|
||||
|
|
Zygmunt Jan Prusiński Tryptyk wigilijny W MROCZNI SŁÓW JEST GNIAZDO BOGA Ile razy pomyślę o Bogu, to nigdy nie o tym nowo-narodzonym. Są wierne przymierza starych przyjaciół; kto może się przyznać że w takim gronie bywa nie tylko od okazji? Moja Wigilia jest uroczysta wierszem - częstuję (mój otwarty świat) miodem i śliwkami, plackiem nadziewanym grzybami, sałatką ze specjalnych roślin. Jest kolęda z nowymi słowami, po swojemu spisuję dzieje w moim miasteczku nad samym morzem. Ustka podkrada się bliżej okna, taka ciekawa jest wydarzeń w moim samotnym domu z obcasami do tańca - gdzie nikt nie tańczy. GWIZD LOKOMOTYWY I TWÓJ BLUES Spopielałe symptomy marazmu spijają pacierze zadyszanego człowieka w świetle ojczyźnianych wrót domu. Daleki emigrant nie wraca do Polski - zabrakło mu na samolot trochę dolarów. Zostaje w dużym mieście z kwiatem pamięci, o ojcu i matce przy świątecznym stole. Taki scenariusz przenosi przez Atlantyk, że teraz ciężej mu na Boże Narodzenie. Pamiętajcie jeszcze niezmęczeni, każdy ma swój dzwonek odejścia. To taki blues spod nuty gitary - nawet gwizd lokomotywy znajomy nie sprzyja tym obrazom nafaszerowanym, sztucznym gwiazdkom na śniegu... ŚWIERKOWY ZAKRĘT CZASU Sianko i mały Jezus w glinianej stajence nie rozumie że królem biednych jest. Zwierzęta same z ciekawości zaglądają, co z niego wyrośnie - tylko plotki czas przekazuje a wyrocznia na harmonijce ustnej gra. Wiatr uniżony klaszcze dolnymi partiami; jest cicho i szlachetnie - a gwiazda północna rozkłada skrzydła do dalekiej podróży. Za czym okrąży kule ziemską, Chrystus wyrośnie na młodzieńca. Już wówczas będzie nawoływał o prawo dla słabych ludzi. Lubię świerkowe szlaki - może ten zapach jodłowy zostawia mi z serca sam... Bóg. 18.11.2005. Ustka
NA STOKU GÓR URWISKO KRZYCZY śp. ks. Jerzemu Popiełuszce Jerzy, wyjdź stamtąd, nie chowaj (bólu życia), wiem, oni ci zabrali, w młodym wieku odkupienia. Spójrz z lotu ptaka na nas, na żebraków dzieci wolności, spójrz po prostu na Polskę ukochaną. Ogrodów miłości nie ma, a z tawerny wychodzi człowiek poddany pokusom, i wiatr go nie chce, i róże go nie chcą – nawet pies skulony ucieka. Jerzy, poróżnili nas w stadzie Solidarności – prysła bańka mydlana, to fakt wolność jest odkupieniem niewoli, ale czym się różni ta wolność od tamtej niewoli – cisza się wylewa. Tylko duch idzie schodami ku górze, i woła, i woła, a naród na biało ubrany maluje czarne krzyże; bo tylko krzyże mówią, nie ludzie. 9 grudnia 2006 – Ustka * * * Od autora: Choć ten wiersz dedykowany jest ks. Jerzemu, to nie zapominam o wszystkich ofiarach stanu wojennego, w kraju i za granicą. Każdy z nas nosi (kamyk tamtych dni)... Junta wojskowa zbrodniarza Jaruzelskiego i zbrodniarza Kiszczaka, przez 25 lat od tamtego czasu nie jest w ogóle rozliczona. Winni tych zbrodni – w nagrodzie – otrzymują od narodu w dalszym ciągu emerytury, przy których godnie sobie żyją, a naród boryka się z codzienną egzystencją, by przeżyć jak najskromniej w ciszeniu. Jeśli człowiek nie może mi odpowiedzieć, to zapytuję Boga, gdzie jest granica przyzwoitości? Czy słaby naród, za zbrodniarzy ma odbywać pokutę sumienia? Gdzie jest granica rozsądku, wreszcie, gdzie jest ta społeczna sprawiedliwość zadośćuczynienia? Jeśli tak w Polsce ma wyglądać „sprawiedliwość”, to ja bałbym się odpowiedzieć, że Polska jest wolną cywilizacją. Zygmunt Jan Prusiński |
|||