now@ on-line 5 luty 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu:

AKI:

dlaczego?

bajdula:

kraj zwany Polską

nowa arka

polowanie na czarownice

skarga na prawicę

wybacz  Winnetou

Klikacz:

mają sporo racji

Leszek Derda:

broń uranowa i NATO

Magdalena:

wołanie o pomoc

owczy pęd

#Marcel:

megalomania

mats:

okiem sąsiadów

MF:

tacy my

micra:

dwa felietony

StefanDetko:

pod kołami platformy

ZASADA:

niskie ceny

3beata:

uniwersytet now@

 

STATeria

 

 

teatr now@:

bajdula

KRAJ ZWANY POLSKĄ

(sztuka w trzech aktach, styczeń 2001)

OSOBY:

Polska - kobieta ubrana w białą bluzeczkę i czerwoną spódnicę. Reprezentuje ona całą historię naszego kraju, żali się nad swym ciężkim i okrutnym losem.

Osoba nr 1 - wiek około 40 lat, mężczyzna, ubrany w beżowy garnitur, prezentuje poglądy, które można uznać za prawicowe.

Osoba nr 2 - wiek około 30 lat, kobieta, ubrana w czerwoną bluzkę i czerwone spodnie. Reprezentuje szeroko rozumiane poglądy lewicowe.

Osoba nr 3 - starszy mężczyzna, ubrany na czarno, ksiądz.

Osoba nr 4 - kobieta, wiek bez znaczenia, ubrana na zielono. Działaczka ekologiczna.

Osoba nr 5 - płeć bez znaczenia, wiek około 30 lat, ubrana na biało. Zachowanie jej powinno wskazywać na brak pewności siebie, strach niepewność.

Osoba nr 6 - młodzieniec w wieku dojrzewania, buntujący się przeciw tradycji i wszystkim normom społecznym. Ubrany niechlujnie w różnokolorowe ciuchy.

Osoba nr 7 - starszy mężczyzna, brudny i nieogolony, odziany w łachmany. Przedstawiciel biedoty.

Osoba nr 8 - nagi mężczyzna, okryty białą płachtą.

Dziennikarz - mężczyzna w wieku około 40 lat, ubrany w garnitur.

Konsument - mężczyzna, wiek około 30 lat ubrany w szarą marynarkę i niebieskie dżinsy.

Polityk A - mężczyzna, poseł na sejm, poglądy lewicowe.

Polityk B - mężczyzna, poseł na sejm, poglądy prawicowe.

Duch - postać okryta białą płachtą, sięgającą do podłogi.

Aniołek - osoba cała w bieli, do pleców ma przypięte skrzydełka.

Diabełek - osoba wymalowana na czarno, mająca na sobie czarne spodenki, z których z tyłu wystaje ogonek. Na głowie ma rogi.

 

 

AKT PIERWSZY

Na scenie siedzi ośmioosobowa grupa tworząca krąg. Każda z nich ma na sobie przypięty numerek. Osoba nr 1 jest ubrana w beżowy garnitur. Osoba nr 2 w czerwoną koszulę i czerwone spodnie. Osoba nr 3 ma ubranie koloru czarnego. Osoba nr 4 - cała w zieleni. Osoba nr 5 - biała koszula, białe spodnie, lub spódniczka. Istota nr 6 cała w rozmaitych kolorach, ostro ze sobą kontrastujących. Osoba nr 7 ma na sobie stare, podarte łachmany, jest brudna i zaniedbana. I osoba nr 8, która na sobie nie ma nic, jej ciało przysłania tylko biała płachta. W środku kręgu, w samym centrum siedzi jeszcze jedna osoba zwana Polską, koniecznie kobieta, ubrana w białą bluzkę i czerwoną spódnicę. Scenografię stanowią przedmioty nieodłącznie kojarzące się z naszym krajem - Polską, a więc mamy godło kraju, flagę narodową, butelki po wszelkiego rodzaju alkoholach, brud w postaci porozrzucanych śmieci, zdjęcia oprawione w ramy, przedstawiające papieża Jana Pawła II, Wałęsę, Piłsudskiego, Stalina, Lenina, Gomółkę. Na ścianie znajdują się zawieszone cztery ubrania, a mianowicie szata księdza, mundur ZOMOWCA i żołnierza oraz biały kitel lekarski. Są też rękawice bokserskie. W tle cichutko słychać muzykę - hymn narodowy. Gdy poszczególne osoby zabierają głos muzyka musi prawie zanikać. Światło na początku dające dobrą widoczność, także musi ulegać przyciemnieniu.

 

Akt Pierwszy Scena Pierwsza

Osoba siedząca w środku kręgu wstaje i zaczyna mówić.

 

Polska

podniośle

Wy, którzy mienicie się Polakami, popatrzcie na mnie przez chwilę, pomyślcie, co widzicie? Czy od samych moich początków, od mojego chrztu musicie ciągle popełniać te same błędy? Ile razy jeszcze będę zszargana i zdeptana, ile razy doprowadzicie mnie do upadku? Czy na tym polega moja polskość? Łudziłam się, że może wreszcie u schyłku dwudziestego wieku stanę twardo na nogi, ale ja chyba też nie potrafię wyciągać wniosków. Bo wystarczy spojrzeć na moją historię, aby do takiego rozumowania nie mieć żadnych praw. Jednak wierzyłam w was! Mimo wszechobecnej prywaty, podziałów, dbania tylko o siebie, a nie o mnie, rozbiorów, parokrotnej utraty niepodległości, komunizmu, wierzyłam w was kochani! I co teraz mam powiedzieć? Moje biało - czerwone barwy znaczą to, co dawniej. Białe, jak mgła okrywające kłamstwa kolejnych władców, czerwone, jak krew zwykłych ludzi, cierpiących bez swojej winy.

 

Światło gaśnie całkowicie, na sali słychać tylko hymn narodowy, który rozbrzmiewa coraz głośniej, by nagle zniknąć.

 

Akt Pierwszy Scena Druga

Ciemność zostaje przerwana łuną światła padającego na osobę z numerem 1.Osoba z numerem 1 ubrana w beżowy garnitur wstaje i zaczyna swój monolog. W czasie swego wywodu porusza się nerwowo i gestykuluje.

 

Osoba nr 1

I co ja tutaj słyszę? Prywatę to mieliśmy niejednokrotnie, ale teraz jest demokracja. Prawie demokracja. Nikt nie rozliczył przeszłości i dlatego jest, jak jest. Komunizm był dla nas tragiczny, a teraz przybiera demokratyczne ciuszki i chce rządzić. Panowie z lewicy bardziej nadają się do więzień, niż na ministrów. I jak może być dobrze? Popatrzcie, do czego doszliśmy? Do punktu wyjścia. Nie było lustracji, winni morderstw popełnionych za czasów PRL-u chodzą po ulicach i mają się dobrze. Nawet więcej. Żyją w luksusie, bo nakradli tyle, że starczy im do końca swoich parszywych dni. Czerwona zaraza rośnie w siłę. I społeczeństwo się na to łapie. Ludzie, czy wy nie widzicie, że to stary aparat partyjny chce wami rządzić!!! Tacy, jak oni nie zmieniają swoich poglądów. Są, jak szczury, które dostosowują się do zmieniających się warunków. A wszystko to przez mass media. One, bowiem są w rękach czerwonych i kreują ich na bohaterów, demokratów, strażników prawa. Media to najsilniejsza ich broń, dzięki nim, bowiem Polska prawica, obóz niepodległościowy traci poparcie. Dlatego wzywam rodaków do opamiętania. Należy stanowczo zerwać z komunizmem, rozliczyć zbrodniarzy, pozbawić ich piastowanych funkcji, odpolityczniać telewizję, radio i prasę. Wolność jest, bowiem zagrożona, demokracja kuleje. Tylko prawica ma czyste ręce, nie zbrukane krwią rodaków. Rodacy!!! Nie pozwólcie niszczyć naszego kraju, naszej Polski!!! Kościół z narodem, naród z Kościołem!!! Nie rzucim ziemi skąd nasz ród... Nie damy się sprzedać Zachodowi... Wierzę w was i wierzę, że czerwona pajęczyna w najbliższej przyszłości zostanie zdekonspirowana. Módlmy się, zatem o lepszą przyszłość dla nas i naszych dzieci...

