| ||||
|
|
Stanley Sas Niepokorna Polonia Przed chwilą polskojęzyczne, nowojorskie Radio-Rytm podało informację o zarzutach, jakie przedstawiciele Fundacji Batorego postawili polskiej dyplomacji. Pytano o to, jak można było dopuścić do sytuacji, w której wśród Polonii wyrosła tak potężna postać, jak Prezes USOPAL Jan Kobylański. Z ich strony postulat dla nowo wybranych władz niezależnej Rzeczypospolitej: na nowo tak ukształtować i zacieśnić stosunki z Polonią, aby nie zdarzyła się już taka "wpadka". Zastanawiające, jak niepokorna jest ta Polonia. Tyle milionów dolarów wydanych zarówno z kasy państwowej jak i z różnych fundacji. Staranny dobór kandydatów na "polskich" dyplomatów. Kiedyś tygodnik "Nasza Polska" opublikował długą listę pracowników polskich placówek dyplomatycznych, zawodowych dyplomatów, których dobierano głównie według kryteriów właściwego pochodzenia etnicznego. To jest już nieraz trzecie pokolenie. Ich dziadkowie przybyli z armią sowiecką i pośpiesznie uczyli się języka polskiego. "Główne" zadanie dyplomacji Obsiedli nasze placówki dyplomatyczne i tkwią tam, mimo zmian kolejnych ekip rządowych i ustrojowych w Polsce. Systematycznie wykonują "zadania" wśród Polonii. Prof. Władysław Bartoszewski, jako minister spraw zagranicznych, żegnał byłą panią konsul przed odlotem do Nowego Jorku słowami: "Pani głównym zadaniem jest utrzymywanie dobrych stosunków ze środowiskami żydowskimi". Nieprzypadkowo najbardziej znienawidzone przez Polonusów kręgi znajdują swoje oparcie w polskich konsulatach. Wspomniane Radio-Rytm czasami nazywane jest w Nowym Jorku "Idioten Rundfunk dla Polaczków". Ale na bezrybiu i rak ryba. Stęsknieni polskiego słowa Polonusi słuchają więc tego jedynego polskojęzycznego radia, które pomiędzy polki, oberki i polo-disco sączy antypolski jad. Niedawno zakończono nadawanie odcinkowej powieści Yehudy Nira "Utracone dzieciństwo", wyjątkowo ohydnego paszkwilu na Polaków. Karykaturalny obraz przedstawicieli naszego narodu przypomina "Malowanego ptaka", dzieło napisane przez innego polsko-żydowsko-amerykańskiego geniusza Jerzego Lewinkopfa-Kosińskiego, który również jako mały chłopiec ocalał z Holocaustu dzięki pomocy Polaków i po latach odpowiednio się im odwdzięczył. Przypatrzmy się, kto napisał świetne recenzje "Utraconego dzieciństwa" - a są to m.in. Władysław Bartoszewski i ks. Adam Boniecki. Entuzjastycznie pisał o tej książce "New York Times". Gdyby w taki sposób przedstawiono inna grupę narodową, NYT potępiłby takie dzieło bardzo surowo, jako przykład głoszenia uprzedzeń i nienawiści etnicznej. Polski ksiądz nie ma czasu dla Polaków ale ma dla rabinów Pracownicy Radia Rytm nieustannie apelują do Polonii o wsparcie finansowe, mimo że sponsoruje je znany biznesmen polonijny żydowskiego pochodzenia Krystyn Haich. Stałymi współpracownikami radia są ojcowie dominikanie. Kiedyś z imigrantami z Polski przybywali księża, którzy czuli się Polakami i pracowali w parafiach dla dobra Polonii. Wspaniałym przykładem może być uwielbiany przez nowojorską Polonię ks. Tolczyk, założyciel Centrum Polsko-Słowiańskiego i Unii Kredytowej. Dzisiaj przyjeżdżają księża, którzy za główne zadanie uznają zbieranie kasy i utrzymywanie dobrych stosunków ze środowiskami żydowskimi. Perwersyjnym wręcz tego przykładem może być ksiądz z Jersey City, noszący polskie nazwisko, który nie chce nawet odprawiać mszy po polsku. Ignoruje polskich parafian, mimo ich nieustannych protestów. Jak powiedział jeden z polonijnych dziennikarzy: ten ksiądz nie może znaleźć 15 minut, aby przedyskutować zarzuty z polskimi parafianami, ale ma czas na to, aby co sobotę spotykać się z miejscowymi rabinami. Chcą się dobrać do polskiego banku Prezes Radia Rytm Stanley Trojaniak pozuje na polonijnego górala, mając nadzieję, że naiwni Polonusi sypną dolarami jak na tacę w kościele. Ostatnio nieustannie reklamował swoją osobę w wyborach do największej polonijnej organizacji Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej - banku, w którym Polonusi zdeponowali już ponad miliard dolarów swoich oszczędności. Jednakże oporni Polonusi nie docenili "patriotyzmu" pana Trojaniaka, który przepadł w wyborach, ale wokół Unii Kredytowej nadal knute są nieustannie intrygi. Unia zamiast wspomagać różne cenne inicjatywy wśród Polonii, traci miliony dolarów, które przepływają do kieszeni różnych nowojorskich adwokatów Goldbergów, Goldsteinów, itp., na bezsensowne sprawy sądowe. Przez pewien czas działalność Unii była nawet sparaliżowana a władzę nad nią przejął amerykański zarząd komisaryczny. Nieprzypadkowo były prezes Unii Kredytowej Ryszard Zawistny był stałym gościem na salonach nowojorskiego konsulatu RP i miał poparcie "Nowego Dziennika", gazety, w której red. Ewa Berberyusz w czasie afery Jedwabnego pytała swojego męża czy nie wstydzi się, że jest Polakiem. Nowy ambasador Rzeczypospolitej w Waszyngtonie oraz pracownicy polskiego konsulatu w Nowym Jorku będą więc znów mieć pełne ręce roboty. Nie mogą przecież dopuścić do tego, aby tak potężna organizacja znalazła się w rękach kogoś przypominającego Jana Kobylańskiego. | |||