|
||||
|
|
Joerg Guido Huelsmann Rothbardiańska interpretacja najnowszej historii monetarnej (część 1) Niniejsze dzieło Murraya Rothbarda kończy się analizą międzynarodowego systemu walutowego, jaki istniał w połowie lat siedemdziesiątych. Poniżej chcemy zarysować jego dalszy rozwój (stan na rok 1999). Musimy przy tym po części cofnąć się trochę dalej i zająć się bliżej niż Rothbard teorią konkurujących pieniędzy fiducjarnych, która jest zasadnicza dla zrozumienia minionych 25 lat. 1. Istota nowych międzynarodowych instytucji monetarnych. Mistrzowskie przedstawienie historii walutowej przez Rothbarda uświadamia nam ciągle podstawowy aksjomat teorii pieniądza, że ilość pieniądza jest nieznacząca dla stosunków handlowych. Każda dowolna ilość pieniądza wystarcza, aby sprzedać dowolną ilość dóbr i usług. Większa ilość pieniądza powoduje jedynie, że dobra i usługi sprzedawane są po wyższych cenach (na wyższym poziomie cen), podczas gdy mniejsza ilość pieniądza spełnia tę samą funkcję przy niższych cenach. Dla konsumentów wysokość poziomu cen jest obojętna. Jeśli w obiegu jest mniej pieniędzy, ich dochody pieniężne są mniejsze, ale niższe są również ceny dóbr konsumpcyjnych. Odpowiednio, większej ilości pieniądza w obiegu towarzyszy wyższy dochód, ale także wyższe ceny dóbr konsumpcyjnych. Dla dochodu realnego nie ma to oczywiście żadnego znaczenia. Dokładnie tak samo wygląda to z perspektywy przedsiębiorców. Dla sukcesu w przedsiębiorczości poziom cen jest całkowicie pozbawiony znaczenia. Decydujące jest raczej rozbicie cenowe pomiędzy cenami zakupu i cenami sprzedaży (tj. różnica między nimi – red.). Odnoszące sukcesy przedsiębiorstwa cieszą się wystarczającym rozbiciem cenowym, podczas gdy rozbicie cenowe przedsiębiorstw nierentownych jest za małe lub nawet negatywne. Duże i małe, pozytywne i negatywne rozbicia cenowe występują zaś, rzecz jasna, przy każdym poziomie cen. Im większa ilość pieniądza, tym wyższe ceny kupna i sprzedaży, a im mniejsza, tym niższe są ceny kupna i sprzedaży. Zatem, jeśli ilość pieniądza jest bez znaczenia dla swojego właściwego celu – stosunków handlowych – to jak to się dzieje, że poświęca jej się tak dużo uwagi w nauce i praktyce politycznej? Dlaczego istnieją takie instytucje walutowe jak Bundesbank lub Międzynarodowy Fundusz Walutowy, których główna funkcja polega na regulacji i dystrybucji ilości pieniądza? Rothbard pokazuje nam, że powinniśmy patrzeć nie na ilość pieniądza jako taką, lecz na zmiany ilości pieniądza. Zmiany ilości pieniądza są wprawdzie nieistotne dla funkcji wymiennej pieniądza, ale towarzyszy im z konieczności redystrybucja. Kiedy zwiększa się ilość pieniądza, to nowa moneta dostaje się na początku w ręce jedynie kilku nielicznych uczestników rynku i stąd rozchodzi się stopniowo do innych. Pierwsi odbiorcy dodatkowego pieniądza mogą teraz nabyć więcej istniejących dóbr aniżeli byłoby to dla nich możliwe w innym przypadku. To musi obciążyć późniejszych odbiorców, którzy mogą nabyć teraz już tylko mniej. Jednym słowem: Zmiany ilości pieniądza nie mają wprawdzie żadnego wpływu na jego usługi jako środka wymiany, ale zmieniają przepływ dochodu w społeczeństwie. To ten fakt od dawna stanowił dla rządów wszystkich krajów pokusę, by przejąć kontrolę nad produkcją pieniądza i kierować jego dystrybucją w swoim interesie. Od Rothbarda dowiadujemy