now@ on-line  czerwiec  2006

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 

 

Justyna Sadlak

„Zdrowy dotyk” Chmury

Kiedy skończyliśmy spotkanie, zapewnił, że nas kocha. Wcześniej zaś kazał się do siebie zwracać Paweł, mimo że ma na imię Mirosław. I prawdopodobnie nie miałby tej możliwości, gdyby nie fakt, że trafiły do nas niepokojące informacje o jego Radomskim Stowarzyszeniu Pomoc2002, które „zajmuje się terapią ludzi dotkniętych homoseksualizmem”. W rzeczywistości wszystko wskazuje na to, że Mirosław Chmura – bo o nim mowa – „uzdrowiciel” i terapeuta, jest zwykłym hochsztaplerem.

Zamiast pomagać swoim podopiecznym, krzywdzi ich jeszcze bardziej. Równie skandaliczne jest to, że „opiekun” uwiarygodnia swoją działalność, powołując się na nazwiska znanych polityków i rzekome poparcie władz Kościoła, co oprócz przypadku jednego polityka jest całkowitą bzdurą.

Homoseksualiści nie tylko paradują na marszach i chcą prawa do adoptowania dzieci. Wielu z nich traktuje tę przypadłość jak chorobę, z której można się wyleczyć. Pomagają im w tym psychologowie, terapeuci, księża. Istnieje sporo grup, gromadzących takie osoby.

Dziwne spotkanie

Przypadkowo natknęłam się na stronę internetową jednej z nich. Ostrzegano w niej przed panem Mirosławem Chmurą i prowadzonym przez niego stowarzyszeniem o nazwie Pomoc2002. Zarzuty były na tyle przekonujące, że postanowiłam zweryfikować te informacje. I tak w kwietniu doszło do bezpośredniego spotkania z panem Chmurą.

Szef stowarzyszenia na miejsce spotkania zaproponował hotel Mariott w Warszawie. Wraz z koleżanką przyszłam na omówione miejsce. Chmury jeszcze nie było. Postanowiłam do niego zadzwonić. Po chwili podszedł do mnie. Okazało się, że jest człowiekiem ostrożnym, stał na uboczu i obserwował, kto przyszedł na spotkanie. Zaproponował, żebyśmy weszli do hotelu.

Mirosław Chmura okazał się mężczyzną w średnim wieku, skromnie ubranym – moją uwagę przykuły na przykład jego zniszczone buty. Na sugestię, że może pójdziemy porozmawiać do jakiejś innej kawiarni, bo ta w Mariocie do tanich nie należy, odpowiedział, że nie ma takiej potrzeby. W holu hotelowym na pierwszym piętrze są stoliki, przy których możemy usiąść i spokojnie porozmawiać.

- Mów do mnie Paweł, bo przyjaciele tak na mnie mówią – zaproponował. Zaczęliśmy rozmowę. Poprosiłam, żeby opowiedział mi o tym, czym się zajmuje. Z wielką ochotą opisał, jak od czterech lat pomaga homoseksualistom w uzdrowieniu.

Źli księża

- Niestety w sierpniu był zamach na naszą grupę. Dwóch księży chciało ją zniszczyć. Między innymi ksiądz Wiktor Tokarski i ksiądz Roman Grzona – relacjonował z dużym przejęciem. Zapytałam, dlaczego? Zasugerowałam, iż jest to dość dziwne, że księża, którzy sami pomagają ludziom wyjść z homoseksualizmu, niszczą taką grupę.

- Zrobili to po to, żeby grupę przejąć – odpowiedział. - Ukradli nam stronę internetową i napisali masę paszkwili na mnie. Zaszkodzili nam okropnie, narobili bałaganu, nienawiści – dodał (obecna strona, na której można przeczytać ostrzeżenie przed grupą wsparcia Pomoc2002, była kiedyś stroną internetową właśnie tego stowarzyszenia).

- "Ukradli" nam większość chłopaków, naobiecywali im złote góry, terapie. Stworzyli grupę Pascha, która się teraz rozlatuje – powiedział. Według niego ma te informacje od mężczyzn, którzy są na terapii w owej grupie.

- Ksiądz Tokarski zaczął wyciągać od chłopców pieniądze. Kazał im robić badania na HIV, a wyniki przekazać przełożonym. Ta grupa jest zamknięta, ale ja mam informacje z forum. Chłopcy opowiadają – powiedział Chmura.

