|
||||
|
|
Maciej Giertych „Kanonizacja” Kuronia Gdy pojawiły się dowody, że pod koniec lat osiemdziesiątych Jacek Kuroń negocjował ze służbami specjalnymi, a konkretnie z płk. Janem Lesiakiem, Lech Wałęsa powiedział zaraz, że czynił to z jego upoważnienia, i że takie upoważnienie dał 20 innym współpracownikom. Zaczęto zachwalać, że przecież te rozmowy z władzą doprowadziły do Okrągłego Stołu i do transformacji ustrojowej. Wezwanie posłów LPR, by odebrać Kuroniowi Order Orła Białego nadany mu przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, wywołało lawinę wypowiedzi o kalaniu świętości. Posypały się ataki na nas ze wszystkich stron. Częstym obiektem tych ataków byłem też ja. Henryk Wujec powiedział w TVN 24, że „ojciec Romana Giertycha kolaborował z Jaruzelskim, a dziadek z wywiadem wojskowym” (31.VIII.06, TVN 21.45). W programie TVN "Teraz my" (6.IX.06), w którym posła Wojciecha Wierzejskiego idiotycznie postawiono do dyskusji o Kuroniu z jego synem Maciejem Kuroniem, znowu zostałem zaatakowany za tę rzekomą kolaborację. Natomiast o Jacku Kuroniu pojawiły się teksty iście hagiograficzne. Mamy o nim pamiętać jako o tym, który walczył z komuną i rozdawał bezdomnym zupki. Puszczono hasło, by zapalać świeczki na jego grobie. Przy tym grobie spotkali się jego towarzysze walk politycznych z Mazowieckim i Michnikiem na czele. W mediach poszła informacja, że nieżyjącego już, a więc nie mogącego się bronić bohatera, opluwają działacze LPR, a tymczasem winni mu być wdzięczni, bo doprowadził do obalenia systemu komunistycznego i wolności, z której również endecy dziś korzystają. Tak oto tworzy się legendę o kryształowej postaci, której krytykować nie wolno. Po śmierci Piłsudskiego jego pretorianie nawet wprowadzili obłożone sankcją karną prawo o zakazie naruszania czci Marszałka. W podobny sposób próbuje się dziś wynieść na ołtarze pamięci narodowej Jacka Kuronia. Cała sprawa wymaga uporządkowania. Po pierwsze zasada nie krytykowania zmarłego dotyczy osób prywatnych i życia prywatnego. Przenoszenie jej na osoby publiczne i ich działania polityczne jest bez sensu, gdyż uniemożliwiałoby prowadzenie jakiejkolwiek analizy historycznej. Mnie jest przykro, że krytykują mojego ojca i rozumiem, że Maciejowi Kuroniowi może być przykro, że krytykują jego ojca. Ale bez tej krytyki nigdy nie doszlibyśmy do prawdy historycznej. Uczyć się trzeba na prawdzie, a nie na legendzie. Tymczasem wyłączanie działalności zmarłej osoby publicznej spod krytyki jest działaniem mającym na celu ukrycie prawdy. No a teraz sprawa zasadnicza. Jaka była ta prawda? W ocenach możemy się różnić, ale najpierw ustalmy fakty. Jacek Kuroń nie był zdrajcą i nikt go o to nie oskarża. Był wierny, do bólu wierny, swoim przekonaniom i to budzi szacunek. Ale przekonania, jakie miał już szacunku nie budzą. W czasach stalinowskich był on organizatorem czerwonego harcerstwa. W marcu 1968 znalazł się w konflikcie z PZPR, do której należał. Był, wraz z Karolem Modzelewskim, jednym z najgłośniejszych dysydentów rewolty marcowej. Był to konflikt wewnątrz-komunistyczny. Kuroń reprezentował nurt trockistowski, a więc niejako był na lewo od obozu władzy. Znalazł się w opozycji. Przez następne 22 lata nie należał do nomenklatury, a sporo lat przesiedział w więzieniach. Ale czerwonych poglądów nie wyrzekł się nigdy. Jeszcze zanim w 1976 r. pojawił się KOR, mój ojciec już krytykował to środowisko, właśnie za jego rewolucyjne i lewicowe poglądy. Napisał