now@ on-line  grudzień 2006

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 

Artur Zbrożyński

Sfinks polskich mediów

Od paru dni wciąż brakuje wiarygodnych dokumentów, aby odpowiedzieć na pytanie, czy Zygmunt Solorz był współpracownikiem służb cywilnych i wojskowych po roku 1985, to jest od momentu, kiedy w MSW oficjalnie zamknięto jego teczkę personalną. Nadal nie wiadomo, czy po 1989 roku utrzymywał kontakty z „wojskowymi”, co sugerują niektóre gazety. Ale prawdziwym problemem nie jest to, czy był, czy też nie był w służbach, tylko na ile wykorzystywał swoje imperium do „wspierania lewej nogi”. I zaraz pojawia się drugie pytanie – czy w ogóle udałoby mu się je stworzyć bez ich pomocy?

Co by nie mówić o Solorzu, to bardzo zdolny finansista, który umiejętnie wykorzystuje ludzi „z obu stron barykady”. Gdy zabiegał o poparcie Kościoła przy uzyskaniu koncesji, zrobił w 1993 roku z obecnego posła Samoobrony Ryszarda Czarneckiego szefa redakcji katolickiej (wtedy był on politykiem ZChN). Po uzyskaniu koncesji redakcja katolicka została rozwiązana, a Polsat zasłynął z emisji serii filmów Playboya, które choć bulwersowały hierarchów, to stale nabijały Solorzowi kabzę. Aby mieć za sobą lobby byłej opozycji, ściągnął na dyrektora programowego stacji Wiesława Walendziaka, związanego z gdańskim Ruchem Młodej Polski oraz z abp. Gocłowskim. Podobnie postąpił z byłym opozycjonistą Jarosławem Sellinem, byłym członkiem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, aktualnie wiceszefem resortu kultury w rządzie PiS. Choć obaj zapewniają, że gdy pracowali u Solorza nie było politycznych nacisków, to nie dodają, że tylko do czasu. Walendziak nie miał z tym problemów, bo po paru miesiącach pracy u Solorza został prezesem TVP S.A. Gorzej było z Sellinem, wieloletnim szefem „Informacji”, który w wąskim gronie nigdy nie krył, że zdecydował się, aby odejść ze stacji, gdyż Solorz domagał się od niego emisji „niekonfliktowych materiałów reporterskich”, takich jak wystawy psów itp. I wręcz zalecał dziennikarzom „Informacji”, aby nie zajmowali się takimi sprawami jak afery polityczne i korupcyjne. I w tym kontekście łatwiej możemy zrozumieć sukcesy TVN z „Faktami” oraz późniejszy transfer Lisa do Polsatu, który miał przywrócić stacji walor obiektywizmu. Ale tak się nie stało z bardzo wielu powodów.

Biznes i „Informacje”

Gdy chodziło o biznes Solorza lub jego udziałowców, nie oszczędzano reporterów „Informacji”. Warto przypomnieć, jak stronniczo w latach 90. dziennikarze Polsatu optowali za stworzeniem w Polsce montowni koreańskich samochodów Hyundai, ośmieszając przy tym w swoich materiałach wiceministra gospodarki Woźniaka. A ten był zwolennikiem inwestycji Daewoo na Żeraniu, gdzie był członkiem rady nadzorczej. Dlaczego Polsat „wybrał” Hyundaia?

Chodziło głównie o ambicje Dariusza Przywieczerskiego, szefa Universalu, który był największym zewnętrznym udziałowcem Polsatu. Jak doszło do aliansu Solorza z biznesmenem od lat związanym ze specsłużbami, beneficjentem kasy z FOZZ, który dziś jest ścigany za granicą listem gończym? Gdy w roku 1993 redakcja „Rzeczpospolitej” pisała o firmach Solorza, nie mogła w bilansach jego spółek doszukać się brakujących 200 miliardów starych złotych potrzebnych, aby ubiegać się o ogólnopolską koncesjĘ. Chodziło o dużą sumę na rzecz KRRiT oraz na dalsze inwestycje. Po latach wiemy, że Solorz te brakujące pieniądze dostał jako pożyczkę właśnie od Przywieczerskiego. Potem ta sama pożyczka została zamieniona na udziały i dzięki temu gigantyczne pieniądze z reklam dla Polsatu zasilały latami spółkę Ad Novo, wydającą również… „Przegląd” i „Trybunę”.

