now@ on-line  maj  2006

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 

 

Andrzej Ruraż - Lipiński

To się nie uda

Idea zjednoczenia Europy, to nie wymysł polityków 20 wieku Właściwie, już przed narodzeniem Chrystusa, Europa przecież była zjednoczona pod rządami Juliusza Cezara. Później byli i inni (np. cesarz Konstantyn, Karol Wielki, Otton III) dążący do zjednoczenia Europy łacińskiej, lecz dopiero w 1464r. na pomysł organizacji, która byłaby w stanie zapobiec wojnom i wszystkie kwestie sporne byłaby w stanie rozwiązywać w drodze negocjacji, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli, wpadł czeski władca Jerzy z Podiebradu.

To on wysunął koncepcję państwa świeckiego, uniezależnionego od Kościoła. Rozpoczęła się seria rozmów z władcami europejskimi, w tym z Kazimierzem Jagiellończykiem, mająca na celu powołanie ponadpaństwowej organizacji, która ewentualnie, zastąpiłaby Święte Cesarstwo Rzymskie. W efekcie tych manewrów dyplomatycznych, powstała zaledwie koalicja antyturecka, która 200 lat później pokonała imperium otomańskie, pod dowództwem Jana III Sobieskiego. Jeśli podboje Europy można nazwać próbą jej zjednoczenia, to takich zjednoczycieli historia zna wielu, począwszy od wspomnianego już Juliusza Cezara, dalej Napoleona, a skończywszy na obłąkańczej idei rozprzestrzeniania się sowieckiego bolszewizmu i hitleryzmu. Dopiero po II wojnie światowej, W. Churchill przedstawił w Zurychu program utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy, oparty nie na militarnych podbojach. Jednak za faktyczny początek jednoczenia uznano uchwalenie Konwencji Europejskiej ( w 1950r), a następnie powstanie Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali w 1957, do której należało 6 bogatych państw. Robert Schuman, francuski chadek, minister spraw zagranicznych, został nazwany ojcem dzisiejszej Unii Europejskiej, choć nie wiadomo dlaczego.

W przeciągu tych dziesiątków lat, różne były koleje jednoczącej się Europy, jednak przede wszystkim, cel był jeden: ułatwienia we wzajemnej wymianie handlowej. Sytuacja się zmieniła, po obaleniu komunizmu w Centralnej Europie i faktycznym przejęciu władzy przez byłych komunistów(dziś zwanych socjalistami), zarządzających kapitałem narodowym, posiadających kadry wykwalifikowanych specjalistów i przyjaciół socjalistów na zachodzie. Socjaliści europejscy natychmiast potrafili docenić szanse, jakie otrzymali. Zrozumieli, że tylko dzięki wspólnym działaniom, są w stanie wybronić się przed śmiercią polityczną, a nawet przejąć władzę w całej Europie. Bez żadnej wojny. Legalnie, zgodnie z prawem i przy akceptacji ogłupiałej większości społeczeństw. Szybko zrozumieli, że tylko wspólne działanie, wspólne interesy, dalsze przejmowanie narodowych majątków, (oczywiście wszystko to dla naszego dobra) zapewni im formalne i nieformalne panowanie nad całym kontynentem i nareszcie spełni się leninowska idea: proletariusze wszystkich krajów, łączcie się. Za taki „upadek” komunizmu, podobnie, jak Józef Oleksy, najlepszy, najbardziej oddany premier III Rzeczypospolitej, warto uklęknąć przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej i podziękować. Takiej okazji zmarnować nie można. Stąd też częste, braterskie spotkania międzynarodówki socjalistycznej, spotkania biznesowe w Davos i zacieśnianie globalizacji, oczywiście, tylko w interesie Polski, czego również nie chcą zrozumieć te oszołomy z ciemnogrodu. Z najbardziej ciemnego grodu!. Trzeba rozpędzić tę hołotę, i wytłumaczyć narodowi, że to są ich najwięksi wrogowie. Za „dobrych” czasów stalinowskich, zrobiono by z tym szybko porządek.