się, jak dziś państwo, po długich stuleciach, osiągnęło ten cel w stopniu zupełnym. O ile pieniądz był kiedyś pieniądzem z metalu szlachetnego i jego produkcja była w ten sposób ograniczona przez bardzo wąskie naturalne granice, tak dzisiaj jest pieniądzem fiducjarnym (najczęściej w formie pieniądza papierowego) (2), którego podaż może zostać w każdej sekundzie zwiększona tysiąckrotnie przez samowolę jego producenta (władzy walutowej). Niektórzy uprzywilejowani obywatele lub grupy wzbogacają się przez to na koszt wszystkich innych. Nie trzeba wiele fantazji, aby wyobrazić sobie, jakie znaczenie dla kierowania strumieniami dochodu mają współczesne władze walutowe. W nieskrępowanej gospodarce rynkowej to decyzje kupna konsumentów określają, jakie produkty i w jakich ilościach mogą być produkowane rentownie. W demokracji rynkowej tylko konsumenci ostatecznie decydują, komu i jaki dochód przypadnie. Jednak władze walutowe ingerują w ten proces i częściowo go anulują. Poprzez praktycznie darmową produkcję dowolnie dużych sum nowego pieniądza podtrzymują przy życiu przynoszące straty przedsiębiorstwa. Stwarzają „płynność”, która osłabia proces selekcji. Prasa drukarska tworzy także „płynność” pozwalającą na pozór bezgranicznie rosnąć zadłużeniu państwowemu i rynkowi akcji. Krótko mówiąc: Pieniądz papierowy jest najważniejszym instrumentem wspierania i zachowania uprzywilejowanych interesów, co oznacza praktycznie zawsze: interesów establishmentu. Pieniądz papierowy nie tylko czyni bogatych bogatszymi, a potężnych potężniejszymi, aniżeli mogliby oni być przy czysto dobrowolnym poparciu swoich współobywateli. Przeszkadza rynkowi i kartelizuje go, a także jest dla państwa manną z nieba, dzięki której może ono ciągle rosnąć na koszt swoich poddanych. W zakresie międzynarodowym pieniądz papierowy zmienia tylko formę, w której się pojawia, ale nie swą istotę narzędzia nieuzasadnionego bogacenia się. Wszystkie systemy pieniądza papierowego są tworami państwowymi, a rozwój międzynarodowych systemów walutowych jest kontynuacją wewnątrzpaństwowej polityki redystrybucji innymi środkami. Dokładnie tak jak narodowe systemy walutowe zostały stworzone po to, by dostarczać ciągłych korzyści każdorazowo najbardziej politycznie uprzywilejowanym grupom na koszt wszystkich innych obywateli, tak pewne instytucje międzynarodowe (EMU, EBC, MFW itd.) zostały powołane do życia, by te korzyści dla politycznej i administracyjnej kasty utrzymać i umocnić. Rozwój ostatnich lat przybliżył nas przy tym znacząco do nowego porządku światowego, do jakiego dąży wpływowa grupa keynesowsko zorientowanych polityków, przedsiębiorców i intelektualistów w Europie, Japonii i USA. Chodzi o zakrojony na wielką skalę projekt, w którym międzynarodowe stosunki gospodarcze regulowane będą już nie przez prywatne umowy, lecz międzynarodową biurokrację. W nowym porządku światowym powinna być tylko jedna waluta światowa i tylko jedna światowa policja, która zajmie się przeforsowywaniem rozporządzeń jednej międzynarodowej biurokracji. (3) Plany te, będące dla Rothbarda w 1990 roku jeszcze ponurą melodią przyszłości, zostały już po części urzeczywistnione. Jako pierwszy element pięknego, nowego świata powstała na początku lat 90. Międzynarodowa Organizacja Handlu (WTO), która zastąpiła międzypaństwowe uzgodnienia handlowe w ramach GATT. Z