- Najgorsze jest to, że Tokarski zabrał mi chłopców. Teraz ludzie odchodzą od niego i trafiają do Biedronia. To zrobiła z nich Pascha. Zresztą, niech sobie robią, co chcą. Nasza grupa nadal istnieje i rozwija się – stwierdził „Paweł”.

Co robi „uzdrowiciel”?

Jak Mirosław Chmura trafia do swoich podopiecznych? Otóż wchodzi na internetowe chaty i informuje piszących tam mężczyzn o swojej działalności, podaje adres strony internetowej, a następnie prowadzi korespondencję mailową.

- Chłopcy piszą do nas listy anonimowo i piszą o swoich problemach. W momencie, gdy się przekonują, że ja nie jestem człowiekiem, który chce ich wykorzystać, dzwonię do nich. Następnie przyjeżdżają na nasze spotkania - twierdzi Chmura.

Z jego relacji wynika, że Pomoc2002 jest grupą dobrze działającą w całym kraju.

- Organizujemy zjazdy ogólnopolskie, raz na kwartał, i rekolekcje. Także dziesięciodniowe turnusy wakacyjne połączone z rekolekcjami. Do sierpnia były regularnie. Co miesiąc były to zjazdy lokalne, regionalne. A jak było możliwe, to nawet co tydzień. Mieli ze sobą kontakt, nawzajem się wspierali – opowiada z przekonaniem.

Łącznie przez terapię w jego grupie przewinąć się miało kilkuset mężczyzn.

- Trudno policzyć. Zgłosiło się około siedmiuset chłopców. Część odeszła, część się ożeniła – powiedział „Paweł”.

Zwiewni terapeuci Chmury

Twórca Pomocy2002 mówił o sztabie ludzi, którzy mu pomagają w uzdrawianiu ludzi dotkniętych homoseksualizmem. Zaznaczył jednak, że w znacznej mierze sam prowadzi terapię.

- Terapię prowadzę ja albo kieruję chłopaków do sprawdzonych terapeutów w ich miejscowościach, albo sam próbuję z nimi rozmawiać – relacjonuje.

Zapytany o nazwiska ludzi, którzy mu pomagają w terapii, odpowiadał jednak wymijająco. Rzekomo ludzie ci nie chcą ujawniać swoich danych, bo się boją. Strach miał być spowodowany atakiem o. Tokarskiego na jego grupę. Podobną odpowiedź usłyszałam po zapytaniu, czy utrzymuje kontakt z jakimś księdzem, który opiekowałby się duchowo grupą.

– Nie mamy księży, którzy na stałe współpracują. Wystąpiliśmy do Episkopatu o przyznanie nam asystenta kościelnego 25 stycznia ubiegłego roku, ale do tej pory nie uzyskaliśmy żadnej odpowiedzi – odpowiedział.

Mijanie się z prawdą

Pozornie opowieść Mirosława Chmury była logiczna. Jednak po zweryfikowaniu jego wersji wydarzeń, fakty okazały się druzgocące. Okazało się, że grupa Pascha, prowadzona przez księży, ma się dobrze. Natomiast w sekretariacie Episkopatu poinformowano, że „żadne pismo od pana Chmury nie wpłynęło”. Jego pracownicy nie wiedzieli również nic o istnieniu stowarzyszenia Pomoc2002.

„Paweł” prowadzi swoją działalność na terenie Radomia. Zadzwoniłam więc do Kurii biskupa radomskiego. W końcu można było w dobrej wierze przyjąć, że w natłoku spraw pismo stowarzyszenia mogło umknąć uwadze zatrudnionych w sekretariacie Episkopatu. W Radomiu musiało być inaczej. Jednak i tu dziekan Kurii stwierdził, że nie słyszał o takim człowieku i o jego działalności

- Na pewno Kuria nie wydała pozwolenia na taką działalność – powiedział dziekan.

Zapewnienia Chmury, że swoją działalność prowadzi pod kuratelą Kościoła, okazały się więc nieprawdziwe.

Ojciec Tokarski: „ostrzegam”

Skontaktowałam się z ojcem Wiktorem Tokarskim, który w rozmowie ze mną potwierdził wszystkie informacje, które zamieścił na stronie internetowej przestrzegającej przed tym stowarzyszeniem (www.pomoc2002.org). Zaznaczył, że nie ma nic w tym względzie do dodania. Warto zaznaczyć, że o. Tokarski nie jest jedyną osobą, która przestrzega przed działalnością Chmury. Ich wypowiedzi pochodzą również ze wspomnianej strony.

