now@ on-line  czerwiec  2006

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 

 

Romuald Szeremietiew

SIŁA OBRONNA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

(cz. I)

Zapewnienie trwałego bezpieczeństwa narodowego ma podstawowe znaczenie dla przyszłości każdego narodu i państwa. W tym celu państwo powinno dysponować nowoczesnym systemem obronnym zdolnym sprostać aktualnym zagrożeniom i wyzwaniom. Czy współczesne państwo polskie ma taki system? Wielu uważa, że mimo uzyskania członkostwa w NATO jeszcze go nie ma, a politycy odpowiadający za bezpieczeństwo narodowe nie bardzo wiedzą jak ten system zbudować.

W Polsce po odzyskaniu wolności i zmianie ustroju oraz rozwiązaniu Układu Warszawskiego (UW) osłabiono elementy ofensywnego systemu wojskowego dawnego PRL, w którym dominowały struktury i środki uderzeniowe (ofensywne), wojsk operacyjnych, przeznaczonych do działań na tzw. froncie zewnętrznym. Jednak wraz z tymi oczywistymi zmianami zdewastowano istniejącą infrastrukturę wojskową (koszary, lotniska itp.) i zlikwidowano system Obrony Terytorium Kraju (OTK). Zamykano też garnizony i rozwiązywano brygady i dywizje na terenie Polski wschodniej (sic!), które później, po kilku latach, trzeba było odtwarzać. Pozbywano się też dobrze zorganizowanych i sprawnych rodzajów wojsk, np. desantu morskiego?

Mimo podjętych już w 1992 r. decyzji o kierunkach polityki obronnej państwa w następstwie nie zrobiono zbyt wiele dla stworzenia efektywnego systemu obronnego/ochronnego RP. Ten stan zaniedbania przy tworzeniu siły obronnej pozostaje w dysonansie – wbrew dość powszechnemu przekonaniu - z rzeczywistymi możliwościami państwa. Polska posiada bowiem znaczna liczbę jednorodnej etnicznie ludności, ciągle jeszcze liczący się potencjał produkcyjny dla wytwarzania nowych generacji taniej i skutecznej lekkiej broni przeciwpancernej i przeciwlotniczej, a także ma możliwość przygotowania swych wojsk do prowadzenia działań regularnych i nieregularnych w masowej skali. Jest więc tworzywo, z którego można stworzyć siłę, która będzie użyteczna w czasie stanów kryzysowych, zdolną skutecznie paraliżować wrogie działania i odstraszać potencjalnego agresora.

Wejście Polski do NATO niewątpliwie poprawiło stan bezpieczeństwa narodowego. Jednak wyzwania i widoczne już zagrożenia XXI wieku wskazują, że bezpieczeństwu narodowemu Polski mogą zagrozić siły, które trudno będzie zwalczyć np. ciężkim sprzętem pancernym i dywizjami zmechanizowanymi. Nie zapominając więc o groźbie wybuchu „klasycznej” wojny, czyli starcia armii regularnych, trzeba mieć odpowiednie siły do zwalczania terroryzmu, uczestnictwa w akcjach przywracania pokoju, czy w konfliktach tzw. niskiej intensywności. Przy czym warto uświadomić sobie co różni sojusz Północnoatlantycki od dawnego Układu Warszawskiego. Wcześniej Moskwa określała zadania i formułowała oczekiwania wobec sił zbrojnych państw satelickich. W NATO nie będzie mówił Polsce co ona ma zrobić - jest to sojusz suwerennych państw. To nie Waszyngton, ale polskie ośrodki polityczne muszą zdecydować jakimi siłami ma dysponować państwo w sytuacjach kryzysowych i wojennych. Co więcej, dojrzałości władz RP jako partnera i sojusznika w sposób decydujący będzie wpływać na stan bezpieczeństwa w regionie. Polska musi więc dysponować potencjałem i sprawnością obronną stosownie do występujących współcześnie wyzwań i zagrożeń i potrzeb także w skali regionalnej.

Przyczynę dotychczasowych zaniedbań w budowie siły obronnej RP można upatrywać zarówno w braku świadomości możliwych zagrożeń jaki i w niedostatkach wiedzy z zakresu obronności i bezpieczeństwa narodowego oraz często braku wiary w zdolność zapewnienia Polsce skutecznej ochrony/obrony środkami narodowymi. Mamy naprawdę niski stopień wiary Polaków we własne siły. Cechuje to także kadrę zawodową polskich sił zbrojnych! Badania przeprowadzone w tej sprawie wskazują, że aż 95 % ankietowanych oficerów WP na pytanie: „czy Polska jest w stanie samodzielnie przeciwstawić się ewentualnym zagrożeniom militarnym?” udzieliło odpowiedzi „nie”. Tymczasem ten brak wiary nie ma żadnego uzasadnienia w świetle rzetelnej oceny możliwości obronnych państwa.

Polska nie jest supermocarstwem i być może dlatego wielu sądzi, że w razie zagrożenia jest skazana na przegraną, jak to było w latach II wojny światowej. Wydaje się jednak, że jest to nie tylko efekt lat czarnej propagandy klęski wojennej 1939 r. Może to być rezultat poglądów z minionego okresu „zimnej wojny”, kiedy dominował „materiałowy” punkt widzenia na obronność. Wynik wojny miał być pochodną stosunku sił walczących stron, a więc liczby dywizji oraz ilości rakiet z głowicami jądrowymi, tysięcy czołgów, samolotów. Komuś wychowanemu na takim wzorze działań wojennych może wydawać się, że obecne Wojsko Polskie nie ma szans w przypadku zagrożenia. Bez nowego, odbiegającego od starych szablonów spojrzenia na problemy bezpieczeństwa narodowego w XXI w. nie będzie można wyeliminować w Polsce braku wiary we własne siły.