w Londynie ulotkę (List otwarty do społeczeństwa polskiego w Kraju, 1.VI.1976), którą rozesłał pocztą do kraju do biskupów, redakcji gazet, władz partyjnych i państwowych. Była ona zdecydowanie antykomunistyczna. O dziwo nie utknęła na poczcie tylko w dużym stopniu dotarła do adresatów (czy to miałoby być tą współpracą z wywiadem wojskowym, o której mówił Wujec?). Zresztą władza PRL-owska miała swoje metody działania. Oryginalnej ulotki było nie wiele, natomiast władza puściła w obieg nieco zmienioną, by bardziej odpowiadała interesom PZPR. W tej zmienionej był na przykład atak na Stefana Kisielewskiego, którego nie było w oryginale (obie znajdują się w Bibliotece Kórnickiej PAN, a zapewne i w innych). Perypetie z tą ulotką ojciec opisuje w Opoce nr 13 z grudnia 1976 r. (str. 73-75). (Dziś wiemy dodatkowo o masońskich powiązaniach KOR-u. Ludwik Hass w książce „Wolnomularze polscy w kraju i na świecie 1821-1999 – słownik biograficzny”, W-wa 1999, spośród zmarłych już członków KOR-u jako członków masonerii wymienia Ludwika Cohna, Jana Kielanowskiego, Edwarda Lipińskiego, Jana Józefa Lipskiego i Klemensa Szaniawskiego). W sierpniu 1980 r. przy strajkujących stoczniowcach pojawili się tzw. „doradcy”, a wśród nich Kuroń ze swoją lewicową ideologią. Prymas Wyszyński był doskonale zorientowany, z kim ma do czynienia, i póki żył trzymał środowisko KOR-owskie na dystans. Ale środowisko to miało wsparcie Tygodnika Powszechnego a więc „gazety papieskiej”, za jaką się wówczas uważało i po śmierci kard. Wyszyńskiego KOR-owcy otrzymali glejt poprawności politycznej w kręgach katolickich. Książka Adama Michnika „Kościół, lewica, dialog” zaczęła przynosić efekty. Kościół dał się wciągnąć w popieranie lewicowej opozycji wobec PZPR. Obserwowaliśmy głodówki tych ludzi w kościołach, gdzie głosili oni także referaty, na terenie kościelnym odbywały się ich spotkania polityczne itd. A przy tym wszystkim nie przestali być lewicą. Jak wiemy, w latach 1980-81 środowisko KOR-owskie parło do konfrontacji z PZPR. Oczywiście, gdyby do takiej konfrontacji doszło nie byłaby ona skuteczna, bo obowiązywała doktryna Breżniewa i wszelkie ruchy wolnościowe byłyby stłamszone. Wprowadzenie stanu wojennego przecięło te wysiłki i na parę lat uspokoiło środowisko KOR-owskie. Ale internowanie i nimb opozycyjności dał im jednak oblicze opozycji anty-komunistycznej. Jednak lewicą nie przestali być. Ostatecznie Związek Radziecki upadł. Upadł nie dlatego, że Wałęsa przeskoczył przez płot, czy Kuroń wynegocjował coś z Lesiakiem, tylko dlatego, że Ameryka wygrała zimną wojnę. Wygrała wyścig ekonomiczny i wyścig zbrojeniowy. To te słynne „gwiezdne wojny” Reagana złamały potęgę ZSRR. Zaraz po dojściu do władzy Gorbaczowa w 1985 r., a w szczególności po jego spotkaniu z Reaganem w Rejkiawiku, stało się oczywiste, że imperium sowieckie się wali. Przegrana w Afganistanie z popieranymi przez Zachód talibami też wykazała, że ZSRR to kolos na glinianych nogach. W końcu te nogi puściły. Sterujący Polską widzieli ten proces w ZSRR i szykowali się na zmiany. Rozpoczęła się walka o oblicze Polski po przewidywanych zmianach. W czasie sterowania Polską przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego szukano sposobów na rozszerzenie bazy rządzenia o osoby z kręgów opozycyjnych. Wizyty polskiego Papieża wykazały siłę katolickiego narodu. W pierwszej kolejności szukano więc partnerów do podzielenia się władzą po prawej stronie. Wciągnięto