 

Ponownie rozlegają się dźwięki hymnu, światło powoli gaśnie.

 

Akt Pierwszy Scena Trzecia

Muzyka zanika, światło pada na osobę z numerem 2, tonącą jakby w czerwieni swojego ubrania. Powoli podnosi się ona i zaczyna mówić.

 

Osoba nr 2

Jestem młoda, ale czerwona, jak mówią niektórzy. I się tego nie wstydzę. Komunizm i PRL potępiam za zbrodnie, ale nie odbieram prawa zwykłym ludziom, którzy starali się żyć w tamtych czasach godnie. Niejednemu z nich się bowiem udało. Ja też stałam na barykadach, podnosiłam pięść przeciw bratu w mundurze zomowca. I co z tego? Walczyłam o piękne idee i szlachetne zamiary, które po 1990 roku legły w gruzach. Więc nie pieprzcie mi o czystych rękach obozu niepodległościowego. W 1989 roku wznosiłam do nieba znak zwycięstwa, a później patrzyłam, jak ideały sięgają bruku. Teraz jestem po drugiej stronie barykady i to dzięki wam, prawicy, która okazała się kolejną formacją dbającą o swoje tyłki. Jestem dla was komuchem, ale wolę być komuchem z czystymi rękami, niż pseudo chrześcijaninem dla mamony. Oczywiście macie rację i wy, gdy głosicie, że w lewicy jest stary beton. A gdzie niby ma być? U was są skrajności narodowo-chrześcijańskie i nic na to nie poradzicie. Ale świadomie wybieram lewą stronę. Tam przynajmniej widzę mniej obłudy. A Polska? Jak zawsze podzielona, ale obecnie dzięki wam. To wy podsycacie, knujecie, straszycie, polujecie, lecz dzięki Bogu, w którego wierzę, co dla was jest nie do pomyślenia, ludzie w naszym kraju nie nabierają się na takie slogany. Historia oceni nas, lecz to dla was niezrozumiałe. Sami szufladkujecie ludzi, dzielicie na dobrych i złych. A może by coś zrobić razem dla ojczyzny? Ha, ha, ha - już słyszę wasz szyderczy śmiech. Lewica może coś zrobić dla kraju? Według was może, ale tylko wtedy, gdy wystrzeli się na księżyc. I tu się mylicie...

 

Osoba nr 2 zamilkła. Powoli siada na swoim miejscu. Światło gaśnie, hymn rozbrzmiewa, po czym urywa się.

 

Akt Pierwszy Scena Czwarta

Na osobę nr 3 zostaje skierowane światło. Podnosi się ona, po czym zaczyna spacerować dookoła kręgu. Robi wrażenie , jakby usilnie nad czymś myślała. Wreszcie ciszę przerywa jej wywód.

 

Osoba nr 3

Tak, tak, trudno w dzisiejszych czasach o znalezienie dobrej drogi. Drogi, która dałaby życie wieczne, gwarantowała wewnętrzny spokój. Młodzi jakoś nie garną się do Kościoła, gdyż świat oferuje prostsze drogi do szczęścia. Dodam pozornego szczęścia. Ale przynęty są ciekawe, kuszą szybkim efektem zaspokojenia. Wartości upadają, czyżby to choroba ostatnich dekad? Co jako ksiądz mam do zaoferowania młodym ludziom? Niby tak dużo, bo ofertę wiecznego życia, dostąpienia raju, spokoju ducha. Ale w czasach, w których liczy się tu i teraz, życie dla Boga, którego istnienie w dodatku jest negowane ze wszystkich możliwych stron, nie jest żadną pokusą. Wzory stają się anty wzorami, ideały anty ideałami. Media kreują obraz raju na ziemi, obraz, który wiąże się z przyziemnymi radościami i przyjemnościami. Kreują wzory konsumentów, którzy zaspokajają swoje ambicje odnośnie posiadania dóbr materialnych. Nie możesz "być", jeśli nie "masz". Tylko, dla kogo te wzory i co z nich wyniknie? Czy Polska urośnie w siłę? Czy człowiek spełni się jako człowiek? Nie. Życie bowiem to nie Marce des, luksusowy apartament z widokiem na morze i wczasy na Majorce. W pełni żyje tylko ten, kto ma świadomość celu. A cel można znaleźć tylko w Bogu i poświęcaniu się drugiej osobie. Wartościami są nie rzeczy materialne, ale duchowe, miłość, dobroć, prawda, uczciwość, rodzina. Liberalizm, który zawładnął społeczeństwami mówi jednak, że dobre to, co przyjemne. Nie ma ograniczeń, nie ma praw moralnych, jest tylko życie jednostek, które walczą o swoje szczęście i mogą robić, co im się podoba, jeżeli nie naruszają praw innych osób. A polityka? Tam także brak autorytetów. W ogóle ostatnio cierpimy na brak autorytetów. No może Jan Paweł II, ale to wybitna osobowość. A poza tym pustka. Naturalne miejsca wychowania, jakim są rodziny przeżywają kryzys. O szkole nie wspomnę, bo znam od środka, jak przebiega tam funkcja wychowawcza. Ale szkoła to sztuczne środowisko, więc jak może być dobrze, skoro rodzina kuleje. Młody człowiek jest atakowany przez różne gremia, reklamy. Pokazuje się mu wszelkie dobra i pobudza chęć ich posiadania. Ale ilu ludzi może sobie na to pozwolić? Naprawdę niewielu. A politycy? Zatracili obraz, który powinien przyświecać ich powołaniu. Polska? Jeśli nawet liczy się, to dopiero na końcu, po prywatnych interesach. A ludzie to niestety widzą, czego efektem jest pogłębiający się marazm, wycofanie z czynnego udziału w życiu politycznym. Dokąd zmierzamy? Co osiągniemy?...

 

Ponownie gaśnie światło i słychać dźwięki hymnu.

 

Akt Pierwszy Scena Piąta

Pojawia się światło, a wraz z nim zielona postać z numerem 4. Muzyka cichnie.

 

Osoba nr 4

Czy widzicie to światło?

 

Tu wskazuje ręką w stronę reflektora oświetlającego jej postać.

