| ||||
|
|
Kaja Bogomilska Donosiciel jako głos sumienia Kolejny autorytet moralny wylansowany przez "Gazetę Wyborczą" okazał się agentem komunistycznej bezpieki "REFORMATOR" Z ŁASKI SB - Wierzę mojemu spowiednikowi - oświadczył dyżurny ekumenista "Gazety Wyborczej" Jan Turnau dzień po tym, jak ujawniono fakt współpracy z SB ks. Michała Czajkowskiego. Deklaracja Turnaua ukazała się na pierwszej stronie czwartkowej "Gazety", obok wielkiego tytułu Oskarżyć księdza, który nawiązuje do sławetnego filmu Agnieszki Holland pt. Zabić księdza. W obronie ks. Czajkowskiego stanął cały szereg jego współpracowników: od redaktorów naczelnych "Tygodnika Powszechnego" - ks. Adama Bonieckiego i "Więzi" - Zbigniewa Nosowskiego, po prawosławnego arcybiskupa Jeremiasza, szefa Polskiej Rady Ekumenicznej, i Stanisława Krajewskiego, który wraz z ks. Czajkowskim przewodniczy Polskiej Radzie Chrześcijan i Żydów. TW "Jankowski" Wydaje się jednak, że ten grupowy odruch obronny niewiele pomoże. "Życie Warszawy" opublikowało bowiem dobrze udokumentowany artykuł dr. Tadeusza Witkowskiego, polskiego badacza mieszkającego w USA, który opisywane fakty zaczerpnął z obszernej, 440-stronicowej dokumentacji z archiwum IPN. Z artykułu wynika, że ks. Czajkowski w latach 1960-1984 był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie "Jankowski". Duchowny miał donosić za pieniądze, m.in. na ks. Jerzego Popiełuszkę, arcybiskupa wrocławskiego Bolesława Kominka oraz twórców KOR - Jacka Kuronia i Jana Józefa Lipskiego. Od końca lat 70. oficerem prowadzącym ks. Czajkowskiego był Adam Pietruszka, esbek skazany później za zabójstwo kapelana "Solidarności". Ks. Czajkowski miał przekazywać szczegółowe opisy planów ks. Popiełuszki, w tym planów działania na wypadek próby aresztowania przez SB. TW "Jankowski" zrezygnował ze współpracy zaraz po zamordowaniu ks. Popiełuszki, gdyż był podobno wstrząśnięty tą zbrodnią. Sam ks. Czajkowski w wywiadzie dla "ŻW" zaprzeczył, że współpracował z SB: - Nigdy nie byłem tajnym współpracownikiem. Ale jeśli ktoś wykorzystał moją łatwowierność, bardzo przepraszam. Tylko tyle ma do powiedzenia jeden z najbardziej szanowanych polskich duchownych - jak określiła go "Gazeta Wyborcza", która przez 17 lat swego istnienia wykreowała księdza profesora na czołowy autorytet moralny. Podobnie jak nieżyjącego już pisarza Andrzeja Szczypiorskiego czy prof. Jerzego Kłoczowskiego, historyka z KUL, którzy również okazali się agentami SB. W tym kreowaniu uczestniczyli tacy publicyści "GW", jak Lesław Maleszka czy Ernest Skalski - mający podobną zadrę w życiorysach. Zawód: filosemita A przecież jeszcze niedawno sam ks. Czajkowski był lustratorem. Przed ostatnimi Świętami Wielkanocnymi wezwał do zlustrowania polskiej wersji modlitwy wielkopiątkowej, w której Żydzi nazwani są ludem, który niegdyś był narodem wybranym (co sugeruje, że już nie są!), a także pieśni Ludu, mój ludu, wskazującej Żydów jako winowajców męki i śmierci Chrystusa. Było to ostatnie głośne wystąpienie księdza profesora. Wcześniej, przy okazji każdego sporu polsko- lub chrześcijańsko-żydowskiego, zawsze bronił racji żydowskich: czy chodziło o krzyż w byłym obozie Auschwitz-Birkenau, czy o paszkwil "GW", która oskarżyła powstańców warszawskich o mordowanie Żydów, czy o przypisywanie Polakom carskich pogromów, czy o oskarżanie Radia Maryja o antysemityzm. Słowo antysemityzm było zresztą chyba najczęściej używanym słowem przez ks. Czajkowskiego - czytelnicy i widzowie mogli być pewni, że jeśli wypowiada się ten kapłan, na pewno będzie o antysemityzmie. Przyjaciel Unii Wolności Ksiądz profesor nie stronił też od zaangażowania politycznego, które jest przecież jednym z głównych zarzutów np. wobec o. Tadeusza Rydzyka. Tymczasem w 2004 r. ks. Czajkowski znalazł się wśród sygnatariuszy apelu intelektualistów, by w wyborach do Parlamentu Europejskiego głosować na listę Unii