now@ on-line  grudzień 2006

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 

Adam Maksymowicz

Bez złudzeń i niedomówień

Pogarszające się w ostatnich latach polsko – niemieckie relacje mają też swoje mało dostrzegalne pozytywne strony dla obu partnerów. Po prostu przestano udawać, jak miało to przedtem miejsce, że jesteśmy już przyjaciółmi, których po prostu nic już nie dzieli. Jak wiadomo ukrywanie problemów, rodzi nowe komplikacje z reguły gorsze niż poprzednie. I z tego punktu widzenia wyrażenie polskich pretensji i zarzutów oraz negatywnych na ten temat niemieckich opinii uważam za rzecz potrzebną i pozytywną, w dłuższej perspektywie wiodącą jednak do wzajemnego porozumienia. Będzie ono tym trwalsze im lepiej będą obie strony uwzględniać wzajemne interesy, opinie, doświadczenia i poglądy.

Skazani na siebie

Pomimo tragicznej przeszłości Polska i Niemcy są skazani na współpracę, która wynika zarówno ze wzajemnego sąsiedztwa, jak i z przynależności do UE i NATO. Zdawałoby się, że jest to oczywistość, która nie powinna podlegać nawet dyskusji. Tak jednak nie jest, gdyż nie są to równorzędni partnerzy pod względem gospodarczym, militarnym, a przede wszystkim demograficznym. Różnica ta powodowała, że stosunki te od strony niemieckiej miały charakter mecenatu i protekcji. O ile jedne rządy w Polsce były z takiego stanu zadowolone i uważały je za wzorcowe, to inne, a szczególnie te ostatnie uznały je za niedopuszczalne. Wyrwanie się na równoprawne, suwerenne i niezależne postępowanie budzi u naszych zachodnich sąsiadów zaniepokojenie, gdyż zamiast słuchania dobrych rad, stawiamy wymagania, które muszą być w jakimś stopniu uwzględnione. Dotyczy to przede wszystkim zamknięcia wszystkich spraw związanych z zakończeniem drugiej wojny światowej. Wysuwanie ze strony niemieckiej nieoficjalnych pretensji majątkowo – terytorialnych związanych z funkcjonowaniem w niemieckiej konstytucji art. 116 o istnieniu Niemiec w granicach z 1937 roku jest tego namacalnym tylko dowodem. Choć kolejne niemieckie rządy oficjalnie odcinają się od bardzo silnych politycznie organizacji przesiedleńczych wysuwających tego rodzaju pretensje, to nieoficjalnie finansują ich poczynania. Są też do załatwienia sprawy bieżące, jak uznanie polskiej mniejszości narodowej w Niemczech, otwarcie niemieckiego rynku pracy, czy też sprawa rosyjsko – niemieckiego rurociągu gazowego po dnie Bałtyku omijającego Polskę. Przykładowo tylko te problemy muszą zostać w najbliższej przyszłości rozwiązane i uzgodnione z korzyścią dla obu krajów.

Niemiecki interes

Wszystko wskazuje na to, że Niemcy pragną nadal odgrywać kluczową rolę w UE, ale również mieć bardziej znaczącą pozycję niż dotychczas na świecie. Wszelkie konflikty z Polską nie sprzyjają realizacji tego zamiaru. Ich wyciszeniem, a nawet załatwieniem wielu spornych problemów mogą być oni żywotnie zainteresowani. Warunkiem jest jednak nie tylko twarda polityka w stosunku do naszego zachodniego sąsiada, ale też prowadzenie umiejętnych rozmów dyplomatycznych na ten temat. Nasze szanse w rozmowach tych są bardzo duże pod jednym wszakże warunkiem, że na wszelkie niemieckie prowokacje ze strony niemieckich popłuczyn politycznych w rodzaju Eriki Steinbach, czy też Rudiego Pawelki, polski rząd nie podejmie z nimi jakiejkolwiek dyskusji, będzie natomiast rozmawiać na ten temat tylko i wyłącznie z rządem niemieckim i to za pośrednictwem dyplomacji, a nie publicznych oświadczeń. Te ostatnie są najbardziej pożądanym towarem przez prowokatorów, gdyż stawiają ich w równej płaszczyźnie z naszymi władzami, dla których w niemieckiej opinii publicznej stają się partnerami usiłującymi coś ugrać od polskiej strony. Niemcy mają zbyt wielkie apetyty na efektowną politykę międzynarodową, aby strategiczne swoje cele poświęcać na rzecz przesiedleńczych awantur. Niestety, jeżeli rząd polski będzie w tych sprawach ulegał prowokacjom, to Niemcom nie pozostanie nic innego, jak tylko wspierać przesiedleńców i ich szaleńcze pomysły. Bo lepiej chociaż to ugrać od strony polskiej, jeżeli niemożliwe jest porozumienie w dużo ważniejszych dla nich sprawach.

