| ||||
|
w tym wydaniu: AKI: bajdula: Klikacz: Leszek Derda: Magdalena: #Marcel: mats: MF: micra: StefanDetko: ZASADA: 3beata: |
ZASADA nadzieja Nadzieja na powrót do świata lepszego, w którym panuje ogólna łagodność i wszyscy żyją w niczym niezmąconej harmonii z naturą, wydaje się tyle naiwna, co nierealna i nieprawdziwa. Pogląd, że cywilizacja zachodnia zmierza w niebezpiecznym kierunku, który grozi zerwaniem podstawowych norm społecznych specyficznych dla gatunku ludzkiego, jest pewnie charakterystyczny dla każdego pokolenia, dla ludzi, którzy nie przyczyniają się do postępu cywilizacyjnego, którzy za owym postępem nie nadążają. Niestety nasze czasy charakteryzują się tak ogromnym przyspieszeniem cywilizacyjnym, że odsetek członków społeczeństwa, którzy za tymi przemianami nie nadążają jest bardzo wysoki. Czy to dobrze, czy źle, tego nie wiem. Niemniej problem, którym chcę się zająć, to nie kwestia, czy to dobrze, czy źle, lecz czy możliwy jest powrót do starych, dobrych czasów. Powrót można rozumieć na dwa sposoby. Po pierwsze, można rozumieć jako cofnięcie się do czasów, gdy ludzie, wedle niektórych, żyli w zgodzie z otaczającą ich naturą. Po drugie powrót może być rozumiany jako ustanowienie takich stosunków gospodarczych, w których społeczeństwo jako całość mogłoby korzystać z dobrodziejstw współczesnej, jak i przyszłej technologii bez konieczności uczestniczenia w niezbyt egalitarnych i niezbyt łatwych stosunkach społecznych naszych lub przyszłych czasów. Wariant drugi wydaje się technicznie możliwy do zrealizowania, przecież w miarę łatwo można sobie wyobrazić społeczeństwo, w którym produkcją wszelkich dóbr zajmują się homeostatyczne automaty, a ludzkości pozostaje tylko rola konsumenta owych dóbr. Lecz choć wizja ta wydaje się możliwa do realizacji technologicznej, mam nadzieję, że nie ma na to szans z powodów przede wszystkim socjologicznych oraz istnienia czegoś takiego jak instynkt samozachowawczy gatunku. Jeżeli chodzi o socjologię, to próbkę systemu, w którym potrzeby ogółu społeczeństwa miałyby być skodyfikowane i zaspokajane przez państwo już przeżyliśmy i jakoś nic z tego nie wyszło. Drugi czynnik, który powinien uniemożliwić tę wizję to niechęć ludzkości do uzależniania się od innych. Rzeczywistość, w której człowiekowi pozostaje tylko rola konsumenta niosłaby za sobą ryzyko pełnego uzależnienia człowieka od automatów, a to byłoby chyba największym zagrożeniem dla naszego gatunku. Jedynym sposobem na uniezależnienie się od technologicznie zaawansowanych maszyn zaspokajających potrzeby konsumpcyjne społeczeństwa byłoby stworzenie klasy technokratów będących w stanie merytorycznie i technicznie panować nad systemami automatyki. Jednak to pociąga za sobą powstanie klas społecznych, które to wcześniej, czy później doprowadzą do braku egalitaryzmu społecznego, a więc w rezultacie do stanu analogicznego do dzisiejszego. Jest jeszcze trzecia ścieżka: ograniczenie potrzeb konsumpcyjnych członków społeczeństwa zachodniego. Lecz należy pamiętać, że pozbawienie przywilejów, które są powszechnie uznawane za naturalne jest zadaniem bardzo trudnym lub wręcz niewykonalnym. Więc może bardziej realnym jest powrót do czasów sprzed rewolucji przemysłowej, kiedy to społeczeństwa żyły w jako takiej równowadze z otaczającą przyrodą. Tak, ten wariant jest możliwy, lecz