 

To życiodajne światło. Dzięki niemu istniejemy, ale jakoś o tym zapominamy. Niszczymy naszą planetę, nasz kraj. Po nas choćby potop... A co z naszymi dziećmi? Jakim prawem odbieramy im cząstkę świata? Dlaczego w imię rozwoju, dobrobytu prowadzimy destrukcyjną politykę, która w końcu doprowadzi nas do zagłady? Gdyby rośliny i zwierzęta mogły mówić, myśleć i działać, jak człowiek, to nie pozostałaby na nas nawet sucha nitka. Niestety dla nich, a dobrze dla nas, że nie mogą wyrazić tego, co o nas myślą. Zielony to kolor nadziei - tak mawiają niektórzy... Dla mnie to kolor zagłady naszej planety. Minister Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa powinien ostrzegać: Niszczenie dóbr naturalnych powoduje powolną śmierć człowieka i zagładę wielu gatunków roślin i zwierząt. Gdyby technika w dziedzinie rozwoju ekologicznych instrumentów stojących na straży przyrody rozwijała się z prędkością przemysłu komputerowego, obecnie mielibyśmy zalew technologii nie wywołujących szkody, ani człowiekowi, ani środowisku. A tak mamy wielu trucicieli, bezkarnie zawalających nas kolejnymi stertami szkodliwych odpadów. Polsko, kraju marny między Wisłą, a Bugiem. Chciałoby się rzec: Ty nad poziomy wylatuj... Ale, za co? Bogatszych na to nie stać. Nad poziomy i normy wylatują za to zanieczyszczenia. Widzicie to światło? Jeszcze widzicie, to dobrze. Mam nadzieję, że to promyk nadziei, który rozświetli naszą przyszłość. A obecnie? U sterów władzy jak zwykle kocioł, świń chętnych do koryta, bowiem nie brakuje... Przemiany, przemiany i co? Reformy, i co? Przynajmniej jest coś pozytywnego dla mnie, zielonej żabki. Chciałabym być żabką, nie widziałabym tego brudu dookoła. Moje życie ograniczone byłoby wielkością mojego stawu. Ale co gdyby ktoś wrzucił mi jakieś świństwo do wody? Co jest pozytywnego dla mnie w ostatnich latach? Bankructwa wielu zakładów. Tak, tak, cieszę się z tego faktu. Dlaczego? Proste. Emisja zanieczyszczeń spadła i poprawiło to paradoksalnie stan naszego środowiska. Wiesz, co Polsko? Żal mi ciebie. Musisz patrzeć, jak rujnują twoje zdrowie. Człowiek to najokrutniejsze stworzenie na ziemi. Niestety też jestem człowiekiem, a nie zieloną żabką. I ta myśl doprowadza mnie do szału...

 

 

Akt Pierwszy Scena Szósta

Ciemno, słychać tylko hymn. Nagle wśród ciemności rozlega się głos. Wstaje, a wręcz wyskakuje ze swojego miejsca osoba nr 6. W czasie swojej przemowy grozi, krzyczy, gestykuluje itp.

 

Osoba nr 6

Co to za kichę puszczacie?!! Wyłączcie to!!! Hej, to nie ta impreza!!!

 

Pojawia się światło, dzięki któremu można dostrzec młodego człowieka w kolorowym stroju, który w zdenerwowaniu chodzi w przód i tył.

 

Osoba nr 6

No co jest kurwa? Mówię do ciebie. Wyłącz to badziewie i kopsnij szluga, bo w ryja.

 

Muzyka milknie.

 

Osoba nr 6

Aaaaaaa, boisz się mnie. Spierdalać tchórze!!!

 

Osoba z numerem 6 wyciąga paczkę papierosów z kieszeni i odpala jednego. Nagle podnosi się istota z numerem 5.

 

Osoba nr 5

Przepraszam kolego, ale teraz moja kolej. Ja też chcę się wypowiedzieć.

Osoba nr 6

Siedź cicho i nie podskakuj. Tacy, jak ty głosu nie mają. Jesteś nikim, powtarzam nikim.

 

Osobnik z numerem 5 siada i milknie. Spuszcza głowę w dół, kryjąc swoją twarz.

Osoba nr 6

Ooooo, tak dobrze. Nie pokazuj mi się na oczy. Do młodzieży świat należy, ale stare pryki zdaje się o tym nie wiedzą. Dawaj tu jakiś czadzik, byle nie za głośno. Chcę się wyszaleć, młodość ma swoje prawa. Nikt mi nie będzie mówił, co mam robić. Niech żyje wolność jednostki...

 

Z głośników zaczynają się wydobywać dźwięki ostrej, punkowej muzyki. Na przykład Dead Kennedys.

 

Osoba nr 6

Co wkurwieni jesteście? Możecie mi naskoczyć. Ja się nikogo nie boję. Wasz świat mnie nie interesuje. Podzielony granicami, z jednym Bogiem w postaci pieniądza. Wy za odpowiednią kwotę sprzedalibyście nawet swoją matkę. Gardzę takimi, jak wy. Gardzę wszystkim, co stanowi dla was jakąkolwiek wartość. Jestem anarchistą, buntuję się przeciw chorej rzeczywistości. Niech żyje wolność. Potrzebna jest rewolucja, dzięki której żaden człowiek nie będzie rządził drugim człowiekiem. Nie będzie władzy, bo każda władza prowadzi do zbrodni. Wszyscy są równi i kiedyś to zrozumiecie. Dlaczego nie mogę znaleźć pracy, mieć swojego mieszkania, samochodu? Dlaczego ja nie mogę, a syn sąsiada ma wszystko, czego zapragnie? Bo ja jestem dzieckiem robotnika, a on miał szczęście i urodził się w domu biznesmena. Zresztą i tak walę to wszystko. No Future! Kiedyś myślałem, że zmienimy świat. Od samej młodości wpajano mi uczciwość. I co z tego mam? Nic. Takie slogany należy odłożyć na półki między bajki dla dzieci. Dzięki uczciwości wiele rzeczy musiałem robić kilkakrotnie. Gdybym kłamał, jak większość, miałbym dużo więcej. I szybciej. Dlatego pieprzę ciebie Polsko, nikt mnie bowiem nie pytał, czy chcę żyć w takim chorym kraju. I wyjadę stąd przy najbliższej okazji. A wracać nie zamierzam. Do czego? Syfu, prywaty, kurestwa? Mam to w dupie. Dobranoc.

 

Muzyka milknie, światło gaśnie.

 

Akt Pierwszy Scena Siódma

Pojawia się światło, a wraz z nim podnosi się osoba nr 7 ubrana w stare podarte łachmany.

 

Osoba nr 7

Czym dla mnie jest Polska? To kraj, w którym spędziłem swoje życie, to kraj, w którym na stare lata zostałem nędzarzem. Czy jest mi przykro z tego powodu? Oczywiście, bo czy ktokolwiek świadomie wybiera życie w biedzie, spanie po kanałach, żebranie na ulicach, czy grzebanie po śmietnikach? Stare przysłowie mówi - " Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz." Ale ja nie szykowałem sobie miejsca w kanale. Moje życie, choć obfitujące w tragedie, uważam za udane. Za czasów PRL-u miałem wypadek, w którym zginęły najbliższe mi na świecie osoby, żona i dwójka dzieci. Zostałem sam na tym ziemskim padole, gdyż moi rodzice już niestety nie żyli, braci i sióstr nie miałem, a od strony rodziny żony posypały się oskarżenia o to, że z mojej winy doszło do wypadku. Oskarżać jest zawsze najprościej. Sam obwiniałem się o wiele, ale w końcu musiałem żyć dalej. Co się stało, to się nie odstanie. Jakoś ciągnąłem, ale niestety wskutek przemian ustrojowych w naszym kraju, mój zakład postawiono w stan likwidacji. Straciłem pracę i co się z tym wiąże dochody pozwalające mi na godne życie. W efekcie wylądowałem w kanale. Czy kogoś obwiniam za swój ciężki los? Nie. Zakład przynosił straty, więc jego likwidacja była najlogiczniejszym rozwiązaniem. Gospodarka niewydolna spowodowała masowe bezrobocie, którego jestem ofiarą. Ale czy to wina PRL-u? Taki był układ i nie mogliśmy tego wcześniej zmienić. W każdym razie kocham Polskę, tutaj się urodziłem i tu na pewno umrę. I dziękuję Bogu za to, że są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie, którzy poratują mnie w trudnych chwilach...