Izrael i Francja

Te właśnie dwa państwa są przykładem możliwości porozumienia się z Niemcami. Morze zbrodni, do jakich dopuścili się Niemcy w czasie drugiej wojny światowej względem społeczności żydowskiej, ulega powoli zatarciu i nie wywołuje żadnych wzajemnych reperkusji w bieżącej polityce pomiędzy tymi państwami. Można powiedzieć, że przykład ten nie jest możliwy do zrealizowania przez Polskę, ze względu na nieporównywalną rolę środowisk żydowskich w biznesie i światowej polityce. Francja jest tu bardziej godna naśladowania. W dwóch kolejnych wojnach światowych zrujnowana, pobita i upokorzona, umiała jednak znaleźć sposób na porozumienie się z Niemcami. Nie sądzę, aby i dziś wszystko między tymi krajami układało się idealnie, ale w mediach i w wystąpieniach polityków o wzajemnych pretensjach nie ma ani słowa. Załatwia się je nie na forum publicznym, lecz w ciszy gabinetów dyplomatycznych, gdzie można sobie pozwolić na stanowcze i bezwzględne stawianie spraw zakończonych z reguły wzajemnymi kompromisami, o których opinia publiczna dowiaduje się już post faktum.

Polska opinia publiczna

Jej rola we wzajemnych relacjach polsko – niemieckich jest nie do przecenienia. To ona za pomocą różnego rodzaju stowarzyszeń i innych organizacji pozarządowych powinna reagować na to wszystko co dzieje się u naszego zachodniego sąsiada. To ona powinna zauważać prowokacje niemieckich przesiedleńców i podobnych ruchów społecznych w Niemczech, żądając od polskiego rządu odpowiednich kroków w stosunku do swoich rządowych partnerów po przeciwnej stronie. Tymczasem istnieje ona w formie szczątkowej. Jedynym opiniotwórczym gremium w tym zakresie jest tylko Polskie Powiernictwo z jej prezesem senatorem Dorotą Arciszewską – Mielewczyk. Pozostałe organizacje zajmujące się sprawami polsko – niemieckimi są zaledwie dostrzegalne, dotyczy to np. jeszcze przedwojennego Towarzystwa Obrony Kresów Zachodnich, czy też „Polski Śląsk” na czele z dwoma senatorami Jadwigą Rudnicką i Bronisławem Korfantym. Faktem jest, że kolejne rządy nie dostrzegają ich roli, a bywa nawet, że wytaczają przeciwko nim najcięższe działa swojej artylerii dyplomatycznej. O tym, że rząd mógłby korzystać ze społecznie zaangażowanego doradztwa, a nawet je wspierać choćby przez prestiżowe spotkania i wspólne dyskusje nie ma na razie nawet o tym mowy. Rzeczą charakterystyczną jest funkcjonowanie tego rodzaju opinii publicznej u naszego zachodniego sąsiada. Oburzamy się kiedy Prezydent RFN, lub inni dygnitarze biorą udział w tego rodzaju spotkaniach, a sami ani nie chcemy, ani też nie widzimy sensu prowadzenia dyskusji ze środowiskami specjalizującymi się w problematyce polsko – niemieckiej. Działa tu stara zasada, że nie ma powodu do tego rodzaju spotkań, kiedy rządzący i tak wszystko wiedzą lepiej, więc zapewne szkoda tylko czasu i atłasu. W ten sposób niemiecka opinia publiczna, która nieporównanie mniej interesuje się sprawami międzynarodowymi i polsko – niemieckimi jest stale dowartościowywana, wysłuchiwana i szanowana. Tak to pogardzanie własnymi rodakami oddaje przysługę naszym partnerom, aby nie powiedzieć, że przeciwnikom. Częścią tej opinii jest wielonakładowa prasa, która prawie w całości opanowana jest przez obcy kapitał realizujący przy jej pomocy własne cele polityczne.