Może warto zastanowić się chwilę nad ideą powstania samej myśli o wspólnej Europie. Bardzo wyraźnie określił to sam Churchill, proponując utworzenie właśnie Stanów Zjednoczonych Europy. Na pewno jednak jest to bardzo czytelna propozycja – stwórzmy jedną Europę, jako jedno, konkurencyjne państwo dla USA. Stwórzmy organizację (rząd), która zarządzałaby całym kontynentem i była na tyle silna, że Stany Zjednoczone musiałyby uznać naszą wielkość i z nią się bardziej liczyć Dawno przecież już Churchillowi śniła się potężna Europa, która byłaby w stanie oprzeć się potędze gospodarczej, a następnie militarnej Stanów Zjednoczonych Ameryki. Europa skłócona, od lat podzielona na zachodnią i tą pod silną ręką ZSRR, nie była w stanie konkurować z rozwijającymi się USA. Dzisiaj jest już zupełnie inna sytuacja. Dzisiaj prawie cała socjalistyczna Europa, jak sprzedajna panienka, oddaje się Unii, która nawet próbuje już tupnąć nóżką. Przykładem jest jawna, wyraźna opozycja wobec Stanów Zjednoczonych, dominujących w Unii Europejskiej Niemiec i Francji, co skutkowało, chyba po raz pierwszy, bardzo znaczącymi pęknięciami w samym NATO.

Towarzysze! Nie możemy tego spiepszyć, zdaje się wołał nasz, taki prawie wice papież, prezydent, prawie magister. Nie możemy zmarnować tej szansy. Dzisiaj, gdy największym światowym mocarstwem kieruje prawicowy prezydent, i co gorsze, z dużym poparciem społecznym, sprawa jest tym bardziej pilna- zdają się wołać unijni komisarze.

A Stany Zjednoczone ze spokojem i godnością przyglądają się temu „jednoczeniu”. Naród Amerykański dobrze wie, jak powstawało ich państwo, na jakich wartościach się opierało i dzięki czemu przetrwało tyle lat, stając się niekwestionowanym, rozwijającym się, rzeczywistym, mocarstwem. Najistotniejsza różnica w powstawaniu Stanów Zjednoczonych, a Unią Europejską, polega na ich dobrowolności oraz powszechnej akceptacji jednej, już funkcjonującej Konstytucji. Sytuacja była o tyle łatwiejsza, że, jak mówił prezydent Lincoln na sesji Kongresu w 1861r., „żaden ze stanów wchodzących do Unii Federalnej nigdy nie istniał jako państwo”, nigdy nie był suwerenny. Stany Zjednoczone złączyły się w Unię, zanim jeszcze zrzuciły zwierzchnictwo brytyjskie, a nowe stany, z wyjątkiem Teksasu, który „zrzekł się swej suwerenności i uznał Konstytucję Stanów Zjednoczonych oraz prawa i traktaty Stanów Zjednoczonych ustanowione w zgodzie z Konstytucją, za najwyższe prawo swojego terytorium”, przyszły do Unii wprost ze stanu podległości. Było to ich wspólne zobowiązanie, co ich wspólne działania przedtem, w owym czasie i potem, dobitnie wykazały- mówił prezydent do senatorów, chcąc zapobiec ewentualnej rebelii.

Powołana traktatem paryskim Europejska Wspólnota Węgla i Stali, to typowa organizacja handlowa, mająca na celu wzajemne ułatwienia dla państw, wchodzących w jej skład. Organizacja ta, w 1957 roku, przekształciła się Europejską Wspólnotę Gospodarczą. Była to już organizacja polityczna, złożona z bogatych, kapitalistycznych państw. Dalsze znaczące poszerzenie Unii, to wchłonięcie biednych państw centralnej Europy, np. Polski, o wielowiekowej kulturze i państwowości, państw, walczących całe wieki o swoją suwerenność, o ziemię, za którą oddawano życie, o wiarę, na bazie której, powstawała kultura narodowa i tradycja, przekazywana następnym pokoleniom. To przecież zupełnie inne okoliczność jednoczenia, bowiem, zmusza się własne państwo, o konstytucyjnych wręcz tradycjach, do wejścia w struktury organizacji, która nawet nie ma jeszcze konstytucji, w której decyzje podejmuje się w zupełnie nie demokratyczny sposób.