 

Osoba z numerem 7 siada, Światło gaśnie, a z głośników zaczyna płynąć hymn narodowy. Cichutko.

 

Akt Pierwszy Scena Ósma

Hymn kończy się. Pojawia się smuga słabego światła skierowana na osobę z numerem 8. Człowiek ów bez odzienia, przykryty tylko białą płachtą podnosi się.

 

Osoba nr 8

I co ja mam powiedzieć? Naga prawda wyszła na jaw. Ale jeszcze Polska nie zginęła...

 

Z głośników dosyć głośno słychać hymn państwowy. Kurtyna opada.

 

 

 

 

AKT DRUGI

Na scenie przy stole siedzi cztery osoby. Dziennikarz, Konsument, Polityk A i Polityk B. Popijają wódkę zagryzając ogórkiem. Co jakiś czas odpalają papierosa.

 

Akt Drugi Scena Pierwsza

 

Dziennikarz

wychylając kieliszek i łapiąc ogórka w palce pyta

 

Co tam w polityce? Widzę, że panowie nieźle się dogadują tu przy tym naszym stoliku. A reprezentujecie przecież dwie skrajne opcje. Jak to jest?

 

W tym momencie wyciąga z torby dyktafon i kładzie go na stole.

 

Polityk A

O.K., O.K., tylko schowaj tą podstępną machinę. Dobra?

 

Dziennikarz zabiera ze stołu dyktafon i wkłada do torby nie wyłączając jednak urządzenia.

 

Polityk B

spokojnie

O.K., teraz możemy sobie pogadać na luzie. Pozory w naszym fachu są najważniejsze.

 

Polityk A

wtóruje mu

Masz rację. O zewnętrzne cechy, dzięki którym jesteśmy rozpoznawalni musimy dbać z wielką starannością. Od tego zależy bowiem nasza kariera, tego wymaga praca polityka.

 

Dziennikarz

Nie rozumiem, wyjaśnijcie mi proszę bliżej tą kwestię? To wy się naprawdę lubicie?

Pyta ze zdziwieniem w głosie.

 

Polityk A

ze zdziwieniem

A czemu mamy się nie lubić? W końcu znamy się tyle lat. Tak między nami mówiąc, to większość parlamentu ma powiązania towarzyskie z oficjalnymi oponentami politycznymi.

 

Polityk B

No właśnie.

 

Dziennikarz

To, po co ta cała maskarada?

 

Polityk A

Zapytaj Konsumenta, on wie najlepiej.

 

Konsument

zagryzając jednocześnie ogórka

- A od czego są konsumenci? To dzięki nam kręci się cały ten świat. Wybieramy tylko tackę z daniem, które odpowiada naszemu gustowi i pożeramy ile się da. Popatrz na sklepy, posłuchaj radia, pooglądaj telewizję, poczytaj gazety. Gdyby nie konsumenci, nie byłoby tego wszystkiego. W polityce jest to samo. Nie jest to bowiem, jakaś odmienna dziedzina. Tutaj także sprzedaje się, ale nie dobra materialne, tylko idee, style życia, poglądy. Każdy, kto utożsamia się z dana partią jest konsumentem, który wybiera towar oferowany przez to ugrupowanie.

 

Dziennikarz

Zaraz, zaraz, a czym różnią się ugrupowania polityczne między sobą?

 

Polityk A

Tak najogólniej to ilością miejsc w parlamencie.

 

Polityk B

I zewnętrznymi cechami, dzięki którym jesteśmy odróżniani.

 

Dziennikarz

zdegustowany

Czyli jednym słowem maskarada!

 

Konsument

z pewnością w głosie

Nie tylko. Towar podany na brudnym naczyniu jest nie do przyjęcia. Trochę przesadzają nasi politycy. Ludzie, choć są konsumentami, nigdy nie kierują się tylko tym, czym są karmieni. Mają także swój rozum i nawet gdy jest on przytępiony, to odgrywa jakąś rolę. W końcu wiele osób serwuje populistyczne hasła, neguje wszystkie szkodliwe społecznie działania władzy, choćby były nieuniknione i nie do ominięcia. Ale tacy karierowicze nie zyskują dużego poparcia. To świadczy o pewnym wyrobieniu konsumentów, nie jest to małpia sfora. Ale i tak w końcu muszą coś wybrać, kupić jakąś opcję.

 

Dziennikarz

z ciekawością

Czyli konsument oprócz tego, że je, aby jeść w większości przypadków, zastanawia się jednak czasem nad tym, co mu podali?

 

Konsument

Ależ oczywiście, że tak, nasi politycy to także konsumenci. Tylko wyższego rzędu. Polityka to taki teatr, w którym trzeba być dobrym aktorem. I dbać o to, aby plakaty były jak najlepiej widoczne. To daje zwycięstwo. A czy pan, panie dziennikarzu zna piramidę konsumencką?

 

Dziennikarz

Nie do końca, choć domyślam się, co pan ma na myśli. Czy można mi to jaśniej przedstawić?

 

Konsument

odważnie

No jasne! Na samym dole są szare, niczym nie wyróżniające się, słabo wykształcone masy ludności, którym można w głowach przewracać prawie, jak się chce. Im ich więcej, tym lepiej dla tych z góry. Dlatego edukacja u nas, przynajmniej ta na wyższym poziomie robi się elitarna. Kto ma kasę, ten ma przyszłość. Oczywiście, ci z dołu muszą się uspołecznić w minimalnym stopniu, muszą czytać i pisać oraz czuć, że są poważani. Bo jak trafić do analfabety? Niepodobna. W każdym razie średnie wykształcenie to już szczyt, poza który nie powinni się wybijać. Wyższą warstwę stanowią ci, którzy myślą, że decydują i panują nad swoim życiem i czynami. Urzędnicy, biznesmeni, w ogóle ludzie z wyższym wykształceniem. Choć nie ono tutaj ma decydujący wpływ. Są to ludzie, którym się wydaje, że mają przewagę nad szarymi masami, uważają się za inteligentów i tak ich się kreuje w mass mediach. Jeszcze wyżej stoją dostojnicy państwowi, ludzie wpływowi z szerokimi kontaktami. Jednak na samej górze są wielkie koncerny i wielkie pieniądze, za które można przepchnąć wszystko, co się chce. I to w zasadzie one dyktują wszelkie mody, style życia, kreują obraz świata taki, jaki jest najlepszy z punktu widzenia ich produktów. Człowiek, bowiem musi czuć się zagubiony i przyjmować to, co mu się sprzedaje.

 

Polityk A

Co to, to nie, bez przesady, państwo czuwa nad dobrem obywatela.

 

Polityk B

Tak, czuwa, choć nie zawsze wszystko wychodzi...

 

Konsument

zachodząc się od śmiechu

Panowie, panowie, państwo czuwa nad dobrem obywateli? A to dobre. Państwo czuwa nad tym, aby było państwem, czuwa nad budżetem, dba o interesy, ale polityków i rządzących. Państwo jest po to, aby administrować ludźmi, czyli doić z nich, ile tylko można i sterować nimi, jak tylko się da. Im większy dobrobyt, tym mniej sterowania, gdyż i tym na górze i na dole żyje się w miarę dobrze. Ale w takim kraju, jak Polska, państwo, politycy ciągną ile się da dla siebie, a dopiero później myślą o kraju...

 

Dziennikarz

A jakieś przykłady?

 

Polityk B

Nie wierzyłbym w słowa Konsumenta. Wszędzie zdarzają się przekręty, ale w końcu nie jest, aż tak źle.