początkiem roku 1994 wszedł w życie północnoamerykański „układ wolnego handlu” a na początku 1999 Europejski Bank Centralny. Brukselska Komisja Europejska zyskuje coraz więcej wpływu i daje się poznać jako jądro przyszłego europejskiego rządu centralnego. Światowy bank centralny nie jest jeszcze wprawdzie na porządku dziennym, jednakże mógłby to być następny krok, gdy tylko w Europie znikną ostatecznie waluty narodowe. Rdzeń takiej instytucji mógłby znajdować się w istniejącym już Banku Światowym w Waszyngtonie, D.C., który od dawna szuka sobie sensownego zadania. (Dotychczas sztucznie utrzymywał za sterem skorumpowane rządy w Trzecim Świecie poprzez dostarczanie im kredytów z kieszeni zachodniego podatnika. Tym okupiona została podczas zimnej wojny współpraca militarna finansowanych władców. Od tej pory jego zadanie polega na punktualnej liberalizacji handlu zagranicznego, co z reguły wychodzi na dobre przedsiębiorstwom z dobrymi kontaktami w Banku Światowym.) Jakkolwiek tendencja do nowego porządku światowego daje się łatwo rozpoznać, nie możemy się zadowolić postrzeganiem jej jako skutku międzynarodowej konspiracji. Każde planowe działanie jakiejś grupy polega w pewnym sensie na „konspiracji”. Ale ukazanie jedynie tego, iż pewni ludzie mają interes w konkretnym rozwoju zdarzeń, nic jeszcze nie wyjaśnia. Trzeba także pokazać, dlaczego ci ludzie zdołali skutecznie postawić swoje interesy naprzeciw wszystkim innym interesom. Jakie były obiektywne warunki tego, że zwolennicy keynesowskiego nowego świata w ciągu ostatnich 25 lat zdołali odnieść tak wielkie sukcesy? Poniżej chcemy odpowiedzieć na to pytanie. 2. Powstanie Europejskiego Systemu Walutowego. Po załamaniu się systemu z Bretton Woods i klęsce Umowy Waszyngtońskiej (ang. Smithsonian Agreement) w roku 1973 banki centralne krajów zachodnich działały przez pewien czas całkowicie nieskrępowane. Drukowały pieniądze, którymi opłacane było eksplodujące państwo dobrobytu i nierentowne państwowe lub finansowane przez państwo zakłady. Banki centralne przyznawały bankom komercyjnym owe bardzo „elastyczne” linie kredytowe, na podstawie których banki mogły udzielać coraz większych kredytów państwu, regionom i gminom. To były złote dni dla uprzywilejowanych przez państwo interesów gospodarczych na Zachodzie (w Niemczech szczególnie: banków, górnictwa, przemysłu samochodowego, urzędników, budowy dróg, związków zawodowych i koncernów farmaceutycznych). Wystąpiły też jednak skutki uboczne, które z punktu widzenia tych i innych grup były nadzwyczaj przykre. Po pierwsze, inflacja doprowadziła do coraz bardziej obciążającej rynek kredytowy ucieczki w wartości rzeczowe. Sytuacja ta musiała wywołać opór banków i przemysłu. Po drugie, inflacja pozbawiła zarobków ludzi oszczędzających i czerpiących stały dochód. Wywołało to niezadowolenie klasy średniej, szczególnie urzędników. Po trzecie, inflacja groziła zmniejszeniem skłonności obywateli do oszczędzania. W większości krajów tendencja ta była jeszcze ledwie odczuwalna, ale wszyscy decydenci zdawali sobie sprawę, że przy dalszej inflacji prędzej czy później musiałoby dojść do zmniejszenia się ilości tworzonego kapitału. Z, wtedy jeszcze dużo silniejszymi, ograniczeniami międzynarodowego rynku kapitałowego w tle, sytuacja ta była nie do zaakceptowania w szczególności dla przemysłu i aktorów rynku