Jakie są szanse na utrzymanie takiej jedności w UE, jaką szczycą się Stany Zjednoczone Ameryki, których obywatele nigdy nie mieli własnego państwa, ani praw, ustanowionych Konstytucją?. Dla nich, powstanie Stanów Zjednoczonych, to szansa na własne państwo, silne gospodarczo i militarnie, silne, przede wszystkim, wspólnym dążeniem całego narodu, dla dobra własnego i całego państwa, dumnego z posiadania wreszcie praw i obowiązków spisanych we własnej, powszechnie szanowanej Konstytucji.

Tego się w Europie skopiować nie da. Nie da się zrezygnować z wielowiekowej tradycji, z tysiącletniej wiary, nie da się narzucić obcej władzy, miłującym wolność, narodom, i nigdy nie będzie zgody na przejmowanie polskiej ziemi przez jej dawnych wrogów. Bo za tę ziemię Polak przelewał krew, za nią walczył także pod Wiedniem i pod Monte Cassino.

Już widoczne są oznaki rozbicia Unii Europejskiej w tym kształcie i na takich kruchych fundamentach.

Dzisiaj, po raz pierwszy w swej historii, jesteśmy świadkami jednoczenia się Europy nie w wyniku podbojów, zbrojnych napadów, agresji, lecz w wyniku ustalonych i powszechnie przyjętych procesów demokratycznych, wolnych i suwerennych narodów. Jeden z twórców Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, prof. Hallstein mówił, że, aby działać na rzecz zjednoczenia Europy, trzeba wierzyć w cuda. Popatrzmy więc, jak wygląda to jednoczenie w naszej Polsce.

Jako się rzekło, to Naród decyduje o wejściu; to Naród, w wyniku demokratycznych procedur, wydaje pełnomocnictwo władzy państwowej do podjęcia, określonych prawem, w tym, tym najwyższym, czyli Konstytucją, działań. Naród też może zadecydować o wyjściu! A więc, zawsze Naród jest decydentem. I słusznie. O mocy Narodu, o jego potencji, bardziej sobie zdają sprawę ci wszyscy, którzy żyją z polityki, niż sami Polacy. Stąd też ogromna presja wszystkich grup politycznych, szczególnie byłych komunistów i dzisiejszych liberałów, którzy, do dnia dzisiejszego, posiadają w swym ręku najpotężniejszą broń, jaką jest, w szczególności, telewizja. Szczególnie telewizja publiczna, która, mimo banalnej rozrywki, nieciekawych programów epatujących drastycznością i rozwiązłością, ewentualnie programów kulturalnych, w których przeważają tematy poprawnie politycznie, ciągle jest oglądana i ma ogromną widownię. W tych programach, nie ma miejsca na poważną refleksję; nawet w programach publicystycznych, w których wiele wysiłku wkłada się w wywołanie u widza poczucia zagrożenia. Cel jest jeden, jak pisze red. Ewa Polak-Pałkiewicz – takimi ludźmi, wystraszonymi łatwiej jest manipulować. Tacy ludzie przestają myśleć, ulegają zbiorowym emocjom i zniechęcają się do polityki. W programach publicystycznych, wszystkie głębsze myśli, wypowiadane przez niepoprawnych politycznie, są zawsze przerywane. Światłą myśl, komentarz, wygłosić może tylko przedstawiciel lewicy i liberałów. W niektórych programach, widz jest wciągany do aktywnego uczestniczenia, co ma stwarzać wrażenie czynnego uczestnictwa w czyś ważnym, (zapadają jakieś ważne decyzje, sądy), a do tego jeszcze tłumek bezmózgowców na widowni, pod dyktando, klaszcze z zachwytem. W ogóle cała TVP, to atmosfera wielkiej zabawy (nie bawisz się, nie żyjesz-wołają wielkie bilbordy reklamowe na ulicach), której przewodzą prezenterzy, mający za zadanie jeszcze prezentowanie swoich wybrańców, jako doskonałych, w pełni, ludzi, fachowców, ekspertów, najczęściej profesorów, którzy zajmują się jakimiś tajemniczymi sprawami, do których my, zwykli ludzie, nie mamy dostępu, do których nie dorośliśmy. To wielki świat. Dla nas za wielki, my możemy go tylko podziwiać i dziękować im, że w ogóle są. Oni nam przewodzą prawie z grzeczności, wyświadczają nam łaskę. I my się z tym godzimy, bo jeśli nie oni, to kto? Takim przykładem był tow. Kwaśniewski i jego dwór.