 

Konsument

z uśmiechem

Przykładów jest mnóstwo, choćby ta wódka na stole, którą pijemy od paru godzin. Dlaczego akurat ta marka?

 

Polityk A

Bo dobra...

 

Konsument

z poirytowaniem

A tam dobra... Taką się teraz pije w tych gremiach. Dawniej była inna, i co? Zrobiła się zła? Guzik prawda... To po prostu wykreowany wzór, któremu poddajecie się, jak jacyś bezmózgowcy... Zaszczepiono w was ten model... No to zdrówko...

 

Po wypiciu sporej części alkoholu wszyscy usypiają. Światło gaśnie.

 

 

Akt Drugi Scena Druga

Strumień światła zostaje skierowany na stolik, przy którym śpią Polityk A, Polityk B, Dziennikarz i Konsument. W pomieszczeniu pojawia się Duch, cały w bieli, który krąży dookoła nich.

 

Duch

poważnie

Jestem dzisiaj waszym snem. Gdy się ockniecie, w głowach waszych będą kołatać się moje słowa. A mam wam bardzo dużo do powiedzenia. Wszyscy, bowiem zbłądziliście w poszukiwaniu sensu i celu życia. Jestem duchem filozofa i przekażę do waszych mózgów, jak należy dążyć do szczęścia. Filozofia, bowiem pozwala patrzeć na świat bardziej realnie. Więc, zapamiętajcie, że szczęście może dać wam tylko Bóg. Bardzo ważną rzeczą jest także poznanie, ale nie wystarcza przy tym samo dążenie do niego, lecz potrzebne jest posiadanie go. Poznanie Boga i własnej duszy to rzecz najważniejsza. Przy nim badania przyrody to "poszukiwania bardzo ciekawe i - bardzo próżne". "Pragnę znać Boga i duszę. I nic więcej? Nic więcej". I choć zmysły ulegają złudzeniom, poznanie jest możliwe, gdyż nie podlegają im zawsze oraz myśl nie zawsze jest zależna od zmysłów. Może sama niektóre prawdy ustalać. "Nie twierdz nic więcej jak to, że tobie rzeczy się takimi przedstawiają, a nie będziesz miał zawodu". W dzisiejszym świecie doszliście do tego, że nic w zasadzie nie jest pewne. Subiektywizm, subiektywizm i jeszcze raz subiektywizm. Bóg to wymysł - tak kreujecie świat. A wiedza straciła swój obiektywny charakter, prawdy się zmieniają, jak w kalejdoskopie. O istnieniu rzeczy zewnętrznych można wątpić, ale o własnym życiu wątpić niepodobna. Własna myśl jest faktem ze wszystkich najpewniejszym. Wszystko jest wątpliwe prócz tego, że jestem i że myślę. "Czy powietrze, czy ogień jest źródłem życia, co do tego ludzie wątpili, ale któż może wątpić, że pamięta, że rozumie, że chce, że myśli, że wie, że sądzi? Bo choćby wątpił, niemniej żyje; jeśli wątpi, pamięta, dlaczego wątpi; jeśli wątpi, rozumie, że wątpi; jeśli wątpi, to chce się upewnić; jeśli wątpi, to myśli; jeśli wątpi, to wie, iż nie wie; jeśli wątpi, to sądzi, iż nie należy twierdzić". Musicie odnaleźć samego siebie, dotrzeć do własnego "ja", tam mieszka prawda. Tylko umysł poznaje prawdy wieczne, ogólne i niezmienne, które istnieją obiektywnie. Wieczne istnienie przysługuje tylko Bogu, a więc prawdy wieczne istnieją w Bogu, są ideami Bożymi. Dzięki umysłowi możemy dojść do tego, że mamy niezachwianą świadomość prawd wiecznych, wszystko zaś, co wieczne może istnieć tylko w Bogu, więc Bóg istnieje. Jest najwyższym bytem, gdyż istnieje z własnej natury, wszystko zaś inne mogłoby nie być. On jeden jest bytem niezależnym. Jest przyczyną wszelkiego bytu. Bóg jest najważniejszym przedmiotem poznania, gdyż poznawanie przemijających zjawisk nie ma bowiem wartości wobec poznania bytu absolutnego. Bóg jest największym dobrem i zarazem przyczyną wszelkiego dobra. Jak wszelki byt istnieje tylko przez Boga, tak samo i wszelkie dobro jest dobrem tylko przez Boga. "Cóż warta jest mnogość dóbr, to dobro i tamto dobro? Wyzbądź się tego i tamtego i patrz, jeśli możesz na dobro samo, a wtedy zobaczysz Boga, który jest dobrem nie dzięki innemu dobru, ale jest dobrem wszelkich dóbr". Dążenie do Boga leży w naturze człowieka i zespolenie z Bogiem może jedynie dać mu szczęście. Dusza poznając prawdy wieczne ma udział w wieczności. Ona jest doskonalsza od ciała, jest nieśmiertelna. Duszę znamy lepiej, niż ciało, wiedza o duszy jest pewna, o ciele niepewna. Dobra cielesne mogą być przeszkodą w poznaniu - rozgwar wyobrażeń przedostając się do wnętrza duszy mąci poznanie. Dlatego należy dbać o duszę, a nie o ciało, rozkosz zmysłowa jest godna potępienia, bo wzbudza pragnienie dóbr cielesnych i skłania do wywyższania ich ponad dobra duchowe. Należy przy tym dodać, że wszystkiego nie da się ogarnąć rozumem - nie pojmiesz patrząc, staraj się zrozumieć wierząc. Wiara i rozum uzupełniają się wzajemnie - "zrozum, byś mógł wierzyć, wierz, byś mógł zrozumieć". A wracając do szczęścia, to tylko z miłości płyną dobre czyny, a zwłaszcza z miłości do dobra najwyższego, do Boga. I szczęście można osiągnąć jedynie przez miłość. Dlatego powinniście czynić dobro, bo cóż to jest zło? Istoty czynią źle wtedy, gdy nie czynią dobrze, złe jest odwrócenie się od celów wyższych. Zła jest bądź pycha, bądź pożądliwość. Pycha to chęć wystarczenia sobie bez Boga, pożądliwość to zabieganie o rzeczy przemijające i pozbawione rzeczywistej wartości. Gdy się obudzicie, w waszych głowach będzie mętlik. Ale to nic w porównaniu do zamętu, jaki macie w swoim kraju. Mam nadzieję, że moja ingerencja pobudzi wasze umysły do przemyśleń...

Duch opuszcza śpiących, światło gaśnie.

 

 

Akt Drugi Scena Trzecia

Polityk A, Polityk B, Dziennikarz i Konsument powoli budzą się ze snu. Ociężale podnoszą głowy rozglądając się dookoła. W pomieszczeniu robi się coraz jaśniej.

 

Dziennikarz

ociężale podnosząc głowę ze stołu

Polejcie klina, głowa mi pęka.

 

Konsument

także ciężko

A niby, co mam ci polać? Wszystko opróżnione do dna.

 

Polityk A

wstając i wychodząc

Czekajcie, zaraz przyniosę. Mam w zapasie półlitrówkę na takie chwile, jak ta. To bardzo dobra metoda. Polecam.

 

Dziennikarz

rozglądając się dookoła

Wiecie, miałem taki dziwny sen. Śniłem o jakimś filozofie, prawdopodobnie chrześcijańskim. Było coś o Bogu, szczęściu, miłości...

 

Polityk B

spogląda na Dziennikarza

A to dziwne...

 

Dziennikarz

Bardzo dziwne. Skąd się takie sny mogą brać?!?

 

Polityk B

Nie, dziwne jest to, że ja śniłem o tym samym...