Germanizacja na własne życzenie

To, że każdy kraj pragnie upowszechniać swój język, kulturę i swoje tradycje jest czymś całkowicie naturalnym. Czym innym jest jednak promocja własnych osiągnięć i zwyczajów w sąsiednim kraju, a czym innym nadawanie tym działaniom cech trwałości i niezmienności. Na zachodzie Polski przykładem takiego działania jest miasto Wrocław. Inicjatywy bardzo popularnego w mieście prezydenta i rady miasta w kierunku powrotu do przedwojennych nazw nie wywołują tu żadnej reakcji. Zmianie tej uległa nazwa położonego w centrum miasta kina „Śląsk” na niemiecki „Capitol”, podobnie największy widowiskowy obiekt miasta zmienia nazwę z „Hali Ludowej”, na swój dawny niemiecki odpowiednik „Hali stulecia” (Hunderjahrhale). Wszystko to przebiła jednak uroczystość 88 rocznicy odzyskania niepodległości, jaka odbyła się pod pomnikiem Ofiar Stalinizmu we Wrocławiu z udziałem młodzieży zrzeszonej w organizacji „Zadruga”. Kilkadziesiąt osób przybyło ubranych w czarne stroje ochroniarzy z licznymi czerwonymi sztandarami na których widniały ogromne, z daleka nawet widoczne, dwie prostopadle skrzyżowane litery „Z” w formie stylizowanej swastyki. Przed pomnikiem stanęły poczty sztandarowe z czarnymi chorągwiami ze swastykami podobnej wielkości. Całość imprezy chroniła policja, która nie reagowała na bądź, co bądź zakazane w Polsce symbole totalitaryzmu i zbrodni z czasów ostatniej wojny światowej. Należy się domyślać, że manifestacja ta była legalna, miała zezwolenie odnośnych władz i związaną z tym ochronę stróżów porządku publicznego. Te nie zawsze sympatyczne symbole germanizacji podjętej na własne życzenie, są postrzegane po stronie niemieckiej jako zanik polskości na tych ziemiach. Ten zanik powoduje, że strona niemiecka coraz mniej liczy się też z polskim zdaniem, lub uważa je często za stanowisko propagandowe, nie mające pokrycia w rzeczywistości. Krótko mówiąc, kto sam siebie nie szanuje, nie może wymagać aby szanowali go inni.

Polski interes

Potrzebujemy równoprawnego porozumienia z Niemcami. Zamknięcie wielu historycznych kwestii jest nam pilnie potrzebne. Potrzebujemy na każdej naszej granicy przyjaciół, a jeżeli jest to niemożliwe to przynajmniej lojalnych względem siebie partnerów. W stosunku do Niemców ten ostatni cel jest możliwy do osiągnięcia pod warunkiem skojarzenia polskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej. Niestety, aktualnie tak nie jest i pora jest najwyższa aby twarde stanowisko naszej polityki zagranicznej wsparte było aktywną polityką wewnętrzną, nie pozostawiającą żadnych złudzeń i niedomówień, co do stanowiska polskiej opinii publicznej w tej sprawie.

Myśl! 32

powrót do strony głównej


now@ on-line miesięcznik polityczny Internautów http://nowaonline.strefa.pl