|
powrót
do strony głównej
archiwum
StefanDetko:
kat
i ofiara

|
życiorysy:
Feliks
Adam Michnik
Od
redakcji: artykuł ten, starszej już daty, sklonowałem ze strony http://www.kki.net.pl/~npok/np5_1/list.htm
jako uzupełnienie mojego
artykułu Kat i Ofiara, bez wiedzy i zgody autora. StefanDetko.
Jednym z najważniejszych organów dzisiejszych czasów
są masmedia. To one kierują świadomością wielu Polaków, czyniąc z
nich ślepo posłuszny tłum, którym łatwo sterować i ogłupiać.
Wiadomości prasowe i telewizyjne stały się dziś niepodważalnymi
dogmatami. Warto zatem przyjrzeć się bliżej "bóstwom dzisiejszej
informacji". Zacznijmy zatem od redaktora naczelnego największego
dziennika w Polsce, Gazety Wyborczej, Adama Michnika.
Wywodzi się z rodziny o silnych tradycjach komunistycznych -
"liberalnej żydokomuny" , jak sam to określił w "Powściągliwości
i pracy".
Jego matka, Helena Michnik była działaczką Związku Niezależnej Młodzieży
Socjalistycznej "ŻYCIE". Organizowała również komunistyczne
harcerstwo "Pionier", została nawet za to aresztowana w 1925 r.
Helena Michnik była autorką obowiązujących w szkołach podręczników
historii. We wstępie do jednego z nich pisała: "Nie wystarczy np.
powiedzieć, że Kościół był główną podporą feudalizmu, trzeba to
udowodnić. Udowadniać będziecie w ten sposób: Kościół był główną
podporą feudalizmu ponieważ: 1) głosił, że władza królewska
pochodzi od Boga, a więc poddanym nie wolno się buntować; 2) karał klątwą
kościelną i śmiercią wszystkich występujących przeciwko panującym
stosunkom społecznym; 3) urządzał krucjaty przeciwko ruchom ludowym; 4)
zwalczał postępową naukę, gdyż podważała ona panujący ustrój; 5)
rozbrajał rewolucyjną walkę mas ludowych głosząc, że ci którzy
cierpią na tym świecie, będą zbawieni po śmierci itd."
Jeszcze w 1990 r. A. Michnik stwierdził w wywiadzie dla "Polityki
Polskiej": "Kiedyś prof. Manteuffel użył sformułowania, że
podręczniki dla młodzieży były w PRL-u konstruowane tak jakby pisał
je nieżyczliwy Polsce cudzoziemiec. Otóż podręcznik mojej matki - zwłaszcza
z perspektywy czasu i na tle innych książek tego typu - wolny jest od
takich paskudztw."
Ojciec, Ozjasz Szechter w II Rzeczpospolitej był wysokim działaczem
Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, która była autonomiczną częścią
Komunistycznej Partii Polski. Program KPP zakładał oderwanie od Polski
niektórych ziem m.in. Górnego Śląska i Pomorza. Z ruchem
komunistycznym związany był od czasów I wojny światowej. Adam Michnik
w książce "Między panem a plebanem" wspomina: "Rodzina
ojca to byli tradycyjni, religijni Żydzi. ... Jego ojciec był rzezakiem.
...On był pierwszym, który wystąpił z gminy. Dla komunizmu zerwał z
całą swoją tradycją. Wyrwał własne korzenie i odszedł do zupełnie
innego świata". Michnik wspomina, że ojciec wiarę w komunizm
stracił w 1936 r. po procesach moskiewskich. Jednak Szechter dalej należał
do ścisłego kierownictwa KPZU, sprawował funkcję instruktora KC.
Rodzice Michnika wojnę przeżyli na terenie Związku Sowieckiego. Jacek
Kuroń wspomina, że po wojnie zachowywali się oni bardzo przyzwoicie.
Szechter pracował jako redaktor w wydawnictwie "Książka i
Wiedza".
Jednak Jan Marszałek w książce "Jurczyk kontra Wałęsa"
podaje, że po 1944 r. Szechter pełnił funkcje kierownika wydziału KC
PPR ds. żydowskich, a także był zastępcą komendanta UB w Szczecinie.