 

Dziennikarz

z dziecinnymi wątpliwościami

Niemożliwe! Nie wierzę.

 

Konsument

Oj, to ja może nie będę się wypowiadał na ten temat. Jeszcze bardziej bym namieszał...

 

Dziennikarz

A to dlaczego?

 

Polityk B

Zapewne śniło mu się to samo, co nam...

 

Konsument

z ekscytacją w głosie

Dokładnie. Śnił mi się bodajże Święty Augustyn. Tak mi się wydaje.

 

Dziennikarz

Wszystkim nam się w głowach poprzewracało...Zbiorowa halucynacja, czy co?

 

Polityk A wraca z flaszką markowej wódki i słoikiem ogórków. Siada na swoim miejscu i ciężko oddycha. Pozostała trójka wpatruje się w niego.

 

Polityk A

zadowolony

Wiecie, co mi się śniło?

 

Dziennikarz

Ja się domyślam. Jakiś filozof wkładał ci do głowy pseudo mądrości życiowe.

 

Konsument

zaciekawiony

Czy nasz przyjaciel ma rację?

 

Polityk A

z wielkim zdziwieniem

Tak, ma. A skąd wiecie?

 

Polityk B

Bo mieliśmy taką samą wizję... Polej wreszcie...

 

Cała czwórka wypija po kielichu, a następnie przegryza ogórkiem. Przez chwilę panuje zupełna cisza.

 

Dziennikarz

unosząc głowę i spoglądając na innych

To, co o tym myślicie?

 

Konsument

ostro

Może dodają do tej zasranej wódki jakieś halucynogeny, czy co?

 

Dziennikarz

Ale, żeby wszystkim nam śniło się to samo? Nieprawdopodobne...

 

Polityk A

również ostro i zdecydowanie

Ja tam mam to gdzieś. I tak Boga nie ma. Carpe diem przyjaciele...

 

Polityk B

z oburzeniem w głosie

Jak to nie ma Boga? Czy ty nie wierzysz?

 

Polityk A

A dlaczego mam wierzyć. Czy dał mi jakiś znak, czy kiedykolwiek pomógł mi w jakiś sposób? Moim zdaniem już prędzej pochodzimy od kosmitów, czy od małpy, jak chciał Darwin.

 

Polityk B

Nie sądziłem, że tak uważasz. A Pismo Święte? A Chrystus i jego życie?

 

Polityk A

polewając wódkę

Pismo? Dobrze napisana bajka, w którą wierzy wielu ludzi... Chrystus? No cóż, było to tak dawno, nie mamy żadnych dowodów, pewnie ktoś także wymyślił i to...

 

Polityk B

poruszony

Co to, to nie! Mamy pisma wielu filozofów, które powstały na długo przed Chrystusem, stan dotychczasowej wiedzy pozwala na odtworzenie, jak żyły dinozaury przed milionami lat, a ty wątpisz w Boga, w Chrystusa?

 

Polityk A

Mogę wierzyć w co chcę. To moja osobista sprawa. Mój światopogląd nie dopuszcza istnienia Boga. Zdrowie...

 

Wszyscy wypijają i przegryzają ogórkami

 

Polityk B

Twój światopogląd... To fakt, a nie jakieś hipotezy. W takim razie, po co jest ten świat?

 

Polityk A

Żeby szaleć, używać. A jak masz na myśli, co po śmierci? Zjedzą cię robaczki, o ile nie poddasz się kremacji. Życie to ciągłe zbliżanie się do kresu. Dlatego staram się korzystać, bo nie wiem, kiedy na mnie padnie...

 

Dziennikarz

powoli

Panowie dajcie spokój, przez to wasze gadanie łapię doły. W co kto wierzy, to jego sprawa.

 

Konsument

Może i jego, ale przyznacie, że świat jest kreowany pod kątem konsumpcji. Bóg już się w tym nie mieści. To zaprzeczenie podawanych wzorów. Dlatego w mass mediach nie uświadczysz Boga.

 

Polityk A

nerwowo

Bo, po co sobie zaprzątać głowę pierdołami...

 

Polityk B

z oburzeniem uderzając ręką w stół

Przestań bluźnić!!!

 

Dziennikarz

powoli i uspokajająco

Dobrze już, dobrze. A Polska panowie to także pierdoły?

 

Polityk A

z uśmiechem

Pierdoły, ale dochodowe, dlatego się o nich mówi.

 

Polityk B

wstaje i odpycha krzesło, jest poruszony, nerwowo chwilę chodzi

No nie wytrzymam. Wiadomo, że prawie każdy ma swoją cenę, ale są rzeczy, których robić nie wypada. Nie pozwala na to sumienie.

 

Polityk A

śmiejąc się

Widocznie za mało ci dawali, aby twoje sumienie umilkło...

 

Konsument

ze spokojem

O co te spory? I tak supermarkety zarzucą nas genetycznie modyfikowanym jedzeniem. Wyrosną nam ryje, jak u świń. Dziwię się, że ich jeszcze nie mamy.

 

Dziennikarz

podchwytliwie

Mocny kraj, stabilna gospodarka, niskie stopy procentowe to szczęście dla obywateli. Czy nie warto do tego dążyć?

 

Polityk A

po chwili zastanowienia

Warto, ale jak to osiągnąć w parę lat? Mamy tyle zaległości.

 

Polityk B

z wyrzutem

Bo mieliśmy PRL. Gdyby nie to, już bylibyśmy mocarstwem europejskim.

 

Polityk A

z oburzeniem

Zgoda, ale PRL-u nie zgotowaliśmy sobie tylko i wyłącznie sami. Zachód też się do tego przyczynił, sprzedał nas.

 

Polityk B

siadając

A jakie miał wyjście?

 

Polityk A

To nie dziwcie się, że ktoś kradnie, napada, zabija za pieniądze. Jakie ma wyjście? Życie w nędzy popycha do łatwych sposobów dorobienia się. A kto nas w tą nędzę wprowadza?

 

Polityk B

z nienawiścią

Co? Może ja i moje ugrupowanie? Absurd. My chcemy podnieść ten kraj...

 

Polityk A

z ironią w głosie

Tylko sposoby macie nieefektowne, co?

 

Polityk B

trochę uspokojony

Przyznam, że nie wszystko idzie tak, jak należało się spodziewać, ale nie da się, ot tak przeskoczyć czterdziestu lat.

 

Polityk A

Za to da się ustawić rodzinę i znajomych.

 

Polityk B

O przepraszam! Nikogo nie ustawiam.

 

Polityk A

nie dając za wygraną

Ale koledzy to robią?

 

Polityk B

Niektórzy zapewne tak, ale nie uogólniajmy. Zobaczymy, co będzie, jak wy przejmiecie władzę. Zresztą twoi koledzy mordowali rodaków

 

Konsument

polewając

Panowie pijemy zdrowie kraju. Po co te bezowocne spory? I tak media sprzedadzą nam, co zechcą.

 

Dziennikarz

Nie można tak ponad podziałami? Musimy się ciągle kłócić?

 

Polityk B

Musimy, zresztą tak jest wszędzie, w każdym kraju demokratycznym. Bez sporów nie byłoby demokracji.

 

Wszyscy chwytają kieliszki i wypijają, by po chwili zakąsić ogórkiem.

 

Konsument

krzywiąc głowę w wyniku wypitego alkoholu

Bez wielkich koncernów i supermarketów byłoby nam lepiej i zdrowiej. Rujnujemy naszych drobnych przedsiębiorców. I co z tego mamy? Zobaczycie, gdy konkurencja zniknie, rozpocznie się dyktat wielkich i bogatych tego świata. Masowy atak na nasze potrzeby już mamy. Musisz mieć to, to ,to, to i to. Bez tego, tego, tego i tego jesteś nikim. Musisz być kimś!!!...

