now@ on-line  czerwiec  2006

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 

 

Andrzej Ruraż-Lipiński

POLSKA W „UNII EUROPEJSKIEJ"

]Powołana traktatem paryskim, Europejska Wspólnota Węgla i Stali, to typowa organizacja handlowa, mająca na celu wzajemne ułatwienia dla państw - wchodzących w jej skład. Organizacja ta, w 1957 roku przekształciła się w Europejską Wspólnotę Gospodarczą. Była to już organizacja polityczna, złożona z bogatych, kapitalistycznych państw. Dalsze znaczące poszerzenie Unii, to wchłonięcie biednych państw centralnej Europy, np. Polski, o wielowiekowej kulturze i państwowości, państw walczących całe wieki o swoją suwerenność, o ziemię, za którą oddawano życie, o wiarę, na bazie której powstawała kultura narodowa i tradycja przekazywana następnym pokoleniom. To przecież zupełnie inne okoliczności jednoczenia, bowiem zmusza się własne państwo, o konstytucyjnych wręcz tradycjach, do wejścia w struktury organizacji, która nawet nie ma jeszcze konstytucji, w której decyzje podejmuje się w zupełnie nie demokratyczny sposób.

Jakie są szanse na utrzymanie takiej jedności w UE, jaką szczycą się Stany Zjednoczone Ameryki, których obywatele, prawdę mówiąc, tworzą sztuczne państwo a siłą która ich łączy to „dolar”.

Tego się w Europie skopiować nie da. Nie da się zrezygnować z wielowiekowej tradycji, z tysiącletniej wiary, nie da się narzucić obcej władzy, miłującym wolność narodom, i nigdy nie będzie zgody - na przejmowanie polskiej ziemi przez jej dawnych wrogów. Bo za tę ziemię Polak przelewał krew, za nią walczył także pod Wiedniem i pod Monte Cassino.

Już widoczne są oznaki rozbicia Unii Europejskiej w tym kształcie i na takich kruchych fundamentach. Dzisiaj, po raz pierwszy w swej historii, jesteśmy świadkami jednoczenia się Europy nie w wyniku podbojów, zbrojnych napadów, agresji, lecz w wyniku ustalonych i powszechnie przy-jętych procesów demokratycznych, wolnych i suwerennych narodów. Jeden z twórców Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej prof. Hallstein mówił, że, aby działać na rzecz zjednoczenia Europy, trzeba wierzyć w cuda. Popatrzmy więc, jak wygląda to jednoczenie w naszej Polsce.

Jako się rzekło, to Naród decyduje o wejściu; to Naród, w wyniku demokratycznych procedur, wydaje pełnomocnictwo władzy państwowej do podjęcia, określonych prawem, w tym, tym najwyższym, czyli Konstytucją - działań. Naród też może zadecydować o wyjściu! A więc, zawsze Naród jest decydentem. I słusznie. O mocy Narodu, o jego potencji, bardziej sobie zdają sprawę ci wszyscy, którzy żyją z polityki, niż sami Polacy. Stąd też ogromna presja wszystkich grup politycznych, szczególnie byłych komunistów i dzisiejszych liberałów, którzy do dnia dzisiejszego, posiadają w swym ręku najpotężniejszą broń, jaką jest, w szczególności, telewizja. Szczególnie telewizja publiczna, która mimo banalnej rozrywki i nieciekawych programów epatujących drastycznością i rozwiązłością, ewentualnie programów kulturalnych, w których przeważają tematy poprawnie politycznie, ciągle jest oglądana i - ma ogromną widownię. W tych programach, nie ma miejsca na poważną refleksję; na-wet w programach publicystycznych, w których wiele wysiłku wkłada się w wywołanie u widza poczucia zagrożenia. Cel jest jeden, jak pisze red. Ewa Polak-Pałkiewicz - takimi ludźmi, wystraszonymi łatwiej jest manipulować. Tacy ludzie przestają myśleć, ulegają zbiorowym emocjom i zniechęca-ją się do polityki. W programach publicystycznych, wszystkie głębsze myśli, wypowiadane przez niepoprawnych po-litycznie, są zawsze przerywane. Światłą myśl, komentarz, wygłosić może tylko przedstawiciel lewicy i liberałów. W niektórych programach, widz jest wciągany do aktywnego uczestniczenia, co ma stwarzać wrażenie czynnego uczestnictwa w czymś ważnym, (zapadają jakieś ważne decyzje, sądy), a do tego jeszcze tłumek bezmózgowców na widowni, pod dyktando klaszcze z zachwytem. W ogóle cała TVP, to atmosfera wielkiej zabawy (nie bawisz się, nie żyjesz -wołają wielkie bilbordy reklamowe na ulicach), której prze-wodzą prezenterzy, mający za zadanie jeszcze prezentowanie swoich wybrańców, jako doskonałych, w pełni, ludzi fachowców, ekspertów, najczęściej profesorów, którzy zajmują się - jakimiś tajemniczymi sprawami, do których my, zwykli ludzie, nie mamy dostępu, do których nie dorośliśmy. To wielki świat. Dla nas za wielki, my możemy go tylko podziwiać i dziękować „im”, że w ogóle są. Oni nam prze-wodzą prawie z grzeczności, wyświadczają nam łaskę. I my się z tym godzimy, bo jeśli nie oni, to kto? Takim przy-kładem był tow. Kwaśniewski i jego dwór.