kapitałowego. Ale państwo także musiało się obawiać zmniejszenia swojej przyszłej bazy podatkowej. Po czwarte, wystąpił teraz zaniedbywany dotychczas problem wahających się kursów wymiany. Zasadniczymi elementami systemu z Bretton Woods były A) zobowiązanie amerykańskiego banku centralnego do wymiany dolara na złoto na żądanie innych banków centralnych i B) zobowiązanie wszystkich innych banków centralnych do wymiany na żądanie ich walut na dolara. Koniec końców, poszczególne waluty krajowe były różnymi dokumentami posiadania tego samego dobra, mianowicie złota. Pozostawały między sobą w stale określonym stosunku wartości. Zupełnie inaczej miało się to w nowym systemie czysto narodowych walut papierowych, który wszedł w życie, gdy banknoty banków centralnych przestały być wymieniane na złoto. Teraz waluty krajowe nie były dokumentami posiadania złota, lecz niezależnymi dobrami. Banki centralne nie były już bankami, lecz producentami pieniędzy. I jako że produkowano więcej franków niż marek niemieckich i więcej marek niż franków szwajcarskich itd., to wartość walut narodowych zmieniała się w różnym stopniu. Dochodziło zatem do wahań kursów wymiany, które ciężko było przewidywać, co przeszkadzało w handlu międzynarodowym i, w szczególności, w międzynarodowych przepływach kapitału. W takim krajobrazie powstały we wszystkich grupach nowe grupy interesów, które razem dążyły do powrotu do systemu stałych kursów wymiany. W Europie starania te doprowadziły do stworzenia Europejskiego Systemu Walutowego w roku 1979. Na konferencji, która odbyła się w grudniu 1978 w Bremie rządy Francji, Niemiec, Włoch, Holandii, Belgii, Luksemburga, Danii i Irlandii uzgodniły, że będą dążyć do stabilizacji kursów wymiany swoich walut papierowych w ramach pewnych pasm wahań. Wynik ich starań został nieco wyniośle i myląco nazwany „Europejskim Systemem Walutowym”. ESW spełniał obie najważniejsze potrzeby panujących w uczestniczących krajach koalicji politycznych. Po pierwsze, stabilizował kursy wymiany i zmniejszał przez to, przynajmniej w Europie, ryzyko inwestycji zagranicznych i umów dostawy. (Powinno zostać podkreślone, że ten stan rzeczy wychodził naprzeciw nie tylko „interesom kapitału”, lecz wszystkich obywateli, gdyż większy międzynarodowy podział pracy podnosi produktywność wszystkich krajów.) Po drugie, ESW nie przewidywał obowiązku wymiany walut narodowych na metal szlachetny – bądź też użycia jakiegokolwiek innego pieniądza towarowego. Raczej pozostawiał walutę papierową na swoim miejscu i dążył tylko do stabilizacji kursów wymiany między nimi. Cel tej konstrukcji jest oczywisty. Wprowadzenie pieniądza towarowego oznaczałoby duże ograniczenie możliwości zwiększania podaży pieniądza. Władze w uczestniczących państwach nie mogły się z tym pogodzić, ponieważ ich pozycja ekonomiczna zależy właśnie od możliwości finansowania poprzez prasę drukarską. Dlatego też miały one priorytetowy interes w utrzymaniu walut papierowych. ESW musiał zostać zbudowany na papierze. 