A wszystko to wynika z własnej, niskiej samooceny Polaków. Złe wiadomości nadawane w mediach utrwalają w nas przekonaniu o zacofaniu, braku nowoczesnego wykształcenia, przepaści cywilizacyjnej wobec świata, niezdolności do samo-organizacji i zarządzania własnymi sprawami, a także, wrodzonym złem, jak mordowanie dzieci, napadami na staruszki, czy zboczeniami we własnych rodzinach lub wśród księży. Nie ma więc się czemu dziwić, że ogromna większość Polaków, jak pisze prof. Kukułowicz, czuje się zagrożona. Lęk ten potęguje jeszcze możliwość utraty pracy.

Biorąc wszystko pod uwagę, ludzie na ogół nie zaryzykują działań, a nawet wypowiedzi, które mogłyby skutkować wszelakimi negatywnymi skutkami dla nich i dla ich rodzin. Taka postawa powoduje zanik solidaryzmu i otwarcia na drugiego człowieka, na wspólne dobro. W sytuacji ciągle podsycanego zagrożenia, rozpowszechniają się postawy roszczeniowe, lub też oczekiwanie na coś, lub kogoś, kto te wszystkie, społeczne nieprawości zlikwiduje bez uczestniczenia w nich poszczególnej jednostki. Ci wszyscy ludzie prości, bezradni, oszukani, to w większości ci z nas, którzy liczą na Unię, „bo tam będzie lepiej, bo oni za nas to załatwią”. Także ludzie młodzi, wykształceni a niedoświadczeni, łatwo wierzący propagandzie, którym wmówiono, że Unia da im pracę, że Unia otworzy im świat i umożliwi zarobki kilka razy większe niż w ojczystym kraju.

Całe dziesiątki lat poniewierany Naród polski tragicznie przeżywał poniewieranie Ojczyzny i własnej dumy narodowej. Całe te lata, w większości tzw. elit, zakorzeniono haniebne lizusostwo i służalstwo tym, którzy, dobrze im płacą.

Cóż więc możemy powiedzieć o takich np. publicystach, jak panowie Krzysztof Kłopotowski, czy red. Marcin Król, którzy, na łamach poczytnych dzienników nawoływali do zerwania z tradycją, kulturą i ideą narodową, jako przeszkodą, jako „ojczystym bagnem”. Pan Kłopotowski nawoływał wręcz, byśmy raz wreszcie, uznali niemiecką wyższość nad nami. Jego zdaniem, naród stanowi twór przejściowy, który do tej pory wpychał nas w ślepe zaułki i klęski, a „teraz może stworzyć sobie nową formę, gdy nadarza się wreszcie szansa historyczna.” M. Król natomiast straszył, iż jeśli nie przyjmiemy już dziś wszystkich warunków unijnych komisarzy, „będziemy głównym warchołem w Unii”. Co można powiedzieć o byłym ministrze spraw zagranicznych RP, który, w dyskusji na temat niepodległości państwa, oświadcza: „niewątpliwie, jednak, należy uznać, iż podległość państw, prawu międzynarodowemu, jest zasadniczym elementem ochrony ich suwerenności. Można w związku z tym powiedzieć, iż zgoda na ograniczenie kompetencji naszego państwa (...) prowadzić będzie, w rzeczywistości, do umacniania pozycji międzynarodowej Polski, stanowiącej jeden z wyznaczników suwerenności naszego państwa”!!! Z tej skomplikowanej konstrukcji myślowej wynika porażająca logika, a mianowicie, że jeżeli oddamy dobrowolnie swą suwerenność, to już nikt nam jej nie odbierze. Nie będzie miał już co odebrać.