Informacje podane przez Marszałka do tej pory nie zostały zdementowane.
Przyrodni brat Adama, Stefan Michnik ukończył z wynikiem bardzo dobrym
oficerską szkołę prawniczą Duracza. W 1951 r. został asesorem w
Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie. Później szef zarządu sądownictwa
zezwolił mu na przewodniczenie w rozprawach sądowych. Wchodził w skład
sędziowski w wielu procesach, m.in. w dziewięciu rozprawach procesu
Tatara. Sądził m.in. mjra Zefiryna Machalle i płka Maksymiliana
Chojeckiego , których skazano na karę śmierci. Uzasadnienie wyroku mjra
Machalli brzmiało: "...oskarżony kierował się nienawiścią do
mas pracujących narodu i wolą przywrócenia ustroju wyzysku i rządów
zdrady narodowej". Porucznik Michnik również osobiście nakazał w
1953 r. wykonanie wyroku śmierci na rotmistrzu Andrzeju Czaykowskim ,
cichociemnym i dowódcy batalionu "Ryś" w Powstaniu
Warszawskim. W 1956 r. awansował do stopnia kapitana, rok później sam
odszedł z wojska.
Adam Michnik w książce "Między panem a plebanem" mówi:
"Kiedy zapadały najgorsze wyroki, Stefan był dwudziestoparoletnim
człowiekiem, który niewiele rozumiał z tego, co się działo. Walono w
niego, żeby zdyskredytować mnie."
Siłą rzeczy, urodzony 17 października 1946 r. Adam Michnik nie mógł
być inaczej wychowywany niż na prawdziwego komunistę Duży wpływ na
poglądy Michnika wywarli rodzice. Matkę charakteryzuje jako niezwykłą
polską patriotkę dręczącą go swoim patriotyzmem: "w obrębie
historiografii marksistowskiej reprezentowała ona - w pewnym sensie -
skrajny ton patriotyczny, co z kolei mnie uwarunkowało negatywnie, budząc
szybko odruch buntu. Ponieważ podobnych rzeczy uczyłem się w szkole -
że w Polsce wszystko było najlepsze - więc zacząłem się interesować
marksizmem, Różą Luksemburg." Z domu wyniósł bardzo krytyczne
poglądy o Piłsudskim i II Rzeczypospolitej: "Nie upewniano mnie
nigdy w domu, że żyję w najlepszym ze światów, ale i nie wspominano
przy mnie, jak to dobrze było przed wojną. W tej niepodległej Polsce
byli ludzie biedni, poniżeni, skrzywdzeni i prześladowani. Komunistami
stawali się nie dla pieniędzy i posad rządowych, ale dla godnego życia.
Dlatego może nigdy nie przeciwstawiałem złej Polsce powojennej dobrej
Polski przedwojennej. I dziś zresztą tego nie robię Na moją ówczesną
wizję przedwojennej Polski kładł się ogromnym cieniem ten, który nią
rządził: Józef Piłsudski, dyktator odpowiedzialny za Brześć i Berezę,
twórca faszystowskiej konstytucji, wróg postępu."
W 1957 r. wstępuje do "czerwonego harcerstwa" Jacka Kuronia.
Okres walterowski wspomina z dużym sentymentem: "... nastrój
komsomolskich idealistów, ten klimat uniwersalizmu i zbratania tę pogardę
dla niechęci na tle rasowym czy plemiennym - znam to wszystko, nałykałem
się tego jako dzieciak w "walterowskim czerwonym
harcerstwie"... Nie umiem bez sentymentu myśleć o tej gromadce
dziewcząt i chłopców, która latem 1958 roku, w czerwonych chustach,
nawiedzała chłopskie zagrody śpiewając piosenki po rosyjsku i żydowsku.
Było w tym jakieś bezczelne wyzwanie rzucone potocznej mentalności, było
też jakieś głębokie niezrozumienie pokaleczonej narodowej pamięci,
ale była też i ta cudowna aura zbratania, dzięki której nikt z nas nie
czuł się w tym gronie intruzem. ... Nigdy potem nie miałem już tego
poczucia bezpieczeństwa, tej pewności, że nikt nikomu nie rzuci w
twarz: ty wstrętny Żydzie."