 

Dziennikarz

z ciekawością

A co z naszym krajem?

 

Polityk A

Jakoś to będzie...

 

Światło gaśnie, kurtyna opada.

 

 

Akt III

Na scenie znajdują się dwa wygodne fotele. Na jednym siedzi biały aniołek, a na drugim czarny diabełek. Między fotelami stoi mały, okrągły stolik, a na nim ułożona jest duża, szklana kula.

 

 

Akt Trzeci Scena Pierwsza

Diabełek wskazuje palcem na kulę i zaczyna swą wypowiedź.

 

Diabełek

Popatrz na ten kraj, między Odrą, Wisłą i Bugiem.

 

Aniołek

z niepewnością w głosie

Masz na myśli Polskę?

 

Diabełek

ironizując

A co? Znasz jakiś inny między tymi rzekami?

 

Aniołek

zażenowany

Tak tylko spytałem, aby się upewnić.

 

Diabełek

po krótkim namyśle

W tym kraju niektórzy sądzą, że czarne jest czarne, a białe jest białe.

 

Aniołek

karcąco

Nie filozofuj, to ci kiepsko wychodzi. To piękny kraj, mieszka w nim dużo dobrych ludzi.

 

Diabełek

Nie przesadzasz? Złych też jest dość sporo.

 

Aniołek

z powagą w głosie

Ale mniej, niż w sąsiednich państwach. To katolicki kraj. Wiara w Boga to podstawowa kwestia dla wielu osób.

 

Diabełek

patrząc Aniołkowi prosto w oczy

Ale ich statystyki SA obłudne. Około dziewięćdziesiąt procent katolików oficjalnie możemy przełożyć na trzydzieści procent tych praktykujących. Czyli nie jest to raj na ziemi. Przejdź lepiej na moją stronę aniołku, sam widzisz, że zło jest górą. Moje czarne owieczki rosną w siłę. To tylko kwestia czasu, abym pozbawił was wyznawców.

 

Aniołek

z uśmiechem

Mylisz się diabełku. Zawsze będziemy mieli wyznawców, zawsze ktoś będzie znał prawdę, wierzył w Boga i poprzez swoje czyny udowadniał, że świat nie jest zły i przegrany. Popatrz na historię tego kraju. Ile upadków, ile trudności, ile wojen i co? Wcale nie wygrałeś! Jest im ciężko, ale dają sobie jakoś radę. I niejednokrotnie to wiara pomaga im przezwyciężyć trudy, jakie niesie życie. A najważniejsze, że mają wolę i wolny wybór. Sami decydują o swoim losie. Kto dąży do prawdy, na pewno ją odnajdzie. Powiedział Pan - szukajcie, a znajdziecie.

 

Diabełek

kusząco

Poczekaj tylko na moment, w którym wejdą do Unii, a zobaczysz, jak zaczną się zmieniać. Już widać efekty pracy moich wyznawców. Życie bez Boga staje się modne, Bóg jest spychany na margines, to temat nie modny i w ogóle sprawa dla każdego osobista i intymna. Wasze kościoły niedługo zaczną pustoszeć. Jeszcze się jakoś trzymacie, ale to dzięki starszemu pokoleniu. Gdy ono opuści ziemskie padoły, nadejdą ciężkie czasy dla Boga. Przejdź proszę na moją stronę.

 

Aniołek

z czułością

Nie żartuj, nie kuś mnie. Twoje piekło mnie nie interesuje. A Polska da sobie radę.

 

Diabełek

Jak sobie to wyobrażasz? Zobaczysz!!! Naród, który traci swoją kulturę, korzenie, przestaje być narodem. A globalizacja zmierza w takim kierunku. Zatracać tożsamość ludzi jako obywateli danego państwa, pozbawiać ich kultury, osłabiać ich wiarę to cele, które realizują się już właściwie bez mojego udziału.

 

Aniołek

Życie bez wiary nigdy nie miało i nie będzie miało sensu. Jeśli ci się wydaje, że możesz to zastąpić dobrami materialnymi, wiarą w magię, UFO, ewolucję, to się mylisz. Każdy w końcu odkryje, że takie zabiegi nie przynoszą ukojenia jego duszy. Wielu ludzi błądzi, ale wielu także wkracza na drogę z wiarą. I nawet gdy opamiętanie przychodzi na starość jest to jednak nasze zwycięstwo, a twoja klęska. Nie możesz obiecać nic ponad to, że spełnisz przyziemne przyjemności. A to stanowczo za mało dla wielu osób.

 

Diabełek

Ale wielu ludzi odwraca się od wiary...

 

Aniołek

swobodnie i pewnie

Tak, gdyż wierzą w szkiełko i oko. O rzeczach boskich nie jest możliwa wiedza zupełna, gdyż polega ona na ujmowaniu rzeczy jako obecnych. Sprawnie działają tylko oczy, uszy, węch, smak, dotyk, natomiast oczy rozumu są zamglone, a tym bardziej oczy kontemplacji. Dlatego ludzie nie mogąc prawdy oglądać, powinni brać ją na wiarę. Wiara jest niezbędna tam, gdzie wiedza nie jest możliwa; wiedzy zaś w wielu przypadkach posiąść nie możemy i to nie tylko ze względu na słabość naszego rozumu, gdyż niektóre prawdy z natury swej są rozumowi nie dostępne i nie mogą stać się przedmiotem wiedzy. Prawda może mieć czworakie pochodzenie - wywodzić się z rozumu, być zgodna z rozumem, przekraczać rozum oraz sprzeciwiać się rozumowi. Dla prawdy wywodzącej się z rozumu, wiara nie jest potrzebna. Przedmiotem wiary mogą być prawdy zgodne z rozumem i przekraczające rozum. W pierwszym przypadku wiarę może zastąpić wiedza. Natomiast, co do prawd sprzecznych z rozumem, to należy je odrzucać i wiara tutaj prowadzi w ślepy zaułek.

 

Diabełek

z ironią

To dlaczego tylu ludzi wybiera ślepy zaułek?

 

Aniołek

spokojnie

Bo tak jest łatwiej, brakuje im wiedzy, są wprowadzani w błąd. Na szczęście część z nich odnajduje Boga. A dwie są drogi do poznania Boga - pierwsza przez rozum, druga przez wiarę na podstawie objawienia. Rozum dwojako poznaje Boga, bądź, na podstawie tego, co znajduje w sobie, bądź tego, co ogląda w świecie zewnętrznym. Podobnie i objawienie dokonuje się dwojako - albo przez oświecenie wewnętrzne, albo przez pouczenie z zewnątrz idące, cudami poparte.

 

Diabełek

Ale dla człowieka liczą się dowody.

 

Aniołek

Niedowiarkom i tak niczego nie udowodnisz. Muszą sami chcieć uwierzyć. Dowodów było mnóstwo, życie każdego człowieka to już wystarczający dowód. Trzeba tylko chcieć. A ty udowodnisz, że Boga nie ma?

 

Diabełek

zaskoczony i zbity z tropu

No będzie ciężko...

 

Aniołek

A widzisz. Różnicą podstawową między mną, a tobą jest tylko wysiłek, który trzeba ponieść, aby się do któregoś z nas zbliżyć. I tu jestem górą, bo żyć z Bogiem jest trudniej, ale to się opłaca, to ma sens, natomiast żyć bez Boga to pestka, lecz niestety z tej pestki nic nie urośnie, gdyż pada na jałową ziemię...

 

Światło gaśnie. Aniołek i Diabełek opuszczają scenę.