Zachodzi pytanie: ilu takich anty-Polaków, ilu takich zdradzieckich folksdojczów żyje wśród nas? I dlaczego mają możliwości publikacji swoich wrogich, antynarodowych i obraźliwych poglądów, czyli szerzenia treści wzywających do dobrowolnej utraty niepodległości? Na te pytania, oczywiście nie znajdziemy odpowiedzi, możemy natomiast i powinniśmy pamiętać, by w stosownym czasie, sprawiedliwości stało się zadość i wierzyć, że takich anty-Polaków jest zdecydowana mniejszość

Od 1981 roku, jak mówił biskup Frankowski, nie potrafiliśmy wyzwolić się z różnych form zniewolenia, w które wpędziła nas obłędna filozofia i polityka ateizacji, demoralizacji i zabijania godności Narodu i jego tożsamości. Naród nadal nie może być gospodarzem we własnym domu, ponieważ wszystko, co o tym stanowi, jest odczłowieczone. Przez minione lata III Rzeczypospolitej, do jednego worka wrzucono ofiarę i kata. Przez te lata nie wystawiono rachunku krzywd tym, którzy na to zasłużyli. Przez te lata nie przejęto tzw. publicznej telewizji i pozwolono na wyprzedaż majątku narodowego za psie pieniądze. Złodzieje, rodzimi i obcy, rozgrabiają Polskę, kontrolując całą gospodarkę, całe życie ekonomiczne. Nie wyjaśniono odpowiedzialności za stan wojenny, za zabójstwa polityczne i za wszelkie inne bezprawie. Sprawiedliwość się przedawniła! A przecież, „ze złodziejami się nie dyskutuje, złodziei się wyrzuca tak szybko, jak to jest możliwe”!

Nieliczne zaś są, nawet dzisiaj, środowiska poszukujące rozwiązań programowych, natomiast te, które są (nawet rząd RP), nie mają siły przebicia się przez mur skonsolidowanych sił liberałów i komunistów, którzy zdają sobie sprawę, że w chwili pojawienia się nowych możliwości konsolidacji Narodu, mógłby ujawnić się tak wielki potencjał nadziei i aktywności, który skłoniłby Polaków do nowych poświęceń i do ujawnienia autorytetu, mogącego pociągnąć za sobą Naród. Takiemu przywódcy byśmy zaufali.

Dlaczego nadal pozwalamy, by Naród polski traktowano jak bandy idiotów?

Dzisiaj nadal, na kierowniczych, odpowiedzialnych stanowiskach w państwie, samorządach i innych, znajdują się ludzie, którzy siłą, lub podstępem, wprowadzają w życie publiczne, ateizm.

Dziś, środowiska liberalne (nazywające się postępowymi) na całym świecie, prześladują wierzących jako swoich wrogów, lub ludzi szkodliwych dla społeczeństwa. Nazywając rzecz po imieniu, trzeba stwierdzić, że Kościół w Polsce pozwolił na zepchnięcie się do krucht kościelnych, czyli zrobił to, czego całe lata domagali się komuniści. Kościół nie jest już wsparciem dla bezładnie walczącego o godność, prawie w podziemiu, w katakumbach, Narodu. Nie jest oparciem dla Narodu, który nie rozumie takiej postawy, i sam nie ma w Narodzie wsparcia. Kościół, sekundując złodziejskiemu państwu, włączył się z całym rozmachem, w kampanię, wpychającą nas w struktury Socjalistycznej Unii Europejskiej. Jak pisał ks. prof. Bartnik, „Papież, Kościół, myśliciele, uczeni katoliccy rozwodzą się nad tym, jaka to będzie nowa Europa: wspaniała, nowoczesna, humanistyczna, demokratyczna, słowem – Arka Noego dla dzisiejszej Europy. Mówi się o zjednoczeniu narodów, o miłości jednostek i narodów w Bogu, w Chrystusie, w Kościele, w kulturze chrześcijańskiej”. Zwolennicy tego ateistycznego powstającego imperium, w tym polski kler ( na szczęście nie cały) uważają, że katolickie narody, w tym Polacy, powinni wejść do Unii, aby znacząco wpływać na jej kształt, Kościoły i życie, aby je ewangelizować, a wszystkie złe strony da się usunąć, bowiem idea jest świetnym przedsięwzięciem i przyszłością nawet dla całego świata. Tę biurokratyczną, ateistyczna strukturę, niektórzy wyżsi duchowni przedstawiają, jako, rajską, cudowną jedność, jako królestwo szczęśliwości. Kościół więc, wyraźnie chce się włączyć, wraz z państwem polskim, w struktury tworzonego, bezbożnego imperium.