Źródła wiedzy o bezpieczeństwie narodowym i obronie Polski

Stan bezpieczeństwa narodowego decyduje o bycie i rozwoju narodu i państwa. Wybór środków umacniających bezpieczeństwo i możliwości obrony musi opierać się na wiedzy minimalizującej pomyłki i niepewność co do skuteczności podejmowanych działań. Przegląd strategii oraz politologii jednoznacznie wskazuje, że źródłem podstawowym tej wiedzy jest doświadczenie narodów. Wszyscy stratedzy i politycy poszukiwali wskazań w historii i z niej czerpali swą wiedzę. Nicolo Machiavelli uważał, iż Książe (władca) „powinien zapoznać się z historią i z czynami wielkich ludzki z przeszłości, zbadać, jak rządzili się oni na wojnie, dotrzeć do przyczyny ich zwycięstw oraz porażek, by tych ostatnich uniknąć, a w pierwszych im dorównać.” Także wielu współczesnych teoretyków uważa, iż analiza precedensów historycznych prowadzi do wyodrębnienia zasad sztuki wojennej o tak ogólnym charakterze, że zachowują one ważność w każdej epoce historycznej i w każdym studium rozwoju technicznych środków walki oraz wobec każdej nowej formy działań wojennych.

Rozważając głoszone w Polsce poglądy na temat obronności trzeba stwierdzić, że bywają one formułowane w oderwaniu od rzetelnej oceny własnych uwarunkowań i możliwości. Mamy więc przypadki naśladownictwa silniejszych (np. USA), lub coś na kształt kontynuacji „doktryny” Układu Warszawskiego (tzw. „obrona manewrowa”). Latami dokonywano też ciągłych redukcji stanów osobowych armii. Ten problem tzw. restrukturyzacji jest szczególnie znamienny. Tłumaczenie tego procesu zamiarem racjonalizacji wydatków nie wyjaśnia wszystkiego skoro kolejne redukcje nie spowodowały istotnej zmiany w strukturze polskich wydatków obronnych i nie dały pieniędzy na pełną modernizację techniczną wojska. Także inne zalety tego procesu, jak chociażby „usprawnienia kierowania armią, zbliżenie struktur do potrzeb NATO, obniżenie kosztów utrzymania armii, posiadanie armii sprawnie funkcjonującej” wydają się wątpliwe. Nie słyszy się chociażby deklaratywnego tylko stwierdzenia, że redukcja służy poprawie stanu obronności państwa, nie wspominając już o jakichś widocznych dowodach potwierdzających tę poprawę. Czy brak takiej wyraźnej deklaracji jest potwierdzeniem, iż przeprowadzający redukcję sił zbrojnych zdają sobie sprawę, że nie służy to dobrze budowaniu bezpieczeństwa narodowego?

Czym powinna być współczesna obrona militarna Polski?

W powszechnej świadomości Polaków, ukształtowanej pamięcią o minionych wojnach i powstaniach, obrona militarna Polski kojarzy się z reakcją na agresję. I często działania służące obronie państwa kojarzone są z wysiłkiem, który owocował klęską. Przygotowania do obrony stają się niejako preludium klęski – przed wrześniem 1939 r. społeczeństwo polskie ofiarnie zbierało środki na dozbrojenie armii.

Politycy zdając sobie sprawę z tego stanu świadomości uspokajają społeczeństwo zapewnieniami, że „Polsce nic nie zagraża”. Czy to prawda? Zapewne nie ma groźby wybuchu III wojny światowej. Są jednak inne liczne zagrożenia. Tymczasem w konsekwencji tych uspokajających deklaracji w społeczeństwie pojawia się wątpliwość co do celowości i sensu przygotowań obronnych. Skoro nic nam nie grozi, to po co wydawać pieniądze na wojsko i dlaczego młodzi Polacy mają wkładać mundury wojskowe?

Tysiące lat doświadczeń różnych państw i narodów, w tym także doświadczenia Polaków, upoważniają do stwierdzenia, że powyższe podejście do obrony militarnej jest zaprzeczeniem rzeczywistych procesów funkcjonowania państwa. Co więcej, w polskim przypadku jest to sprawdzona droga do utraty niepodległości. Bowiem to nie przygotowania do obrony, ale ich zaniedbanie i opóźnienia prowadziły do nieszczęść, do przegranych wojen i powstań. Aby zagwarantować krajowi bezpieczny byt konieczne jest wyciąganie wniosków z przeszłości. Rzymianie mawiali qui diutina pace volunt frui, bello exercistatti esse debent, (kto chce korzystać z trwałego pokoju, winien być wyćwiczony w wojnie). A wybitny amerykański dowódca i znany teoretyk wojskowy marsz. John Slessor napisał: „polityka zagraniczna bez siły jest bezsilna”.

Odnosząc się więc do potocznych wyobrażeń Polaków o obronie militarnej celowe jest znalezienie odpowiedzi na następujące pytania:

  • jaka jest istota funkcjonowania państwa w środowisku międzynarodowym;

  • jaka jest relacja, między stanem obrony militarnej państwa polskiego, a przyszłością Polski;

  • jaka jest relacja między obrona militarną, a innymi funkcjami państwa polskiego w realizacji celów narodowych?