3. Znaczenie ESW, 1979 – 1998 Aby zrozumieć funkcjonowanie ESW, trzeba uwolnić się od tak podstawowego, jak szeroko rozpowszechnionego nieporozumienia. Wielu ekonomistów popełnia błąd, oceniając instytucje takie jak ESW według zamiaru ich twórców, zamiast rzeczywistej istoty. Zamiarem twórców ESW było faktycznie stworzenie systemu sztywnych kursów wymiany pomiędzy papierowymi walutami. Jednak instytucja, którą stworzyli, była czymś trochę innym. ESW nie był systemem sztywnych kursów wymiany. I był on w stanie stworzyć jako tako stabilny porządek walutowy tylko dlatego, że nim nie był. Fakt ten staje się jasny, gdy tylko uświadomimy sobie przesłanki i sposób funkcjonowania systemu kursów sztywnych pomiędzy walutami papierowymi. Technicznie, system taki jest równoznaczny z tym, że uczestniczące banki centralne zostają zobowiązane do zakupu walut innych banków centralnych w pewnym wymiarze. Bank centralny może stabilizować kurs wymiany swojej waluty jedynie w bardzo niedoskonały sposób. Jeśli kurs ten wzrasta, bank mógłby wyprodukować więcej pieniędzy („wydrukować banknoty”) i poprzez ich sprzedaż obniżyć kurs wymiany swojej waluty. Jednakże rzecz wygląda zupełnie inaczej, kiedy kurs wymiany zaczyna spadać. W tych okolicznościach mógłby on wprawdzie wykorzystać swój majątek (tzw. rezerwy banku centralnego), aby skupować swoją walutę. Jednak rozwiązanie to, nawet w przypadku bardzo bogatych banków centralnych, jak Bundesbank, nigdy nie może funkcjonować na dłuższą metę. Dlatego jest niezbędne, by w takich przypadkach inne banki centralne zaczęły produkować więcej własnej waluty dla celów skupu waluty zniżkującej i uniemożliwienia dalszego spadku jej kursu. Te czysto techniczne spostrzeżenia pozwalają nam przewidzieć podstawowy problem wszystkich systemów sztywnych kursów pomiędzy walutami papierowymi. W rzeczywistości takie systemy powiększają możliwości nadużyć. Ich sens i cel polega, jak wspomniano, jedynie na tym, by szybciej i mocniej zwiększać ilość pieniądza niż byłoby to możliwe z pieniądzem towarowym, i aby zmieniać przepływ dochodu w społeczeństwie. Lecz ta redystrybucja dotyczy z grubsza tylko gospodarki narodowej z danym bankiem centralnym. Może on w istocie sterować przepływami dochodów tylko w ramach swojej własnej gospodarki. Ale nie może on wzbogacać swojej gospodarki kosztem innych krajów, ponieważ inflacja ich walut prowadzi nieuchronnie do spadających kursów wymiany, a spadające kursy wymiany wytwarzają wciąż na nowo równowagę miedzy importowanymi a eksportowanymi dobrami. Zmienia się to w systemie kursów sztywnych. Jak widzieliśmy, system taki oznacza w istocie gwarancje zbytu dla walut inflacyjnych. Inni uczestnicy rynku (inne banki centralne) są zobowiązane przez system do zakupu po starym kursie waluty, która straciła na wartości. Przez to istnieje bodziec, by możliwie jak najsilniej zwiększać podaż własnej waluty – lub w każdym razie mocniej niż inne banki centralne zwiększają podaż swoich walut. Ponieważ tak dalece, jak to się uda, kraj powodujący inflację może importować więcej dóbr i usług niż eksportuje, a zatem bogacić się na koszt innych krajów. W takim tle staje się jasne, iż każdy system kursów sztywnych pomiędzy walutami papierowymi musi wcześniej czy później upaść. Jeśli np. każdy kierownik jednostki administracyjnej w Niemczech miałby prasę drukarską do produkcji banknotów federalnych, to dla każdego z nich istniałby bodziec, aby wydrukować możliwie jak najwięcej banknotów i by w ten sposób wzbogacić swój okręg na koszt wszystkich innych. A nawet, jeśli nie dążyłby on do takiego jednostronnego bogacenia się, to byłby i tak zmuszony do inflacji, ponieważ posiadacze innych pras drukarskich mogliby go