| ||||
|
|
Mirosław Kokoszkiewicz Wygwizdać grę na czas „Na głowie kwietny ma wianek Taki sielski obrazek pasuje do naiwnych wyobrażeń niektórych wyższych rangą kapłanów o relacjach między nimi a wiernymi. Ten obraz Kościoła, w którym wierni to stado bezmyślnych baranów, którzy bezkrytycznie przyjmują wszelkie moralne nakazy bez względu na to, kto je wypowiada. Stadnie gromadzą się przed ołtarzami umajonymi girlandami kwiatów z miłości do swych kapłanów tak ślepej, że jest im obojętne czy do życia w prawdzie nawołuje ksiądz Isakowicz-Zaleski czy ksiądz Hejmo, Maliński bądź Czajkowski. Wszak wszyscy z racji swojego kapłaństwa noszą na swych skroniach wianki niewinności. Taki obraz ludu bożego obrażający nas wiernych jest widziany przez wielu biskupów i purpuratów wyobcowanych od prawdziwego życia, jakie jest udziałem Polaków. To nie wspaniały przykład i wiara duchowieństwa czyni z nas tak egzotyczną wyspę na morzu ateizmu i poprawności politycznej. To nie biskup Pieronek, Życiński, Gocłowski swoim przykładem powodują masowe uczestnictwo w uroczystościach religijnych jak na przykład podczas ostatniej wizyty Benedykta XVI w Polsce. To wszystko sprawia wiara w Boga i tysiącletnia tradycja. Choć kapusie i donosiciele stanowili za czasów PRL-u mniejszość naszego społeczeństwa to jakoś tak się porobiło, że ta bardzo wpływowa „grupa społeczna” potrafiła przez długie lata blokować społeczeństwu dostęp do prawdy. Politycy, dziennikarze i w końcu Kościół to środowiska ponoć w ogromnej większości złożone z ludzi uczciwych i przyzwoitych. Jak więc się dzieje, że w tych niemal na wskroś zacnych i bezgrzesznych społecznościach są aż tak wielkie problemy z wyjawieniem prawdy? Czyżby dawni tajni współpracownicy i informatorzy komunistycznej bezpieki przetrwali nie tylko bezkarni, ale piastując funkcje kierownicze lub stanowiska „niekwestionowanych autorytetów”? Bo jakże inaczej wytłumaczyć to, co się działo, dzieje oraz to, co stało się wczoraj? Kościół moralizujący i nawołujący do życia w prawdzie zamknął usta księdzu Isakowiczowi - Zaleskiemu, który część tej prawdy chciał wyjawić. Prawo moralne do takiego działania miał ów kapłan większe niż ktokolwiek inny. Na jego ciele do dzisiaj widnieją blizny w kształcie litery V po gaszonych niedopałkach papierosów. Napadany i torturowany cudem uniknął śmierci. Wczoraj władze kościelne kurii krakowskiej w osobie księdza kardynała Stanisława Dziwisza postanowiły zamknąć usta ofierze, aby nie psuć dobrego samopoczucia kapusiom i katom. Teraz powstanie jakaś specjalna komisja (może dwie lub trzy) o jakiejś wymyślnej nadmuchanej powagą nazwie stworzonej przez któryś z autorytetów. Każde słowo składające się na nią będzie tak pompatyczne, wielkie i wzniosłe, że być może nie trzeba będzie robić już nic więcej. Sama nazwa powali z nóg każdego niedowiarka. Oczywiście ciało to będzie potrzebowało przede wszystkim długiego czasu na rozwikłanie tego nabrzmiałego problemu. Tu trzeba spokoju, rozwagi. Nie mogę zrozumieć krótkowzroczności hierarchów kościelnych. Gra na czas, kiedy się przegrywa zawsze będzie odczytywana jako bezmyślność i działanie na własną szkodę. Naród to nie naiwny baranek z powyższego refrenu piosenki, lecz Boży Lud, który ten zamach na prawdę potraktuje jako postępowanie wbrew słowom i naukom Jezusa Chrystusa: „Biada pasterzom, którzy gubią i rozpraszają owce mojego pastwiska”. Jeżeli spadnie kilka wianków z niektórych głów to tak naprawdę nic się złego polskiemu kościołowi nie stanie. Zastanawiające jest też i to, że bracia Kaczyńscy zdają się ewoluować w swoich poglądach, co do zasadności lustracji. Skąd taka wolta Panowie? Mam nadzieję, że się mylę. | |||