  • Funkcjonowanie państwa w środowisku międzynarodowym.

    aństwo polskie jest najwyższą formą organizacyjną społeczeństwa polskiego, którego istotą jest kondensowanie rozproszonej energii całej zbiorowości, dzięki czemu staje się ono organizmem zdolnym ochraniać swych obywateli oraz gwarantować ład, bezpieczeństwo i przestrzeganie prawa. Państwo będąc instrumentem w rękach obywateli zgodnie z ich wolą i w ich interesie narzuca pewne rygory i określa cele wspólnego działania.

    Współczesne państwo polskie realizuje elementarne potrzeby jednostek ludzkich i całej wspólnoty narodowej - określanych pojęciem interesu narodowego, fundamentalnej kategorii w polityce państwa i polityce międzynarodowej. Istota interesu narodowego, wg politologów amerykańskich, sprowadza się do zapewnienia jak najdłuższego trwania „więzi społecznych”, „tożsamości narodowej”, „wartości społecznych” i „idei pomyślności”. Jedna z definicji określa interes narodowy jako „zespół ogólnych i stałych celów, na rzecz których naród działa. Cele te obejmują potrzebę zjednoczenia dla zabezpieczenia się przed agresją, dla podnoszenia standardu życia i dla utrzymania narodowej i międzynarodowej stabilności”.

    Interes narodowy Polski można sprowadzić do: zabezpieczenia przed agresją i zachowania suwerenności państwowej, zachowania i wzbogacania tożsamości narodowej, podnoszenia standardu życia obywateli oraz utrzymania stabilności politycznej w kraju i jego zewnętrznym otoczeniu.

    Władze państwowe RP określiły następująco cele państwa polskiego: Celem RP jest obrona i umacnianie niepodległej, suwerennej państwowości, gwarantującej respektowanie praw człowieka, wolności i swobód obywatelskich. Trwały, niepodległy i bezpieczny byt państwa jest warunkiem ukształtowania sprawnego systemu demokratycznego, opartego na zasadach społeczeństwa obywatelskiego oraz pomyślnego przeprowadzenia reform rynkowych, usprawniających gospodarkę narodową.

    „Celem strategicznym obrony RP jest zachowanie suwerenności, niepodległości i integralności terytorialnej państwa”. W treści powyższych celów widzimy, że termin „obrona” zajmuje, i słusznie, pierwszoplanowe miejsce.

    Rodzą się jednak pytania: kiedy i jak ową „obronę” realizuje się? Czy wtedy, gdy pojawi się zagrożenie, czy też wcześniej, niejako uprzedzając i przewidując zagrożenie?

    Udzielając odpowiedzi na tak postawione pytania należy brać pod uwagę charakter stosunków międzynarodowych. Środowisko międzynarodowe jest przestrzenią, na której spotykają się i ścierają interesy różnych państw. Gdy są one zbieżne, obopólnie korzystne, dochodzi do współpracy i wspólnych, zgodnych działań. Niestety, równie często występują zderzenia interesów, co prowadzi do konfliktów i wojen. Stany takie państwa starają się rozstrzygać każdorazowo na swoją korzyść, za pomocą różnych metod i środków, stosowną polityką zagraniczną, naciskiem dyplomatycznym i nie wykluczając użycia sił zbrojnych,.

    W realizacji celów polityki zagranicznej państwa kierują się racją stanu, a głównie potrzebą zapewnienie bezpieczeństwa narodowego rozumianego jako „zdolność narodu do ochrony jego wartości wewnętrznych przed zagrożeniami zewnętrznymi , wyrażonego w zasadzie o pierwszeństwie interesów państwa nad innymi normami”.

    Przy realizacji zasad racji stanu państwa możemy spostrzec, że w tym przypadku nie ma miejsca na sentymenty i szkodliwy jest brak decyzji. Wprawdzie współcześnie coraz częściej jest odrzucany pogląd, że cel uświęca środki, jednak nie można też całkiem zapomnieć o stwierdzeniu cesarza Napoleona I, iż rządy dotrzymują słowa tylko wtedy, gdy są do tego zmuszone, lub gdy jest to dla nich korzystne.

    Zrozumienie nadrzędnej roli racji stanu RP w jej stosunkach z innymi państwami ma podstawowe znaczenie dla polskiej polityki bezpieczeństwa narodowego. Znaczenie dla realizmu i skuteczności tej polityki. Brak tego zrozumienia stanowił źródło przegranych Polski w XVII i XVIII w. Był elementem „egzotycznego sojuszu” II RP z Francją i Wielką Brytanią. Naiwne liczenie, że inni, tak jak my, będą przestrzegać zasad moralnych (w XVII i XVIII wieku: nikomu nie zagrażamy więc jesteśmy bezpieczni); okażą nam deklarowaną pomoc w chwili zagrożenia i wywiążą się z zobowiązań sojuszniczych (Francja, Wielka Brytania i USA w latach 1939-45); będą przestrzegali układów pokojowych (np. Niemcy i ZSRR przed 1939 r.); nie będą decydować o naszym losie bez nas samych (Jałta, Teheran); zostało jednoznacznie zakwalifikowane jako zgubna metoda uprawiania polityki przez Polaków. Pisarz Józef Conrad-Korzeniowski uważał za źródło naiwności politycznej Polaków nadmierne przywiązanie do imperatywów moralnych będących pochodną rycerskiego poczucia honoru. Niestety, honor jest nadal kategorią zbyt mało cenioną w polityce międzynarodowej.