Ojciec Wiktor P. Tokarski OFM i ksiądz Roman Grzona MIC, których Chmura oskarża o swoje niepowodzenia, przyznają, że ponad rok (od lata 2004) współpracowali ze stowarzyszeniem Pomoc2002. Obecnie stanowczo i kategorycznie odcinają się od jakichkolwiek działań prowadzonych przez jego założyciela. Uznali, że prowadzone przez niego działania są szkodliwe.

„(…) Na początku działalność p. Chmury wzbudzała moje obawy. Dotyczyły one metod pomocy stosowanych przez tegoż pana, a zwłaszcza 'zdrowego dotyku'. (…) Żadne negatywne głosy od nich samych [podopiecznych – przyp. red.] nie dochodziły do mnie. Powodem takiego stanu rzeczy było usuwanie przez prowadzącego grupę wszystkich niewygodnych osób, a także skuteczne manipulowanie i odgradzanie kapłanów czy innych osób współpracujących z Pomocą2002” - stwierdził ojciec Tokarski w swoim oświadczeniu.

Wreszcie, w ostatnich miesiącach współpracy z grupą zaczęły docierać do niego niepokojące sygnały, które nie pozwoliły mu pozostać obojętnym. Wobec tego poprosił psychologa, panią Agnieszkę Kozak, „o obserwację grupy, mechanizmów w niej panujących, metod stosowanych przez p. Chmurę, a także jego samego”. Konsultacja z psychologiem była strzałem w dziesiątkę. Wnioski okazały się druzgocące.

Manipulator

Agnieszka Kozak stwierdziła, że po pierwsze, „Pan Chmura używał technik manipulacyjnych w kontaktach ze swoimi podopiecznymi czy osobami współpracującymi z nimi (kapłani, psychologowie, wolontariusze), a przed tymi ostatnimi ukrywał ważne fakty z życia grupy, tworząc wrażenie sielankowej atmosfery w grupie i postępów na drodze uzdrowienia wśród jego podopiecznych”.

Po drugie, „usiłował wchodzić w rolę osoby, która załatwi wszystkie problemy osób, które prosiły go o pomoc. Odradzał im korzystanie z pomocy psychologicznej czy psychoterapii, twierdząc, że lekarstwem na rozwiązanie wszystkich ich problemów ma być stworzona przez niego Grupa Wsparcia 'Pomoc2002'. Jednocześnie deprecjonował inne inicjatywy mające na celu pomoc osobom homoseksualnym (…). Osoby, które odeszły z grupy wsparcia, były obmawiane, szkalowane, a nawet zastraszane i szantażowane przez p. Chmurę. Groził też swoim podopiecznym wykorzystaniem intymnych wiadomości pochodzących z rozmów czy korespondencji z nim. Dotyczyło to zwłaszcza osób, które nie zgadzały się z proponowanymi przez niego metodami czy też odchodziły z grupy. Groźby te – niestety – często stawały się rzeczywistością, gdyż pan Chmura posuwał się do wykorzystania tych informacji w rozmowach z innymi osobami w grupie, czego celem było ośmieszenie kogoś czy deprecjonowanie obrazu tej osoby w oczach innych członków grupy”.

Pan Chmura w prowadzonej przez siebie grupie jako metodę pomocy osobom homoseksualnym wprowadzał tzw. zdrowy dotyk. Opierał się przy tym na autorytecie pana Richarda Cohena, amerykańskiego psychoterapeuty, zajmującego się leczeniem homoseksualizmu, ale – jak pisze Agnieszka Kozak: „jego propozycje interpretował w opaczny sposób i wprowadzał w nie nowe elementy – na przykład wspólne spanie osób o skłonnościach homoseksualnych. Prowadziło to do kolejnych zranień osób uczestniczących w grupie, a nierzadko powodowało uzależnienie od osób uczestniczących w grupie. Wszelkie formy sprzeciwu wobec p. Chmury ze strony członków Pomocy2002 kończyły się wydaleniem z grupy, z jednoczesnym zerwaniem kontaktów z pozostałymi uczestnikami grupy”.

Psycholog a'la prezydent

Według ojca Tokarskiego Mirosław Chmura sugerował swoim podopiecznym, że jest psychologiem. Niektórym mówił wprost, że nim jest, innym, że posiada wykształcenie psychologiczne. „Prawda jest taka, że pan Chmura nie jest psychologiem, a wiedzę na temat homoseksualizmu zdobywał w wiadomy tylko sobie sposób - w jego przypadku można mówić o stosowanych przez niego technikach manipulacji, a nie o wiedzy psychologicznej” - napisał zakonnik.

