriów do oceny przeszłości jest pewnym anachronizmem). Swój rozwój i ekspansję zatem cywilizacja chrześcijańska zawdzięcza czynnikom już to neutralnym religijnie, już to zgoła niezgodnym z wiarą, i były one chyba konieczne dla tak spektakularnego jej rozkwitu. Rozbieżność między deklarowanymi wartościami religijnymi a praktyka była i jest powszechna, a przykład szedł tu od samej góry. I niedoskonałość ludzka, i zwykła zła wola psuły to, co w zamyśle miało być instytucją natchnioną przez Ducha Świętego. Jednakże nie byłoby chrześcijaństwo tak rozpowszechnioną wiarą, gdyby nie świadome złagodzenie wymagań wobec rzeszy wyznawców - propozycja tej religii jest tak radykalna, całościowa, można rzec sprzeczna z podstawowymi instynktami ludzkimi, a ukierunkowana na „królestwo, co nie z tego świata” - że ze wszystkimi swymi konsekwencjami do przyjęcia jest jedynie dla nielicznych. Właściwie mimo, iż zwiemy cywilizację zachodnią „chrześcijańską”, w świadomości przeciętnego człowieka chrześcijaństwo zakorzenione jest dosyć powierzchownie; mam na myśli zwłaszcza nauki Nowego Testamentu. Tym mniej wyznawanie religii przekładało się na rozwiązania systemowe, związane np. z poprawą bytu ubogich, czy z poszanowaniem godności ludzkiej, zwłaszcza maluczkich. Paradoksalnie teraz, w naszych świeckich czasach, w których zwłaszcza w europejskim kręgu kulturowym religia stała się sprawą prywatną, osiągnęliśmy pod tym względem postęp znacznie większy, aniżeli przez pierwszych półtora tysiąca lat olbrzymich wpływów instytucjonalnych kościołów chrześcijańskich na władzę świecką.

Niemniej jednak zatrważająco wiele problemów pozostało nierozwiązanych, a inne, równie poważne, dopiero się pojawiły wskutek działalności człowieka. Te ostatnie to w szczególności problemy związane ze środowiskiem, takie jak jego rosnące zatrucie, również przez odpady stałe czy radioaktywne), czy też utrata całych ekosystemów (przykładem jest Amazonia; zagrożona jest także w Polsce Puszcza Białowieska) i poszczególnych gatunków. W miarę przyrostu arsenałów broni biologicznej, chemicznej i jądrowej wzrasta ryzyko przypadkowego bądź nieuzasadnionego jej użycia lub niekontrolowanego skażenia. Technika, ułatwiając egzystencję indywidualną, stworzyła kłopoty globalne. Postęp spowodował, że katastrofy, które wywołujemy, o wiele szybciej osiągają dużą skalę, a ich skutki są o wiele trudniejsze do usunięcia.

Problemem wciąż nierozwiązanym pozostają rażące dysproporcje pomiędzy bogatymi a biednymi krajami. O ile niektóre państwa na swych terytoriach poważnie ograniczyły występowanie nędzy absolutnej, o tyle inne są prawie wyłącznie zasiedlone przez nędzarzy, i nic nie wskazuje na to, by w najbliższej przyszłości różnice pod tym względem miały się zatrzeć. Winne są często skorumpowane, despotyczne rządy krajów ubogich, ale też z drugiej strony bez dobrze ukierunkowanej, kontrolowanej pomocy humanitarnej owe kraje te nie wydobędą się z zapaści, która w wielu przypadkach przerodziła się w trudną do przełamania, trwałą stagnację. Na krajach bogatszych ciąży obowiązek udzielenia im rzetelnego wsparcia; niedopuszczalne jest przy tym, aby korzystały na nim głównie elity władzy krajów rozwijających się. Udzielając pomocy, trzeba również zachować wrażliwość na jej aspekt ekologiczny i na zachowanie różnorodności kulturowej, poszanowanie lokalnej tradycji i spuścizny historycznej.

Wyzwaniem na miarę nadchodzącego stulecia jest dokonanie znacznego postępu w zakresie przestrzegania praw człowieka, praw niezbywalnych i niezależnych od różnic kulturowych. Nawet wielkie i dynamiczne kraje nie są zwolnione z obowiązku respektowania praw swych obywateli, zaś kraje z nimi współpracujące nie powinny poświęcać praw człowieka w imię korzyści ekonomicznych.

W pełni korzystać ze swych praw i możliwości rozwoju mogą tylko ludzie wykształceni, a więc upowszechnienie oświaty na świecie i ustawiczne podnoszenie jej poziomu wyrówna szanse młodego pokolenia na dobry życiowy start i udane dojrzałe życie.

Jaka przyszłość czeka kulturę? Mrzonką okazały się nadzieje na umasowienie kultury przy zachowaniu jej niezmiennie wysokiego poziomu. Kultura wysoka jednak z całą pewnością nie zaniknie, w związku z pojawieniem się nowych mediów musi ona jednak doznać przeobrażeń. Wrogiem duchowego rozwoju jest powszechne przepracowanie i pośpiech. Ustawicznie zabiegany człowiek nie chce i nie umie przystanąć i otworzyć się na dzieło sztuki, a jeśli już to zrobi, jego zachwyt jest powierzchowny i ulotny. Konsumpcyjne nastawienie do obiektów kultury niszczy warunki sprzyjające nawiązaniu prawdziwego, głębokiego dyskursu z dziełem.

Wiele zmian się dokonało na Ziemi w ciągu ostatnich dwu tysięcy lat - i na lepsze, i na gorsze. Oprócz kłopotów, z którymi się boryka ludzkość, oprócz zła, lenistwa, opieszałości i nienawiści, świat jest także pełen piękna, dobrych i szlachetnych uczynków i wzlotów ducha. Ani nadmierny pesymizm, ani ślepy optymizm co do przyszłości Ziemi nie są uprawnione. Oby w nowym tysiącleciu dana była ludzkości spokojna, realistyczna mądrość.

powrót do strony głównej