Wolności, której kandydaci gwarantują godną polską reprezentację. A dwa lata wcześniej uroczyście poświęcił nowy budynek spółki Agora i redakcji "Gazety Wyborczej". Nic więc dziwnego, że ze strony tej redakcji może liczyć na poparcie - nawet gdy wyszło na jaw, że donosił na Kuronia i Lipskiego. Próbując dociec motywacji, jakie skłoniły ks. Czajkowskiego do współpracy z SB, dr Tadeusz Witkowski doszedł do bardzo interesujących wniosków: On próbował bronić określonej sprawy - forsować kwestię reformy posoborowej Kościoła. I robił to przy pomocy bezpieki. To było coś niesamowitego. (...) Za jego współpracą stała cała strategia. Widać było, że reformy soborowe były mu bliskie. On próbował je w ten sposób forsować ("Dziennik", 18.05.br.). Jeżeli rzeczywiście tak było, jeżeli prawdą było to, co odnotował jeden z esbeków: jemu chodzi o reformę, nie o władzę, stawiałoby to w nowym świetle dzieje polskiego Kościoła ostatnich dziesięcioleci. Bo być może takich reformatorów, którzy dla walki z konserwatywną linią Prymasa Wyszyńskiego potrafili posunąć się tak daleko, było więcej? **************** (PS) Cała pseudoreformatorska i moralizatorska działalność ks. Michała Czajkowskiego mogła być uwarunkowana faktem współpracy z SB DONOSICIEL JAKO GŁOS SUMIENIA Po 1989 r. nawet nie zająknął się, że przez 24 lata był agentem peerelowskiej Służby Bezpieczeństwa. Teraz dzięki dokumentom opracowanym i opublikowanym przez historyka Tadeusza Witkowskiego prawda wyszła na jaw. Przedtem udało mu się uzurpować rolę nie tylko sędziego ludzkich sumień, ale i sędziego całego Kościoła. Wciąż krytykował rzekome zaniechania polskich księży w realizowaniu posoborowych reform. Wielokrotnie oskarżał Kościół "o grzech antysemityzmu" i wzywał do rozliczenia się z niego. Publicznie, z niesłychaną zaciekłością wzywał do usunięcia o. Tadeusza Rydzyka z funkcji szefa Radia Maryja. - Kościół - mówił w wypowiedzi z 1996 r. dla "Gazety Wyborczej" - musi oczyścić się z grzechów epoki PRL i grzechów ostatnich lat. Ten pogląd lansował uporczywie przez ostatnich 10 lat zapominając o tym, że sam jest osobą wymagającą nie tyle oczyszczenia (co raczej nie jest możliwe), co zadośćuczynienia i pokuty. Tylko jak można odpokutować wieloletnie, uporczywe i niezwykle staranne donoszenie na śp. ks. Jerzego Popiełuszkę, który być może przypłacił to życiem. Czajkowski z uporem zwalczał ugrupowania prawicowe i niepodległościowe i choć oskarżał dyrektora Radia Maryja o zbytnie upolitycznienie, w kampanii wyborczej do Europarlamentu lansował Unię Wolności, bo jej kombatanci gwarantują godną polską reprezentację. O godności mówiła więc osoba całkowicie jej pozbawiona. Z uporem pouczał polskie społeczeństwo, że budując pomniki Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II, próbujemy się wymigać od przeczytania jego encyklik i że nasz największy wróg siedzi w naszych głowach, sercach i duszach. Właśnie to połączenie tajnego współpracownika i moralisty jest w tej postaci najbardziej obrzydliwe. Budzi też wątpliwości fakt, czy prowadząca do rozbijania Kościoła agresywna krytyka była wyrazem jego przekonań, czy też nadal wykonywał polecenia swoich oficerów prowadzących. Ks. Czajkowski broni się, zasłaniając... gadulstwem, łatwowiernością i zbytnią szczerością. To żenujące u osoby noszącej tytuł profesorski i kreującej się na intelektualistę i autorytet moralny. Jednak ktoś, kto prawie ćwierć wieku żył w kłamstwie, jest uodporniony na prawdę, zwłaszcza że przecież to nie on sam się ujawnił, a został jak pospolity przestępca zdemaskowany. Publicysta "Dziennika", rozmawiając z dr. Witkowskim (18.05.2006 r.), stwierdził: - Do wczoraj ks. Czajkowski był dla wielu środowisk autorytetem moralnym. Strącił go pan z piedestału. Naukowiec odpowiedział krótko: - Po prostu osoby, które donosiły SB, nie powinny pchać się na piedestał. Nic dodać, nic ująć. Nasza Polska | |||