Podobne zdanie ma drugi z księży, który współpracował z Chmurą: „Na początku dowiedziałem się od niego, że studiował psychologię i ma swojego superwizora. W moim odbiorze oznaczało to tyle, że jest on psychologiem. Z czasem przekonywałem się, że jest to jednak nieprawda” - twierdzi ksiądz Grzona.

W czasie rozmowy z Chmurą zapytałam go więc, czy ma jakieś kwalifikacje do prowadzenia terapii. W odpowiedzi usłyszałam, że tylko przez dwa lata studiował psychologię, ale ma duże doświadczenie w leczeniu mężczyzn.

- Wyjechałem w stanie wojennym do USA. Trafiłem na ludzi, którzy byli homoseksualistami i zacząłem się interesować tym zagadnieniem. Studiowałem dwa lata psychologię, czytałem dużo książek. Poznałem ludzi, którzy się terapią zajmują – powiedział „Paweł”. I to w jego mniemaniu daje mu prawo do nazywania się psychologiem.

Matczyne ramiona

Mirosław Chmura nie ma swojej rodziny. Mieszka ze swoją mamą. Adres stowarzyszenia to adres ich mieszkania. Wszystko wskazuje więc na to, że Pomoc2002 nie ma innej siedziby. Tylko gdzie szef stowarzyszenia spotyka się ze swoimi podopiecznymi? Czy to możliwe, żeby kilkadziesiąt czy kilkaset osób przyjeżdżało na terapię do jego domu?

- To są moje dzieci, mówią do mnie „Tato”. Przyjeżdżają do mnie do domu, moja mama ich przyjmuje. Siada na wersalce, a oni kładą głowę na kolana. I pytają, co mają zrobić ze swoim problemem – opisuje niespeszony „Paweł”.

Jak widać, również opisy liczebności jego grup i zgłaszających się na „terapię” muszą być grubo przesadzone.

Guru

Zachowanie pana Chmury jest podobne do „podręcznikowego” zachowania guru sekty. Przekonałyśmy się o tym bezpośrednio ja i moja koleżanka. Kończąc spotkanie z nami, „Paweł” zapewniał, że nas kocha. W połączeniu z tembrem głosu i gestykulacją, utwierdziło nas to w przekonaniu, że człowiek ten jest zaburzony.

Ojciec Wiktor Tokarski, ksiądz Grzegorz Grzona i Agnieszka Kozak obserwując zachowanie Chmury i prowadzonej przez niego terapii, oświadczyli, że manipulował osobami, które były w grupie wsparcia Pomoc2002. Opowiadał o ludziach, którzy rzekomo mogą szkodzić grupie, jednocześnie nie doprowadzał do konfrontacji z domniemanym wrogiem. Dla swoich podopiecznych wyznaczał prawa, normy, zakazy i nakazy, tłumacząc, że w ten sposób ochroni ich przed zagrożeniami płynącymi z zewnątrz. „Tak naprawdę [działania te - przyp.red.] zwiększały kontrolę przywódcy nad poszczególnymi członkami i powodowały odcięcie od rodziców biologicznych. Swoistym 'osiągnięciem' pana Chmury było to, że młodzi, ale przecież dorośli mężczyźni, którym 'pomagał', dzwonili do 'ojca' grupy z zapytaniem, czy mogą się spotkać z którymś członkiem grupy, czy mogą wyjechać z nim gdzieś na weekend czy wakacje” - opisuje pani Kozak. Nie pozwalał także źle mówić o sobie, pod groźbą usunięcia z grupy. Miał pełną władzę nad podopiecznymi.

Żeby zwerbować ludzi, zaspokajał ich potrzeby. Na przykład „pytani o ulubione czekoladki, po upływie kilku godzin dostawali to, co naprawdę lubili. Nareszcie ktoś ich dostrzegał, ktoś słuchał tego, co było dla nich ważne” - stwierdza pani psycholog. Mirosław Chmura osoby wchodzące do grupy zasypywał ciągle pochwałami, komplementami, ofertami pomocy, głównie przez lidera grupy.

W czasie prowadzonej pseudoterapii przekonywał mężczyzn, że poza jego grupą nie ma innej pomocy. Jeśli zdecydują się na odejście, to sobie nie poradzą z własnym życiem. Przekonywał, że jest dla nich ojcem. „Chłopcy ci zaniedbywali swoje normalne obowiązki czy znajomości, tracili często dotychczasowe przyjaźnie, bo wszystko podporządkowywali funkcjonowaniu w grupie. Pan Chmura często podkreślał, że grupa ma być najważniejsza” – opisuje psycholog.