    Drugą cechą charakterystyczną dla stosunków międzynarodowych jest ciągła walka państw o przetrwanie oraz ochronę i promocję własnych interesów. Cechę tą, właściwą nie tylko społeczności międzynarodowej, zwięźle ujął Seneca: vivere militare est (życie jest walką). Polski geograf, Roman Umiastowski, już w 1921 r. zauważył, że prowadzenie ciągłej walki to istota funkcjonowania państwa. Twierdził, iż: „państwo, które by zapomniało, że kardynalnym warunkiem jego egzystencji jest walka, nie wojna (pomiędzy wojnami są przerwy - lecz w walce, w której żyje społeczeństwo polityczne, przerwy nie ma - przyp. RSZ) zostałoby pobite, poddane pod wpływ sąsiadów bardziej energicznych i bardziej przedsiębiorczych. Każde państwo jest zmuszone z racji graniczenia z innymi do maksymalnego wytężenia swoich sił dla utrzymania się na powierzchni życia politycznego świata, dla zachowania swej niepodległości, prowadzenia walki, w której się zrodziło i rozwijało nie jest dla niego celem. Jest ona koniecznością, celem natomiast była i jest chęć zabezpieczenia ogólnego”.

    Wielu polityków i uczonych wyrażało podobne zapatrywanie na rolę walki w funkcjonowaniu państwa. Marszałek J. Piłsudski mówił: „historia jest ciągłą walką sił”, i w innym miejscu:, „kto siły nie ma, ten się w historii nie liczy”; historyk Oskar Balzer: „ma prawo do życia tylko to, co zdoła się obronić”; współczesny pisarz i historyk emigracyjny Józef Garliński: „naprawdę suwerennym jest ten kraj, który potrafi się sam obronić”. Walka państwa o przetrwania nie ogranicza się do walki zbrojnej, ale do tego co publicysta Adolf Bocheński określał „troską i walką o wzrost sił narodowych” tj. także gospodarki, kultury, siły zbrojnej. W tym kontekście warto też przypomnieć słowa papieża Jana Pawła II wypowiedziane w czasie jednej z pielgrzymek do Polski: „wolności się nie posiada, wolność się stale zdobywa”.

    Istotą funkcjonowania państwa w środowisku międzynarodowym jest ciągła walka o jego przetrwanie oraz stworzenie dogodnych warunków do życia i rozwoju społeczeństwa w oparciu o własne siły narodowe i współzależności międzynarodowe, które państwo potrafi zdobyć i nad którymi utrzyma wpływ.

    Obrona militarna, a przyszłość Polski.

    owodem braku wyobraźni są zapewnienia części polityków, ale również i wyższych wojskowych, jakoby Polsce w najbliższej przyszłości nic nie zagrażało. Z całą powagą twierdzi się, że w ciągu najbliższych dziesięcioleci nie będzie zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski . Przy czym ta „prognoza” odnosi się jedynie do oceny zdolności naszych potencjalnych przeciwników do podjęcia próby agresji na Polskę. Nie mówi co Polska powinna uczynić, aby takie zagrożenie w ogóle nie wystąpiło. Można przypuszczać, że panuje opinia, iż nasz wysiłek w przeciwstawianiu się zagrożeniu będzie nieskuteczny i tym samym jest być może zbyteczny. Może zresztą żadnej wojny lub innego zagrożenia o charakterze zbrojnym nie będzie?

    Nie tak dawno amerykański politolog, Francis Fakuyama, ogłosił „koniec historii”. Wkrótce jednak historia powróciła w licznych konfliktach zbrojnych, w tym także w wojnie nad Zatoką Perską. Świat pozbywa się mody na futurologiczne przepowiadanie przyszłości. Futurologia zawiodła w sposób spektakularny - nie przewidziała upadku komunizmu i ZSRR. Stanisław Lem określił to mianem kompletnego blamażu futurologii. Przepowiednie futurologiczne należy odróżnić od prognoz, którymi są oparte na podstawach naukowych przewidywania przebiegu i stanu możliwych (prawdopodobnych) przyszłych zdarzeń (rzeczy, faktów, zjawisk) „Prognoza - jak mówi Z. Bartel - daje odpowiedź na pytanie, co będzie, jeśli określone założenia będą spełnione, nie daje natomiast odpowiedzi na pytanie, co po prostu będzie.” Gen. Beaufre stwierdza: „przyszłość jest nie do odgadnięcia, gdyż zawiera w dużym stopniu elementy przypadkowości, zależy jednak w pewnej mierze od rozumu i woli ludzi. (...) zmienność sytuacji i niemożność przewidywania stawiają przed budowniczym systemu obrony niezwykle trudny problem. Jest on tym trudniejszy, że w każdej epoce istnieje ustalona prawda, dowiedziona w sposób naukowy przez proroków i chwilowych przywódców, ale bardzo rzadko potwierdzona przez życie. Natomiast regułą jest zaskoczenie wynikające z zaistnienia czynnika nieprzewidzialnego nawet dla agresora, który wybiera moment i środki”.