Ta lewicowa „manna z nieba” trwałaby pewnie po dziś dzień, gdyby nie fakt, że coraz gorzej prosperujący Przywieczerski zaczął zastawiać udziały „Polsatu” jako zabezpieczenie w różnych niebezpiecznych machinacjach finansowych. Gdy dowiedział się o tym Solorz, zmusił Przywieczerskiego do odsprzedaży udziałów jego spółki.

To nie jedyny typowy przedstawiciel establishmentu PRL z najbliższego otoczenia szefa Polsatu. Podobną postacią jest obecny szef PKOL, czyli Piotr Nurowski, przed laty szef warszawskiego komitetu wojewódzkiego PZPR, a potem dyplomata w Libii, i jak dziś lubi z dumą podkreślać, „osobisty przyjaciel Muamara Kadafiego”.

Solorz stosuje konsekwentnie zasadę, że jak ktoś mu pomaga w biznesie, to on o nim nie zapomina. Tak było w przypadku wiceprezydenta Wrocławia, który zgodził się, aby spółka Solorza – „Solpol” – miała „wakacje podatkowe” z uwagi na jego niemiecki paszport, który pozwolił Solorzowi na utworzenie polsko-niemieckiej spółki typu joint-venture. Co więcej, gdy Solorzowi zaczęło brakować środków na budowę wrocławskiego centrum handlowego, w cudowny sposób pojawili się na placu budowy archeolodzy, którzy „coś znaleźli”. Nikt potem nie słyszał, co to było, ale zgodnie z prawem inwestor zyskał pół roku zwłoki „na badania stanowiska”, co wykorzystał na zdobycie brakującego kapitału. Włodarze Wrocławia o tym wiedzieli, ale nie reagowali, choć wielu innych inwestorów miało dużą chrapkę na działkę budowlaną położoną blisko Starego Miasta. A dziś były wiceprezydent miasta jest w zarządzie Polsatu. Proste?

Dziwne koneksje

W otoczeniu szefa Polsatu pojawił się poseł Tadeusz Kowalczyk, którego podejrzewano o powiązania z polską mafią. Nie przypadkiem, gdy zginął w wypadku samochodowym (lipiec 1997), profesor Jadwiga Staniszkis żartowała ze studentami, że „choć Solorz stracił w tym wypadku jednego przyjaciela, to zyskał nowego w postaci… wicepremiera Tomaszewskiego” (szefa MSW z czasów AWS).

Polsat nie zawsze był politycznie obiektywny, jak dziś próbuje to sam przedstawić. Przed wyborami prezydenckimi w 1995 roku Piotr Nurowski – poza redakcją „Informacji” i widomości dyrektora programowego stacji, czyli Bogusława Chraboty – zdecydował o nocnej emisji filmu o Lidze Republikańskiej, która została w nim pokazana niczym oddział szturmowy NSDAP, szkalujący biednego „Olka”. To nie przypadek, że po latach prezydent Kwaśniewski mu się zrewanżował, zamieniając na Nurowskiego swojego dotychczasowego faworyta Stanisława Paszczyka – skompromitowanego postawą naszych sportowców na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach.