Finanse Chmury

Zapytany, skąd ma pieniądze na prowadzenie swojej działalności, Mirosław Chmura oświadczył, że stowarzyszenie utrzymuje się z dotacji i różnych składek. Zapytany o to, czy pracuje zawodowo, przyznał, że nie. Pisze artykuły do różnych gazet. Prowadzi mały sklepik internetowy. Niestety nie dowiedziałam się, co w nim sprzedaje.

- Chcemy otrzymać dotacje UE na utworzenie kliniki dla homoseksualistów. Ale musimy mieć wkład własny. Na razie mamy dwa tysiące złotych, a potrzebujemy dziesięć procent, czyli sto tysięcy złotych – powiedział „Paweł”. Dodał, że szuka pieniędzy w różny sposób. Chodzi po instytucjach i po prostu żebrze na swoją działalność. W czasie spotkania wręczył nam druki z numerem konta stowarzyszenia, ironicznie dodając, że ma nadzieję, że wpłacimy jakąś kwotę. Zapytałam, jaka kwota wchodzi w grę. Odpowiedział, że każda, nawet pięćdziesiąt złotych.

Zastanawiające jest, czy „Paweł” rzeczywiście zbiera pieniądze na działalność swojej grupy. Myślę, że nie. On z tych pieniędzy żyje. Psycholog Agnieszka Kozak w swoim oświadczeniu napisała, że „Pan Mirosław Chmura nie pracował zawodowo, uczestnicy grupy nie mieli wpływu na wydawanie gromadzonych funduszy, nie byli informowani na bieżąco o rozliczeniach finansowych”.

Chmura a politycy

- Szukając wsparcia i pieniędzy, piszę do parlamentarzystów – powiedział szef stowarzyszenia. W czasie naszego spotkania przechwalał się obiecanymi pieniędzmi od Samoobrony. Z dumą opowiadał, jak to spotkał Andrzeja Leppera i ten obiecał mu dwadzieścia tysięcy złotych. Jednak czekał na nie bezskutecznie. Następnie prosił posła Maksymiuka o pieniądze na wydanie książki, ale też bezowocnie. Jak twierdzi, dopiero posłanka Łyżwińska te pieniądze mu da.

Zweryfikowałam rewelacje Chmury. Dodzwoniłam się do posła Łyżwińskiego. Ze śmiechem przyjął moje zapytanie o finansowanie Pomocy2002. Stwierdził, że nic takiego nie miało miejsca. Ani on, ani jego żona nie znają Chmury i nie obiecywali mu żadnych pieniędzy.

„Paweł” był dwukrotnie w biurze poselskim posła Witolda Bałażaka z LPR i zapraszał na spotkania swojej grupy. Poseł jednak nie skorzystał z zaproszenia, sprawę zbagatelizował, ponieważ Chmura wydał mu się człowiekiem dziwnym i niebudzącym zaufania.

Chmura żywiołowo opowiadał natomiast o wsparciu ze strony posła Marka Suskiego z PiS.

- Poseł Suski załatwia nam spotkanie z marszałkiem Jurkiem – powiedział zadowolony. Chwalił się hucznie obchodzonymi czwartymi urodzinami stowarzyszenia i zachęcał nas do obejrzenia zdjęć, które zamieścił na swojej stronie internetowej.

- Udało mi się wyciągnąć setki ludzi – opowiadał rozpromieniony.

Moim zdaniem jest to bzdura. Podobnie, jak inne „rewelacje”, których negatywna weryfikacja nie sprawiła wiele kłopotu. W istocie, pod pretekstem pomagania skrzywdzonym ludziom, zaspakajał swoje własne potrzeby.

Człowiek ten wyrządzał i nadal wyrządza ludziom wielką krzywdę. Dzięki o. Tokarskiemu i ludziom, którzy przyczynili się do zdemaskowania jego działalności, pan Chmura ma ograniczone pole manewru. Jednak wszystko wskazuje na to, że dalej werbuje nieszczęśliwych młodych ludzi. Należy przestrzec przed działalnością tego człowieka. Zrobić wszystko, żeby zakończył pseudoterapię. Tylko fachowa pomoc da homoseksualistom możliwość powrotu do normalności.

www.prawy.pl

powrót do strony głównej


now@ on-line miesięcznik polityczny Internautów http://nowaonline.strefa.pl