kto weźmie na siebie odpowiedzialność redukcji populacji ludzkiej do poziomu z początków XVIII w. i zapewni, że ludzkość nie będzie zwiększała swojej liczebności? Dlaczego redukcja populacji? Przyczyn jest mnóstwo, ale wystarczy jedna czy dwie podstawowe. Według większości analiz zapasów paliw kopalnych przy dzisiejszym zużyciu starczy na nie więcej niż 200 lat (wliczając węgiel), a współczesne metody uzyskiwania z nich energii są nieporównanie efektywniejsze od metod stosowanych przed okresem rewolucji przemysłowej. Tradycyjna metoda uzyskiwania energii wymaga rocznie na cztery osoby spalenia co najmniej tony węgla, czyli w Polsce na zapotrzebowanie gospodarstw domowych zużywane by było około 10 mln ton węgla. Jak wydobywać taką ilość węgla stosując metody z okresu Oświecenia? Drugi parametr to żywność, ale wydaje mi się, że wszelkie szacunki w tym temacie są oczywiste. Niemniej jeżeli nauka nie znajdzie sposobu na uzyskiwanie taniej energii ze źródeł innych niż paliwa kopalne, to w ciągu skończonego czasu grozi ludzkości powrót do epoki przedindustrialnej, mam tylko nadzieję, że ja tego okresu nie dożyję. Ktoś mógłby zapytać jaki związek ma to co zostało napisane powyżej ze związkami w rodzinie, myślę, że bezpośredni. W dzisiejszych czasach rodziny są mniej dzietne, ze względu na większą przeżywalność dzieci z jednej strony, a z drugiej strony wymogi współczesnego życia gospodarczego zmuszają jego uczestników do większej mobilności, a co za tym idzie powodują zanikanie więzi z małymi ojczyznami naszego dzieciństwa i zanik identyfikacji ze środowiskiem, w którym żyjemy. Związki z dalszymi krewnym stały się na pewno rzadsze, ale czy to musi oznaczać, że płytsze? Przecież jakość związku z drugim człowiekiem zależy od nas samych. Często słyszę też argumenty, że rodzice nie mają czasu dla swych pociech, że nie mają kiedy ich wychowywać i okazywać im swych uczuć. Lecz argument ten jest straszliwie bałamutny, ponieważ należy zapytać co z czym jest porównywane. Czy porównujemy lata dziewięćdziesiąte w Polsce z okresem PRL? Jeżeli tak, to obserwacja zapewne będzie prawdziwa, tylko należy dodać, że przez lata PRL całe społeczeństwo żyło na kredyt, który dzisiaj spłacamy, a z drugiej strony liczna część społeczeństwa żyjącego w czasach PRL musiała równie ciężko pracować i rzadko się spotykać z rodziną, jak większość współczesnego społeczeństwa. Jeżeli jednak wykluczyć okres PRL to ilość wolnego czasu jakim dysponuje przeciętny członek populacji rośnie i tylko do jednostek należy decyzja czemu ten wolny czas. Aby obronić się przed gromkimi atakami pozwolę sobie polecić lekturę „Ziemi obiecanej”, czy „Chłopów” (leniwym proponuję obejrzenie filmów – czasami są bardziej sugestywne). Z braku miejsca nie będę poruszał tematów związanych z procederem sprzedaży dzieci w celach zarobkowych i katorżniczej pracy nieletnich lub pokrewnych. Wygląda więc na to, że utyskiwania ekologów i promotorów naturalnego sposobu życia są raczej populistyczną i chwytającą za serce demagogią i nie są zbyt silnie osadzone w realiach. Łatwo bowiem narzekać na to, co się wokół dzieje, znacznie trudniej znaleźć receptę umożliwiającą realną zmianę warunków społeczno-gospodarczych naszej rzeczywistości. A warto pamiętać, że już jedną taką próbę, jak się po latach okazało - nierealną - przeżyliśmy. | |||