Wychowanie rodzinne oraz działalność w drużynie walterowskiej sprawiły,
że Adam wcześnie połknął politycznego bakcyla. W tym czasie przeżył
szok, wrócił przyjaciel ojca z dwudziestoletniego zesłania z Kolymy:
"... nagle dowiedziałem się, że przyzwoitych komunistów trzymali
na Syberii. Nie umiałem tego zrozumieć."
Jesienią 1961 r. Andrzej Berkowicz , wprowadził go na zebranie Klubu
Krzywego Koła. Kilka tygodni później Michnik bierze udział w pogrzebie
Henryka Hollanda: "Poszedłem tam przeciw władzy i przeciw władzy
śpiewałem tam Międzynarodówkę". Dzięki Berkowiczowi poznaje również
wtedy Jerzego Urbana , wówczas młodego dziennikarza krytycznie
nastawionego do rządów Gomułki. Michnik spotyka się jeszcze z ówczesnym
I sekretarzem komitetu uczelnianego Związku Młodzieży Socjalistycznej
Stefanem Mellerem oraz Aleksandrem Smolarem. Po tych rozmowach powstaje
przy uniwersyteckim ZMS Międzyszkolny Klub Dyskusyjny, zwany również
Klubem Poszukiwaczy Sprzeczności
W 1964 r. zdaję maturę i wyjeżdża na wycieczkę
Wieden-Monachium-Rzym-Paryż Spotyka się wtedy z włoskimi komunistami i
z francuskimi trockistami.
Jesienią rozpoczyna studia na wydziale historycznym UW. Włącza się w
działalność kółek samokształceniowych skupionych wokół
Modzelewskiego i Kuronia. Środowisko to nadal interesowało się ideologią
Trockiego: "...nie będę ukrywał, że coś mieliśmy wspólnego z
Trockim" - wspomina Michnik - "ale z syjonizmem nic, ...mieliśmy
kontakty z trockistami. Przyjeżdżali do Polski młodzi ludzie z SCR
(Liga Trockistowska), którzy mówili, że są zbuntowanymi marksistami
przeciwko stalinowskiej ortodoksji. Co było dla nas atrakcyjne w ich myśleniu
? To, że dzięki trockizmowi można było być zbuntowanym, antysowieckim,
a jednocześnie być komunistą-marksistą." Drugą ich cechą był
skrajny, wojujący ateizm: "W gronie komandoskim wciąż uważaliśmy
Prymasa za naszego przeciwnika" - mówi Michnik w książce "Między
panem a plebanem" - w gruncie rzeczy sojusznika Gomułki, zagrożenie
polskiej wolności i ostatnią podporę PZPR. "Uważałem, że
kardynał Wyszynski jest politykiem reakcyjnym, wstecznym i w gruncie
rzeczy jest to sojusznik Gomułki."
Dokładniej swoje poglądy z tamtych lat przedstawił w książce "Kościół,
lewica, dialog": "Uważaliśmy Kościół za zawadę na drodze
rozumu i postępu i nie przychodziła nam do głowy myśl o potrzebie
obrony praw obywatelskich ludzi Kościoła. Jak mogliśmy bronić swobód
religijnych skoro sądziliśmy, że są to po prostu swobody krzewienia
przesądów, magii i zabobonów, uważaliśmy religię za relikt epoki
zacofania i ciemnogrodu, sądziliśmy, że każdy człowiek wierzący, a
już z pewnością kapłan ma jakiś defekt osobowości, że - w gruncie
rzeczy - wiara, a tym bardziej kapłaństwo jest rodzajem duchowego
kalectwa."
Kiedy w marcu 1965 r. aresztowano Kuronia i Modzelewskiego, zatrzymani
zostali także związani z nimi studenci m.in. Blumsztajn, Michnik,
Nagorski, Kofman. Michnika zwolniono po dwóch miesiącach. Wysyła wtedy
na Zachód kopie "Listu...", jeden do "Kultury", drugi
do Ligi Trockistowskiej. Michnikowe argumenty W tym czasie Michnik zaczął
współpracować z tygodnikiem "Argumenty". Opublikował m.in.
wywiad z prof. Konstantym Grzybowskim o roli Kościoła Oto fragmenty tej
rozmowy:
Pyt.: Jak określiłby Pan Profesor stosunek Kościoła do rewolucji
socjalistycznej, jaka dokonała się w naszym kraju?