wyprzedzić. Oczywiście taki system jest nie do wytrzymania, gdyż prędzej czy później musi prowadzić do hiperinflacji, a przez to do załamania waluty. Powyższa sytuacja nie różni się niczym od systemu sztywnych kursów pomiędzy walutami narodowymi. Uczestniczące banki centralne nie dysponują wprawdzie prasami drukarskimi dla jednego i tego samego pieniądza, ale ich odpowiednie waluty są definiowane przez system kursów sztywnych jako jeden i ten sam pieniądz. Dlatego każdy ma interes w możliwie jak najdalej idącej inflacji. ESW nie był systemem kursów sztywnych. Podstawowym faktem jest, że po stronie banków centralnych nie istniało żadne zobowiązanie do zakupu innych walut. Jeśliby takie zobowiązanie istniało, to ESW stałoby się hamakiem dla uzależnionych od inflacji rządów, które pozwalają regularnie się ratować przez inne banki centralne. Nieuchronnym skutkiem byłaby ogólnoeuropejska hiperinflacja. Zobowiązanie istniało raczej tylko w odniesieniu do każdorazowo własnej waluty. Do obowiązków każdej władzy walutowej należało, by sama z siebie produkowała jak najmniej inflacji, aby zapobiec spadkowi kursu jej waluty. Jeśli kurs wymienny jej waluty się pogarszał, to była zobowiązana zatrzymać spadek kursu poprzez wykup (waluty – tł.) z własnego majątku. Poza tym mogła mieć nadzieję, że inne banki centralne pomogą jej, ale, jak wspomniano, nie były do tego zobowiązane. W tych warunkach stabilizacja kursów wymiany była możliwa tylko przez samoograniczanie się. Każda władza walutowa musiała sama za siebie podjąć decyzję o możliwie jak najmniejszym zwiększaniu podaży swojej waluty. Ale to przekonanie przyjmowało się zrazu wolno. Wiele europejskich państw nie chciało tak szybko odejść od inflacyjnej polityki lat siedemdziesiątych. Chciały stabilnych kursów wymiany i chciały nadal w wielkim stylu zmieniać przepływ dochodów narodowych prasą drukarską. Lecz to nie było możliwe dopóki, dopóty inne władze walutowe produkowały mniej inflacji niż one, a w związku ESW był co najmniej jeden bank centralny, który powodował mniej inflacji niż wszystkie inne. To była historyczna rola niemieckiego Bundesbanku. Ponieważ wszystkie inne banki centralne, w szczególności we wczesnych latach ESW, powodowały dużo większą inflację niż Bundesbank, to wartość ich walut w porównaniu do marki niemieckiej ciągle spadała. Nieuchronnym skutkiem były ciągle „dopasowania” rzekomo sztywnych kursów wymiany. Pomiędzy 1979 a 1983 były one zmieniane nie mniej niż 9 razy, aby uwzględnić spadek wartości inflacyjnych walut. Odczuwalna zmiana wystąpiła dopiero w 1983 roku, kiedy pod wrażeniem bankructwa swej inflacyjnej polityki opamiętał się rząd francuski. Po tym zmiany kursów stały się rzadsze, ale bardziej spektakularne. Pomiędzy 1987 a 1992 rokiem nie było żadnych godnych uwagi zmian i pro-brukselscy politycy ze wszystkich frakcji zaczęli już przechwalać się, że ESW stworzył teraz nieodwołalnie sztywne kursy wymiany. Latem 1992 roku ten wytwór wyobraźni pękł jak bańka mydlana, gdy irlandzki funt i hiszpańska peseta musiały zostać „dopasowane”. Już jesienią następnego roku doszło do ostatecznego załamania się innych parytetów walutowych, gdy funt upadł tak nisko, że brytyjski rząd zaprzestał wszelkich prób stabilizacji i wystąpił z ESW. Krótko po funcie rynki dewizowe wystawiły także i frankowi francuskiemu rachunek za spadek