    Gen. Beaufre zaleca, aby odrzucić bierną postawę wobec wydarzeń wyrażającą się w pytaniu: co się stanie? zastępując je twórczym: co powinniśmy robić? Innymi słowy powinniśmy tworzyć system wojskowy nie tyle jako garnitur uszyty na miarę aktualnych możliwości, czy obowiązującej mody, ile jako ubranie odpowiednie na różne okazje. Gen. Beaufre określa obronę jako pozycję wyjściową, urządzoną w sposób umożliwiający stałe wykonywanie manewru dostosowującego ją do nowego położenia, bez konieczności gruntownych zmian w jej założeniach. Stąd też „obrona narodowa może być jedynie ‘ustawicznym tworzeniem’ w oparciu o infrastrukturę, której głównymi zaletami powinny być wielostronność i możliwość dostosowania się do sytuacji.

    Konieczność tworzenia sprawnego systemu obronnego jest bezsporna. Były prezydent Czech Vaclav Havel napisał: „właśnie teraz, gdy nie ma widocznych zagrożeń, trzeba myśleć o obronności (...) musimy wyraźnie wykazać gotowość podzielenia się odpowiedzialnością za pokój i obronę ludzkiej godności”. Także były prezydent USA Bill Clinton zadeklarował na konwencji partii demokratycznej: „chcę budować most w XXI wiek i opierać się przy tym na najsilniejszej armii na świecie oraz polityce zagranicznej, która promuje wartości naszej amerykańskiej wspólnoty i wspólnoty narodów”. Jego następca republikanin George W. Bush sięgnął wprost po instrument siły w zwalczaniu zagrożenia terrorystycznego.

    Naiwnego poczucia bezpieczeństwa polskich polityków nie podzielają sąsiedzi Polski. Niemcy np. uważają, że ich państwo znalazło się w obliczu najtrudniejszych wyzwań i podkreślają, że „potencjał ryzyka na naszym kontynencie jest ciągle ogromny” – pogląd gen. Naumanna.

    Obrona militarna Polski, przygotowana i funkcjonująca w czasie pokoju, jest swego rodzaju narzędziem do tworzenia, kształtowania, kreowania przyszłości państwa polskiego. Zlekceważenie przygotowań obronnych było i będzie głównym źródłem utraty suwerenności, możliwych klęsk i tragedii. Stan taki jest niebezpieczny dla przyszłości Polski i Europy. Innymi słowy przygotowania obronne są konieczną inwestycją dla zapewnienia bezpiecznej przyszłości przyszłym pokoleniom Polaków. Obrona militarna tworzy podstawową i największą wartość jaką państwo winno dać swym obywatelom - bezpieczną przyszłość.

    Obrona militarna Polski, a inne funkcje państwa.

    aństwo, jako najwyższa forma organizacji społeczeństwa, realizuje jednocześnie szereg funkcji: gospodarczą, pracy, prawa, oświaty, kultury, opieki społecznej, obronną, itp. Każda z tych funkcji wymaga żmudnych działań organizacyjnych i prawnych władz państwowych oraz podejmowania decyzji co do koniecznych nakładów finansowych. Błędy w podejmowaniu decyzji w tych sprawach są często głównym powodem upadku lub klęski państwa. W. Churchill, były premier Wielkiej Brytanii twierdził, że jeżeli można walczyć o słuszną sprawę w momencie, gdy zwycięstwo jest pewne, to może nadejść także taki moment, gdy trzeba walczyć, mimo że sytuacja jest niekorzystna, a szanse wygranej minimalne. Może być jeszcze gorzej. Czasem trzeba walczyć, gdy nie ma żadnych szans na zwycięstwo. Ze słów Churchilla wypływa przestroga, że brak przezorności i lekceważenie przygotowań obronnych oraz skąpienie środków na obronę w czasie pokoju skutkuje utratą niepodległości.

    W krajach demokratycznych wydatki na wojsko rywalizują z wydatkami na świadczenia społeczne. Należy jednak zgodzić się z marsz. Slessor’em, który stwierdził, że zachowanie bezpieczeństwa i życia jest najważniejszym świadczeniem państwa na rzecz obywateli, a czego nie można zagwarantować bez nowoczesnej i sprawnej armii.

    Przechodząc do polskiej rzeczywistości politycznej musimy stwierdzić, że sprawy obronności wyglądają źle. Przykładem może być losy debat parlamentarnych na temat obronności. Było ich mało. Parlamentarzyści nie mieli czasu by radzić o tych sprawach. Kiedy w końcu dochodziło do debaty, to nic istotnego z niej nie wynikło dla obronności. W konstytucji RP w istocie zdeprecjonowano rolę i znaczenie sił zbrojnych oraz kwestie obronności. Część polityków nie rozumie też roli wojska w okresie pokojowym. To prawda, że minął okres zimnej wojny, kiedy to siła militarna była głównym elementem w polityce wielkich mocarstw. Obecnie obserwujemy wzrost roli innych czynników wpływających na pozycje danego kraju w międzynarodowym układzie sił. Są nimi potencjał ekonomiczny, stabilność wewnętrzna, wkład w rozwój kultury i cywilizacji światowej, siła moralno-etyczna i realistyczna polityka zagraniczna, umiejętnie kojarząca własne interesy narodowe z interesami społeczności międzynarodowej. Ale to wcale nie oznacza, że armia utraciła swoje znaczenie w stosunkach międzynarodowych. Nadal obowiązuje reguła, że „polityka zagraniczna, nie poparta siłą staje się bezsilna”. Jeden z doradców prezydenta USA powiedział: „dopóki natura ludzka się nie zmieni, władza i siła pozostaną w centrum stosunków międzynarodowych (...) dyplomacja bez broni jest jak muzyka bez instrumentów. Także w Niemczech stwierdza się (opinia gen. Naumanna), że „w dzisiejszym świecie siła wojskowa odgrywa inną rolę, ale nie mniej ważną, gdyż to właśnie środki militarne stanowią ultima ratio w zapobieganiu konfliktom (...) sił zbrojnych nie można zastąpić innym środkiem, nadal pozostają one instrumentem polityki bezpieczeństwa (...) tylko to państwo, które może się chronić i bronić, jest w stanie kształtować politykę.