 

Akt Trzeci Scena Druga

Na tych samych fotelach zasiadają Polityk A i Polityk B. Pojawia się światło. Obaj politycy zaczynają się rozglądać dookoła.

 

Polityk A

z przerażeniem

Gdzie my jesteśmy? Co się dzieje, nic nie pamiętam?

 

Polityk B

mruży oczy myśląc chwilę

Piliśmy z Konsumentem i Dziennikarzem, ale to inne pomieszczenie.

 

Polityk A

Wiesz stary, nie mogę się ruszyć... Co jest?...

 

Polityk B

Ja także... Nie mam władzy nad własnym ciałem. Tylko umysł funkcjonuje, ale nie pamiętam, gdzie jesteśmy...

 

Polityk A

Wierzysz w Boga?

 

Polityk B

z przekonaniem

Oczywiście, a ty?

 

Polityk A

ze strachem

A ja nie... Nie wiem sam... Nie mam dowodu...

 

Polityk B

Bo wiara to coś, jak sama nazwa mówi, na co nie ma dowodu. Wielu mędrców nad tym debatowało...

 

Polityk A

I co? Nic nie dowiedli?

 

Polityk B

Niektórzy dowiedli, tylko po co? I tak wiara to wiara.

 

Polityk A

żaląc się

Ja chcę dowodu, choćby głupiego... Znasz jakiś?

 

Polityk B

Przytoczę ci więc dowody na istnienie Boga z XI wieku, które przedstawił Św. Anzelm. A mianowicie, pierwszy dowód brzmiał mniej więcej tak: jeśli istnieją rzeczy, które jakąś własność posiadają względnie w stosunku do innej rzeczy, to musi istnieć i ta inna rzecz. Dlatego dobra względne, które są więcej lub mniej dobre, zakładają istnienie czegoś, co jest bezwzględnie dobre. A tą rzeczą jest Bóg. Także wszelki względny byt zakłada byt bezwzględny, czyli Boga. Istoty stworzone cechuje różnorodna doskonałość, która nie może biec w nieskończoność. Dlatego musi być istota, od której doskonalszej już nie ma. Ta najdoskonalsza istota to Bóg. Oprócz tego Święty Anzelm podał drugi dowód, który nie odwoływał się do świata, ale wywodził istnienie Stwórcy z samego pojęcia Boga jako istoty najdoskonalszej. Jeśli więc posiadamy pojęcie Boga, to istnieje ono w naszych myślach. Ale czy istnieje tylko w naszych myślach, czy także w rzeczywistości? Jeśli istota najdoskonalsza, jaką jest Bóg istnieje w rzeczywistości, to posiada własność, której nie miałaby istniejąc tylko w myślach. Byłaby zatem doskonalsza od istoty z myśli, która to w ten sposób nie byłaby najdoskonalsza. Dlatego istota najdoskonalsza musi istnieć w rzeczywistości. Wynika to z pojęcia Boga. Nadążasz za mną?

 

Polityk A

niepewnie

Tak, choć z trudem. I co tutaj zostało udowodnione?

 

Polityk B

To co chciałeś, istnienie Boga. Ale w ten sam sposób możesz udowodnić także istnienie jakiejkolwiek fikcji. A poza tym z posiadania przez umysł pojęcia istoty doskonałej nie wynika jej istnienie w rzeczywistości. Ale chciałeś dowód, więc ci podałem. No i co wierzysz?

 

Polityk A

opuszczając głowę

Nie wiem, nie wiem, nic już nie wiem...

 

Obaj panowie siedzą z opuszczonymi głowami. Światło gaśnie.

 

Akt Trzeci Scena Trzecia

Pomieszczenie i wystrój jak wyżej.

Polityk A

Słyszysz? Coś tu idzie...

Polityk B

z przerażeniem

Może to koniec...

Polityk A

Jąkając się ze strachu

To chyba duch?...

Do pomieszczenia wchodzi Polska i staje tuż obok stolika, przy którym siedzą politycy.

Polityk A

zwracając się do Polski

Kim jesteś piękna pani? Co się z nami dzieje?

Polska

powoli i z powagą

Ja jestem waszym krajem... Polską...

Polityk B

Nie rozumiem. To straszne. Ja chcę wyjść.

Polityk A

Nie pękaj. Popatrz, jaka Polska jest piękna.

Polska

To tylko pozory. Sami wiecie, jaka jest prawda. To wy rządzicie mną. Czy wszystko jest w porządku według was?

Polityk A

A czy wszystko jest kiedykolwiek w porządku?

Polityk B

Staramy się...

Polska

podniośle, przerywając Politykowi B

O co się staracie? Chyba nie o moje dobro? W mojej ponad tysiącletniej historii już wiele razy się starano. Nie takie mózgi, jak wy myślały nad mym losem. Popatrzcie, co dzieje się z Polakami? Ile kosztują ich wasze złe decyzje i prywata!

Polityk A

szlochając

Nie wierzyłem, nie wierzyłem, oj ja głupi. Od dzisiaj przyrzekam Ci...

Polityk B

stanowczo

To wina komunistów!!!

Polska

O czym ty mówisz? Odpowiadasz za swoje czyny i z nich cię chcę rozgrzeszyć. Mam ci przypomnieć parę spraw?

Polityk B

chowając twarz w rękach

Przepraszam.

Polityk A

Polsko, przyrzekam Ci, że się zmienię. Koniec z prywatą, układami, machlojkami, już nie będę myślał tylko o sobie.

Polska

I niech się tak stanie, bo inaczej popatrzcie..

Wskazuje ręką w mrok panujący za nimi, z którego wylatuje Aniołek i Diabełek. Okrążają oni parę razy stolik i fotele, na których zasiadają politycy, po czym opuszczają scenę zapadając się ponownie w mrok.

Dobro i zło, dwaj odwieczni wrogowie, a może przyjaciele już czekają. To wy wybieracie, decydujecie o swoim losie. Zastanówcie się więc, aby nie żałować. Jesteście odpowiedzialni podwójnie. To na was bowiem spoczywa ciężar decydowania o losie Polaków, od was zależą ich dole lub niedole. Ostrzegam!

Polska odwraca się i odchodzi. Politycy pragną się ruszyć i zatrzymać ją, ale nie mają władzy nad ciałem oprócz sprawnego umysłu.

Polityk A

krzyczy

Zaczekaj, chcę coś wyznać!!!

Polityk B

również krzyczy z całych sił

Potrzebuję cię, zostań!... Przepraszam!!!

Światło gaśnie, głosy milkną.

 

Akt Trzeci Scena Czwarta

Ponownie wracamy do pomieszczenia, w którym śpią Dziennikarz, Konsument i obaj politycy. Pojawia się światło jest półmrok. Polityk A budzi się i wstaje z dużym trudem.

 

Polityk A

rozglądając się dookoła i spacerując

Ale numer, ale numer... Ale heca...

 

Pozostała trójka także się budzi i powoli dochodzi do siebie.

 

Polityk B

spoglądając na Polityka A mówi cicho, acz wyraźnie

Co się dzieje?

 

Polityk A

z bólem

Aj, ałaj, aj, ojej

 

Podskakuje, to znów utyka na lewą nogę, by po chwili usiąść na podłodze tuż przed stolikiem

 

Polityk B

z ciekawością

Co się dzieje? Co ci jest?

 

Polityk A

ściąga buta z lewej nogi, a następnie odwraca się twarzą do pozostałej trójki i przygląda im się chwilę

Jak to co? Dziura na skarpecie.

 

 

KURTYNA

KONIEC AKTU TRZECIEGO I OSTATNIEGO

 

powrót do strony głównej