Odp.: Kościół rewolucję ludową przyjął wrogo, nie rozumiał na czym
polegała istota zmian w latach powojennych. ...
Pyt.: A jak Pan Profesor ocenia dzisiaj rolę Kościoła w Polsce ?
Odp.: Kościół jest nieraz "grupą nacisku" na społeczeństwo.
Rodzi to dwa rodzaje skutków. Na wsiach i w małych miasteczkach środowiska
klerykalne usiłują wytworzyć atmosferę presji, która uniemożliwia
normalne kształtowanie się postaw światopoglądowych. Pełna agresywności
polityka Kościoła rodzi zresztą niekiedy agresywną reakcję obronną.
Była to ostatnia publikacja Michnika w prasie pod własnym nazwiskiem,
wkrótce wydano zakaz drukowania jego artykułów. Pomógł mu wtedy Jerzy
Urban , który zamieszczał jego teksty pod pseudonimem w "Życiu
Gospodarczym".
Po wyjściu z więzienia Modzelewskiego i Kuronia komandosi aktywizują
działalność. W październiku 1967 r. Michnik razem z innymi komandosami
kolportują na uniwersytecie "ulotkę wietnamską":
"Bojownicy wietnamscy walczą o sprawę, która jest także naszą
sprawą: o prawo do rewolucji znoszącej niewolę społeczną i jej następstwo
niewolę narodową; o wolność od wyzysku dyktatury wewnętrznej i od
dyktatu wielkich mocarstw nad małymi narodami. W tej sytuacji my, polska
lewica, nie możemy milczeć!"
Na początku 1968 r. komandosi organizują demonstrację przeciwko zdjęciu
"Dziadów". W lutym 1969 r. skazano go na trzy lata. W wiezieniu
zmienia swoje poglądy: "...rozstrzygnęła się jakby sprawa mojej
tożsamości ideowej. Antysemityzm polskich komunistów to było coś, co
ostatecznie i na zawsze zerwało jakąkolwiek więź duchową z
komunizmem."
Na wolność wychodzi we wrześniu 1969 r. Otrzymuje zgodę na wznowienie
studiów jako na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Na początku
lat 70-tych Michnik dokonuje gwałtownego zwrotu w swojej działalności -
z wojującego ateisty przemienia się w żarliwego katolikofila. Razem z
Kuroniem nawiązuje bliższe kontakty ze środowiskiem katolickim:
Postawiliśmy sobie wówczas ponownie pytanie o Kościół katolicki. Czy
rzeczywiście jest tak, że ten Kościół jest tak reakcyjny jak myśleliśmy.
Studia kończy w 1975 r. W tym czasie staje się gwiazdą opozycyjnych
salonów warszawskich, pełni również funkcje osobistego sekretarza
Antoniego Słonimskiego. Uczestniczy także w seminariach z historii
najnowszej organizowanych w prywatnych mieszkaniach. Jednocześnie pomaga
w zbieraniu podpisów pod listami w obronie ówczesnych więźniów
politycznych
W maju 1976 r. Michnik i Kuroń zostali przyjęci przez Prymasa Wyszyńskiego
na audiencji. Peter Raina podaje, że zaproponowali oni współpracę
opozycji politycznej z Kościołem. Prymas Wyszyński odpowiedział
odmownie: "Kościół zawsze bronił interesów narodu i nie da się
wykorzystać do koniunkturalnych celów ugrupowań politycznych."
Po wydarzeniach w Radomiu otrzymuje zaproszenie od Jean-Paul Sartre'a .
Otrzymuje paszport i wyjeżdża do Francji: "władza uznała, że będę
dla niej mniej szkodliwy w Paryżu, niż w Warszawie" - tłumaczył
decyzję komunistów. Na Zachodzie nagłaśnia działalność Komitetu
Obrony Robotników, prowadzi także rozmowy z działaczami zachodniej
lewicy. Poznaje m.in. przywódców Komunistycznej Partii Włoch: "Będąc
na Zachodzie jakby na nowo zrozumiałem zachodnią lewicę. Poczułem się
człowiekiem lewicy, ale zachodniej, bo jednocześnie zrozumiałem, że w
Polsce te podziały nie mają sensu, że Polską rządzą inne podziały."