    Roman Kuźniar, znany ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa, stwierdził, że hasła „po pierwsze gospodarka” lub „po pierwsze człowiek” nie będą miały sensu jeżeli zapomnimy, że najważniejsze jest bezpieczeństwo. Jest ono pierwszą, pierwotną i egzystencjonalną potrzebą jednostek, grup społecznych i wreszcie państw. Chodzi jednak nie tylko o przetrwanie, zachowanie integralności terytorialnej czy niezawisłości, lecz także o bezpieczeństwo rozwoju gwarantującego dostatek, wolność, wzbogacenie tożsamości narodowej i kultury.

    Machiavelli przypominał, iż „zasadnicze fundamenty wszelkich państw,..., polegają na dobrych ustawach i na dobrym wojsku”. Można dodać, że siła i skuteczność polityki zagranicznej w zakresie bezpieczeństwa jest wypadkową umiejętnego użycia wszelkich środków, a w ostateczności także siły zbrojnej.

    Bez zdolności do skutecznej obrony militarnej państwo jest skazane na upadek. Dlatego obrona militarna Polski nie może być improwizowanym zrywem podejmowanym dopiero w obliczu agresji. Jest ona podstawą trwałości państwowości polskiej umożliwiającą realizację pozostałych funkcji państwa w polityce zagranicznej i wewnętrznej.

    Narodowe i zewnętrzne środki obrony militarnej.

    aństwo stara się zapewnić sobie zewnętrzne warunki bezpieczeństwa zawierając różnego rodzaju układy, sojusze i koalicje. Starania Polski podejmowane po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. nie dały Polakom międzynarodowych gwarancji bezpieczeństwa. Konsekwencją tamtych starań był sojusz z Francją i Wielką Brytanią, który publicysta Stanisław Cat-Mackiewicz określał mianem „sojuszu egzotycznego”. I chociaż taka opinia jest przesadzona (sojusznicy Polski wypowiedzieli Niemcom wojnę w 1939 r.) to ten sojusz nie zagwarantował Polsce odzyskania niepodległości po zakończeniu wojny w 1945 r. Historia uczy, że ryzykownym jest opieranie bezpieczeństwa, a więc fundamentu państwowości na obcej sile zbrojnej. Bywało i tak, że w konsekwencji „pomocy” państwo traciło niepodległość. Machiavelli podawał przykład Bizancjum: cesarz grecki (wschodnio rzymski - przyp. RSZ), by bronić kraju od nieprzyjaciół wezwał doń na pomoc dziesięć tysięcy Turków, którzy po ukończeniu wojny nie zechcieli już kraju opuścić, to stało się początkiem ujarzmienia Grecji przez niewiernych. Stąd wniosek: „wszyscy więc książęta roztropni unikali tego rodzaju posiłków i poprzestawali na własnym orężu, woleli raczej przegrać z własnym wojskiem, niż wygrać z obcą pomocą rozumiejąc, że takiej wygranej nie mogliby między zwycięstwa prawdziwe policzyć. Także w historii najnowszej znajdziemy liczne przykłady szkód jakich różnym państwom dostarczyli pseudo-sojusznicy.

    Clausewitz w swojej pracy „O wojnie” omawiając przyczyny upadku Polski w XVIII w. pisał: „gdyby Polska była państwem zdolnym do obrony, te trzy mocarstwa nie przystąpiłyby tak łatwo do jego rozbioru, mocarstwa zaś najbardziej zainteresowane w utrzymaniu Polski, jak Francja, Szwecja i Turcja, mogłyby współdziałać zupełnie inaczej celem jej utrzymania. Żądać jednak, aby utrzymanie jakiegoś państwa było troską tylko sił zewnętrznych, to doprawdy zbyt wiele.” I dalej wspominając o rozbiorach pytał: „Czy inne państwa miały temu przeszkadzać, czy miały one stale warować z dobytym mieczem, aby strzec politycznej świętości granicy polskiej? Byłoby to żądaniem moralnie niemożliwym. Polska w owym czasie była pod względem politycznym niewiele więcej, niż nie zamieszkałym stepem: i podobnie jak mało było możliwości stałego uchronienia tego bezbronnego, położonego między innymi państwami stepu od ich napaści, tak równie trudno było zapewnić nienaruszalność tego państwa.” W konkluzji stwierdzał on, iż „obrońca w ogólności więcej może liczyć na pomoc z zewnątrz niż nacierający. Będzie on mógł tym pewniej na to liczyć, im ważniejsze jest jego istnienie dla wszystkich innych, to znaczy im zdrowszy i silniejszy jest jego stan polityczny i wojskowy”.

    Podobne wnioski formułował marsz. Helmuth von Moltke, w szkicu „O Polsce”, wydanym w 1832 r. w Berlinie. Omawiając przyczyny upadku Polski stwierdził: „biada temu narodowi, którego byt ma zależeć od układu gwarancji, którego on w swej własnej sile nie posiada”.