Przed powstawaniem nowych, współczesnych imperiów przestrzegał ks. prof. Bartnik, przypominając, że w starożytności i w czasach nowożytnych (np. imperium niemieckie, hitlerowski, bolszewickie), każde z nich miały swoje bóstwo, chciały władać całym światem, stanowiły swoje prawa i swoją moralność, a religię czyniły bezwzględnym narzędziem władzy nad ludem. Zmanipulowane społeczeństwo, w tym katolicy, uważają, że Polska powinna wejść do Unii, razem ze swoim Kościołem, aby wpływać na jej kształt i życie, aby ją ewangelizować!!

Wszystkie imperia i państwa, teoretycznie, są niezależne od Kościoła, ale nie od religii, od Boga. Ateistyczne imperia i państwa, łamiące podstawy moralne i prawa naturalne, nie mają racji bytu i prowadzą wszystkich do zguby. Tak przepadły np. współczesne nam reżimy hitlerowskie i sowieckie.

W UE nie daje się wierzącym praw powszechnych, praw publicznych w polityce, ekonomii, kulturze itp. Unię trzeba dzisiaj ewangelizować, ale tylko w drodze ożywienia istniejących tam kościołów i wspólnot religijnych. Ks. prof. Bartnik przypomina, że nauka katolicka nie dopuszcza poświecenia jakiegoś jednego narodu, społeczeństwa na rzecz instytucji, państwa, czy imperium, czy choćby Kościoła. Szkoda, że o tym nie pamięta, a może w ogóle nie wie, prymas Glemp. Często, zależna telewizja przypomina przemówienie, chyba najgorszego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Johna Kennedyego w Berlinie Zachodnim, przy murze berlińskim. Ten mafijny łajdak, lansowany przez demokratów, w całym świecie, jako bohater, wykrzykiwał: nie pytaj, co państwo może dać tobie, lecz co ty możesz dać państwu. A przecież to nie obywatel, czy cały naród ma służyć państwu, czy Kościołowi. „Według nauki katolickiej jest odwrotnie: to Kościół i państwo, a także imperium, ma służyć osobom i narodom. Dlatego nie wolno poświęcać żywego narodu dla Kościoła Europy, czy dla imperium Europy, bo Kościół i państwo bez osób i żywego narodu są abstrakcyjni. Fałszywe i nieludzkie jest poświęcanie żywych osób dla abstrakcji, czy idei. (....) Osoba ludzka, nie służy nawet ideom, lecz idee służą osobie ludzkiej. Osoba, jest absolutnie najwyższą wartością. Wszelkie instytucje i twory prawne są wtórne. Toteż wierzący, nie służy idei Boga, lecz osobie Boga żywego i osobom ludzkim”. Czy jeszcze trzeba coś do tego dodawać, czy coś jest niejasne?

Najważniejszym celem każdego narodu jest pozyskanie niepodległości i jej obrona. Na służbę do innych, każdy idzie dopiero, gdy umiera z głodu, gdy nie ma już żadnych szans, ale i wtedy zachowuje swą godność i dąży do odzyskania wolności. Dziś, nadal jeszcze, jesteśmy państwem prawie niepodległym; możemy trochę prowadzić własna politykę gospodarczą, obronną i trochę własną politykę zagraniczną. Mamy jeszcze własną, choć niszczoną, kulturę i silną, choć też niszczoną tradycję.

Od 1991 roku, po podpisaniu układu o stowarzyszeniu z Unią Europejską, rozpoczęła się nowoczesna, niemilitarna, agresja na Polskę. Zaatakowano nas wrogą, zakłamaną ideologią liberalną i wszechobecną propagandą demoralizacji oraz agresywną propagandą polityczną. Formalne i ostateczne poddanie Polski, w całości, obcym interesom i obcemu prawu, nazywa się dzisiaj akcesją, choć nie jest to swobodne i dobrowolne przystąpienie do UE. Jest to typowe zawłaszczenie mojego kraju przez kraje i struktury UE, w celu dalszej eksploatacji, neokolonialnej i wrogiej Polakom, indoktrynacji. Podpisany, dwa la temu, układ o stowarzyszeniu krytykował nawet sam tow. Oleksy. I nie może być inaczej, skoro taka pani min. Huebner, jak powiedziała w marcu 2003r., sama nie wie, co to jest interes narodowy, a w świątecznym (2003) wydaniu Wprost, uznana została za szkodnika narodowego! Dzisiaj, już działała na rzecz tego potworka socjalistycznego, jako polski komisarz, co nie oznacza, że działa na rzecz Polski.