I odwrotnie. Gdy prezydencki minister Dariusz Szymczycha był w niełasce u „prezia”, dostał intratną posadę szefa „Informacji”. Traktował to lekko i rzadko się pojawiał w newsroomie. Gdy Szymczycha „wkradł się” kolejny raz w łaski Kwaśniewskiego, w te pędy opuścił pokład Polsatu. Takich postaci mniejszego kalibru głównie z PSL i SLD kręciło się pełno po firmie Solorza. I każdy kto zna tę stację, dobrze o tym wie. Pamiętajmy, że to TVN zdecydował się jako pierwszy w Polsce puścić materiał filmowy z wyczynów pijanego Kwaśniewskiego w Katyniu. Polsat zrobił to dopiero parę dni po swoim konkurencie, a TVP za czasów „towarzysza” Kwiatkowskiego nie zrobiła tego nigdy...

Skromne początki

Dziś mało kto pamięta, że kariera Solorza rozpoczęła się od małej firmy handlowej w Radomiu, która specjalizowała się w sprowadzaniu do Polski Trabantów z silnikiem od Polo oraz rumuńskich aut Oltcit. Do tego jako zyski dochodziły różne spekulacje finansowo-przelicznikowe dotyczące rubli transferowych (byłego RWPG).

Nie były to wielkie kwoty, ale po latach sprawiły, że Solorz ubiegł konkurencję w planach stworzenia pierwszej w naszym kraju ogólnopolskiej telewizji komercyjnej. Patent na ten biznes był dość prosty: program do Polski nadawano za pomocą satelitarnego nadajnika dzierżawionego w Holandii. Co więcej, z czasem Solorz stworzył namiastkę (nagrywanego) serwisu informacyjnego, który miał w przyszłości stać się konkurencją dla publicystyki i „newsów” TVP. I tak podczas przesłuchań w KRRiT Solorz dysponował przewagą nad Walterem – miał już działającą, choć wciąż „chałupniczą” telewizję z konkurencyjnym wobec TVP serwisem informacyjnym oraz wsparciem Kościoła i środowisk byłej prawicowej opozycji, a w cieniu także byłych członków PZPR. Tymczasem jego rywal Mariusz Walter, choć „zjadł zęby na telewizji” – jako twórca „Studia 2” w reżymowej Telewizji Polskiej w latach 70. – nie miał ani studia, ani serwisów, ani satelitarnych nadajników, ani równie potężnego wsparcia wśród politycznych elit.

I tak po latach Solorz zarabiał krocie na reklamach, a pieniędzy nie inwestował w telewizję, tylko w fundusz emerytalny, stację telewizyjną na Litwie, udziały w Elektrimie, Inwest Banku itp. Dziś jego majątek szacuje się na 1 miliard USD, ale właśnie brak znaczących inwestycji w Polsat spowodował, że TVN coraz częściej wygrywa rywalizację ze stacją Solorza. Każdy kto go zna, wie, że w przeciwieństwie do Waltera zawsze traktował swoją telewizję tylko jako „dojną krowę” dla finansowania innych przedsięwzięć. Dziś, gdy potrzebuje gotówki na walkę o Polskie Sieci Energetyczne i Elektrim (chodzi o Erę GSM) nie rezygnuje z pomysłu odsprzedaży udziałów, choć unika jak ognia wejścia na giełdę. Dlaczego? Sprawa jest prosta: jego medialno-finansowy holding musiałby być zmuszony do regularnego publikowania wyników finansowych, które podlegałyby weryfikacji ze strony Komisji Nadzoru Finansowego. A tego po prostu nie chce. Dlatego coraz częściej mówi się, że po przejęciu przez niemieckie wydawnictwo Bauer AG radia RMF FM, do podobnego kroku szykuje się także pochodzący z Niemiec holding medialny Axel Springer AG, który zamierza kupić udziały w Polsacie. Jeśli tak się stanie, Solorz wykorzysta zdobytą w ten sposób gotówkę do dalszych inwestycji w polską energetykę, pozostawiając los Polsatu w rękach inwestora z Niemiec. Czas pokaże, czy tak się stanie.

powrót do strony głównej


now@ on-line miesięcznik polityczny Internautów http://nowaonline.strefa.pl