Spotkania z przedstawicielami zachodniej lewicy wywołują u niego
zafascynowanie eurokomunizmem. W opublikowanej w "Kulturze"
dyskusji z Gustawem Herling-Grudzinskim Michnik stwierdził: ...choć nie
utożsamiam się z eurokomunizmem, spoglądam na eurokomunistów z nadzieją.
"Do implantacji w Europie Wschodniej nadaje się zresztą zasadniczy
zrąb programu deklarowanego przez eurokomunistow. W madryckiej deklaracji
złożonej wspólnie przez Berlinguera, Carilla i Marchais, czytamy m.in.:
"Komuniści Hiszpanii, Francji i Włoch pragną działać w kierunku
zbudowania nowego społeczeństwa, przy wielości sił politycznych i społecznych,
w poszanowaniu, gwarancji i rozwoju wszystkich wolności kolektywnych czy
indywidualnych. ..." Niczego innego nie pragnę dla Polski."
Do Polski wrócił 2 maja 1977 r., dwanaście dni później został
aresztowany. Więzienie opuszcza w lipcu. W KOR-ze jest odpowiedzialny za
kontakty ze środowiskami intelektualnymi.
W połowie 1978 r. Michnik zaczyna wydawać kwartalnik
"Krytyka". Wchodzi także w skład kolegium Niezależnej Oficyny
Wydawniczej (NOWA). Bierze udział także w redagowaniu niezależnego
pisma literackiego "ZAPIS". Angażuje się w działalność
Towarzystwa Kursów Naukowych, wykłada historię najnowszą. W wyniku ciągłych
nalotów i represji w kwietniu 1979 r. zawiesił prowadzenie swoich wykładów.
W sierpniu 1978 r. uczestniczy na granicy polsko- czechosłowackiej w
spotkaniu korowców z działaczami KARTY 77.
Kiedy w sierpniu 1980 r. wybuchły strajki, Kuron chciał go wysłać do
Stoczni Gdańskiej: Jacek wierzył w moje myślenie polityczne. Jacek był
bardzo niespokojny, podobnie jak ja, ze tam w Gdańsku mają takie
awanturnicze idee. "Główna awanturnicza idea polegała na tym, że
mogą powstać niezależne i samorządne związki zawodowe. Jacek wiedział,
że w komuniźmie jest to niemożliwe. Ja też wiedziałem, że to jest
niemożliwe i dlatego miałem jechać do Gdańska do Stoczni, żeby im wytłumaczyć,
że nie ma sensu upierać się przy tym postulacie. Ściśle współpracuje
z Kuroniem, z którym tworzy nierozłączny tandem polityczny, zostaje
doradcą prezydium Regionu Mazowsze: Byłem w "S" w obrębie
frakcji anty-Wałesowskiej. Uważałem, że Wałęsa chce wprowadzić do
"S" taki model sułtański, dyktatorski.
W listopadzie 1981 r. razem m.in. z Kuroniem organizuje "zalążek
przyszłej partii politycznej demokratycznego państwa", Kluby
Rzeczpospolitej Samorządnej Wolność-Sprawiedliwość-Niepodległość -
była to odpowiedź na powołane wcześniej Kluby Służby Niepodległości,
o prawicowym charakterze.
13 grudnia zostaje internowany. Pierwsze miesiące przebywa w Białołęce.
Negatywnie wypowiadał się wtedy o twórcach stanu wojennego. W maju 1982
r. Michnik formułuje swoje propozycje programu wyborczego "Długi
marsz". W odróżnieniu od Kuronia sceptycznie zapatrywał się na możliwość
upadku władzy w wyniku gwałtownego wybuchu niezadowolenia społecznego.
Natomiast za główny problem polskiej polityki uznał ocenę sytuacji międzynarodowej.