wartości. Banque de France skończyły się rezerwy, którymi mógł odkupywać swojego inflacyjnego franka. ESW spalił na panewce. Jednak eurokraci we Francji i Niemczech w żadnym razie nie chcieli przyznać się do tej porażki, gdyż obawiali się utraty prestiżu idei politycznej centralizacji, do której dążyli. Chodziło o to, żeby na pewien czas zachować pozór, aż gotowa będzie europejska unia walutowa. Uciekli się zatem do sztuczki i poszerzyli pasma wahań, wewnątrz których kursy dewiz mogły odbiegać od założonego celu z 2,5%, do 15%. Dlatego też stara ESW istniała dalej, „tylko” pasma wahań były nieco szersze. Sztuczka udała się, ponieważ mało który ekonomista bądź dziennikarz nazwał rzecz po imieniu: cesarz nie miał żadnych nowych szat – on był nagi! Nowy ESW był we właściwym tego słowa znaczeniu „systemem” w tak samo małym stopniu jak jego poprzednicy. Ale, podczas gdy za bajdurzeniem starego systemu była jeszcze rzeczywistość w postaci na wpół stabilnych kursów wymiany, to odtąd było już tylko bajdurzenie bez żadnych stałych kursów wymiany. Kryzysy ESW pokazały nazbyt wyraźnie, że narodowe władze walutowe nastawione były tylko i wyłącznie na siebie. ESW zakładał, że każdy bank centralny podejmie jednostronnie konieczne środki, aby ustabilizować swoje kursy wymiany. Innymi słowy: ESW jako taki nie miał żadnego praktycznego znaczenia. Nie był żadnym systemem w tym sensie, że decyzje uczestniczących banków centralnych były od siebie zależne. Każdy bank centralny działał sam, a zatem wszystkie przypisywane ESW sukcesy osiągnęły własnymi siłami państwa narodowe. Rozwój, jaki od 1979 r. przyjął europejski rynek dewizowy, mógłby wystąpić także bez umowy rządowej z grudnia 1978 r. Nic nie uzmysławia upadku myślenia ekonomicznego bardziej, aniżeli fakt, że bardzo mało ekonomistów rozpoznało ten stan rzeczy (4). Najczęściej ekonomiści brali zamiar twórców ESW za dobra monetę i zakładali, że ESW rzeczywiście był systemem kursów stałych. Ich podręczniki i eseje bezkrytycznie przedstawiały przepisy wykonawcze ESW. Powtarzali gadaninę o „symetrycznej interwencji” władz walutowych, pletli o „wiązaniu” (ang. pegging) i opisywali w szczegółach nowo stworzony pieniądz obrachunkowy ESW – Ecu. Te techniczne odniesienia nie były jednak niczym innym aniżeli niewiele znacząca fasadą. Władze walutowe ESW jednoczył tylko cel stabilizacji kursów wymiany. Jednak do każda z władz dążyła do niego oddzielnie. Nie było żadnej wspólnej polityki pieniężnej, żadnej „koordynacji”, a ECU było zaledwie księgową igraszką., Dlatego właściwe znaczenie ESW i Euro leżało nie na polu ekonomicznym, lecz politycznym. Poprzez to, że słowa ESW i Euro były na ustach wszystkich przez dwa dziesięciolecia, narody wspólnoty europejskiej zostały przyzwyczajone do myśli, że słowa te odpowiadają politycznej rzeczywistości. Obywatele wierzyli, że jest europejska polityka pieniężna, że Ecu jest „europejskim pieniądzem” i że wspólna polityka pieniężna i Ecu były zasadnicze dla stabilnych kursów wymiany i prosperity gospodarczej lat 80. i 90. Ta błędna wiara osłabiała wiarę we własne siły, a także sceptycyzm przeciwko jeszcze relatywnie małej biurokracji w Brukseli. Był to ważny psychologiczny wytrych dla stworzenia Europejskiego Banku Centralnego, obok którego wyrasta dziś nowe europejskie państwo centralne. Cdn. Tłumaczenie: Tomasz Wyszyński |
|||