| ||||
|
w tym wydaniu: AKI: bajdula: Klikacz: Leszek Derda: Magdalena: #Marcel: mats: MF: micra: StefanDetko: ZASADA: 3beata: |
spojrzenie z prawej: StefanDetko Pod kołami Platformy Ponieważ ostatnie tygodnie obfitowały w nowe przetasowania polskiej sceny politycznej, a pojawienie się Platformy Obywatelskiej stało się faktem, wywołującym poważne konsekwencje i wzbudzającym emocje społeczne, spróbuje – tym razem bez zbytniej ironii – przeanalizować w telegraficznym skrócie skutki tych wydarzeń, i ich wpływ na kształtowanie się naszej rzeczywistości. Zacznijmy od faktów: według opublikowanych ostatnio wyników sondaży opinii publicznej Andrzejowi Olechowskiemu ufa 60% potencjalnego elektoratu AWS, 69% elektoratu PSL, 73% wyborców sympatyzujących z SLD i 88% zwolenników Unii Wolności. Maciejowi Płażyńskiemu ufa 69% elektoratu AWS, 57% elektoratu PSL, 48% - SLD i 70% - UW. Donalda Tuska obdarza zaufaniem 40% potencjalnego elektoratu AWS, 34% elektoratu - PSL, 30% - SLD i 54% – UW. Pojawienie się Platformy Obywatelskiej zaowocowało, w porównaniu z wynikami z grudnia ubiegłego roku, spadkiem poparcia dla AWS o 3%, dla SLD o 5% i dla UW o 6%. Powyższe statystyki wykazują wyraźnie, iż fala sympatii, jaką wywołał swą kampanią prezydencką Andrzej Olechowski zamieniła się w prawdziwy przypływ, a wykreowana przez niego Platforma Obywatelska, pod której kołami trzaskają dotychczasowe układy polityczne, stała się hitem sezonu przedwyborczego. Czy te nastroje utrzymają się do jesiennych wyborów parlamentarnych, czy też – zgodnie z życzeniami przedstawicieli wielu zagrożonych niebytem politycznym kanap – rozwieją się i przygasną, gdyż Platforma złamie oś i stoczy się do rowu? W tej kwestii wiele zależy od kierunku, jaki obiorą jej liderzy, a także od powodzenia bezsprzecznie planowanej już kontrofensywy - zagrożonych odpływem elektoratu – dotychczasowych struktur i partii politycznych. Moim zdaniem powodzenie, jakim cieszy się Platforma nie ma trwałych fundamentów, a jej popularność wywołana jest falą frustracji społecznych, u której podstaw leży irracjonalna fascynacja nowym, nieznanym, a zwłaszcza błyszczącym – którym to kryteriom doskonale odpowiada osoba Andrzeja Olechowskiego, kolejnego wydania zapomnianego już trochę Stana Tymińskiego. Podobieństwo sylwetek politycznych tych panów jest zastanawiające. Obydwaj uzyskali w wyborach prezydenckich porównywalne wyniki, obydwaj pochodzą z kręgów finansowych, gdzie osiągnęli niemały, jak na wyobrażenia Polaków sukces, obydwaj nic konkretnego nie mówią i nie posiadają zaplecza politycznego, obydwaj obiecują ludziom mgliście niejasną, różową przyszłość i obydwaj - co jest dla mnie bardzo zastanawiające - byli agentami służb specjalnych PRL-u, kontrolowanymi przez ośrodek dyspozycyjny w Moskwie. Niepokoi mnie zwłaszcza to ostatnie podobieństwo - Andrzej Olechowski nie wypiera się swojej przeszłości agenturalnej - gdyż wskazuje ono na jego dyspozycyjność i podkreśla fakt, iż człowiek ten nauczony jest wypełniać rozkazy, wykradać tajemnice ludzi i organizacji, które mu zaufały, a co za tym idzie: składać obszerne raporty, nieprzychylnym suwerenności Polski, zwierzchnikom. W sumie bardzo nieciekawe przymioty, zwłaszcza dla polityka, który sięgał po najwyższy urząd w państwie i nadal okazuje aspiracje idące w kierunku objęcia fotela premiera rządu. Od dość prymitywnego Stana Tymińskiego różni Andrzeja Olechowskiego inteligencja, ogłada, profesjonalizm i jawna PRL-owska przeszłość, poczynając od prowadzenia muzycznych audycji radiowych – a w tamtych czasach mogli to robić jedynie ludzie sprawdzeni i zaufani – a kończąc na uczestnictwie, jako ekspert strony rządowej, w układach Okrągłego Stołu. W czasach III RP Andrzej Olechowski stał się synonimem zawodowego rozbijactwa struktur politycznych prawicy oraz organizacyjnego lenistwa, będących moim zdaniem wyraźnymi objawami wyrafinowanej działalności agenturalnej, mającej na celu infiltrację i rozbicie środowisk niepodległościowych. Kolejną cechą różniącą Andrzeja Olechowskiego od Stana Tymińskiego jest metoda działania, którą cechuje umiejętny dobór wiarygodnych, acz nieszkodliwych partnerów. Wypchnięcie mizernego ideologa Macieja Płażyńskiego na dowodzącego Platformą i przekonanie do współpracy nie mającego właściwie swojego zdania Donalda Tuska, pozwala Andrzejowi Olechowskiemu rozmyć się na ich tle, i na nich właśnie zrzucić winę w razie kolejnego, a przeze mnie przewidywanego fiaska. Mając powyższe na uwadze niepokoję się o los tych wszystkich, którzy swoje nadzieje na lepsze jutro Polski ochoczo i bez głębszego namysłu powierzają człowiekowi o tak podejrzanej przeszłości, niejasnych celach i motywach działania, nie dostrzegając w Platformie Obywatelskiej (istna Liga Niedoszłych: prezydenta, szefa AWS i szefa UW) pustosłowia ciągniętego przez konia trojańskiego, kolejnego sarmackiego paradoksu. Według sondażu przeprowadzonego ostatnio na zlecenie „Rzeczpospolitej” Platformę Obywatelską popiera w chwili obecnej 17% ankietowanych dowodząc, że P.O. stała się realną siła polityczną i w związku z tym wyrażę nadzieję, że pod światłym patronatem Andrzeja Olechowskiego nie stanie się ona p.o. demokratycznej. | |||