A wszystko to wynika z własnej, niskiej samooceny Po-laków. Złe wiadomości nadawane w mediach utrwalają nas w przekonaniu o zacofaniu, braku nowoczesnego wykształcenia, przepaści cywilizacyjnej wobec świata, niezdolności do samoorganizacji i zarządzania własnymi sprawami a tak-że, wrodzonym złem, jak mordowanie dzieci, napadami na staruszki czy zboczeniami we własnych rodzinach lub wśród księży. Nie ma więc się czemu dziwić, że ogromna większość Polaków, jak pisze prof. Kukułowicz, czuje się zagrożona. Lęk ten potęguje jeszcze możliwość utraty pracy.

Biorąc wszystko pod uwagę, ludzie na ogół nie zaryzykują działań, a nawet wypowiedzi, które mogłyby skutkować wszelakimi negatywnymi skutkami dla nich i dla ich rodzin. Taka postawa powoduje zanik solidaryzmu i otwarcia na drugiego człowieka, na wspólne dobro. W sytuacji ciągle podsycanego zagrożenia rozpowszechniają się też postawy roszczeniowe, lub oczekiwanie na coś, lub kogoś - kto te wszystkie, społeczne nieprawości zlikwiduje bez uczestniczenia w nich poszczególnej jednostki. Ci wszyscy ludzie prości, bezradni, oszukani, to w większości ci z nas, którzy liczą na Unię, "bo tam będzie lepiej, bo oni za nas to załatwią". Także ludzie młodzi, wykształceni a niedoświadczeni, łatwo wierzący propagandzie, którym wmówiono, że Unia da im pracę, że Unia otworzy im świat i umożliwi zarobki kilka razy większe niż w ojczystym kraju.

Całe dziesiątki lat poniewierany Naród polski tragicznie przeżywał poniewieranie Ojczyzny i własnej dumy narodowej. Całe te lata, w większości tzw. elit, zakorzeniono haniebne lizusostwo i służalstwo tym, którzy dobrze im płacą.

Cóż więc możemy powiedzieć o takich np. publicystach, jak panowie Krzysztof Kłopotowski, czy red. Marcin Król, którzy, na łamach poczytnych dzienników nawoływali do zerwania z tradycją, kulturą i ideą narodową, jako przesz-kodą, jako "ojczystym bagnem". Pan Kłopotowski nawoływał wręcz, byśmy raz wreszcie, uznali niemiecką wyższość nad nami. Jego zdaniem, naród stanowi twór przejściowy, który do tej pory wpychał nas w ślepe zaułki i klęski, a "teraz może stworzyć sobie nową formę, gdy nadarza się wreszcie szansa historyczna". M. Król natomiast straszył, iż jeśli nie przyjmiemy już dziś wszystkich warunków unijnych komisarzy, "będziemy głównym warchołem w Unii". Co można powiedzieć o byłym ministrze spraw zagranicznych RP, który, w dyskusji na temat niepodległości państwa, oświadcza: "niewątpliwie jednak, należy uznać, iż podległość państw prawu międzynarodowemu, jest zasadniczym elementem ochrony ich suwerenności. Można w związku z tym powiedzieć, iż zgoda na ograniczenie kompetencji naszego państwa (...) prowadzić będzie, w rzeczywistości, do umacniania pozycji międzynarodowej Polski, stanowiącej jeden z wyznaczników suwerenności naszego państwa"!!! Z tej skomplikowanej konstrukcji myślowej wynika porażająca logika, a mianowicie, że jeżeli oddamy dobrowolnie swą suwerenność, to już nikt nam jej nie odbierze. Nie będzie miał już co odebrać.

Zachodzi pytanie: ilu takich anty-Polaków, ilu takich zdradzieckich folksdojczów, jak ten były minister - żyje wśród nas? I dlaczego mają możliwości publikacji swoich wrogich, antynarodowych i obraźliwych poglądów, czyli szerzenia treści wzywających do dobrowolnej utraty niepodległości? Na te pytania, oczywiście nie znajdziemy odpowiedzi, możemy natomiast i powinniśmy pamiętać, by w stosownym czasie, sprawiedliwości stało się zadość i wierzyć, że takich anty-Polaków jest zdecydowana mniejszość.

Od 1981 roku, jak mówił biskup Frankowski, nie potrafiliśmy wyzwolić się z różnych form zniewolenia, w które wpędziła nas obłędna filozofia i polityka ateizacji, demoralizacji i zabijania godności Narodu i jego tożsamości. Na-ród nadal nie może być gospodarzem we własnym domu, ponieważ wszystko, co o tym stanowi, jest odczłowieczone. Przez minione lata III Rzeczypospolitej, do jednego worka wrzucono ofiarę i kata. Przez te lata nie wystawiono rachunku krzywd tym, którzy na to zasłużyli. Przez te lata nie przejęto tzw. publicznej telewizji i pozwolono na wyprzedaż majątku narodowego za psie pieniądze - „obcym”. Zło-dzieje, rodzimi i obcy, rozgrabiają Polskę, kontrolując całą gospodarkę, całe życie ekonomiczne. Nie wyjaśniono odpowiedzialności za stan wojenny, za zabójstwa polityczne i za wszelkie inne bezprawie. Sprawiedliwość się przedawniła! A przecież, "ze złodziejami się nie dyskutuje, złodziei się wyrzuca tak szybko, jak to jest możliwe"!

Patriotyczny Ruch Polski

powrót do strony głównej


now@ on-line miesięcznik polityczny Internautów http://nowaonline.strefa.pl