Według niego niezależnie od zmian Polska zawsze pozostanie w sferze
uwagi Moskwy, dlatego będzie trzeba nawiązać normalne stosunki. Michnik
podkreślił także, że musi zakładać izolację WRON-y i PZPR, a zatem
postępujący upadek wiarygodności dotychczasowego systemu rządów, także
z sowieckiego punktu widzenia. "możliwa jest sytuacja, w której, z
kremlowskiej perspektywy, PZPR będzie zupełnie niewiarygodna, jej armia
niepewna i skłonna do buntów, a interwencja militarna w Polsce - zbyt
kosztowna politycznie". Na początku września 1982 r. Michnika i
innych internowanych działaczy KOR-u oskarżono o usiłowanie obalenia
ustroju PRL. Aresztowanych korowców osadzono w areszcie mokotowskim.
Proces rozpoczął się dopiero w lipcu 1984 r., jednak po jednym dniu
sprawę odroczono i już jej nie wznowiono. Kilka dni później władze ogłosiły
amnestię.
Pół roku później Michnik ponownie trafił do aresztu. 11 lutego 1985
r. m.in. z Władysławem Frasyniukiem i Bogdanem Lisem został aresztowany
w czasie spotkania w Gdańsku, na którym miano zastanawiać się nad wyjściem
z podziemia. Władze oskarżyły ich o "próbę wywołania niepokoju
publicznego". Proces odbył się na przełomie maja i czerwca,
Michnik został skazany na trzy lata. Komuniści byli szczególnie
wyczuleni na osobę Michnika, przez lata tworzyli wokół niego czarną
legendę Kiedy w lipcu ks. arcybiskup Jerzy Dąbrowski interweniuje u
Kiszczaka w sprawie uwolnienia Michnika, szef MSW odpowiedział: Sytuacja
Michnika jest specyficzna. Pisze listy do Wolnej Europy i ubliża mi. Uważa,
że go wciąż prześladujemy, specjalnie podajemy mu przypaloną zupę. A
przecież ma w celi telewizor i wszystko, co mu potrzebne. Latem 1986 r.
zostaje zwolniony. Jesienią 1986 r. wladze "S", w odpowiedzi na
ogłoszoną amnestię, postanowiły rozpocząć ujawnianie struktur
podziemnych Związku. Michnik wyjaśniał tę decyzję jako akt mający na
celu sprowokowanie procesu, w którym konflikt przeobrazi się w dialog.
W 1987 r. występuje z propozycją powołania, na bazie "S",
wielkiej monopartii - Polskiej Partii Solidarności.
Pomysł ten był lansowany szczególnie przez przyszłych działaczy UD i
UW. Rok później w sierpniu Michnik włącza się w organizację strajku
w Stoczni Gdańskiej. O manipulacjach Michnika w czasie tego strajku
wspominał również Jarosław Kaczyński w książce Teresy Torańskiej
"MY".
Jesienią 1988 r. władze sprzeciwiają się udziałowi Michnika i Kuronia
w obradach Okrągłego Stołu.
Oficjalnie był to powód odłożenia tych rozmów Już po rozpoczęciu
rozmów z komunistami Michnik skonstatował: "Widzę, że o sprawach
Polski zaczynamy mówić językiem, w którym się rozumiemy. Może
jeszcze nie do końca, ale...jest to już z pewnością ten sam
alfabet."
W tym czasie zaczął wyrozumiale traktować twórców stanu wojennego:
"Nie spierajmy się o ocenę 13 grudnia, ale miejmy świadomość, że
13 grudnia zaczęła się ... mniej czy bardziej zimna wojna domowa. I
chodzi o to, żeby tę wojnę skończyć. Potrzebne są do tego rozmaitego
typu akty, pociągnięcia, które wcale nie musza oznaczać ze strony panów,
że rezygnujecie ze swojej oceny tego co się stało 13 grudnia."
Zmienił również opinię o Jaruzelskim. Na spotkaniach przekonywał, że
jest to patriota i polityk z wyobraźnią, dlatego żałuje swoich
poprzednich ocen. W czasie rozmowy z Jerzym Urbanem, Michnik nie krył
zadowolenia z informacji, jaką przekazał mu rzecznik rządu: "gen.
Jaruzelski z uwagą i szacunkiem śledzi jego publiczne wypowiedzi na
rzecz porozumienia, które cechuje umiar i realizm."