Zamiast pełnej wiedzy, przed wejściem do UE, o dotychczasowym stanie naszych stosunków z Brukselą, mięliśmy propagandę w wykonaniu tow. Wiatra i bajeczek pana Wołoszańskiego. No i co na to wszystko byli parlamentarzyści i były prezydent? Nic, niestety nic! Niewiele się po nich, zresztą, należało spodziewać, przecież to oni sami nas tam wepchnęli.

Prawda zawiera się w, przedstawionych przez prof. Nowaka, 15 eurozłudzeniach, z których 2 warto omówić:.

Iluzja unijnej pomocy.

Słynny amerykański laureat nagrody Nobla, prof. Milton Friedman ostrzegał: „Pamiętajcie, że cudzoziemcy nie będą inwestować w Polsce, by pomóc Polsce, lecz tylko, by pomóc sobie. Cudzoziemcy powinni mieć pełną swobodę inwestowania w Polsce, ale tylko wtedy, gdy będzie to w interesie Polski.” Nikt, z decydentów, o tym nie chciał pamiętać.

Profesor Carl Poper, słynny politolog brytyjski, już w 1993 roku ostrzegał, na łamach Wprost: „Na rozkaz brukselskich biurokratów, dusicie się własnymi rękoma. W momencie, gdy dopłyniecie już do waszej wymarzonej Brukseli, wasze wyroby będą całkowicie niekonkurencyjne. Będziecie załatwieni.”

Przypomnę jeszcze wypowiedź amerykańskiego ekonomisty, prof. John Kenetha Galbraitha, który stwierdził, że tacy doradcy, jacy przybyli do nas z Zachodu, potrafiliby doprowadzić do bankructwa nawet bogate Stany Zjednoczone.

1.Mit o szczodrości UE

14 grudnia 2002, w Rzeczypospolitej, pojawiło się wielkie zdjęcie tow. Millera, a obok niego napis: "Dzień dobry Europo" i stwierdzenie: "Wszystkie nasze żądania zostały przyjęte przez Unię" Tydzień później, ten sam dziennik, tylko na odległej stronie, informował, że "żadne nasze istotne żądanie nie zostało w Brukseli przyjęte". I tak było. Oddali Polskę bez walki.

Według prof. Bojarskiego, największe straty, wywołane aneksją Polski do Unii Europejskiej, spowodowane zostały, w latach 2002 - 2006, utratą Produktu Krajowego Brutto ( dochodów publicznych ludności i przedsiębiorstw), w wyniku likwidacji miejsc pracy - 35 mld. USD. W wyniku transferów za granicę, zysków i nadzwyczajnych zysków od części funduszy rentowych, ubezpieczeniowych i polskich lok bankowych, Polska straciła 18 mld. USD, a na skutek wyprzedaży majątku narodowego - 10.

Ogółem, koszty i straty netto, to kwota ca 81 mld. dolarów

Trzeba równocześnie podkreślić, że szacunkowe koszty i straty, poniesione w ciągu zaledwie 11 transformacji (1991 - 2001), pomniejszone o niewielkie wpływy i korzyści, wyniosły około 595 mld. USD, co oznacza, 156% rocznej wartości PKB roku 2001, przeliczonej na dolary, według aktualnej siły nabywczej (382,6 mld. USD). .

Naturalnie, powyższa analiza ma charakter szacunkowy, wymagający uaktualnienia. Ocena ta nie obciąża w całości przedsiębiorstw krajów i struktur UE, gdyż mają w tym swój udział, także, lokalne siły globalistyczne, różne agentury w Polsce i polscy kolaboranci. W Unii jesteśmy już dwa lata i kryzys gospodarczy się pogłębia, co prowadzi do dalszego ubożenia społeczeństwa i bankructwa państwa. Dzisiaj trudno przewidzieć, czym tak naprawdę może się to skończyć dla Polaków.

Zachodzi pytanie: i co dalej.