    Rezygnacja z własnej siły militarnej na rzecz pomocy zewnętrznej i zabieganie o protekcję zewnętrzną były objawem degeneracji państwa. Marsz. Piłsudski pisał: „gdy jednak przejdziemy prawie do ostatnich chwil życia Rzeczypospolitej,(...) znajdziemy, wobec słabości własnych sił, poszukiwania protekcji na zewnątrz. Prawie wszyscy dygnitarze byli płatni przez obcych, brali pensje nadzwyczajne od obcych potencji. Szukano protektorów utytułowanych: wielką protektorką Polski była Katarzyna II, wielkim „przyjacielem” Polski był również Fryderyk Wielki w sąsiednich Prusach i wreszcie trzecią protektorką Polski była Maria Teresa. Przy takich protekcjach, sądzę, nawet wysoka protekcja Boska pomóc by nam nie zdołała (...)”. Za przyczynę upadku siły militarnej marsz. J. Piłsudski uważał „zniknięcie „siły jedynowładców - królów dziedzicznych” i przejęcie rządów przez demokrację szlachecką, co spowodowało, że natychmiast „interes wojska” był usuwany na dalszy plan w porównaniu do innych potrzeb, niechybnie istniejących w państwie”. W konsekwencji dążenie do wygody i dobrobytu spowodowały, że zanikła „twarda, żelazna praca związana z wojskiem, z siłą zewnętrzną i pracą wewnętrzną nad duszą ludzką, która musi znowu stać się twardą i hardą w służbie wojskowej”.

    Druga RP, także za sprawą marsz. Piłsudskiego, dbała o wojsko. Mimo to we wrześniu 1939 r. Niemcy pokonały Polskę, a jej sojusznicy nie zdobyli się na okazanie efektywnej pomocy. Stworzony przez władze RP system bezpieczeństwa narodowego zawiódł. Powstaje jednak pytanie, czy los wojny (reakcja sojuszników) nie byłby inny, gdyby Polska inaczej przygotowała się do obrony, licząc przede wszystkim na własne siły. Zamiast tworzyć system wojskowy o charakterze ofensywnym (nowoczesna koncepcja wojny manewrowej), oparty na założeniu współpracy koalicyjnej z Zachodem, należało rozwinąć obronę terytorialną opartą o umocnienia i fortyfikacje. Uporczywa i wytrwała obrona miast oraz rejonów umocnionych byłaby – można tak sądzić - skutecznym sposobem hamującym niemiecki „Blitzkrieg”. Natomiast polskie „manewrowanie” wojskiem złożonym z piechoty i kawalerii, atakowanym przez samoloty i czołgi, okazało się działaniem ryzykownym i nieskutecznym. Nadzieja, że po upływie dwu tygodni ruszy wielka ofensywa na Zachodzie i odciąży front w Polsce też okazała się złudna. Stało się tak, chociaż nie brakło w Polsce trzeźwych ocen realności pomocy ze strony sojuszników. Gen. Kutrzeba i ppłk Mossor pisali w tajnym opracowaniu nt. możliwości obronnych Polski: „żaden z możliwych naszych sojuszników nie może być traktowany jako zupełnie pewny”.

    Współpracę w zakresie obrony militarnej z innymi państwami jest niezbędna dla bezpieczeństwa kraju. Musi jednak opierać się na założeniu zmienności (zawodności) polityki sojuszników. Warto chyba pamiętać o słowach brytyjskiego polityka, premiera Palmerstona: „byłoby krótkowzrocznym sądzić, że ten czy tamten kraj może być wiecznym sojusznikiem lub wiecznym wrogiem Anglii. Nie uznajemy ani odwiecznych wrogów, ani odwiecznych sojuszników. Wieczyste są tylko nasze interesy i obowiązek ich obrony”.

    Współcześnie sojusze określa się jako „środek do zwiększania własnego bezpieczeństwa”. Celem jest zwielokrotnienie własnej siły obronnej (w przypadku sojuszy obronnych) i umocnienie poczucia bezpieczeństwa państw tworzących dany sojusz. Zatem, aby poważnie myśleć o sojuszu należy przede wszystkim posiadać potencjał cenny w punktu widzenia sojuszników. W przypadku sojuszu obronnego jest nim Narodowy System Obrony Państwa, obejmujący nowoczesne siły zbrojne i cały układ pozamilitarny, sprawnie kierowane i dowodzone zgodnie z przyjętą doktryną obronną (strategią) zapewniającą minimum bezpieczeństwa w przypadku konfliktu zbrojnego. Przy tworzeniu NSOP trzeba dążyć do wykorzystania właściwych środków obrony państwa, do których za Clausewitz’em zaliczamy: 1) wojska operacyjne zdolne do uczestnictwa w działaniach zaczepnych; 2) wojska terytorialne do obrony terytorium państwa; 3) społeczeństwo przygotowane do uczestnictwa w obronie; 4) odpowiednio przygotowane do obrony terytorium państwa; 5) stworzona w czasie pokoju możliwość działań nieregularnych; te wszystkie środki łącznie, właściwie zorganizowane, powinny być wspierane 6) sojuszem, w ramach systemu zbiorowego bezpieczeństwa.

    Doświadczenie historyczne wskazuje, że opieranie własnego bezpieczeństwa jedynie na sojuszach jest błędne. Podobnie zawodnym może okazać się poszukiwanie gwarancji bezpieczeństwa w sojuszu wnosząc doń jedynie wojska operacyjne, a zapominając o innych środkach obrony. Tylko dysponując narodowymi środkami obrony, zaczynając od wojsk operacyjnych, a kończąc na masowych działaniach nieregularnych, możemy zagwarantować państwu niezawodność sojuszu. Sojusze bywają zawodne bowiem interesy państw je tworzących mogą podlegać zmianom. Dlatego dysponowanie własną siłą jest najlepszą gwarancją zachowania podmiotowej roli w sojuszu.

