now@ on-line  listopad 2006

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 

Romuald Bury

BRAK MOCNYCH FUNDAMENTÓW

Jak to się dzieje, że właściwie wszyscy chcemy zmian – i to bardzo głębokich – a tak naprawdę nie możemy wydostać się z zastanej sytuacji. Mijają lata i ciągle obracamy się w jakby z góry wyznaczonych granicach, których przekroczyć się nie da.

Powstają partie polityczne, które pojawiają się nagle i stają się prawdziwymi potęgami, aby za chwilę (na ogół po kilku latach) albo całkiem zniknąć, albo też przeistoczyć się, przez zmianę nazwy i częściową wymianę kierowniczej ekipy, udając coś całkiem nowego i innego. Są też układy i powiązania, które trwają nawet wtedy, gdy zmienia się ustrój i skład personalny władz. My jako wyborcy jesteśmy ogromną większością, bo formalnie to nasze głosy decydują o przyszłości. „Oni” natomiast wiedzą, że wybory to tylko statystyka, wystarczy dobrze pomanipulować propagandą, aby utrzymywać się przy władzy.

Jest przyczyna, dlaczego tak się dzieje – to osłabienie wszelkich więzi społecznych, odziedziczone po totalitarnym ustroju. Wiele z nich zostało zerwanych całkowicie, dlatego po 1989 roku nie stało się to, co powinno być całkowicie naturalne. Partia komunistyczna i wytworzone na jej bazie dotychczasowe zależności nie rozpadły się i nie zanikły. Możliwe było przeistoczenie się PZPR w Socjaldemokrację Rzeczypospolitej Polskiej. W ten sposób jednym posunięciem formalnie zlikwidowano zarzut o jej niedemokratyczności i agenturalności, a tajne służby PRL całkiem swobodnie przeszły na służbę nowych-starych dysponentów.

Zmiany miały być pozorne

Odradzające się życie społeczne po 1989 roku borykało się z wieloma problemami, ale wydawało się, że wszelkie trudności wynikają z przyczyn całkiem naturalnych. Dziś, dysponując wiedzą o „szafie Lesiaka” i kulisach działania Wojskowych Służb Informacyjnych naprawdę trudno odróżnić to, co się działo w sposób naturalny – od tego, co było kreowane przez stojących z boku manipulatorów.

Pierwsze lata zmian po „okrągłym stole” to prawie pełnia władzy środowisk, wywodzących się z opozycji korowskiej (z jej liderem Jackiem Kuroniem i jej propagandzistą Adamem Michnikiem), która, jak teraz wiemy, była dużo bardziej związana z poprzednią ekipą, niż mogłoby to wynikać z jawnych powiązań. Tadeusz Mazowiecki jako „nasz premier” wcale nie był nasz. Jego życiorys i pełnione w PRL funkcje wskazują, że był bardziej człowiekiem starego układu – jako stalinowski redaktor naczelny pseudokatolickiego tygodnika i aż dwukadencyjny „poseł na sejm PRL” z łaski komunistycznego aparatczyka Zenona Kliszki, niż symbolem jakichkolwiek zmian. Ponadto brakowało mu szerszych horyzontów, przygotowania ekonomicznego, wyższego wykształcenia i woli wyciągnięcia Polski z ówczesnego bagna. Dlatego ekonomię powierzył w ręce magistra Waldemara Kuczyńskiego (tytułowanego na wyrost „doktorem”, co wyraźnie sprawiało mu wielką satysfakcję) i doktora Leszka Balcerowicza (wyższego funkcjonariusza betonowej czerwonej pseudouczelni, jaką był Instytut Podstawowych Problemów Marksizmu – Leninizmu) a oni już zadbali, aby przemiany nie wymknęły się z ich rąk i spod ich drobiazgowej kontroli.

Resorty siłowe zostały w rękach dotychczasowych dysponentów (generałów PRL i członków Biura Politycznego KC PZPR Floriana Siwickiego oraz Czesława Kiszczaka). Prezydentem zrobiono gen. PRL Wojciecha Jaruzelskiego i czyniono wszystko, aby Polska nie wystąpiła z RWPG i Układu Warszawskiego. W dół było jeszcze gorzej. Społeczeństwo było więc zdezorientowane. Dla jednych zmiany były wystarczające, bo przekonywała ich do tego agenturalna telewizja i agenturalna prasa. Dla innych, choć widzieli, do czego to zmierza, pojawiły się przeszkody nie do pokonania.