Dzisiaj, po naszym wejściu do UE, sytuacja wygląda zgonie z przewidywaniami: gwałtowne załamanie się finansów państwa i dalsza, szybka pauperyzacja społeczeństwa, zniszczenie polskiego rolnictwa, rybołówstwa i przemysłu, pełne uzależnienie się od kapitału zachodniego (głównie niemieckiego) i niemieckich pracodawców, dla których, na polskiej ziemi pracować będą niemieccy pracownicy i najemni Polacy.

Nie jest prawdą, że Polska nie miała alternatywy. Alternatywą było nie wchodzenie do Unii!!

Przed poszerzeniem Unii, do tego socjalistycznego kołchozu, należało jedynie 15, z 44 państw europejskich (i 150 na świecie), więc, czy to oznacza, że tylko 15 narodów państw europejskich, to narody mądre, a pozostałe 29 zamieszkuje miliony durniów, którzy nie chcą dobrobytu, chcą natomiast same się unicestwić? Trzeba pamiętać, że najbogatsze kraje Europy (Szwajcaria i Norwegia) znajdują się poza strukturami unijnymi i nic złego im się nie dzieje. Wiedzieć trzeba również, że argument euroentuzjastów, o dokumentnym zniszczeniu polskiego handlu zagranicznego, jeśli nie będziemy w Unii, był kłamliwy, bowiem, póki co, Światowa Organizacja Handlu nie jest zależna od urzędasów brukselskich.

Stwórca dał nam jeszcze jedna szansę: zupełne, niespodziewane dla nikogo, fiasko wprowadzenia konstytucji UE, która jest dzieckiem tego francuskiego masońskiego potworka- Valerego. Niespodziewane, nawet dla samego Millera, Kwaśniewskiego, Tuska i innych euroentuzjastów.

Dzisiaj, dla Polski, Nicea nie jest już najważniejsza i nie ma racji (a kiedy ją miał) wielopartyjny poseł Jasio Marysia Rokita, gdy pajacował i wykrzykiwał: "Nicea, albo śmierć". Nadal, najbardziej istotna była i jest, dla kraju, suwerenność i niepodległość państwa. Tak więc, nie powinniśmy mieć nic przeciwko temu, że, prawdopodobnie, powstanie Europa tzw. dwóch prędkości. Proszę bardzo. W tej sytuacji, koniecznym jest, mimo czynionych prób wprowadzenia zapisów tej konstytucji (celowo piszę z małej litery) "od kuchni", wykazywanie ogromnej czujności oraz nawiązanie ścisłej współpracy z krajami Europy Środkowej, w szczególności np. z Czechami, czy Słowakami, co znacznie wzmocni naszą siłę w dalszych negocjacjach z potęgami europejskimi i, wyniesie nas do rangi przywódcy państw narodów,(do czego jesteśmy predestynowani), które nie chcą się pogodzić z dominacją Niemiec i Francji w Europie.

Przed Polakami, dzisiaj stoją dwa, perspektywiczne, fundamentalne zadania. Po pierwsze, jest konieczność wykreowania prawdziwego, powszechnie uznanego po prawej stronie, i nie tylko, autorytetu. Powinien być to ktoś z gruntu rzetelny, o dużym doświadczeniu i realnej wizji Polski na najbliższe lata. Wizji, która zostanie zaakceptowana przez Naród, i która, pod jego kierunkiem, będzie konsekwentnie realizowana.

Drugim zadaniem na już, to faktyczna konsolidacja sił prawicowych, stworzenie Ruchu Odrodzenia Narodowego. To realizacja dalekosiężnego planu dla Polski, a nie dla "wybrańców" w parlamencie, których (w przeważającej większości), wizja Polski sięga najbliższych 4 lat, tzn. takie działania, które zapewnią im reelekcję.

Zadaniem dla Polaków, jest myślenie o Polsce, a nie o sobie.

Już kilka razy Naród Polski uratował Europę przed zagładą ( islamu i sowietów), może uratuje i teraz przed powrotem komunizmu, w postaci zdrajców, nazywanych dzisiaj liberałami, socjalistami, czy globalistami. Może takie jest nasze przeznaczenie - ratując innych, ratujemy siebie.

Wierzę, że tak się stanie. Jest jeszcze Bóg na niebie!!!

Andrzej Ruraż-Lipiński

22 kwietnia 2006

powrót do strony głównej


now@ on-line miesięcznik polityczny Internautów http://nowaonline.strefa.pl