    Podstawą bezpieczeństwa narodowego jest własna, narodowa obrona militarna - przygotowywana, obliczona na samodzielne, samowystarczalne sprostanie zagrożeniom. Tymczasem w Polsce obserwujemy działania sprzeczne z tą zasadą. Przedstawiciele władz wiele robią dla stworzenia gwarancji bezpieczeństwa państwa starając się o uczestnictwo w sojuszu obronnym NATO. Jest to działanie słuszne i godne poparcia. Jednocześnie jednak nie robi się zbyt wiele dla tworzenia własnych, narodowych zdolności obronnych. Dzieje się tak chociaż w charakterze NATO własne zdolności obronne każdego z państw (narodowa obrona kraju) są podstawą funkcjonowania sojuszu Północnoatlantyckiego. Co więcej, Polska zapomina, że dla stworzenie sprzyjających warunków bezpieczeństwa w jej otoczeniu nie wystarczy aktywny współudział w zbiorowych wysiłkach na rzecz bezpieczeństwa. Potrzebna jest własna siła obronna, która będzie uwiarygodniać dążenia polityczne Polski.

    Cd. w następnej edycji now@ on-line

    _______________

    1Jak wiadomo władze komunistyczne PRL w razie wojny ZSRR z NATO zamierzały użyć do podboju Danii i północnych Niemiec trzech armii tzw. ogólno-wojskowych wspieranych przez lotnictwo i marynarkę wojenną.

    2 Siły Obrony Terytorium Kraju były przewidziane do obrony terytorium PRL w razie wojny z Zachodem. System OTK mógł jednak być wykorzystany do obrony Polski po 1989 r. jako obrona terytorialna po przeprowadzeniu pewnych zmian i usunięciu patologii, polegającej na traktowaniu oddziałów OTK jako taniej siły roboczej.

    3 Przykładem może być los 15 dywizji z Olsztyna. Została ona rozwiązana, następnie sporym nakładem kosztów odtworzona i ponownie rozwiązana mimo, że znajdowała się w rejonie graniczącym z rosyjskim okręgiem kaliningradzkim.

    4 Konflikty zbrojne w których stroną są siły paramilitarne, zbrojne formacje ochotnicze typu milicyjnego lub pojedyncze oddziały wojsk prowadzące działania nieregularne (partyzanckie).

    5 Por. Olszewski R.: Weryfikacja poglądów na odstraszanie militarne, „Myśl Wojskowa” 2/1996, s. 6.

    6 Machiavelli, Książe, Rozważania, Warszawa 1993, s. 91.

    7 Slessor J. Strategia Zachodu, Warszawa 1958, s. 122.

    8 Por. A. Hamilton w: Filipowicz S., O władzy grzechu i grzechach władzy, Warszawa 1992, s. 246.

    9Por.,„Polityka zagraniczna państwa, Warszawa 1992, s. 59.

    10 Tamże, s. 55.

    11 Założenia polskiej polityki bezpieczeństwa. Polityka bezpieczeństwa i strategia obronna RP, Warszawa 1992. Obecnie dokumentem obowiązującym jest Strategia bezpieczeństwa narodowego RP z 2003 r., jednak generalne założenia, określone w pierwszym dokumencie, w istocie nie uległy zmianie.

    12 Por., Polityka zagraniczna ..., op. cit., s. 66.

    13 Osmańczyk E., Encyklopedia spraw międzynarodowych i ONZ, Warszawa 1975, s. 3001.

    14 Bocheński A., Rozmyślania o polityce polskiej, Warszawa 1982, s. 196.

    15 Por., Madejski A., Zieliński J., Siły zbrojne wobec nowych wyzwań, Warszawa 1992, s. 17.

    16 Eglozy’egy G. w książce: Bluff przyszłości, Paryż 1975 r., twierdzi, że futurologia nie dokonała niczego innego poza dostarczeniem środków do życia futurologom.

    17ibidem, s. 20.

    18 Beaufre A., Wstęp do strategii. Odstraszanie i strategia, Warszawa 1968, s 230, 231.

    19ibidem, s. 276.

    20Tamże, s. 231.

    21Havel V., O obronie w czasach pokoju, „Rzeczpospolita” z 18.XI.86 r.

    22 Nakreślona wizja przyszłości, „Rzeczpospolita” z 31.08-1.09.96 R.

    23 Slessor J., Strategia..., op. cit., s. 90.

    24 Slessor J., op. cit., s. 29.

    25 Kuźniar R., Po pierwsze bezpieczeństwo, „Rzeczpospolita” z 9.01.96 r.

    26 Machiavelli N., op.cit., s. 80.

    27 Machiavelli N., op. cit., s. 86.

    28 ibidem.

    29 Clausewitz C., O wojnie, Lublin 1995, s. 445-446.

    30 Moltke H., O Polsce, Warszawa 1996, s. 78-79.

    31Piłsudski J., Rok 1863, Warszawa 1969, s. 200-201.

    32 Studium planu strategicznego Polski przeciw Niemcom Kutrzeby i Mossora, Warszawa 1987, s. 62.

    33 Bocheński A. Rozmyślania... op.cit., s. 78-79.

    powrót do strony głównej


    now@ on-line miesięcznik polityczny Internautów http://nowaonline.strefa.pl