w orbitę władzy pisarza Jana Dobraczyńskiego, endeków Jerzego Ozdowskiego i Stefana Jarzębskiego, paxowca Zenona Komendera i innych. Ja, jako wiceprzewodniczący Rady Prymasowskiej, zostałem zaproszony do Rady Konsultacyjnej. Podobnie przedwojenny chadek mec. Siła-Nowicki (przy okazji przypominam, że obrady tej Rady były jawne, publikowane jak protokoły sejmowe, były i są dla wszystkich dostępne). Ale co się okazało – prawica za priorytet uważała zakończenie władzy komunistycznej w Polsce, odejście od socjalizmu we wszystkich jego postaciach. Ponadto okazało się, że Kościół nie stoi za prawicą, tylko za KOR-owcami. Książka Michnika okazała się skuteczną. Władza dokonała więc wolty. Zrezygnowała z ukłonów wobec prawicy i podjęła rozmowy z lewicą trockistowską, tym razem tajne. Czy i na ile służby specjalne działały na polecenie Jaruzelskiego, a na ile na własną odpowiedzialność - dokładnie nie wiemy. Ale dziś wiemy, że między innymi rozmawiał z Kuroniem płk. Lesiak. No i dogadali się. Nie były to rozmowy szefa rządu czy rządzącej partii, z szefem wielomilionowego związku zawodowego, tylko rozmowy służb specjalnych z doradcą związku zawodowego, lewicowym inteligentem, który sam z klasą robotniczą nic wspólnego nie miał. Potem była Magdalenka i "okrągły stół", przy udziale Kościoła jako akuszera tych uzgodnień. Związkowcy gdzieś się podziali, a lewicowi doradcy, już jako oficjalni przedstawiciele związkowców, dogadali się z lewicową władzą i nią podzielili. Już wtedy, w czasie posiedzeń Rady Konsultacyjnej i na innych forach stawiałem tezę, że w Polsce trzeba odrzucić socjalizm, a z Rosją tak ułożyć stosunki, byśmy nie utracili rosyjskich rynków zbytu i dobrosąsiedzkich relacji, bowiem upadek ZSRR będzie oznaczać zjednoczenie Niemiec i rosnące zagrożenie z tej strony. Ale to nie ja wygrałem, tylko Kuroń i jego ekipa. Z Rosją wszelkie stosunki pozrywaliśmy i mamy dziś najgorsze ze wszystkich krajów Unii Europejskiej, a socjalizm w Polsce pozostał. Mieliśmy podzielenie się PZPR władzą z środowiskiem KOR-owskim, „grubą kreskę” dla komunistów, przekwalifikowanie się nomenklatury w biznesmenów, złodziejską prywatyzację i utrzymanie się komunistycznych służb specjalnych. Dziś wiemy, że płk. Lesiak utrzymanie się w służbach specjalnych po 1989 r. zawdzięcza Kuroniowi, który pomógł mu przejść weryfikację. Tak zwane rządy "prawicowe" Mazowieckiego, Bieleckiego, Suchockiej i Buzka to były w rzeczywistości rządy Kuronia, Michnika, Geremka, Balcerowicza - ludzi lewicy, którzy potrafili zagospodarować prawicowy elektorat dla swoich celów. Rządzili na zmianę z SLD, formacją zupełnie formalnie post PZPR-owską. Stosunki z Rosją fatalnie popsuliśmy, a lewica przez 16 lat trzymała się mocno. Tymczasem w Niemczech zaraz po transformacji dokonano natychmiastowej dekomunizacji, otwarcia akt Stasi, a z Rosją nawiązano jak najlepsze stosunki, oczywiście naszym kosztem. Problem z lustracją mają już dawno za sobą. Kuroń wygrał, ale czy z pożytkiem dla Polski? Śmiem wątpić, a z prawa do własnej, negatywnej, oceny tej postaci i jej środowiska nie zrezygnuję. Pointę do tej historii dopisało życie. Z okazji obecnych wyborów samorządowych powstało czwór-porozumienie – SLD, SLDP, UP i PD-demokracji.pl. Okrągły stół znowu znalazł się razem. Michnik na wspólnym wiecu tych ugrupowań powiedział, że „Jacek [Kuroń] gdyby żył, byłby z nami”. Oczywiście, że tak. Czerwonym nie przestał być nigdy. Opoka w Kraju Nr. 59 (80) |
|||