Po zakończeniu obrad Okrągłego Stołu Michnik został redaktorem
naczelnym " Gazety Wyborczej ", opozycyjnego dziennika. Równocześnie
kandyduje, do sejm. W trakcie kampanii wyborczej odbywa sielskie spotkania
z Aleksandrem Kwaśniewskim, stara się o przyjęcie go do rządu.
Kiedy prof.Janusz Reykowski uzyskuje zgodę Jaruzelskiego, dzwoni do
Michnika i przedstawia mu propozycje nasz prezydent, wasz premier.Michnik
na lamach "GW" lansuje idee sojuszu z reformatorskim skrzydłem
PZPR: Sukces polityki reform wymaga od Polaków sojuszu wszystkich sił
reformatorskich, tych z "S" i tych z PZPR. W pozytywnym ułożeniu
stosunków Polski i ZSRR skrzydło reformatorskie z PZPR, tacy ludzie jak
gen. Wojciech Jaruzelski, czy pierwszy sekretarz KC Mieczysław F.Rakowski
mogą odegrać zasadniczą rolę. Innym problemem który po 1989 r. starał
się rozwiązać, był rzekomy polski szowinizm, nacjonalizm i
antysemityzm. Wielokrotnie przestrzegał, że nacjonalizm jest pułapką
dla demokracji: Nacjonalizm jest fałszywą reakcją na potrzebę niezależności,
która była gwałcona przez komunizm. Nacjonalizm jest reakcją
zdegenerowaną, ponieważ uraza do obcych kultur jest tu mocniejsza niż
troska o własną kulturę narodową .
Wiosną 1990 r. Michnik stwierdził, że największym zagrożeniem dla
demokracji w tym rejonie Europy jest ksenofobia, szowinizm: Bitwa rozgrywa
się miedzy liberałami spoglądającymi na zewnątrz a rzecznikami
obskurantyzmu, zapatrzonymi w swój własny kraj, którzy za bardzo
koncentrują się na odrodzeniu narodowej, przedkomunistycznej kultury
narodowej.
W kwietniu 1990 r. do archiwum MSW wchodzi tzw. komisja Michnika. Oprócz
szefa "GW" w jej skład weszli Andrzej Ajnenkiel, Jerzy Holzer,
Bogdan Kroll, swoją pracę zakończyła w czerwcu 1990 r. Antoni
Macierewicz stwierdził: O jej działalności wiadomo tylko tyle, że
została utworzona w bardzo dziwacznym trybie przy ministrze edukacji
narodowej i spraw wewnętrznych i działała półtora miesiąca. Członkowie
komisji, reprezentujący bardzo określoną opcję polityczną, mieli dostęp
do archiwów poza wszelkimi procedurami.
Jednoznaczna obrona elity komunistycznej, fascynacja Gorbaczowem oraz
bezpardonowy atak na próby sprawiedliwej oceny byłego systemu spowodowały,
że dawni znajomi nie mogli poznać nowego wcielenia.
O lustracji i dekomunizacji Michnik negatywnie wypowiada się do dzisiaj,
strasząc rozlewem krwi: "Gdyby w 1992 r. Macierewicz wygrał operację
lustracyjną bez - symbolicznie mówiąc - szubienic by się nie obeszło."
Zdaniem Michnika, również wobec zomowców z kopalni "Wujek"
należałoby zastosować amnestie: "Niechby ich osądzili, niechby
ich skazali wedle prawa, niech sprawiedliwość zostanie wymierzona, ale w
imię pojednania darujmy im kary."
Wkładem Michnika w procesie zacierania różnic z przeszłości jest wspólny
artykuł z Włodzimierzem Cimoszewiczem. Obaj autorzy zaproponowali podjęcie
dialogu na rzecz prawdy i pojednania: "Utrzymywanie się w kraju
bardzo silnej polaryzacji politycznej, w praktyce niemal eliminującej
jakikolwiek poważny dialog, przynosi wiele szkody."
Moim zadaniem nie jest oskarżanie ani ocenianie tej postaci. Czytelników
proszę aby sami wyciągnęli wnioski z powyższego życiorysu i
zdecydowali czy tej osobie można ufać i zastanowili się wobec kogo tak
naprawdę jest ona lojalna. Czy wobec Polski i Polaków?
powrót
do StefanDetko: kat i ofiara
|