Nietrwałe partie polityczne

Powstające od podstaw partie polityczne nie miały żadnego doświadczenia, wyszkolonych kadr, zaplecza logistycznego i organizacyjnych funduszy. Nie było możliwości realnej weryfikacji kadr, mógł do nich więc wstępować praktycznie każdy, z nową agenturą włącznie. Do tego zabrakło tego, co w takiej działalności najważniejsze – ideowych fundamentów. Nie było możliwości odrodzenia tradycyjnych partii politycznych, bo ponad półwiekowa przerwa w ich działalności okazała się zbyt długa. W PRL istniał ułomny, wypaczony ruch ludowy i jako ten, który posiadał terenowe kadry i zaplecze, nie dopuścił do żadnej realnej konkurencji. Inne tradycyjne kierunki – jeśli się odradzały – to żyły przeszłością, w dodatku nie wyciągając z niej żadnych wniosków i nie mogły się dostatecznie rozwinąć.

Możliwe za to były eksperymenty, ale z nich powstawały partie i ugrupowania efemerydalne, zdolne do przetrwania jednej – dwóch kadencji parlamentu. Tak było z Konfederacją Polski Niepodległej, niegdyś polityczną potęgą, która schodziła ze sceny w niesławie, rozbita na kilka frakcji, niezdolna do życia. Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe Wiesława Chrzanowskiego powieliło wszystkie możliwe błędy swych konkurentów. I dziś mało kto o nim pamięta. To samo spotkało Porozumienie Centrum braci Kaczyńskich. Ruch dla Rzeczypospolitej Jana Olszewskiego czy Ruch III Rzeczypospolitej Jana Parysa. Rozpadły się one na skutek działania sił odśrodkowych.

Brak wizji, brak autorytetów, brak wzorów

Program negatywny – ideowy antykomunizm i sprzeciw wobec ponurej rzeczywistości to było za mało, aby cokolwiek trwałego na tym budować. Nie było jasnej, konkretnej wizji przyszłości i dróg wyprowadzania Polski z zapaści. Brak mocnych fundamentów zawsze skutkuje tak samo. Budowla oparta na byle czym okazuje się nietrwała i musi runąć. Ale naszym problemem jest także to, że i budulec, jakiego używamy do tworzenia owych bezideowych partii, jest równie niewyraźny i miałki. Mamy za sobą już siedemnaście lat zmian (od 1989 roku) i nadal nie widać szans na poprawę. Brak jest instytucji i osób, obdarzonych wyraźną charyzmą i autorytetem, które mogłyby odcisnąć na nas wyraźne, pozytywne piętno. Kościół jest politycznie zagubiony i podzielony. Żenujące spory wokół Radia Maryja dzielą Episkopat i kapłanów, odpychając wiernych. Brak jednoznacznego stosunku do lustracji i rozliczenia się z przeszłością (choć jest to przecież nieuniknione) tylko pogłębiają związane z tym problemy i powiększają kryzys. Nie ma już zawodów publicznego zaufania i tkwiących w nim sił wychowawczych. Dziś lekarz, nauczyciel, policjant, adwokat, sędzia itd. – to tylko statystyczne zbiorowisko bez twarzy i należnego szacunku. Zawody te zostały mocno zdegradowane, w dodatku korporacje zawodowe robią wszystko, aby ich autorytet do końca zniszczyć.

Mocne media z mocną agenturą

Kto ma więc dawać przykład i komu możemy zaufać? Dziś realną władzę nad nami posiadają media, głównie elektroniczne. Seriale i głupawe programy pseudorozrywkowe bardzo mocno wpływają nie tylko na modę czy język (coraz bardziej wulgarny), ale też tworzą wzorce społecznych zachowań i wpływają na ogromne tempo przemian obyczajowych, za którymi starsze pokolenia nie nadążają. Dziś już prawie nikt nie ustąpi miejsca w tramwaju czy autobusie osobie starszej i ułomnej, bo nie ma na to presji społecznej.

