| ||||
|
|
Artur Paczyna AGENCI SB Z wielkim bólem obserwuję rozwój sytuacji związanej z ujawnianiem agentury w Kościele. Nie ukrywam, że dzisiejsze wydarzenia wpisują się w pewien ciąg, pozornie niezrozumiałych dla szarego człowieka, zdarzeń, które od 17 lat tworzą zwartą całość. Koalicja strachu, o której mówiono w 1992 roku w związku z zamachem stanu z 4 czerwca, obejmowała i obejmuje poziomo wszystkie środowiska i warstwy społeczne - nie wyłączając duchowieństwa. Pomijając wyjątki (dziennikarzy, prawników, etc.), które są jeszcze poza zasięgiem lustracji, należy wskazać na potworne spustoszenia spowodowane działalnością ubecką. Na setki TW wśród kapłanów, jedynie garstka zdecydowała się wyznać swoje winy i prosić o wybaczenie. Większość ze współpracowników SB w sutannach - kierowana strachem, pychą, poczuciem bezkarności, etc. - zdecydowała się na hańbę milczenia, mając nadzieję, że rana w końcu się zrośnie nie zważając, że jest to rana podłości, którą należy ciągle rozdrapywać. Nie jest przypadkiem, że rozwój wydarzeń, który obserwujemy doprowadził do sytuacji postawienia autorytetu Kościoła (z całym aparatem administracyjnego nacisku) - z jednej strony, a kapłanów, którzy angażowali się po stronie formacji niepodległościowej - z drugiej strony. Ci pierwsi to przeważnie hierarchowie - wykształceni, w purpurze, po zagranicznych studiach, publikowani bez problemu w PRL i na piedestale w tzw. III RP. Ci drudzy to kapłani w wytartych sutannach, bici i prześladowani, o których można było przeczytać tylko w powielaczowych gazetkach lub ... w nekrologach. Ten podział, to nie przypadek. W końcu IV Wydział brał w tym udział. Interesujące jest raczej to, że jak zauważył Adam Wielomski i Jacek Bartyzel, istnieje pewna zależność personalna między agenturą a zwolennikami II Soboru Watykańskiego i tym, co Katolicy wierni Tradycji nazywają protestantyzacją Kościoła czy też akceptacją Rewolucji w modernistycznej szacie z ekumeniczną czapą. Myślę, że nadchodzą czasy wyrazistych postaw z wszelkimi tego konsekwencjami. To, co jeszcze do dnia dzisiejszego, można było ukryć za frazesami o pokoju, miłości bliźniego, czy miłosierdziu - nie mającymi nic wspólnego z Pokojem, Miłością, czy Miłosierdziem Bożym - odchodzi do lamusa. Ewangeliczne "Tak, tak - nie, nie ..." staje się mottem tych, którzy wierzą i pragną w wierze wytrwać do końca. Dla których ks. Prymas Tysiąclecia, ks. Popiełuszko, i wielu innych są wzorcami do naśladowania. Módlmy się za Kościół Módlmy się za Kapłanów | |||