now@ on-line  czerwiec  2006

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 

 

Zygmunt Jan Prusiński

KAZIMIERZ GÓRSKI ZABRAŁ PIŁKĘ DO NIEBA

Prezes PZPN: MICHAŁ LISTKIEWICZ

Polski Związek Piłki Nożnej – Zarząd Główny

Ul. Miodowa 1, 00-080 Warszawa

Woj. Mazowieckie

pzpn@pzpn.pl

www.pzpn.pl

Tel. (22) 55 12 300, 55 12 231, 55 12 22 14

Fax. (22) 55 12 240

ZYGMUNT JAN PRUSIŃSKI

Redaktor: Gazeta – „KARUZELA POLSKA”

www.karuzelapolska.yoyo.pl

poetazjp@op.pl

Tel. 661 459 118

SZANOWNY PANIE PREZESIE !

Proszę bardzo poważnie przyjąć do siebie tę moją korespondencję do Pana, choć to nie Pan jako Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej jest tu adresatem mojego oburzenia i patriotycznej postawy - z mojej strony - a winny jest sam trener reprezentacji polskiej PAWEŁ JANAS.

Chodzi o wczorajszy mecz pomiędzy Polską a Ekwadorem. Czy wynik Pan zna? Co za pytanie. Ale przypominam, przegraliśmy 0:2!

Otóż zdecydowany jestem wytoczyć trenerowi P. Janasowi proces, i mam ku temu narodowe powody. Nie znam prywatnego adresu Janasa, więc w pozwie (na sumę 10 tysięcy złotych) odszkodowania, podam dla Sądu Okręgowego w Warszawie adres zastępczy Pawła Janasa, właśnie siedzibę PZPN. Chyba, że będzie Pan na tyle miły że wyśle mi adres prywatny „przyszłego” pozwanego Janasa.

Proszę mi wierzyć, ja wraz z synem Konradem ochrypliśmy doszczętnie, bo przed meczem i w trakcie meczu krzyczeliśmy, cytuję: „POLSKA! Bum-bum-bum! Polska! Bum-bum-bum!“. Do tego graliśmy na trąbach i klaskaliśmy w rytm rękoma. Do tego doszło, że w sobotę na „ślicznej” ulicy PAWŁA FINDERA w Ustce – i tu Paweł i tam Paweł, niesamowite, nie mogłem, choć razem próbowaliśmy także kibicować, ale inaczej, cytuję:

„Janas! Bum-bum-bum! Janas! Bum-bum-bum!” Nie pomogły trąby i klaskania. Mało tego, przez to chcieli mnie pobić zagorzali i zgorzkniali kibice, którzy obok mego domu wyszli z Tawerny. Powód był taki, że w publicznym miejscu wypowiadałem to nazwisko, które zostało już dla Polaków - kibiców, ”przegrane” i zostało ocenzurowane. Po prostu na Pomorzu nie wolno, wręcz zabronione jest „upublicznianie” tego faceta z imienia i nazwiska. Więc zmieniliśmy hasło, jestem jego autorem, i krzyczeliśmy już wszyscy razem, cytuję: „Janas do domu, na STEPY MONGOLSKIE! Bum-bum-bum! Janas do domu, na Stepy Mongolskie!!! Bum-bum-bum. I tak od godziny 13:00 do 15:00 darliśmy gęby w kilkudziesięciu, bo i turyści poczęli się z nami solidaryzować...

Panie Prezesie Michale Listkiewiczu, a stresy z każdą mijającą się minutą tego meczu, to też jest dla sądu ważne. A tak było. Z nerwów pogryzłem sobie paznokcie. Nawet jeden z moich zaproszonych gości, rzucił sokiem pomidorowym, na co dopiero wymalowaną ścianę w pokoju gościnnym, (proszę przyjechać do mnie i to zobaczyć). Nie będę już pisał o moich kosztach przygotowawczych do tego meczu: Polska – Ekwador. W sądzie chyba też nie będę o tym mówił, ale faktycznie kupiłem pół litra wódki, trzy piwa, półtora kilogramów białej kiełbasy, słoik ogórków, pieczywo, chrzan, napoje chłodzące. Ba, kupiłem film-video, żeby nagrać moją kochaną narodową drużynę na ten ważny „mistrzowski” mecz. I co? I co? Tylko wstyd śmierdzi gdzieś na wspomnienie tego meczu. – Szlag by trafił „Plan Balcerowicza”, przepraszam, „Plan Janasa”!

Jak to oglądać, jak moja ukochana drużyna narodowa nie widziała bramki. Biegali chłopaki po trawie, jak po łące czasem się biega... A taka była tajemnica, kiedy drużyna Janasa wygrała z miejscowymi 12:0! Kurde, pomyślałem sobie, co za tajemnice się tam „rzeźbią”. Teraz zrozumiałem, że o to chodziło, żeby grać tak z Ekwadorem żeby w ogóle nie strzelać. Bo to było zakazane przez trenera. No, tak można to robić, realizować, jakieś nowe mody i trendy wprowadzać... że udawać, tak, udawać, że bramki nie było widać na boisku.

Jeszcze rano w piątek, (9 czerwca 2006 roku) mówiłem przed sklepikiem mojej mamy do ustczan, że jedyną szansę mamy w tym meczu z Ekwadorem wygrać, jeżeli w bramce stanie sam wielebny i uwielbiany trener kadry narodowej Paweł Janas. Bo dla niego nie ma żadnej tajemnicy; on po swojemu widzi to, co my wszyscy tego nie widzimy. Co nie widzi też drużyna przed sobą. (Oni miast bramki), widzieli walutę twardą, o tak, to widzieli, jak walizami będą z Niemiec wywozić te bogactwa. To niczym podobna akcja, pod kryptonimem: „ŻELAZO”... bis.

Panie Prezesie M. Listkiewiczu, to jest kara za Jerzego Dudka i Tomasza Frankowskiego. Obydwóch trener Janas zlekceważył i skrzywdził, a przecież oni mieli największy udział i wkład do zakwalifikowania się na Mistrzostwa Świata 2006 w Niemczech. I za to jest kara. Pan Bóg skarał Janasa! Teraz ode mnie będzie kara; pozew do sądu.

10.06.2006. Ustka

powrót do strony głównej


now@ on-line miesięcznik polityczny Internautów http://nowaonline.strefa.pl