| ||||
|
|
Kazimierz Murasiewicz SUBTELNY UROK KOLONIALIZMU Po II wojnie światowej nastąpiły zmiany w wielu aspektach ludzkiego życia. Im dalej od wojny, tym szybciej one następują. W sferze międzynarodowych uzależnień politycznych ludzkość przeszła w tym czasie dekolonizację, na skutek czego większość krajów uzyskała niepodległość. Czy jest to jednak pełna niepodległość, zgodna z naszymi o niej wyobrażeniami? Obecnie obowiązującym standardem jest demokracja. Wszystkie państwa i wszystko, co się w nich dzieje, musi mieć etykietkę demokratyczności. Co jest, a co nie jest demokratyczne, ustalane jest w gabinetach Waszyngtonu i Brukseli. To tam powstają wzorce demokratycznych postępowań państw, organizacji oraz obywateli. I stają się powszechnie obowiązujące, bez zbędnego oglądania się na różnice cywilizacyjne czy kulturowe. Ich ranga, z uwagi na autorstwo światowych twórców standardów, jest na tyle znacząca, że biada państwu, które odważa się mieć odmienne wyobrażenie o demokracji. Demokracja, bo cię… W tym przypadku do wykorzystania przez enigmatyczną „wspólnotę międzynarodową” pozostaje cały szereg możliwości przywołania niesfornych do porządku. Mogą to być „aksamitne rewolucje” sponsorowane przez organizacje wrażliwe na prawa człowieka, a de facto rządy i korporacje zainteresowane przeprowadzeniem pożądanych dla nich zmian w danym kraju. Mogą to być sankcje gospodarcze wymierzone w niesforne państwo, w wyniku których troska o dobro jego obywateli uderza właśnie w tych, co stanowią przedmiot tej troski. Może to być agresja zbrojna, nawet pod nieprawdziwym pretekstem, ale umotywowana potrzebą udzielenia pomocy uciśnionym lub zabezpieczenia interesów udzielającego owej „pomocy”. Ostatnimi czasy najgłośniejsze takie akcje miały miejsce w byłej Jugosławii i Iraku. Demokracja, cokolwiek by przez nią rozumieć, jest jedynym doskonałym systemem, wartym ponoszenia kosztów przez własnych podatników i ofiary życia ze strony demokratyzowanych. Dla usprawiedliwienia obłudy i niegodziwości cytuje się permanentnie słowa Churchilla uzasadniające pozytywną ocenę demokracji. Biznes przede wszystkim Nie wszędzie jednak trzeba uciekać się do przymusu, aby wprowadzić demokrację. Takiej potrzeby nie ma w krajach, w których została już po dobroci (lub nie) zaprowadzona. Nie oznacza to jednak, że nie ma tam już nic do zrobienia. Wdrożenia wymaga tak zwany wolny rynek. Wolny oczywiście dla tych, którzy mają pieniądze. Na ogół tak się składa, że pieniądze mają siewcy demokracji, natomiast nowicjusze ładu demokratycznego są materialnie ubodzy. Dla pozyskania pieniędzy na bieżące potrzeby ubodzy demokraci sprzedają dorobek minionych pokoleń (fabryki, ziemię) bogatym demokratom, którzy w swej trosce o biedaków pragną zainwestować tam, gdzie dzięki demokracji i wolnemu rynkowi otwierają się nowe możliwości. W ten sposób mogą nabyć za małe pieniądze zakłady pracy, ratując „zasoby ludzkie” przed bezrobociem. Inną możliwością jest wykupienie tychże zakładów dla ich likwidacji, aby nie stanowiły konkurencji dla już posiadanych w swoim kraju przez nowego właściciela. „Zasoby ludzkie” tracą wtedy miejsca pracy, ale z pomocą może przyjść przeniesienie fabryki z macierzystego kraju na nowy rynek pracy. Oczywiście tańszy, gdyż widmo bezrobocia zmniejszy roszczenia pracowników. Te zabiegi ratunkowe bogatych na rzecz biednych możliwe są dzięki dysproporcjom w możliwościach inwestycyjnych. Ci pierwsi je mają, drudzy nie. W sumie – jedni i drudzy są zadowoleni. Jedni, zyskując za bezcen nieruchomości i tanią siłę roboczą, drudzy zyskują, sprzedając je za bezcen dla załatania dziury budżetowej, a na dodatek nie muszą już wczuwać się w rolę gospodarza we własnym kraju. Iluzje biedaków Marzenia o dobrobycie ubogich narodów sprowadzają się do snów o niepodległości. A jeśli do tego ma zostać ona okraszona demokracją, to śniącym wydaje się, że marzenia są bliskie spełnienia. Ostatnim przykładem tego typu jest Czarnogóra, ubogi, mały kraj utrzymujący się z dotacji USA, przemytu i turystyki. Finansowa pomoc amerykańska (30 procent PKB Czarnogóry) stawia ten kraj na drugim miejscu po Izraelu wśród obdarowywanych przez Wielkiego Brata. Przemyt jest na tyle rozwinięty, że we Włoszech prowadzone jest śledztwo przeciw premierowi Milo Djukanovicowi o udział w tym procederze. Turystyka zależna od koniunktury międzynarodowej jak żadna inna gałąź gospodarki funkcjonowała dobrze, głównie dzięki Serbom zjeżdżającym tam na kanikułę w ramach wspólnego państwa Serbii i Czarnogóry. Po referendum niepodległościowym Czarnogórcy oczekują, że staną się drugim Monaco. Bardziej realne jednak, że staną się terenem inwestycyjno-spekulacyjnym różnych międzynarodowych korporacji, pralnią brudnych pieniędzy, miejscem rezydencji różnych mafijnych bosów. Decyzje i tak zapadać będą w Brukseli lub Waszyngtonie, a podejmować je będą wespół z tamtejszymi politykami prezesi międzynarodowych karteli, wcale nie wybierani na miejscu w demokratycznych procedurach. Nowe państwo będzie za to mogło wystawić reprezentację piłkarską w kwalifikacjach do przyszłych mistrzostw świata. Ot i taka to będzie niepodległość, a i demokracja zgodna z obowiązującymi kanonami też. * * * Wszystko obecnie jest inne niż kiedyś. Kolonializmu już nie ma, ale za to mamy obowiązkowe dobrodziejstwo demokracji i wolnego rynku. Gwoli szczerości te pryncypia naszej epoki należałoby uznać za kolonializm nowego typu. Nowy Przegląd Narodowy nr 9. | |||