Horror szkolny i panujący w środowiskach młodzieżowych został dostrzeżony dopiero wtedy, gdy przemoc powoduje skutki śmiertelne. A i tak środowiska niby „postępowe” są nadal za „wychowaniem bezstresowym”, co w praktyce oznacza całkowitą bezkarność. Minister edukacji, który – mając ogromne poparcie rodziców w tym zakresie – chce to wreszcie ukrócić, jest zaciekle zwalczany, bo nie jest „nasz”. Młodzież to widzi i szybko wychwytuje medialne i instytucjonalne przyzwolenie, aby kontynuować to, co już dostała w prezencie, czyli przyzwolenie na „róbta co chceta”.

Zło, jakie się panoszy w naszym kraju, nie musi być aż takie. Ale zaniedbania kilkunastu lat mogą teraz wymagać następnych lat ciężkiej pracy, aby wrócić do podstaw. Czy to jest jeszcze możliwe? Skoro system tradycyjnych wartości jest notorycznie zwalczany, skoro robią to takie media, jak telewizje prywatne, to warto zapytać, jaki wpływ mają na to obywatele, chcący zmian? Szefem prywatnej telewizji Polsat okazał się wieloletni agent tajnych służb PRL, Zygmunt Józef Krok (Piotr Podgórski, Zygmunt Żak, Zygmunt Żak-Solorz) ps. „Zegarek”, „Zeg”. Szefem programowym prywatnej telewizji TVN był Milan Subotić, współpracownik wojskowej bezpieki PRL. W kolejce do ujawnienia, jak już wiemy, czekają kolejni biznesmeni i dziennikarze, a to przecież nie wszystko. Znacznie bogatsze i jeszcze ciekawsze informacje o tych sprawach zawierają przecież zbiory zastrzeżone, które mogą nie podlegać odtajnieniu w najbliższych latach, a być może nigdy ich zawartości nie poznamy.

Wiedza, że obracamy się w rzeczywistości w znacznym stopniu sztucznie kreowanej, nie pomaga nam w odzyskiwaniu normalności. Jeśli polityka postrzegana była dotychczas jako dziedzina po prostu brudna i niemoralna (to co jakiś czas jest brutalnie potwierdzane przez wybuchające afery), to dodatkowo doszedł czynnik agentury, w dodatku można domniemywać, że są również wpływy zagraniczne (bliższe i dalsze). Świadczą o tym liczne posunięcia kolejnych ekip, całkowicie sprzeczne z naszym interesem narodowym. To wszystko powoduje, że tzw. porządni ludzie po prostu uciekają od polityki. Ta zaś, jako ważna dziedzina naszego życia, opanowywana jest przez karierowiczów i zwolenników łatwego życia. Bo przecież „etat” w parlamencie to kilka lat słodkiego życia, bardzo wysokich dochodów, a przede wszystkim – nawiązywania znajomości i wchodzenia w „układy”. Te zaś, jak wiadomo, dopiero otwierają kolejne możliwości.

** ** **

Czy jest szansa, żeby to zmienić? Nie da się wszystkiego zrobić naraz, choć tak byłoby najlepiej. To wszystko jest jak pajęcza nić, należy po kolei zrywać kolejne nitki, ale według wcześniej opracowanej strategii, aby nie zniszczyć przy okazji zdrowych tkanek. I należy poszukiwać mocnych fundamentów, na jakich można odradzać życie społeczne, w tym życie polityczne. Być może należy całkowicie odciąć się od wielu historycznych już podziałów i układów, przekazując pałeczkę następnemu pokoleniu. Ale – czego Jaś się nie nauczył, tego przecież Jan nie umie. Mimo to nie należy tracić nadziei, że tkwią w nas ozdrowieńcze siły i jesteśmy w stanie odrodzić się dla przyszłości. Skoro można uczyć się na błędach, to po prostu nie popełniajmy ich i unikajmy złych wzorów naszych poprzedników. Na początek już to byłoby bardzo dużym krokiem naprzód.

www.polskiejutro.com

powrót do strony głównej


now@ on-line miesięcznik polityczny Internautów http://nowaonline.strefa.pl